Dołek, dołek i po dołku :D

Ja wczoraj, a ja dzisiaj, to jakby dwie różne osoby :D
No masakra jakaś :D
Jekyll & Hyde :D :D :D
Wczoraj istne oczyszczanie – dołki, doliny, łzy.
A dziś rozsadza mnie energia i miłość do samej siebie :D
Chyba przerobiłam, co miałam przerobić albo przynajmniej sporą tego część, bo dziś mam na to, co wczoraj mnie trapiło, inne spojrzenie :D
Aha moment był :) Tak :)
JEST DOBRZE :)

To tylko zaćmienie

Albo aż!
Ból głowy i inne dziwne i jeszcze dziwniejsze jazdy, m.in. senność i mdłości itd. Ale spoko, dam radę, bo jak nie ja, to kto? ;)
Ogólnie jest bardzo, BARDZO dobrze ze mną :) Tylko czasem, gdy se pomyślę, że już do końca życia księżyc i reszta bandy będą mieli wpływ na moje jestestwo, to wiecie – śmiech wariata w psychiatryku ;)
Ostatnio bardzo czuję, że Bliźniak chce się ze mną skontaktować. No po prostu kosmos jakiś z tymi znakami i przeczuciami. Jeśli tak faktycznie jest, to najdroższy Bliźniaku – RUSZ DUPĘ i nie czekaj na cud, bo z mojej strony on się na pewno nie zdarzy :) Nie masz co liczyć na to, że to ja się odezwę, bo to już było i skutku nie przyniosło. Dnia 7 grudnia 2014 r., tak jak obiecałam, wysłałam Ci ostatniego SMSa i tak jak obiecałam, nigdy o Tobie nie zapomniałam i nigdy nie zapomnę. BO CIĘ KOCHAM. Mimo wszystko…
Słuchaj, a może tak dla odmiany nie będziemy uciekać, ani Ty, ani ja? I może tak dla odmiany, pozwolimy ponieść się tej miłości? :) Podobno razem raźniej :)
A tymczasem, borem, lasem, wracam do mojego nowego, lepszego życia :)

Spodziewane niespodziewane

Hejka :)

Jeśli jest jeszcze na sali ktoś, kto nie wierzy w siłę PLANU, to przeczytajcie to, czym chcę się z Wami podzielić :) Bratni w roli głównej ;)
Jakiś czas temu powiedziałam przyjaciółce, że jeśli zostanie zorganizowane pewne spotkanie i będzie wstęp wolny, to uwierzę w siłę tęsknoty ;) Nie zdziwił mnie fakt, że tak właśnie się stało i do tego doszło. Chciałam i właściwie miałam na nie iść, ale na kilka godzin przed – zrezygnowałam. Dosłownie mówiąc – STCHÓRZYŁAM. Dlaczego stchórzyłam? Bo nie widziałam Bratniego od 5 miesięcy, bo mam jeszcze swoje paranoje związane z tym, że jak się w coś zaangażuję, to zaraz ktoś mi złamie serce itd. W każdym bądź razie nie poszłam, nie zobaczyłam się z Bratnim, choć wiem, że oczekiwał, że tam będę. No i się zaczęło. Żal mi dupę ściskał. Na wieczór zaczęłam płakać i dostałam duszności, których już BARDZO DAWNO nie miałam. Gdy płakałam i przepraszałam w myślach Bratniego, nagle prawie pod oknami usłyszałam, jak jakiś facet mówi z wyrzutem: nigdy w życiu nie znałem takiej baby!
No to super, se pomyślałam… Zasnęłam, ale następnego dnia nie było mi wcale lepiej. Czułam, że zawiodłam i źle mi z tym było. Wróciłam do domu, odpaliłam fejsa i zobaczyłam, że mam wiadomość od przyjaciółki, a tam info, że Bratni w sobotę będzie rzut beretem od mojego domu. Nie było opcji, musiałam tam iść :) Wzięłam więc psa i poszłam. Na miejscu było mega dużo ludzi: jak ja go tu znajdę myślałam… I nagle go usłyszałam i widzę, jak ręce podnosi, mówiąc, że jest tu :D Oczywiście nie było to konkretnie do mnie, ale wiecie ;) No właśnie :D :D :D
Trochę go wmurowało, gdy mnie zobaczył. Nie, nie podszedł, bo obowiązki itd. Chciałam jakoś do niego podejść, ale dziki tłum skutecznie mnie od tego odciągał. Siedziałam sobie z dala od tłumu, od niego, na kamyku i bawiłam się z psem. Zadzwoniłam do dziadków i rozmawiając z babcią mówię jej, że właśnie widzę panią, która ma psiaka podobnego do mojego, nieżyjącego już, zwierzaka. Wzruszyłam się, bo normalnie skóra zdjęta z mojego Maxa. Po jakimś czasie napisałam do przyjaciółki, że nie ma opcji, żebym się dopchała do Bratniego i że idę już do domu. Bratni zdążył mi zniknąć z oczu w tłumie, no i cóż. Wychodzę, a tu nagle pani z „Maxem” idzie, no i mój psiak i jej zaczęły się bawić, więc razem wychodziłyśmy z parku. Idziemy, idziemy, przeszłyśmy dość spory kawałek, nagle szarpnięcie, mój pies został w tyle, więc się odwracam, a tu Bratni idzie centralnie za mną :D SAM :D Najnormalniej w świecie powiedziałam mu z uśmiechem CZEŚĆ :D Jakby to było coś, co właśnie miałam zrobić, odwracając się :D Jak zaprogramowana jakaś :D On do mnie CZEŚĆ, WITAM :) Padłam, myślałam, że skrzydeł dostanę i odlecę :D Był zszokowany, totalnie zaskoczony, że się odezwałam i że w ogóle to wszystko się stało. Zadygotał, jak Bliźniak, a moje serducho zaczęło tańczyć :D :D :D Było tak pięknie, świat dookoła oszalał chyba :D :D :D
Wydawało mi się, że chce mi podać rękę, ale ja się akurat odwróciłam, bo babeczka, która ze mną szła, coś tam powiedziała, nawet nie wiem co :D Gdyby tej babki ze mną tam nie było, to ja i Bratni bylibyśmy jedynymi osobami na tej trasie. I pewnie zamienilibyśmy więcej słów, ale nie ma tego złego, bo przed nami tyle spotkań, że głowa mała :) Nie ma tego złego, jak widać :D Co ma być, to będzie – ZAWSZE I WSZĘDZIE :)
STEP BY STEP :) <3

P.S. Ja z Bratnim nie jestem, z nikim nie jestem. Jestem ze sobą! :D I jestem przecholernie szczęśliwa :D Myślałam, że nigdy tego nie osiągnę będąc sama, a jednak :) Kocham siebie i jest cudownie!!! :)

What the fuck is going on?! :D

Znowu jakieś retrogradacje, sracje, pierdacje :D Ruchy tu, ruchy tam :D Tutaj nów, tam pełnia :D To w Lwie, to w innym znaku, a mój Bratni zaczął mieć właściwości Bliźniaka :D No i biedna Taryn tak sobie siedzi od kilku dni, szczęśliwa na maxa, jakby jakiś dobry towar zjarała albo wciągnęła (HAHAHAHA) i zastanawia się: WHAT THE FUCK IS GOING ON?! :D
Nie pojmuję, nie kapuję :D Że niby Bratni Bliźniakiem, a Bliźniak jedynie Bratnim? :D I że niby ten pierwszy przyszykował mnie na tego drugiego, a ten drugi wcale nie szykuje mnie na pierwszego? :D Ale, że co? :D Ale, że jak? :D O co chodzi, co się dzieje? :D Niech mnie ktoś przytuli :D

DALEKO JESZCZE?! :D :D :D hahahahahahaha

Niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce :D

AVADA KEDAVRA na to wszystko normalnie i ciao!!! :D

Zmieniło się wszystko ;)

Cześć Duszyczki :)

Jak się macie? Co u Was? Jak tam Wasze historie? Jak Wasza droga? Przyszły zmiany czy stoicie w miejscu wciąż karmiąc ego? ;)
U mnie ze wszystkim do przodu. W dużej mierze już się odnalazłam i choć miewam jeszcze chwile, chwilunie słabości, to jednak jest dobrze :) Jest qrde naprawdę dobrze :) I cieszę się i celebruję tą radość każdego dnia :) Jest progres i to DUŻY!
Są dni, gdy nie mam ochoty na przyswajanie żadnych nowości ze świata „tłinflejmów”. Ale są też takie dni, że różne ciekawostki wręcz wpadają mi same w łapki. Wtedy dość chętnie je czytam i analizuję, przekładając to na wszystko, co mnie spotkało. Oczywiście nie może się też obejść bez „tłinflejmowych bulszitów”, od czytania, czy słuchania, których „rence opadajo” ;) Boże, widzisz i nie grzmisz! :D Ale spoko, każdy ma swoją drogę itd. itp. Nie nerwowo ;) Każdy z Was będzie dobrze wiedział, które przesłanie doskonale rezonuje z Waszą prawdą. Tylko błagam, nie mylcie prawdy z ego, nie mylcie intuicji z ego.

BRATNI.
Wszystko wróciło z takim pertolnięciem, że aż prawie zemdlałam z wrażenia ;) On mnie słyszy, bez kitu, ON MNIE SŁYSZY. Wczorajszy wieczór i dzisiejsza noc była dla mnie tego potwierdzeniem nad potwierdzeniami. Ja mówię, on to robi i daje mi dowody, że słyszy, może jeszcze nie kapuje, że to ja, ale robi, to co ja mam w myślach. Mało tego, wrócił na stałe ze swych wojaży do naszego rodzinnego miasta i od jesieni będziemy się widywać przynajmniej 3 razy w miesiącu. Myślałam, że to już koniec, bo wszystko wydawało się, jakby umarłe, a tymczasem okazuje się, że to nie jest żaden koniec, ale początek czegoś nowego dla nas.
Dużo miałam przemyśleń na ten temat. To wszystko co mi daje, jest takie piękne. Począwszy od samego początku, gdy tylko pojawił się w moim życiu i uratował mnie, poprzez sny, których jest aż kilka w ciągu miesiąca, jego sobowtóry, które spotykam codziennie, aż do teraz, gdy daje mi tyle dowodów na to, że ja i on to takie prawdziwe i realne, mimo wszystko. Cały czas, w ten czy inny sposób, towarzyszy mi. Uszczęśliwia mnie. Chroni mnie. Odciąga od przeszłości i każe patrzeć w przyszłość. JEST.
W PLANIE nie ma takiej rzeczy, która jest nam niepotrzebna czy która nam nie służy. Wszystko jest potrzebne, wszystko jest lekcją. Część rzeczy z nami zostanie, część zniknie, gdy wykona swoją robotę. Nie ma tu żadnej głębszej filozofii i jest to proste, jak budowa cepa ;) Serio :D

Od jakiegoś czasu czułam, że coś się dzieje, coś się zbliża, a dziś to przeczucie już w ogóle przerosło samo siebie i przed paroma minutami przeczytałam: ”Shifting into the 5d Matrix – you know that Pandora’s Box opens today!” – STRACH SIĘ BAĆ NORMALNIE :D

Znaki nie ustają, blaski & błyski też nie, dzwonienie w uszach również. I właściwie to nic się nie zmieniło, tylko ja jakaś taka mądrzejsza i bardziej kochająca siebie :) Czyli zmieniło się wszystko :D

I just called…

Wpadam na chwilę i zaraz mnie nie ma, bo już po północy, ale póki co chcę się z Wami podzielić czymś, co mnie dziś spotkało. Pierwszy raz w życiu, odkąd wiem, że istnieje coś takiego jak TF, usłyszałam głos Bliźniaka i miałam wizję związaną z tą konkretną sytuacją.
Zadzwonił dziś do mnie telefon, nieznany numer, a że czekałam na kuriera, więc odebrałam na luzaku, bo przecież, to nie pierwszy raz:
- Tak słucham?
- Dzień Dobry.
- Dzień Dobry.
(przez chwilę cisza)
- Poznaje mnie Pani?
ZAMARŁAM…
- Nie…?
(śmiech)
Ja szok.
- No ładnie, to już mnie Pani wywaliła ze swojej listy?
Widziałam go tak dokładnie i ten głos… Jezu…
Chciałam odpowiedzieć, że jak ktoś sobie zasłużył, to tak ma, ale ostatecznie się powstrzymałam.
Rozmówka toczyła się dalej, a ja coraz bardziej czułam, widziałam i słyszałam Bliźniaka, ale koniec końców okazało się, że to jeden z moich byłych szefów, a że kiedyś miałam mały problem z telefonem, to mi wcięło część numerów.
Nie wiem dlaczego odczułam, usłyszałam i zobaczyłam Bliźniaka. Nie rozumiem tego. To dla mnie nowość podczas takiej sytuacji. Ale uwierzcie mi, że moje serce zwariowało, a ciało zaczęło się tak trząść, jak wtedy, gdy był blisko mnie. Po wszystkim zachciało mi się płakać, a potem zalała mnie fala miłości.
Wróciłam z pracy i o 18 ścięło mnie z nóg. Ktoś mi kliknął przycisk OFF i koniec ;) Usnęłam nawet nie wiem kiedy i spałam prawie do 20.
Z kolei wczoraj powróciłam do czytania swojego własnego bloga skupiając się na roku 2014 i 2015, na lipcu i sierpniu :D Zabawne :D
Nie wiem o co chodzi, nie wiem, co on tam wyrabia, że ja mam takie jazdy, ale przecież nic z tym nie mogę zrobić. Nie mogę go zapytać, nie mogę go zobaczyć. Jedyne co mogę, to po prostu żyć sobie dalej. To też czynię :)

A Tobie kochany chcę powiedzieć, że Cię kocham mimo wszystko :) Nieważne co zrobiłeś w przeszłości, choć fajnie by było sobie to wyjaśnić. WSZYSTKO WYJAŚNIĆ.

Czas do psychiatry ;)

Boszsz, jakbym poszła do psychiatry, to pewnie zdiagnozowałby u mnie chorobę dwubiegunową. Tak, dokładnie tak. A może by się tak z ciekawości wybrać do niego? ;)
Kto był? U kogo stwierdzono? ;)

Dziś mam już zupełnie inny nastrój. Śmiałam się aż do bólu brzucha :D
Rozwaliły mnie dwa wątki ;)
1) Bardzo chciałam zobaczyć pewną osobę na żywo. Nie wiem w sumie czemu, ale właśnie tak było. Niestety okoliczności w jakich pracujemy, a raczej nasze stanowiska, nie sprzyjają temu. I dziś nagle zonk – dowiedziałam się, że będzie u mnie w pracy, ale mimo to do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy uda mi się go zobaczyć :D
I cóż mogę rzec: przybył, spojrzał, odjechał :D :D :D
Czuję się usatysfakcjonowana :D
I widzicie? Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy, TAK CZY SIAK :)

Dziękuję Ci intuicjo! :D

Wyprzedzając Wasze pytania:
- nie, nic z tego nie będzie,
- nie, nie spędza mi snu z powiek,
- tak, podoba mi się i (jak to mawia moja przyjaciółka) szarpałabym, jak Reksio szynkę :D

2) Od kilku dni wyczuwałam smutek Bratniego. Gdy go zobaczyłam przedwczoraj, nie dało się ukryć, że mimo zaistniałej sytuacji, był smutny. Wczoraj dodałam na jedno moje konto smutne zdjęcie z cytatem z „Tylko mnie kochaj” i hasztagami, że za kimś tęsknię. Dziś mój Bratni dodał smutne zdjęcie z obrazkiem chmurki, deszczu i błyskawic nad głową… Taka sytuacja.

Nie powiem, że nie mam więcej pytań, bo cholera, mam ich wiele!

Dobranoc.

Fejs mi coś przypomniał ;)

Dokładnie 3 lata temu, 18 stycznia 2013 r., zakończył mi się epizod z potencjalnym (wówczas) kandydatem na męża ;) Tamtego dnia stwierdziłam, że miłość nie istnieje, że to bujda, najgorsza ściema ze wszystkich ściem. Światło we mnie coraz bardziej gasło… Nie rozumiałam, dlaczego nikt nie może mnie pokochać…
Tamtego dnia skończyłam z miłością, ale nie trwało to długo, bo miesiąc później (bez jednego dnia) nastąpiło miłosne pertolnięcie ;) Jak grom z jasnego nieba spadło na mnie uczucie niby mi znane, ale jednak nie do końca, bo tak silne, że ścinało totalnie z nóg. Od razu wiedziałam, że znam tego człowieka, że on mnie zna, że go kocham i że on mnie kocha. Oczywiście miałam jazdy pt. „przecież to ksiądz”, ale miłość była tak silna, że naprawdę mało mnie obchodziło to, że coraz bardziej i bardziej się w nią zatapiam, a właściwie to jestem w niej od dawna, ale powoli sobie przypominam od, jak bardzo dawna.

A korzystając z okazji, to chciałam powiedzieć/przypomnieć, że jeżeli podczas pierwszego spotkania, spojrzenia sobie w oczy na żywo, porządnie Cię nie perdolnęło i nie sprowadziło do parteru, przewartościowując całe Twoje życie, to sorry, ale nie spotkałeś Bliźniaczego Płomienia, a jedynie jakieś połączenie karmiczne.
Ostatnimi czasy sporo ludzi za dużo sobie wyobraża, próbując wcisnąć swoje relacje w szablon BP, a nie tędy droga. Ogarnijcie się. Nic na siłę.

Bliźniaczy Płomień:
- wali na dekiel
- ryje po bani
- pada na mózg
- itd. itp.
Jeśli tego nie doświadczyłeś, no to cóż – patrz wyżej ;)

Bóle głowy, źle przespana noc i takie tam

Nie mogłam dziś zasnąć, a jak już zasnęłam, non stop się budziłam. No i od kilku dni co chwila mam bóle głowy, a był już taki spokój od tylu miesięcy… Nie wiem, co się dzieje, ale wiem, że nie tylko ja jedna tak teraz mam. Bardzo nie chce mi się już zwracać na to wszystko uwagi, a z drugiej strony chcę każdą rzecz dokumentować. Jak znaleźć w tym równowagę?
Na blogową pocztę nie zaglądałam już bardzo długo, bo nie mam weny, dlatego jeśli coś pisaliście, to bardzo proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.

Bliźniaku, dziękuję Ci, że zniknąłeś z mojego życia, bo gdybyś tego nie zrobił, nigdy bym się nie przekonała, jak bardzo ważną częścią mnie i mojego jestestwa jest mój Bratni, niezależnie od tego, czy jest  błogosławieństwem, czy nie. Na pewno jest kolejną lekcją miłości dla mnie (miłości do samej siebie!) i jestem przeogromnie wdzięczna, za to, że JEST.

KOCHAM CIĘ.
Gdziekolwiek i z kimkolwiek jesteś…