Osiem Osiem Osiem

Ósmy miesiąc, ósmy dzień miesiąca i numerologiczny ósmy rok, ale to już wiecie ;)
888 to zwane Lion’s Gate, czyli Wrota Lwa albo Lwie Wrota, kto, jak tam sobie woli. Co te wrota nam robią? A no, robią dużo ;) Szczególnie jeśli chodzi o związki i w tym przypadku wyszczególniamy 3 typy takich związków, na których należy się skupić, a mianowicie:
1) związek z samym sobą (NAJWAŻNIEJSZY)
2) związek ze światem
3) związek z Bliźniaczym Płomieniem lub Bratnią Duszą.
Nie bez powodu jest taka kolejność. Bo dopóki nie zrobimy porządku ze sobą, następnie ze swoimi sprawami w świecie i dla świata, to nie będziemy mogli spełnić się w żadnej innej relacji. Proste? Proste ;)
Jak się zacznie „od dupy strony”, czyli od punktu 3, to prędzej, czy później pojawią się różne kłody, belki i inne przeszkody. Proste? Proste ;)
Nasze społeczeństwo stopniowo się przebudza i podwyższa swoje wibracje i sami siebie zaczynamy pytać, kim tak naprawdę jesteśmy. Szukamy siebie, szukamy korzeni. Szukamy prawdy. Ten rok ma nam uświadomić to, że musimy porzucić naciski na to kim mamy być, a skupić się na tym kim CHCEMY być. Musimy porzucić stare schematy i przestać być uwięzionymi między tym, co wiemy i czego chcemy, a tym, co nam wypada. Teksty typu „ale co ludzie powiedzą” nas przebudzonych powinny naprawdę mało obchodzić. Żyjemy DLA SIEBIE, a nie dla kogoś.
Nie bójmy się prawdy i szczerości!
Nie będę Wam prawić morałów o tym, że aby móc zmieniać świat, aby móc go zaakceptować itd. trzeba zacząć od siebie, bo o tym doskonale już wszyscy wiemy. Czasem tylko trzeba sobie samemu walnąć z łokcia po żebrach, żeby o tym nie zapominać ;) Ale to też już wiecie ;)
Ja jestem właśnie w trakcie nauki akceptowania i kochania siebie. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Powiem nawet, że jest to trudniejsze niż wejście w nowy związek z kimkolwiek innym. Sama przed sobą budowałam mury i sama muszę je teraz zburzyć. Sama muszę sobie podać rękę, przytulić się i powiedzieć, że kocham siebie. TO NIE JEST ŁATWE. To jest najtrudniejsza sprawa z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. Nic nie było tak trudne, jak dotarcie DO SIEBIE i AKCEPTOWANIE SIEBIE… krok po kroku, kawałek po kawałeczku… To trwa, bo to jest proces. Jak widać, dość bolesny. Nie wiem ile mi to jeszcze zajmie, ale dziś jest jakoś bardziej optymistycznie. Patrzę w lustro i jest OK. Myślę o wszystkim i jest OK. Serce się otwiera na miłość do samej siebie i innych.

Poza tym, co tu dużo mówić, korzystajmy z energii POTRÓJNEJ NIESKOŃCZONOŚCI :)

Związki – przed Bliźniakiem i z Bliźniakiem w tle

Od lat coś skutecznie blokowało moje życie uczuciowe. Od października 2005 r. jestem sama, a co za tym idzie, w celibacie ;) To tylko ciut krócej niż mój Bliźniak ;D Ale nie o celibacie chcę dziś pisać. A właściwie, to bardziej liczę kochani na Wasze pisanie :)
Chcę dziś poruszyć kwestie:

1) nie wiedziałem o Bliźniaku i byłem w związku – Wasze odczucia, czy czuliście, że to nie to, czy czuliście, że gdzieś tam jest ktoś tam i czeka na Was, a Wy na niego?

2) wiem o Bliźniaku i jestem w związku z inną osobą – co się wtedy w Was dzieje, jak się z tym czujecie, jakie macie myśli, czy według Was można kochać innego mężczyznę, czy inną kobietę, którzy nie są naszymi Bliźniakami?

Temat rzeka kochani ;)
Ja nie wiem, jak to jest kochać Bliźniaka i jednocześnie być w związku z kimś innym. Szczerze mówiąc dla mnie to jest nie do pojęcia. Gdy pojawił się mój Bliźniak, wszystko co było przed nim zostało odcięte niewidzialnym tasakiem i zostało daleko w tyle. A teraz? Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym pokochać kogoś innego. I w sumie „POKOCHAĆ”? Wiedząc jak wielka i wyjątkowa jest miłość do Bliźniaka, to słowa takie jak „kochać”, „pokochać”, „zakochać” wydają się być niegodne innej osoby. Te słowa zawsze były dla mnie ważne i nie rzucałam ich na wiatr, na lewo i prawo. Tym bardziej teraz są świętością, gdy jest ta miłość Bliźniaczych Płomieni. Miłość, której nie można zastąpić żadnym substytutem itp. Owszem, zdarzają się fascynacje, czy zauroczenia, choć już nawet słowo „zauroczenie” to dość spore słowo. W ciągu półtora roku przydarzyła mi się jedna fascynacja innym mężczyzną, ale to tylko dlatego, że mój wskaźnik pewności,nadziei i wiary względem Bliźniaka opadł do minimum i proszę bardzo! Pojawił się „błyskot” w ładnym papierku z kokardką ;) Dobrze jednak, że już po wszystkim i zostało pozamiatane ;) hehe Ciągle mnie śmieszy ta cała historia :D Ale mniejsza o większość.
Zawsze czułam, że gdzieś tam jest ktoś idealny dla mnie, kto będzie mnie rozumiał bez słów i kochał mimo wszystko. Nawet, gdy spełniło się moje marzenie i się zaręczyłam, to coś jednak było nie tak. Patrzyłam na swój pierścionek i coś mi nie pasowało. I tylko słyszałam w głowie: to nie jest ten właściwy pierścionek… No, ale dobra, jakoś to dalej leciało, ale z każdym dniem coraz gorzej. Pewnego dnia obudziłam się obok mojego ex, spojrzałam na niego i pomyślałam: przecież ja nie mogę budzić się koło tego człowieka, do końca życia… W październiku 2005 podjęłam decyzję o rozstaniu. Decyzję tą ułatwił mi fakt, że nie będzie dziecka, które miało być… Wzięłam to za znak od Boga. Nie ten mężczyzna i dziecko nie z nim… Rozstaliśmy się i poczułam taką mega ulgę. Potem przeżyłam istne załamanie i pół roku nie mogłam się pozbierać. Na szczęście wszystko się ułożyło. Kolejne lata niestety przynosiły kolejne rozczarowania w miłości. Z nikim nie udało mi się stworzyć związku, a jak już coś naprawdę dobrze szło, to z bliżej nieokreślonych przyczyn, zaraz się kończyło. Dwaj mężczyźni, których obdarzyłam ogromnym uczuciem (w bardzo różnych odstępach czasu), mężczyźni, w których naprawdę widziałam życiowego partnera, okazali się być mega pomyłkami. I właściwie schemat był bardzo podobny. Obu poznałam w pracy (ale w różnych firmach). Obaj nie powiedzieli mi, że mają już kogoś. Obaj się ożenili, a ja zostałam na lodzie. Ogólnie jakieś 99% facetów, którzy mi się podobali, byli zajęci albo okazywało się po czasie, że są zajęci. Nic mi nie wychodziło, no dosłownie nic. A najdziwniejsze było to, że mimo iż chciałam czegoś więcej z nimi, to czułam, że to nie TO. Takie uczucie towarzyszyło mi zawsze, zawsze, zawsze. Po tym ostatnim mężczyźnie to już dopadła mnie załamka totalna. Zwątpiłam w miłość, we wszystko, co z nią związane. Otwarcie mówiłam, że nie istnieje… No i BOOM! Pojawił się Bliźniak i w końcu pierwszy raz w życiu poczułam się naprawdę na 100% kochana i że poczułam, że w końcu i ja kocham na 100% :) I tak się czuję do dziś :)
Jest mi dobrze z tą miłością, bo ona po prostu we mnie jest. Jest we mnie tak naturalnie, jak bicie serca, czy oddychanie. No i niech sobie we mnie jest :) Niech rośnie i rozwija się na wszystkie możliwe sposoby. Niech rozprzestrzenia się na moje najbliższe otoczenie i na cały świat :) Kocham kochać :)

Liczę na Wasze opowieści kochani, bo pamiętajcie, że Wasze doświadczenia bardzo mogą pomóc innym. Pomagajmy więc sobie nawzajem :)