Niczym zdezorientowany Travolta w filmie Pulp Fiction :D

„Poznałam Cię wiesz? Zobaczyłam w Tobie sens wielu lat czekania, ujrzałam w końcu te dłonie, usta i oczy, które wypatrywałam gdzieś ciągle w tłumie. Wiem, że to Ty. Istniejesz”.

~ Natalia Belcik

Czy jest na sali ktoś, kto ma z „Bratnim” identycznie, jak z „Bliźniakiem”, ale z tą małą różnicą, że nic tutaj nie dołuje, a daje powera do działania? Czy tylko ja tak mam i wyglądam niczym zdezorientowany Travolta w filmie Pulp Fiction? :D :D :D

Powrót do przeszłości

Muszę Wam coś opowiedzieć. W sobotę przyśnił mi się chłopak, z którym kilkanaście lat temu przyjacielsko się spotykałam. Poznaliśmy się na trochę przed moim wyjazdem w jakąś daleką podróż na wakacje, ale nie pamiętam teraz dokąd. W sumie mniejsza o większość. On był najlepszym kumplem chłopaka, z którym wówczas spotykała się moja psiapsióła. W każdym bądź razie udało im się to swatanie, bo świetnie się dogadywaliśmy. Pamiętam, że powiedzieliśmy sobie, że nie będziemy niczego przyspieszać i niech się po prostu dzieje. Było miło i subtelnie. Powoli budowaliśmy przyjaźń, ale mój wyjazd zbliżał się nieubłaganie. Zawsze, gdy do mnie dzwonił, to oczywiście „na domowy”. Powiedziałam mu, że kilka dni przed wyjazdem będę już u dziadków, więc poprosił mnie o numer do nich. Dałam mu go i tuż przed samym wyjazdem zadzwonił i powiedział, że bardzo żałuje, że wyjeżdżam i nie dane nam będzie spędzić więcej czasu razem. Nasz kontakt jakoś się urwał. Tak ni w pięć, ni w dziesięć. Nie wiem w sumie dlaczego, bo przecież było tak fajnie. Nie pamiętam tego czasu po przyjeździe, ale na pewno nie było między nami żadnej kłótni, ani niedomówień. Po prostu wszystko umarło śmiercią naturalną.
Po tym sobotnim śnie zaczęłam o nim rozmyślać i przypominać sobie jego osobę. Pamiętałam imię, ale nazwiska już nie. No i w niedzielę rano olśnienie, przypomniałam sobie jego nazwisko. Odszukałam go na fejsie i znalazłam :) Prawie nic się nie zmienił! Bardziej dojrzalszy na twarzy, wiadomo, ale poza tym ten sam fajny chłopak z niebieskimi oczami :) Wczoraj zastanawiałam się, czy powinnam się odezwać, zakłócać mu spokój ;) Wahałam się, ale dziś znowu mi się przyśnił! A jeśli ktoś z bardzo odległej przeszłości śni Ci się aż dwa razy pod rząd, to wiedz, że coś się dzieje :D :D :D Także ten, no… wysłałam mu zaproszenie do znajomości ;)
A wiecie, co jest w tym najśmieszniejsze? Że jeśli się teraz na nowo spikniemy, to czeka nas powtórka z rozrywki sprzed tych kilkunastu lat, bo ja dokładnie za miesiąc wyjeżdżam na prawie 3 tygodnie. Ciekawe, naprawdę bardzo ciekawe :)

Powrócona & uzdrowiona :D

„Dzień dobry, kocham Cię,
już posmarowałem Tobą chleb.”

:D

I’M BACK! :D
No nie uwierzycie (sama w to nie wierzę), ale jestem zdrowa od A do Z. To czego było za dużo, zmalało, a to czego było za mało, poszło w górę i takim oto sposobem wszystko jest już w normie. Żegnajcie anemie! :D Wyniki mam rewelacyjne, aż mi moja lekarka prowadząca powiedziała, że dawno tak świetnych wyników u kogoś nie widziała :D A szczerze Wam powiem, że byłam przygotowana na najgorsze, bo ostatnimi czasy i źle się czułam i nie wyglądałam najlepiej. Myślałam, że dieta, na której byłam zrobiła w moim organizmie jedno wielkie spustoszenie, a tu proszę – tak dobrze nigdy nie było! Do tego w szpitalu schudłam prawie 4 kg :D :D :D Jak dla mnie bomba :D
Ale wiecie co? :D Normalnie uwielbiam, gdy czuję się jak „qpa renifera”, a lekarze do mnie: „ale przecież pani nic nie jest”.
Taaaa :D Kolejny dowód na to, że może i czujemy się jak totalny szit, ale przebudzenie duchowe i coraz wyższe wibracje robią swoje ;)
Będąc w szpitalu bałam się, że na EKG wyjdą mi palpitacje, ale na ten czas mój Najdroższy sobie odpuścił, także spoko, nie musiałam się z niczego tłumaczyć :D Miałam nawet rozmowę ze szpitalnym psychologiem i pani doktor mnie pyta: czy chciałaby mi pani jeszcze coś powiedzieć albo o coś zapytać?
A ja w myślach oczywiście: tak pani doktor, chciałabym się zapytać, co dalej na tej mojej pokręconej drodze Bliźniaczego Płomienia i korffa co robić, gdy trzeba żyć, a mi się już nie chce i tylko tęsknię i tęsknię i tęsknię i boli i boli i boli. A sorry, pani doktor, pani NIE WIE ;)
No, tak właśnie :D

Leżąc w szpitalu nie dopadły mnie żadne cyferki z serii 328 :D Aż mi ich brakowało :D Ale za to miałam dwa dziwne sny. W pierwszym mój najlepszy przyjaciel mówił mi, że wie, że nie mamy takiego kontaktu, jak kiedyś i że w sumie ma już życie poukładane itd., ale czuje, że coś jest nie tak, za to między nami jest wszystko tak i ciągle mamy niezniszczalną więź i ona zawsze będzie.
Hmm, dla mnie to nic nowego, bo tak jest od 14 lat i trwa i trwa, ale dlaczego teraz mi się to przyśniło? Tego nie wiem.
A drugi sen był dziś. Przyśnił mi się jeden znajomy ksiądz, który wraz z moim odszedł z naszej parafii. Pytałam go i jeszcze jakąś babkę o mojego Bliźniaka, ale zaczęli oboje dosłownie bełkotać, a ja nic nie rozumiałam, co do mnie mówią. We śnie pomyślałam: no tak, nawet teraz nie mogę się nic o nim dowiedzieć…
I cholera widzicie? Ani w śnie, ani w 3D nie jest mi to dane… I co dalej mam robić? Ani zapomnieć się nie da, ani uciec od tego się nie da. Babcia do mnie mówi, żebym dała sobie spokój i zajęła się czymś innym. Qrna! Jak? Już tyle razy próbowałam i cholera nie da się… No nie da się. Nawet dziś, głupia sprawa. Chciałam pokazać babci zdjęcie pewnego zjawiska, które sfotografowałam dziś rano, będąc jeszcze w szpitalu. Wyciągam telefon, a tam 11:11. Mówię do babci: no i widzisz? jak ja mam normalnie żyć skoro wszędzie są jakieś znaki… Nie mogłam o minutę później wyciągnąć tego fona, nie, bo po co. Musiałam punkt 11:11! I tak jest zawsze. ZAWSZE.

A co do tego zjawiska, które pokazywałam babci, to wyobraźcie sobie, że dziś, drugi raz w życiu widziałam tęczową chmurę :) Wczoraj świeciło słońce, spadł deszcz i pokazała się podwójna tęcza, a dziś ta tęczowa chmura z rana :) Zażartowałam, że jutro pewnie jednorożec przypatataja :D haha

No i na koniec zostawiłam creme de la creme :D
SMS od „wróżki”: „Ktoś Cię pokochał, lecz nie dane Wam się rychło spotkać. Kolejna karta to KOCHANKOWIE, staniesz przed trudnym wyborem. Jaka jest prawda?”.
Pozdrawiam Bratniego, z którym spotkam się Bóg jedyny wie kiedy ;) No, także tak i to chyba by było na tyle :D

Trąby Apokalipsy, czy coś innego? ;)

Kto siedzi w naszych tematach, ten pewnie już o tym słyszał lub czytał. Chodzi o dziwne dźwięki, które można usłyszeć prawie na całym świecie. Są na ten temat różne teorie, ale moja jest taka, że to po prostu sygnały zmian, które zachodzą we Wszechświecie. Ja też je słyszałam, ale nie pamiętam, czy był to 2012 r. czy 2013 r. Pamiętam, że wyszłam na balkon i słuchałam, zapukałam bratu w okno, on wyjrzał więc zapytałam, czy to słyszy. Powiedział, że tak i że to pewnie z budowy. Fakt faktem, że wtedy sporo tego w naszych rejonach było i faktycznie brzmiało, jakby jakaś ciężka maszyneria, jakiś dźwig, czy coś, się przemieszczało. Ale ja, jak to ja, jakoś bardziej skłaniałam się ku teorii, że to wcale nie żaden dźwig, ani nic ziemskiego…
Ktoś z Was to może słyszał?

Intensywnie emocjonalny tydzień i sen w dzień Blue Moon

Codziennie widzę coś, co pokazuje mi, że nie jestem sama i nie tylko ja dziwnie przechodzę ten czas… Cała nienormalność tego wszystkiego polega na tym, że jest to, jak najbardziej normalne. Cierpienie jest normalne, te wszystkie paranoje są normalne, tupanie nóżkami ego jest normalne, wypływanie wszystkiego na powierzchnie jest normalne, ból jest normalny. Nie możemy się przed tym schować. To po prostu przychodzi i trzeba to przejść. Zabawne w tej całej sytuacji jest to, że jestem wszystkiego świadoma i wiem, co się ze mną dzieje, a mimo to ogarnął mnie taki stan, a nie inny. Czytam teraz pewną książkę i mam wrażenie, że ja to wszystko już wiem i po prostu se to czytam, żeby jedynie utwierdzić się w tym wszystkim. Wiedza jest we mnie, czuję to w sercu, ale jeszcze reszta musi nadgonić.
To był dziwny tydzień. W pracy odwalałam swoje i chciałam, jak najszybciej stamtąd wyjść. Żadnych dodatkowych kontaktów z kimkolwiek. Jedynie to, co musiałam i już. Mój dom, to moje sanktuarium. Przekraczam jego próg, zamykam drzwi i oddycham z ulgą. Jakie to szczęście, że teraz mieszkam sama. Nikt mi nie przeszkadza w moim byciu samą, w moich medytacjach, czy zwykłym zawieszaniu i wyłączaniu się, od tak po prostu. Nie wiem, czy najgorsze już za mną, ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że tak… Na pewno nie ma 100% ładu, co zresztą zaczyna być widać po mojej twarzy… Gdy tylko mam burzę emocji w sobie i jest ze mną źle, to wyskakują mi krosty…
Nadal jestem zmęczona i senna, ale mimo to budzę się kilka razy w nocy i tuż nad ranem. Dziś między innymi o 4:44. Znaki mnie nie opuszczają…
Wczoraj miałam bardzo dużo pracy i nawet nie miałam czasu żeby się w tyłek podrapać. Dzień był w sumie spokojny i nad wyraz nudny. I nagle JEB. Stoję, czekam na transport, a tu idzie jakiś facet, w którego twarzy zobaczyłam twarz Bliźniaka… Zalało mnie zimno, a potem ciepło i powiem szczerze, że słabo mi się zrobiło… Z kolei dziś Bliźniak mi się przyśnił, ale jeśli wygląda i zachowuje się tak, jak we śnie, to ja nie chcę go widzieć na żywo, bo chyba by mi serce pękło! Blady, jakby chory, bez życia w sobie, smutny, cień człowieka, który próbuje ukryć swój wzrok, odwalający swoje i znikający z dala od ludzi… Wiecie dlaczego nie chciałabym tego zobaczyć na własne oczy? Bo widzę to codziennie w lustrze!!! On w moim śnie, to wypisz, wymaluj ja na jawie… To jest straszne! Cały czas teraz o tym myślę… Chce mi się płakać…
Musiałam Wam o tym wszystkim napisać…
Dziś jest ważna Pełnia Księżyca – Blue Moon. Wykorzystajcie ten czas, jak najlepiej. Wasza dusza wie jak…

Nie wymagajcie ode mnie odpowiedzi na maile… Nie teraz… Proszę o zrozumienie… To wszystko.

Cały dzień w znakach i z palpitacjami

Zaczęło się w nocy, gdy zerwałam się o 2:38… W ciągu dnia co chwila widziałam kombinacje tych liczb. Nawet dostałam dziś przelew na kwotę 238 zł, a powinno być 239 ;) Na poczcie zawiesiłam swój wzrok na papierowym numerku 238, który leżał obok mnie :D Robiąc zakupy, podeszłam do półek z serami i pastami, chwyciłam pudełko myśląc, że to hummus, ale to był jakiś ser, który miał etykietkę z zagraniczną wersją imienia, które Bliźniak wybrał sobie na święceniach. Wieczorem poszłam odwiedzić sąsiadkę i akurat w TV leciał program z miasta, do którego wykopali Bliźniaka. Oprócz tego wszystkiego, jakoś dziwnie się dziś czuję. Cały czas mam palpitacje, a od kilku dni jestem przemęczona… Coś się dzieje. Coś się na bank dzieje i dzisiaj ma to swoją kulminację… Pytanie tylko, o co chodzi…

Magia w Krakowie :)

Właściwie to mogłabym nic więcej nie pisać, bo tytuł mówi wszystko :D Powiem Wam, że stały się rzeczy, o których nawet nie myślałam, że mogą się zdarzyć, a jednak :) I nagle się okazało, że chciałam tego i tęskniłam do tego i oczywiście „Bratni Dusz” jest w to zamieszany ;) Jeden niepozorny wyjazd i TYLE wygrać :) Magia! :)
Na trochę zapomniałam, że jestem w Krakowie, że blisko miejsca, gdzie wykopali Bliźniaka i że to rocznica naszego rozstania. Zapomniałam nawet, że mam już po kokardę jedzenia brokuł i zjadłam je na obiad :D Bratni Dusz był na posterunku bardziej niż to przewidziałam ;) Było trochę, jak na filmach :D
No i co z tego, że Polska przegrała z USA ;) To była jedna wielka przygoda :) I cieszę się niezmiernie, że pojechałam i nie zamulałam :)
Taki PLAN to ja lubię :D

Znaki od Bliźniaka miałam prawie na każdym kroku i robiłam coraz większe oczy, widząc w jakich miejscach się ukazują :D Wyobraźcie sobie, że nawet na meczu były ;) I to centralnie naprzeciwko mnie :D No cóż ;)

Podsumowując ;)

chodziliśmy

Co za dzień :)

„Wszystkiego Najlepszego Tato” – wiem, że nasza Aleksandra kiedyś tak właśnie do niego powie, a on będzie z tego dumny i mocno tym poruszony. Będzie najlepszym tatą na świecie, a właściwie to już nim jest :)

Dziś był dziwny dzień. A właściwie to jest jakoś dziwnie od kilku dni. Pobolewa mnie brzuch, mdli mnie, mam wrażenie, że mam podwyższoną temperaturę, choć nie mam itd. W poniedziałek weszłam do pracy i na dzień dobry swoim jestestwem „zepsułam” dwie drukarki i telewizor :D Ale to się wytnie :D Zaczęło mi też świrować radio :D No cóż ;)
Dziś z kolei pisałam artykuł do gazety, a właściwie to dwa i gdy otwierałam jeden plik i nanosiłam zmiany, komputer co chwila brzęczał jak głupi. Jak zamykałam plik, to się uspokajał. Otworzyłam inny materiał i wszystko było OK, otworzyłam ponownie ten pierwszy i znowu brzęczenie na całego. Materiał był z wywiadu, który przeprowadziłam z pewnym facetem w zeszłym tygodniu… Hmm…

Po powrocie do domu, coś mnie naszło na oglądanie zdjęć i takim oto sposobem, otworzyłam pierwszy lepszy folder z 2012 r., z wakacji w Gdańsku. Przeglądałam sobie fotka po fotce i nagle się zatrzymałam na jednej, gdzie stoję wśród łódek, na których jest wszędzie skrót od imienia Bliźniaka i liczby 1, 16, 17, 4, 3. Dla zwykłego człowieka zupełnie nieznaczące liczby, ale dla mnie… znak za znakiem, znakiem pogania! 17 się poznaliśmy, 4 rozstaliśmy, sumy niektórych dają 7 (moja i Bliźniaka liczba życia), 1, to wiadomo… itd. itp.

Na dodatek przed zachodem słońca na niebie ukazała mi się tęcza, a potem chmury przybrały kolory płomieni tańczących po błękicie. To było piękne show! :)

Co za dzień :)

No i tak w ogóle dziś Noc Świętojańska :)

CUDOWNIE! :D

Ptaki ciernistych krzewów ;)

Kiedyś regularnie kupowałam Tele Tydzień. Gdy pojawił się Bliźniak, a wraz z nim wszystkie zmiany we mnie, z czasem odbiło się to też na gazetach, które czytywałam. Po prostu przestałam je kupować i to już trwa ponad rok. Teraz jeśli już, to kupuję jedynie te o zdrowiu i ezoteryce. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że ostatnio zobaczyłam reklamę Tele Tygodnia, mówili tam, że w gazetce jest coś o litewskich Druskiennikach, które uwielbiam, dlatego postanowiłam ją kupić. Zasiadłam w domciu na sofie, przeglądam strona po stronie i co nagle widzę? Wielki nagłówek „Historia grzesznej miłości” i zdjęcie dziewczyny z księdzem ;) Już wiedziałam CO TO ;)
„Ptaki ciernistych krzewów” powróciły na antenę, proszę Państwa :D A ja akurat musiałam teraz kupić tą gazetę, która mi to oznajmiła ;) Kocham znaki :D
Powiem Wam, że ja nigdy nie obejrzałam tego serialu. Pamiętałam go z dzieciństwa, że kiedyś tam leciał i pamiętałam, jak często widziałam ten tytuł w późniejszych latach. Wiedziałam o co w tym serialu chodzi, ale uważałam, że taka historia jest bzdurna i wręcz niemożliwa. Dopóki mnie samej to nie spotkało…
Pamiętam, że ten serial leciał i się kończył, gdy poznałam Bliźniaka i potem strasznie żałowałam, że nie oglądałam. Teraz przez 2 lata była cisza, no ale jak widać, „Ptaki ciernistych krzewów” znowu powracają :) Ku mej uciesze ;)

Serial rozpoczął się w piątek rano, ale dziś będzie powtórka :)
Dla zainteresowanych:


http://www.teleman.pl/tv/Ptaki-Ciernistych-Krzewow-1-10-1334371

Tristan i Izolda

couple58 Tristan and Isolde by Patrick Whelan

Serio, po co robić sobie zdjęcia, skoro wystarczy, że szukając czegoś, wpiszesz coś w Google i wyskoczy Ci, można rzec, Twoja podobizna :D Mało tego, obok Twojej podobizny jest podobizna Twojego Bliźniaka :D
Właśnie tak nas zawsze widziałam… I zawsze kochałam, gdy włosy mu odrastały i nie szedł dłuższy czas do fryzjera. I te niesforne kosmyki przy czole… Nawet dziś mi się tak śnił! W tych dłuższych włosach…
A tak w ogóle obrazek przedstawia Tristana i Izoldę, widzianych oczami artysty, Patrick’a Whelan’a.
Dziś kolejny raz obejrzałam film „Tristan i Izolda”. Kocham ten film. Ta historia zawsze była mi bliska. Przeczytanie dawno temu książki i nazywanie siebie po tym „Izold Jasnowłosa” było kropką nad „i” jeśli chodzi o moją fascynację krajobrazami Kornwalii i Irlandii. Od zawsze mnie tam ciągnie, ale jeszcze nie dane było mi tam pojechać. W 2011 r. ciut liznęłam tamtego klimatu, gdy pojechałam pierwszy raz do Anglii. Klify w Dover, Stonhenge i stare budowle – no po prostu WOW. To wszystko było trochę, jak powrót do domu ;) Poprzednie wcielenie? Owszem, to bardzo możliwe, bo tak właśnie czuję. Nie bez powodu ciągnie nas w konkretne miejsca. Te miejsca to zazwyczaj to, co znaliśmy już kiedyś. Dusza to wie i dlatego daje nam wszelkie znaki. Ja mam kilka takich miejsc, do których mnie ciągnie od najmłodszych lat. USA, Irlandia, Kornwalia, Szkocja, Holandia, Norwegia, Indie, Grecja. W USA już byłam, czuję się spełniona pod tym względem, choć mogłabym jeszcze kilka miejsc odwiedzić. Kiedyś chciałam tam mieszkać, ale wycieczka do Anglii w 2011 r. otworzyła we mnie jakiś portal, a zamknęła drzwi z chęcią mieszkania w USA.
Od zawsze miałam jakieś ciągoty w kierunku ogromnych klifów, wzgórz pokrytych wrzosami i zielonymi trawami, fal rozbijających się o skały. Kocham morze, kocham wodę. No i klimaty średniowiecza, księżniczki, rycerze też nie są mi obce. Wizje, które miewam mówią same przez się.
Kto wie, może legenda o Tristanie i Izoldzie wcale nie była tylko legendą ;)

Pozdrawiam,
Izolda :D