Powrót do przeszłości

Muszę Wam coś opowiedzieć. W sobotę przyśnił mi się chłopak, z którym kilkanaście lat temu przyjacielsko się spotykałam. Poznaliśmy się na trochę przed moim wyjazdem w jakąś daleką podróż na wakacje, ale nie pamiętam teraz dokąd. W sumie mniejsza o większość. On był najlepszym kumplem chłopaka, z którym wówczas spotykała się moja psiapsióła. W każdym bądź razie udało im się to swatanie, bo świetnie się dogadywaliśmy. Pamiętam, że powiedzieliśmy sobie, że nie będziemy niczego przyspieszać i niech się po prostu dzieje. Było miło i subtelnie. Powoli budowaliśmy przyjaźń, ale mój wyjazd zbliżał się nieubłaganie. Zawsze, gdy do mnie dzwonił, to oczywiście „na domowy”. Powiedziałam mu, że kilka dni przed wyjazdem będę już u dziadków, więc poprosił mnie o numer do nich. Dałam mu go i tuż przed samym wyjazdem zadzwonił i powiedział, że bardzo żałuje, że wyjeżdżam i nie dane nam będzie spędzić więcej czasu razem. Nasz kontakt jakoś się urwał. Tak ni w pięć, ni w dziesięć. Nie wiem w sumie dlaczego, bo przecież było tak fajnie. Nie pamiętam tego czasu po przyjeździe, ale na pewno nie było między nami żadnej kłótni, ani niedomówień. Po prostu wszystko umarło śmiercią naturalną.
Po tym sobotnim śnie zaczęłam o nim rozmyślać i przypominać sobie jego osobę. Pamiętałam imię, ale nazwiska już nie. No i w niedzielę rano olśnienie, przypomniałam sobie jego nazwisko. Odszukałam go na fejsie i znalazłam :) Prawie nic się nie zmienił! Bardziej dojrzalszy na twarzy, wiadomo, ale poza tym ten sam fajny chłopak z niebieskimi oczami :) Wczoraj zastanawiałam się, czy powinnam się odezwać, zakłócać mu spokój ;) Wahałam się, ale dziś znowu mi się przyśnił! A jeśli ktoś z bardzo odległej przeszłości śni Ci się aż dwa razy pod rząd, to wiedz, że coś się dzieje :D :D :D Także ten, no… wysłałam mu zaproszenie do znajomości ;)
A wiecie, co jest w tym najśmieszniejsze? Że jeśli się teraz na nowo spikniemy, to czeka nas powtórka z rozrywki sprzed tych kilkunastu lat, bo ja dokładnie za miesiąc wyjeżdżam na prawie 3 tygodnie. Ciekawe, naprawdę bardzo ciekawe :)

2 lata od pierwszego DZIEŃ DOBRY :)

Dokładnie dwa lata temu mój Bliźniak pierwszy raz powiedział mi DZIEŃ DOBRY :) Po 5 miesiącach wgapiania się we mnie, jak w cudowny obrazek :D Nie żadne „Szczęść Boże”, nie żadne „Niech będzie pochwalony”, ale właśnie DZIEŃ DOBRY :) Mimo, że stało tam jeszcze kilka innych osób, on ich nie widział, widział tylko mnie :)

Dziękuję, że mnie kochasz :)

O odbiciu w szybie, o odczuciach i o duszy

Zanim przejdę do konkretów, to muszę Wam coś opowiedzieć. Miałam dziś taką akcję, że szok!
Jadę sobie tramwajem, stałam, bo wszystkie miejsca siedzące były zajęte, no i koło mnie siedział jakiś facet, taki łysiejący, normalny… I nagle spoglądam na jego odbicie w szybie, a tam Bliźniak!!! O_O Normalnie jego twarz, jego włosy, kolor i ułożenie… jego nos, jego usta… cała jego twarz!!! Zrobiło mi się tak gorąco, że aż pot na czole wyskoczył i tak dziwnie mi było, zachciało mi się płakać! Przez chwilę myślałam, że to naprawdę on tam siedzi, ale ten facet za chwilę wstał i jeszcze chwila była do przystanku, wiec stanął twarzą do mnie, ale nawet nie był podobny do Bliźniaka O_o Usiadłam na jego miejscu i takie O BOŻE, CO TO BYŁO?! Masakra…

No i poza tym, mam dziś dziwny dzień z powodu obchodzonych uroczystości… Co chwila się wzruszam… Patrzę na zdjęcia z tamtych czasów i drżę… I wciąż się boję na nie patrzeć, bo cały czas mam wrażenie, że pewnego dnia zobaczę tam siebie i dopiero będzie szok…
W tym roku tam pojadę… Tyle lat z tym zwlekałam, ale chyba już czas…

Mam dla Was świetny artykuł, który dziś dostałam od pewnej osoby, której serdecznie dziękuję za to :) Dziękuję M :)


https://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/11/21/poziomy-duszy/

Zmęczenie i wspomnienia

Jestem zmęczona, tak naprawdę zmęczona. Nie mogę się doczekać końca roku. Chcę żeby ten obecny już się skończył i żeby pozostał jedynie wspomnieniem… bo jest cały przesiąknięty NIM. Nowy rok będzie całkiem nowy, taki niczym „nieskażony”. Rok nowych planów, nowych możliwości. Po prostu NOWY ROK.
W Sylwestra, jak już wspominałam, nigdzie nie idę. Nie idę, bo jestem tego cholernie świadoma, że będę się źle bawić. Ale to nie jest związane tylko z Bliźniakiem… Dla mnie od trzech lat, 30 i 31 grudnia, to smutne dni. 30 grudnia 2011 r. straciłam ukochanego psa, a 31 grudnia go pochowałam… Nie wiem ile czasu musi jeszcze minąć żeby te dni tak nie bolały. Póki co nadal bolą i nadal wszystko pamiętam, jakby to było wczoraj.
Śmierć mojego psa była dla mnie przeżyciem traumatycznym i bardzo długo nie mogłam się potem pozbierać. Właściwie to myślałam, że nigdy się nie pozbieram, ale jak zwykle – dałam radę.
Teraz też dam radę. Niech no tylko 2014 zmieni się na 2015 :)