Nie śnisz mi się wcale! I się przyśnił ;)

Nie śnisz mi się wcale! – powiedziała w myślach ostatnio.
I ku jej zdziwieniu, przyszedł do niej w snach w środę i dziś.

Tak, to o mnie i o Bliźniaku ;)
W środę śniło mi się, że przechodziłam przez kościół pełen księży i wśród nich był on w szatach mszalnych. Nie widziałam, żeby otwarcie na mnie patrzył, ale czułam, że wie, że jestem. Był nieswój, niezadowolony, że musi tam być. Nie pasował tam kompletnie. Usiadłam kawałek za nim i spuściłam głowę, a gdy ją podniosłam, jego krzesło, jako jedyne, było puste. Pomyślałam, że to przeze mnie i się obudziłam… Była 04:40…
Z kolei dziś mi się śniło, że stałam z kimś u siebie na osiedlu i nagle widzę orszak. Pytam tego kogoś, czy dziś jest jakieś kościelne święto, ten ktoś mówi, że chyba tak. Pomyślałam o Bliźniaku i nagle mówię: O Boże, jest! I widzę, jak idzie, znowu w sztach mszalnych. Zniknął mi gdzieś w tumie i tak stoję chwilę i myślę, jak ja go wśród tylu ludzi znajdę. Weszłam na jakieś schody i widzę go, jak wychodzi przebrany w ciuchy, jakby w góry albo na jakąś wycieczkę. Buty trekkingowe, takie za kostkę, bluza przewiązana w pasie, plecak na plecach. Gotowy do wyruszenia w drogę. Podniósł głowę i patrzy na mnie, ja na niego (hmm, dlaczego ja zazwyczaj patrzę na niego z jakiegoś podwyższenia…). Odwróciłam się i udawałam, że nie patrzę, ale kątem oka widzę, że nie spuszcza ze mnie wzroku. I se pomyślałam: nie dowidzisz, tak? Jasne! ;)
Nie uśmiechał się, ani nic, Czułam jego smutek i zrezygnowanie, ale i gotowość do tej drogi. Potem zniknął, a ja się obudziłam…

Qrcze, dziwne te moje sny, ale cieszę się, że choć tyle, że są. Cieszę się, że zobaczyłam Bliźniaka, bo już długo go nie było w snach.
Ciekawe ile jeszcze podróży mamy do przebycia, zanim dotrzemy do wspólnego celu…

Dobry Boże, jak ja go kocham… Dziękuję za tą miłość! <3

Piękny sen!

Śnił mi się dziś mój Bliźniaczy Płomień. Byliśmy w jakimś ogrodzie lub na jakiejś polanie. Staliśmy w pewnej odległości od siebie, ale widzieliśmy się bardzo dobrze. On sobie chodził wśród zieleni, ale co chwila oglądał się na mnie. A ja stałam, patrzyłam na niego i słyszałam jakiś głos, który mi mówił, że mój Bliźniak został zapytany o to, czy chce przejść do innej parafii, czy chce zostać w tej obecnej, a on odpowiedział, że chce zostać tutaj, bo ma tu jeszcze niezałatwione sprawy. I głos mi powiedział, że nie chodziło mu o nic innego, jak o mnie, bo to ja jestem jego niezałatwioną sprawą. Wtem Bliźniak odwrócił się i tak znacząco, z miłością spojrzał na mnie. Był taki piękny. Promienie słońca go otulały, a biały strój, który miał na sobie, jeszcze bardziej go rozświetlał i dodawał uroku. Ja również byłam na biało ubrana. A samo miejsce, w którym się znajdowaliśmy było przecudowne, pełne kwiatów, wręcz bajkowe.
To, że jesteśmy zawsze razem na wyższym poziomie świadomości, to wiem nie od dziś, ale jaki ten sen będzie miał wydźwięk w rzeczywistości, to dopiero przekonamy się wkrótce.

Sen, czy wizja senna?

Przeżyłam dziś coś pięknego i dziwnego. Sama nie wiem, czy był to zwykły sen, czy może jednak wizja senna… Aczkolwiek sen zazwyczaj jest długi i dzieje się w nim jakaś „akcja” a tu tego nie było.
Śniło mi się, że wpadłam nagle do jakiejś kuchni, gdzie przy stole siedział mój Bliźniaczy Płomień oraz nasza córka Ola i najzwyczajniej w świecie jedli sobie kanapki na śniadanie. Oboje spojrzeli na mnie, zdziwieni, że się dziwię, że ich widzę :D Ola to dosłownie do mnie oczami powiedziała:
-Mamo, dlaczego tak się zdziwiłaś, przecież to my… 
Podeszłam do niej, pogładziłam ją po głowie i pocałowałam w czoło, a potem spojrzałam na mężczyznę, którego kocham ponad życie. Miał taką spokojną twarz…
I nagle zerwałam się ze snu jak poparzona i znalazłam się w rzeczywistości. Serce waliło mi jak szalone i czułam się jakoś tak dziwnie. Zanim poszłam znowu spać, to musiałam chwilę posiedzieć na łóżku…
To już drugi taki przypadek w ciągu tygodnia, że mój Bliźniaczy Płomień jest w moim śnie, jakby na jawie, po czym budzę się, prawie wyskakując z łóżka. No i to dziwne bicie serca…

A skąd wiem, że Ola, to nasza córka? A bo z tym wiąże się pewna historia… Kiedyś siedziałam sobie spokojnie w pokoju, robiłam jakieś projekty do pracy, skupiając się bardzo na tym co robię i nagle spojrzałam przed siebie i powiedziałam na głos:
- Nasza córka będzie się nazywała ALEKSANDRA…
Dopasowałam do tego imienia nazwisko mojego Bliźniaczego Płomienia i brzmiało to tak idealnie, tak cudownie, tak przepięknie, że szok! 
Kilka dni później miała miejsce dziwna sytuacja… Mój Bliźniaczy Płomień nazwał Aleksandrą pewnego chłopca tuż po tym, jak w myślach zaczęłam powtarzać, że Aleksandra to imię naszej córeczki… Usłyszał mnie? No, tak to wyglądało.