Jeb z kosmosu ;)

No cudownie wręcz ;) Przed nami jeden wielki JEB. Także lepiej trzymajcie się mocno, bo przedsmak tego można już poczuć na własnej skórze (serio???). Aż 6 planet w natarciu… Uroczo.
Nie będziemy mogli znieść wszelkich kłamstw i negatywnych energii (taaa???). Największy wpływ tych planet będzie widoczny w obszarze DOMU i ZWIĄZKÓW. Generalnie Wszechświat będzie nas zachęcał, abyśmy zaczęli na świeżo, stojąc twardo obiema stopami na ziemi. No przecież chcę! Jeny…
Dobra, zrobimy tak. Przypinamy się pasami bezpieczeństwa i „jedziem z tym koksem” ;)
Przecież gorzej być nie może ;)

Wyczuwam zmiany :)

Coś się dzieje. Nie wiem dokładnie co i u kogo bardziej, ale wyczuwam zmiany. Dobre zmiany :)
Mój stan emocjonalny dziś jest w bardzo dobrej formie, a wręcz jest ponad normę. Od rana się raduję, śpiewam, tańczę i mam mega pozytywne myśli. Miłość aż ze mnie kipi i czuję, jak przepływa przez całą mnie od stóp, aż do głowy i jak wlewa mi się do serca :) Niesamowite uczucie :)
Jest mi tak cudnie, że serio, gdybym miała skrzydła, to bym chyba pofrunęła :D
Patrzę w lustro i coraz bardziej kocham to, co widzę :) W końcu :)

Pełnia w Skorpionie – 4 maja 2015

Co tu dużo mówić… Poluzowane ostatnio pasy trzeba znowu zacieśnić, bo nadchodzi kolejne pertolnięcie ;) I tylko od nas będzie zależało, co z tym zrobimy, a mianowicie, czy popadniemy w znaną już paranoję, czy jednak weźmiemy nasze mentalne kuku w rączki i zrobimy sobie z tego coś ładnego ;) Tak, czy siak trzeba spiąć poślady i choć nie znoszę tego powiedzenia, to coco jambo i do przodu :D


http://moonsetstory.blogspot.com/2015/04/penia-w-skorpionie-4-maja-2015.html

Koniec z toksycznym życiem

Tą dzisiejszą notkę zaczęłam pisać po południu i brzmiała ona zupełnie inaczej niż to, co teraz czytacie. Generalnie była o tym, że dziś 1 marca, że to nowy początek nie tylko dlatego, że to nowy miesiąc i że zbliża się wiosna, ale też i dla mnie. No i teraz najlepsze… Chcecie efektu lustra? Oto efekt lustra ;) Właśnie skończyło się dla mnie coś, co było dla mnie toksyczne i wstrzymywało mnie od bycia prawdziwą mną. A Bliźniak? No, też coś w ten deseń ;) Nie jest już w kapłaństwie! Taka sytuacja ;)
Nikt mi nie wierzył, gdy 2 lata temu mówiłam, że to wszystko się stanie i dziś proszę bardzo. Moja droga jest zła? Złe wybory? Złe myśli? Serio? ;)
Ciąg dalszy nastąpi ;)
A tymczasem, borem, lasem… Dobranoc :)

Pranie na najwyższych obrotach

Chcę Wam powiedzieć, że zaczyna się pranie. I to na maxa. Między moją matką, a mną wyszły takie brudy, że kiedyś bym w życiu nie powiedziała, że osoba, którą tak kocham, dla której bym tyle oddała jest takim podłym człowiekiem… Mój proces otwierania na wiele spraw oczu zaczął się po pojawieniu się mojego Bliźniaka. I to tak trwało i trwało. Ostatnio piwo zaczęło się powoli rozlewać, o czym Wam pisałam, aż w końcu dziś rozlało się kompletnie. Wiedziałam, że tak się stanie! To była dosłownie tykająca bomba i czekałam na ten dzień, aż wszystko wybuchnie. Moja matka zachowała się karygodnie pod wieloma względami i na dzień dzisiejszy nie chcę już mieć z nią nic wspólnego. Skrzywdziła mnie do granic możliwości, faworyzując mojego braciszka… Oboje są siebie warci i nie mam im już nic do powiedzenia.
Dla mnie dzisiejszy dzień to kamień milowy. Dość psychicznego znęcania się nade mną. Dość wpajania mi poczucia winy i poczucia tego, że jestem najgorsza i mało ważna. DOŚĆ !!!!!!!!!!
Zawsze starałam się być dobrą córką, nie stwarzać problemów, czego o moim bracie powiedzieć nie można. Nigdy nie powiedziałam mojej mamie nic, co mogłoby ją zaboleć, nigdy nie wytknęłam jej jakie życie mi i bratu zgotowała wiążąc się najpierw z moim biologicznym, potem z jego ojcem, który był alkoholikiem. Możecie sobie to jedynie wyobrazić. No chyba, że ktoś miał podobnie do mnie, to wie, jak to jest. Nie szlajałam się po imprezach, nie wracałam w nocy, nie piłam, nie ćpałam, zrobiłam maturę itd. Chciałam być jedynie przez nią kochana i akceptowana, ale jak się dziś okazało, ona ma mnie głęboko gdzieś i tylko synuś się liczy…
Wiecie co Wam powiem? Kiedyś oglądałam albo czytałam historie, że matka faworyzowała jedno z dzieci lub że nie kochała itd. Myślałam sobie, Boże, jakie biedne dziecko. Dziś sama jestem takim dzieckiem… Cały czas nim byłam! Ale dziś już to widzę i rozumiem, że zawsze tak było, jednak ja tak bardzo chciałam mieć tą matkę, że wychodziłam z założenia – nieważne jaka jest, ważne, że w ogóle jest. I co mi z tego zostało? Co mi po byciu dobrą córką? Nic.
Dla mnie to koniec pewnego etapu. To co było brudne, zaczyna się oczyszczać. W głowie głos, że tak być musiało… Wiem, że to prawda i wierzę temu głosowi.
AKCEPTUJĘ. Akceptuję wszystko i idę dalej, bo poziom poczucia mojej własnej wartości wzrósł przeogromnie.
Jeśli ktoś nie chce mnie w swoim życiu, droga wolna. Coś się kończy, coś zaczyna i NIC NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY.
Idę dalej z podniesioną głową, już nie skulona i bez pewności siebie. W końcu prawdziwa JA – SILNA.

P.S. Liczba 444, którą przed chwileczką zobaczyłam, jedynie potwierdza, że droga, którą idę jest dobra. Ja to po prostu wiem.
Kiedyś wszystko się ułoży, ale póki co BRUDY MUSZĄ BYĆ WYPRANE i tyle.

Jakże trafnie

Muszę się tym z Wami podzielić, no po prostu muszę. Jak dla mnie STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ. Niestety znowu jest to po angielsku, ale może będzie to impulsem dla niektórych Bliźniaków, żeby zacząć rozwijać swoje zdolności językowe :) Na rozwój nigdy nie jest za późno :)
Słuchając tej babeczki, gdy mówiła o Lwie i Baranie, miałam łzy w oczach… Masakra…



Twoja transformacja zaczyna się TERAZ

This month’s cosmic events are challenging, but they can also be transformational. In fact, with action planet Mars now in the spiritual sign of Pisces, you have an amazing opportunity for growth and change, but it won’t just happen — your metamorphosis is up to you! As Maya Angelou said…

„We delight in the beauty of the butterfly, but rarely admit the changes it has gone through to achieve that beauty.”

What’s happening to you right now is like the caterpillar’s struggle to become a butterfly — the struggle gives strength to the wings so they can fly! By confronting your emotional roadblocks and fears, you’ll know what you need to fix so you can fly free. The first step is to… LET IT GO.

Kosmiczne wydarzenia tego miesiąca są wymagające, ale mogą też być transformujące. Właściwie to z planetą działania, jaką teraz w duchowym znaku Ryb jest Mars, masz wspaniałą szansę na wzrastanie i zmianę, ale to nie stanie się tak po prostu — Twoja metamorfoza zależy od Ciebie! Tak, jak Maya Angelou powiedziała:

„Zachwycamy się pięknem motyla, ale rzadko dopuszczamy do siebie zmiany, jakie przeszedł, aby osiągnąć to piękno.”

To, co się teraz Tobie dzieje, jest jak zmagania gąsienicy, aby stać się motylem — zmaganie się daje siłę skrzydłom, aby mogły latać! Poprzez skonfrontowanie się ze swoimi emocjonalnymi przeszkodami i lękami, będziesz wiedzieć, co potrzebujesz w sobie naprawić, aby móc latać wolno. Pierwszy krok to… PUSZCZENIE TEGO.

Źródło: Tarot.com

Bóg mnie wysłuchał :) Znowu! :)

Boże, ja nie wierzę w to co się dzieje ;) Od jakiegoś czasu modliłam się do Boga i prosiłam żeby stało się coś, co pozwoli mojemu bratu spojrzeć inaczej na życie, żeby stało się coś, co sprawi, że stanie się bardziej odpowiedzialny i stało się! :D Stało się, stało się, stało się! :D I teraz chcąc, nie chcąc będą musiały zajść zmiany :D Mało tego, ja to przewidziałam w zeszłym roku i mówiłam o tym mamie :D I sprawdziło się :D
Czyżby powoli, powolutku wszystko szło w dobrym kierunku? Na to wygląda, bo dzięki temu, co się stało, ja się od czegoś uwolnię i wiele spraw nie będzie mi już zaprzątać głowy. Widocznie musiałam to wszystko przejść, być w centrum pewnych wydarzeń i widocznie już wystarczy, już koniec. Idzie nowe i to nie tylko dla mnie :) Czuję ulgę :)
W pracy w końcu dobrze, w końcu wróciła wena itd. :) Coś się naprawdę we mnie zmienia na lepsze :) Coś się wokół zmienia :)
Kilka dni temu coś przyszło mi na myśl i przedwczoraj zrealizowałam to, nie zastanawiając się ani chwili, czy to dobre, czy to złe :D Sprawdziłam co trzeba i gdzie trzeba i znowu poszło, jak po maśle i jestem z siebie tak cholernie zadowolona, bo takie rzeczy, to ja kiedyś miałam jedynie w planie, a teraz je realizuję i to z takim bananem na ryjku, że szok :D No bo kiedy, jak nie teraz? Kiedy będę się bawić, chwytać chwile i korzystać z życia, jak nie teraz, gdy jestem tak otwarta na świat :)
Jest tyle rzeczy, które chcę zrobić, tyle miejsc, w które chcę pojechać :) Ach :)
A jutro kolejna sprawa, która związana jest z moją przemianą. W końcu wszystko się wyjaśni i będę wiedziała na czym stoję i co dalej. I nie chodzi wcale o Bliźniaka :) Chodzi tylko i wyłącznie o mnie. Aczkolwiek wiem, że gdy to i owo ogarnę u siebie, to tam u niego też coś się zmieni na lepsze. Tak właśnie to wszystko działa :)

Przemieliło mnie

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że się duszę. Najpierw tylko we wtorki, potem co drugi dzień, a teraz ciągle, nawet w niedzielę. Ja potrzebuję przeciągu, szerokiej skali, czynów ogromnych.

- Agnieszka Osiecka

Przemieliło mnie.
Wczoraj miałam powtórkę sprzed tygodnia. Ból wszystkiego, ucisk w klatce piersiowej itd. Jeszcze kilka takich rewelacji i się do tego przyzwyczaję ;) Ale tak serio mówiąc, to myślałam, że wczoraj nie dotrwam do końca dnia pracy i po prostu padnę twarzą na biurko… Myśli o Bliźniaku za żadne skarby nie chciały być przesunięte na drugi plan, tak, jak do tej pory mi się udawało. Chciały być na powierzchni… I wszędzie, ale to dosłownie wszędzie blaski & błyski, niebieskie i białe – standardowo.
A wszystko właściwie zaczęło się w sobotę, gdy „przyszła” do mnie informacja na temat Bliźniaka, której kiedyś szukałam, ale nie znalazłam. Dlaczego wypłynęła dopiero po 2 latach? Fakt faktem, że ta informacja pomogła mi inaczej spojrzeć na pewne aspekty związane z zachowaniem Bliźniaka i tym, że nigdy nie postąpił zbyt pochopnie. I dzięki Bogu.
Dziwne jest to, że ja po każdej takiej akcji, po każdym takim przemieleniu, następnego dnia budzę się, jak nowo narodzona, pełna werwy i pozytywnego nastawienia. Czuję, jakbym mogła góry przenosić i jednocześnie jestem pełna jakiegoś takiego zrozumienia i spokoju.
I dlatego teraz powiem, co mam do powiedzenia.
Nie jest to tajemnicą, że mam pewną teorię na temat Bliźniaczych Płomieni, która bardzo odbiega od teorii niektórych z Was. Chcę żebyście wiedzieli, że ja nie chcę się z Wami kłócić. Nie musicie się zgadzać z moją teorią, tak samo, jak ja nie muszę się zgadzać z Waszą. Niech każdy sobie żyje swoim życiem, a blog niech będzie miejscem, w którym spotykamy się po środku i po prostu dyskutujemy na temat swoich doświadczeń.
Jaka jest moja teoria? A taka, że ja niestety twierdzę, iż nie każdemu jest pisane w tym wcieleniu zjednoczenie się z własnym Bliźniaczym Płomieniem. Uważam, że niektórzy z nas spotkali go/ją tylko po to, aby zaczęło się przebudzenie.
Niestety nie wierzę też, że w spotkaniu Bliźniaczych Płomieni chodzi o to, że mamy tylko i wyłącznie żyć razem długo i szczęśliwie. Nie wierzę, że chodzi tu o sam romantyzm i słodko pierdzące historyjki i czułe słówka.
Wierzę w PRZEBUDZENIE. Wierzę w PRZEMIANĘ. Już tyle razy to mówiłam, ale powiem jeszcze raz – naszym celem nie jest bycie z Bliźniakiem, naszym celem jest przemiana siebie, a co za tym idzie, świata.
Bycie z Bliźniakiem to jedynie BONUS i GRATIS za dobrze wykonaną robotę nad sobą samym.
Nie zgadzacie się z moją teorią? W porządku, ale zróbcie sobie „rachunek sumienia” i sami przed sobą przyznajcie się do tego GDZIE JESTEŚCIE. W jakim punkcie, na jakim etapie. Wielokrotnie mówicie o tym żeby po prostu porozmawiać z Bliźniakiem. No to proszę bardzo. Jeżeli uważacie to za taką błahostkę, takie hop siup, to idźcie i rozmawiajcie. Mówicie, że tak bardzo go kochacie, ale wciąż chcecie mu narzucać własną wolę. A co jeśli on nie jest gotowy żeby to usłyszeć i najzwyczajniej w świecie nie ma na to ochoty? Co jeśli ta sytuacja go przerasta i sam jakoś sobie próbuje poukładać to wszystko? Dlaczego nie chcecie mu na to pozwolić? Dlaczego wciąż i wciąż chcecie się narzucać, mówiąc, że to wielka miłość? Otóż wielka miłość jest wtedy, gdy się akceptuje drogę Bliźniaka, jaka ona by nie była. Czy chce pozostać w kapłaństwie, czy chce kontynuować małżeństwo, czy chce stworzyć związek z kimś innym niż Bliźniak. Wy musicie mu na to pozwolić. Musicie to puścić i iść swoją drogą. Musicie go kochać „za wszystko i za nic, tak po prostu BEZ GRANIC”.
Im dłużej będziecie próbować sprawować nad tym wszystkim kontrolę, tym bardziej będzie bolało i tym dłużej wszystko będzie trwało.
Nie musicie mi wierzyć, ale wystarczy poszperać trochę bardziej w necie, dotrzeć na fora, gdzie ludzie OD LAT „walczą”. A walczą tylko i wyłącznie ze sobą.
Bliźniak ucieka? Bliźniak się boi? Bliźniak to, Bliźniak tamto? Proponuję spojrzeć na siebie samego. Przed czym Ty uciekałeś całe życie, czego się boisz? Przebaczyłeś wszystkim dookoła, a przede wszystkim sobie? Czujesz się dobrze we własnej skórze? Akceptujesz i kochasz siebie? Akceptujesz swoje życie, swoje wybory? Możesz w 100% powiedzieć, że miałeś i masz wspaniałe życie? Bądź ze sobą szczery. To jest Twoja chwila prawdy.
Ja już wiem jakie mam bolączki, co jeszcze jest ze mną nie tak. Wiem gdzie jeszcze jest cień zamiast światła. Pracuję nad tym. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz w te wszystkie brudy, które mam jeszcze do posprzątania, wrócił Bliźniak. Wróci i co? I będzie mi łaził po tych odpadach z przeszłości? Ja nie chcę. Nie chcę żeby wracał na ten śmietnik. Wpuszczę go jedynie do pięknego ogrodu, gdzie może jeszcze pod kamieniem lub wśród traw znajdą się małe paprochy, ale wtedy już będziemy mogli sprzątać nasze ogrody razem. Póki co MUSIMY żyć oddzielnie i ja to całkowicie akceptuję. Kocham go i wierzę w nas. W tym czy w następnym wcieleniu, KIEDYŚ NA PEWNO BĘDZIEMY RAZEM. Wszystko ma swój boski czas. Wystarczy to zrozumieć…