Niemożliwe stało się możliwe ;)

Jestem w totalnym szoku, bo dziś ani nie czułam Bliźniaka, ani o nim nie myślałam, ani nawet nie dostałam żadnego znaku! Dopiero o godzinie 17 zorientowałam się, że tak właśnie jest, że nic, kompletnie NIC :D
Boże, ja już zapomniałam, jak to jest, bo od 17 lutego 2013 r. był non stop, 24h. A dziś cisza, spokój, chwila oddechu… Chwilo trwaj! :D
Nie wiem o co kaman i co mi zaraz ni z gruchy, ni z pietruchy pertolnie i wyskoczy, jak gumka z majtek albo wilk z lasu, ale qrna czuję się fantastycznie :D
A może to jest właśnie ten moment, żeby w końcu iść dalej i nie stać w miejscu. Może teraz wszystko naprawdę ruszy do przodu. Rany, marzenie! Oby się ziściło :)

Rzeczy, które powinniście wiedzieć o Bliźniaczych Płomieniach

Gdy ten artykuł wpadł mi w łapki, nie sądziłam, że wywróci moje życie do góry nogami. Coś czego trzymałam się przez te wszystkie miesiące, a mianowicie tego, że to mój Bliźniaczy Płomień ma więcej lekcji do przerobienia itd. nagle przestało istnieć, bo okazało się, że źródłem obecnego, faktycznego stanu pomiędzy mną, a moim Bliźniakiem jestem JA. To ja mam najwięcej do przerobienia… To ja muszę w ogromnym stopniu siebie naprawić… Dopiero teraz tak naprawdę dostrzegłam znaczenie lustra między Bliźniakami. Dopiero teraz wszystko stało się jasne. Chętnie zadałabym pytanie „DLACZEGO DOPIERO TERAZ???”… Ale przecież znam odpowiedź, a brzmi ona „BO TAK MUSIAŁO BYĆ”.
Nieczęsto wzruszam się podczas tłumaczeń, ale ten tekst wycisnął ze mnie kilka łez. Wybaczcie mi jeśli gdzieś będzie coś chaotycznie napisane, ale serio, ten artykuł dał mi się we znaki również z tego powodu, że niektóre zwroty po angielsku mają zupełnie inny wydźwięk po polsku. Nie lubię takich akcji, ale cóż począć. W każdym bądź razie STARAŁAM SIĘ, więc nie marudzić, jakby co ;)
Wczytywać mi się, analizować, przemyśliwać, kontemplować, medytować i kochać :)

P.S. To chyba najdłuższy artykuł, jaki do tej pory przetłumaczyłam O_o

Opis Bliźniaczych Płomieni

**** Gdy otworzysz swoje serce na energię Twojego Bliźniaczego Płomienia, poczujesz taką miłość, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłeś.

**** Pojawia się poczucie, że wszystko wydaje się znajome i zrozumiałe i jest absolutnie niezaprzeczalne. On lub ona jest idealny odzwierciedleniem Ciebie!

**** Cały czas doświadczasz stanu ciągłego zakochania, a fale ekstazy i rozkoszy przelewają się przez Ciebie.

**** Twoje serce wlewa miłość w Twojego Bliźniaka, a dawanie mu (w sensie miłości) staje się najważniejszą rzeczą w Twoim życiu.

Rzeczy, które powinniście wiedzieć o Bliźniaczych Płomieniach

Bóg szuka tych, którzy zawsze czuli swój Bliźniaczy Płomień w swoim sercu. Takich, którzy są gotowi na to, aby przywrócić miłość na świecie.

Jeśli to czytasz, Bóg Cię wzywa. Bóg Cię prosi, abyś powiedział „Tak!” dla połączenia ze swoim Bliźniaczym Płomieniem w świadomości, poprzez Twoje serce i jeśli takie będzie Twoje pragnienie – aby odnaleźć idealne odbicie Twojego Bliźniaczego Płomienia teraz tu na Ziemi. Możesz również przyciągnąć swój Bliźniaczy Płomień poprzez osobę, z którą jesteś, a używając miłości, którą razem tworzycie możecie być kanałem Boga, by uwolnić zamrożone serca ludzkości.

W związku z tym, nie chodzi tu o ciała i osobowości. Chodzi tu natomiast o serca. Chodzi o wybór serca, tak wyraźnie i konsekwentnie, że miłość staje się tym, kim Ty jesteś. Dotrzesz do poznania wielkiego serca Bliźniaczego Płomienia, którym jesteś, dostępnym dla Boga, by rozlać miłość na świat. Może to nastąpić z kimś, kto dołączył do tej strony lub może to nastąpić w inny sposób w Twoim życiu.

Bóg wzywa pary Bliźniaczych Płomieni, aby wykorzystać ich wspólne serca, by przywrócić miłość na świecie, na wiele ekscytujących sposobów. Czy to Ty? Jesteś gotowy poświęcić swoje serce, swoje życie i wszystko czym jesteś dla miłości? Przeczytaj proszę i zapoznaj się z niesamowitym planem Boga, wymodelowanym przez tych, którzy już powiedzieli „Tak!” miłości. Ci ludzie połączyli się najpierw w sercu i świadomości, a potem fizycznie.

Bliźniacze Płomienie uosabiają energię Stworzenia, Boskiej Męskości i Boskiej Kobiecości.

Para Bliźniaczych Płomieni to komórka w sercu Boga.

Wspólne serca Bliźniaczych Płomieni lub Bratnich Dusz są otwarciem ku dostarczeniu Miłości Boga do całego Stworzenia.

Miłość Boga przychodzi do nas w każdej chwili, w pulsacjach podtrzymujących całe życie.

Zjednoczone pary Bliźniaczych Płomieni czują te pulsacje razem, jako ekstazę.

Pary Bliźniaczych Płomieni nie tylko dostarczają miłości Boga, ale również generują nową miłość, aby dodać ją do miłości Boga.

Ogniście roztopiona miłość współdzielona przez Bliźniacze Płomienie może roztopić zamrożone serca ludzkości i pomóc Bogu przywrócić ich miłości.

Kiedy łączysz się ze swoim Bliźniaczym Płomieniem w świadomości, nawet przed jakimkolwiek spotkaniem, gdzie Bliźniak zostanie Ci ukazany fizycznie, rozpoczynacie tworzenie wspólnego serca Bratniej Duszy.

Serce Bliźniaczego Płomienia to potężne narzędzie mające na celu przywrócenie świata miłości. Każda rzeczy i każdy umiejscowiony w sercu Bliźniaczego Płomienia, jest przyprowadzany do Boga i tym samym zwracany miłości.

Bóg prosi by zaangażować się w spotkania w świadomości, aby budować serce Bliźniaczego Płomienia razem, tuż przed spotkaniem się fizycznie.

To tworzy solidną podstawę miłości do związku na poziomie duchowym.

Dlaczego tak ważne jest budowanie związku Bliźniaczych Płomieni w świadomości?

Większość związków na Ziemi są to związki ego, oparte na starych wzorcach, lękach i powierzchownych osądach.

Ego zawsze tworzy separację i reprezentuje to, co mamy do uzdrowienia na Ziemi.

Ego odwraca nas od miłości lub od bycia prawdziwymi w naszym sercu.

Spotkanie się w świadomości buduje fundament w miłości i w prawdziwym związku serca, zanim spotkanie się fizycznie wywoła jakiekolwiek możliwości powierzchownych osądów.

Każdy miał takie doświadczenie, które nazywamy intuicją. Jest to znajomość serca, która omija umysł. Spotkanie w świadomości jest znajomością Twojego Bliźniaka w duchu, w sercu, w tej całej wiedzy.

Energia Bliźniaczych Płomieni jest tak potężna, że koncentrując się na swoim Bliźniaku, wzywając jego lub ją do siebie i wysyłając miłość z głębi serca, możesz szybko wejść we wspaniały związek w świadomości.

Wkrótce poczujesz oznaki Bratniej Duszy i serca, które budujecie wspólnie.

Następnie, na drodze porozumienia, rozpoczniecie współpracę ze swoim sercem Bratniej Duszy, aby dawać miłość nie tylko sobie nawzajem, ale całemu życiu.

To zwróci Was jako parę Bliźniaczych Płomieni przepływowi Stworzenia, który opiera się na dawaniu. To co dajesz, wraca do Ciebie, a Twój związek Bliźniaczych Płomieni będzie rozwijał się w niesamowity sposób.

Bliźniacze Płomienie zostały stworzone przez Boga jako pakiet Stworzenia, z czego każdy jest ucieleśnieniem miłości do drugiego. Zatem Twój Bliźniaczy Płomień jest idealnym odzwierciedleniem miłości takiej, jaką Bóg Cię stworzył, ale posiadającym odwrotny ładunek (Boski pierwiastek męski lub żeński). Będąc dwiema połówkami tego samego serca, gdy patrzysz na swój Bliźniaczy Płomień, widzisz siebie. Tak więc Bliźniacze Płomienie zawsze odzwierciedlają sobie nawzajem swój stan serca.

Zgodnie z prawem wibracji, Bliźniacze Płomienie nie powinny się połączyć dopóki nie mogłyby spotkać się w idealnej miłości. To byłoby trudne dla większości ludzi na Ziemi. Jednak z Dyspensą Bratnich Dusz od Boga, Bliźniacze Płomienie czy Bratnie Dusze mogą teraz się złączyć zanim zaczną żyć w idealnej miłości. To jest dla nas bardzo ekscytujące i obiecujące dla świata.

Ważne jest, aby zrozumieć, że Twój Bliźniaczy Płomień jest zawsze Twoim lustrem. Więc jeśli przyciągniesz do siebie kogoś, kto jest odzwierciedleniem Twojego Bliźniaczego Płomienia i masz „przekonania serca”, które są oparte na ego lub strachu, on również pojawi się jako odzwierciedlenie Twojej Bratniej Duszy. Jako Bliźniaczy Płomień powiedz „Tak” miłości i przyciągnijcie się razem, ale pamiętajcie, że są trzy niezwykle ważne rzeczy.

Po pierwsze, każda osoba musi być głęboko i całkowicie zaangażowana w uznanie swojego ego/starych wierzeń i zmienianie serca ciągle i ciągle, oddając każde stare wierzenie Bogu do przetransformowania. Medytacja, rozwiązywanie przeszkód ku otwarciu serca, było nam dane przez Boga by pomagać w przezwyciężeniu tych starych wierzeń serca. Może być ono tu dostępne.

Po drugie, każda para musi się zobowiązać do postrzegania siebie razem, jako jedność, wybierającą miłość ponad ego. Na przykład jeśli jedną osobę dopada strach oparty na problemach starego związku, jest to sytuacja zaadresowana do obojga. Będąc parą muszą oni zobaczyć reakcję ego, jako coś, czym tak naprawdę oni nie są, coś, co nie jest prawdziwe i jako coś, co mogą przetransformować. Jeśli osoba się boi, nie widzi tego wyraźnie i dlatego ta druga osoba musi zawsze pozostawać w sercu, dając swojemu partnerowi najczystszą miłość.

Po trzecie, pary Bliźniaczych Płomieni muszą codziennie, a nawet w każdej godzinie oddawać swoją wolę Bogu, skupiając się na miłości i pokładaniu ufności w Bogu i w tym, że poprowadzi ich przez welon iluzji do perfekcyjnej miłości.
Z przesłania Boga: Jeśli para razem skupia się na Mnie, z łatwością przemieszczą się ku miłości. Para Bliźniaczych Płomieni jest skupiona razem na mnie, bo tam gdzie skupienie Twoje, tam tworzysz, taki będziesz.
Więc na tym świecie, gdy Bliźniacze Płomienie, czy Bratnie Dusze łącza się, początkowo skupiają się na sobie. Ale potem, otwarcie serca, które to powoduje, musi być użyte do tego, aby oboje ludzi zwrócić ku Mnie, razem. Para dająca razem, skupiona na mnie jest dostępna dla prawdziwej miłości i jako dowód na to będą uczucia ekstazy i wyrażanie dookoła jedynej prawdy o miłości.

Pewnie miałeś w swym życiu wiele doświadczeń, które na ten konkretny czas wydawały się negatywne, trudne, czy nawet traumatyczne. Teraz, gdy połączyłeś się ze swoim Bliźniaczym Płomieniem zrozumiesz te rzeczy w całkiem inny sposób.

Częścią planu Boga było to abyśmy doświadczyli każdego aspektu ludzkiego życia, a gdy łączymy się razem ze swoją Bratnią Duszą, używamy potem jej serca, aby oddać Bogu każde doświadczenie anty-miłości poprzez miłość.

Teraz więc widzisz, że wszystko przez co przechodziłeś, nieważne jak trudne to było, zdarzyło się po coś. Odpracujesz to wszystko ze swoim Bliźniaczym Płomieniem u Boga, a wraz z tym będą odpracowane wszystkie podobne doświadczenia na planecie poprzez prawo rezonansu.

Bliźniacze Płomienie przybyły na Ziemię w tym czasie, aby przywrócić światu miłość. Wybrali doświadczenie dualności, ego i wszystkich barier miłości w celu zwrócenia tego wszystkiego Bogu, gdy przypomną sobie kim są.

Jeśli jesteś z kimś, kto Twoim zdaniem nie jest Twoim Bliźniaczym Płomieniem, to po prostu dlatego, że razem wciąż macie trochę ego, trochę starych przekonań serca o miłości, którą sobie odzwierciedlacie i inne sprawy, których nie oddaliście miłości. Nasze przymierze z Bogiem jest tym, w co wierzymy w głębi serca, co Bóg nam objawi.

Być może masz ukryte przekonanie serca, że na przykład „Miłość Cię skrzywdzi”. I choć wierzysz, że chcesz, aby Twój partner był dostępny, część Ciebie nie chce, bo boi się bycia zranioną. Twoje ego będzie to wykorzystywać. Przekonania serca przybierają różną formę.

Jeśli wybierasz zmianę, aby tylko kochać i oddać swoją wolę Bogu, przekonania Twojego serca zostaną przetransformowane (zwróć uwagę na rozwiązywanie problemów – to bardzo ważne). Jeśli uwolnisz przeszkody serca ku miłości, Twój partner będzie wolny od manifestowania ich Tobie. Jeśli się zmienisz, Twój partner też się zmieni, aby dopasować się do Twojego brzmienia.

Ci, którzy naprawdę wybrali oczyszczenie swoich własnych serc, mieli niesamowite doświadczenia obserwowania, jak ich partner zmienia się i otwiera, dopóki nie zobaczą swojego Bliźniaczego Płomienia w sobie. Twój Bliźniaczy Płomień zawsze będzie odzwierciedlał stan Twojego serca. Twój Bliźniaczy Płomień jest zawsze z Tobą, w cokolwiek byś nie wierzył o swoim Bliźniaczym Płomieniu…

Jeśli dokonasz zmiany na czyste i otwarte serce, zobaczysz swój Bliźniaczy Płomień naprzeciwko siebie – w tym, z którym jesteś.

Jeśli jesteś w związku, w którym jest trudna sytuacja – gdzie odkrywasz, że Wasze zjednoczenie przyniesie ból innej osobie – ALBO jeśli myślisz, że ktoś jest Twoim Bliźniaczym Płomieniem, ale on lub ona jest z kimś innym lub w ten czy inny sposób jest niedostępna – to oznacza, że Twoje własne serce nie jest czyste.

Przyciągasz energię Bliźniaczego Płomienia lub rodzi się w Tobie pragnienie bycia ze swoim Bliźniaczym Płomieniem, ale coś w Tobie nadal trzyma się starego schematu utrzymując Twój Bliźniaczy Płomień na dystans. Bóg powiedział do nas w swoim przekazie, że odnalezienie naszych Bliźniaczych Płomieni nigdy nie przyniesie bólu innej osobie. Więc najlepiej by było oczyścić swoje własne serce. Zwróć się do Boga i powiedz „tak”, czytając medytację, „Rozwiązuję problemy, aby otworzyć serce”. Kiedy Twoje serce będzie czyste, wszystko samo się rozwiąże, a Twój Bliźniaczy Płomień przybędzie do Ciebie w taki sposób, abyście mogli w pełni być se sobą.

W miarę jak welon iluzji cienieje, a prawda o miłości staje się coraz bardziej dostępna na Ziemi, wielu ludzi spotka swój Bliźniaczy Płomień w czymś, co Bóg nazywa „Prawdą”, „wyższymi wymiarami”, w duchu. Gdy następuje zmiana, te sfery świadomości (które są tym, czym my naprawdę jesteśmy) staną się tak realne lub bardziej realne niż nasze życia na Ziemi. Związek, taki jak ten z Bliźniaczym Płomieniem, w sferze światła przynosi wiele wspaniałych korzyści ponieważ w tych przypadkach, Bliźniaczy Płomień ma pełną świadomość prawdy o miłości i może wznieść wcielonego partnera ku ekstazie i czystej miłości.

Tak więc, jeśli stwierdzisz, że doświadczasz namiętnego, ekstatycznego i seksualnego spotkania ze wspaniałą, świetlistą istotą, poznajesz swój Bliźniaczy Płomień w sferze światła. Szybko powiedz „tak!” Otwórz swoje serce, a przede wszystkim, zacznij używać serca Bratniej Duszy, które dzielicie razem podczas swojej służby.
W przypadkach takich jak ten, Bliźniaczy Płomień w duchu może przywołać do Ciebie osobę na Ziemi, która go uosabia. Ale coraz bardziej takie związki daleko przewyższają wszystko, co możliwe pomiędzy dwiema inkarnowanymi istotami, które ludzie wybiorą by były wzniesione przez ich Bliźniaczy Płomień w sferę miłości, niż proszenie ich Bliźniaczego Płomienia o inkarnowanie tu na Ziemi. Tak, czy siak, ci w „Prawdzie”, czy też w sferze światła, żyją w energii, która wkrótce będzie nasza. Więc po co czekać?
W związku z tym tematem gorąco polecamy naszą książkę „Eternal Twin Flame Love, the Story of ShannaPra (Wieczna miłość Bliźniaczych Płomieni, Historia ShannaPra).
Bóg określił to bardzo wyraźnie, że łączenie się Bliźniaczych Płomieni nie ma nic wspólnego z płcią w ciele na Ziemi. Wchodziliśmy w ciała o różnych płciach, w różnych czasach naszych inkarnacji, z różnych przyczyn, a jedną z nich jest nauczenie się tolerancji i współczucia. Ważną rzeczą jest to, że w każdym związku Bliźniaczych Płomieni jedna połówka jest Boskim kobiecym pierwiastkiem, a druga Boskim męskim pierwiastkiem. Ci ludzie mogą również być w kobiecych ciałach lub męskich ciałach. Jest to często obserwowane w związkach ludzi o tej samej płci.

Motyle

Po wczorajszej mszy zostałam jeszcze chwilę w kościele żeby porozmawiać z Bogiem i poprosić Go o pomoc, bo już pomijając fakt, że bycie w relacji Bliźniaczych Płomieni nie jest łatwe, ja dodatkowo jeszcze teraz jestem na rozdrożu… Co dalej, gdzie iść, którą drogę wybrać? Skupiona zaczęłam się modlić, ale nie używałam do tego żadnej wyuczonej regułki. Własnymi słowami prosiłam w myślach Boga o światło… Zamknęłam oczy i nagle zobaczyłam pod swoimi powiekami MOTYLE… Szybko otworzyłam oczy i za chwilę zamknęłam je ponownie, a MOTYLE nadal tam były! Widziałam  je tak wyraźnie, były piękne :) Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, ale dopiero dziś dotarłam do kilku informacji.

Motyl jest zwiastunem zmian!

„Motyl to wyjątkowo piękny symbol transformacji, symbolizujący nie tylko przemianę, ale i szczęście, piękno, radość, lekkość, niezależność, wolność, nieśmiertelność, podążanie za tym, co się kocha i życiem w ekstazie.”

Nie ma czego się bać :) Będzie dobrze :)

Przebaczenie

Nie od dziś wiadomo, że przebaczyć jest strasznie trudno. Bo jak tu przebaczyć komuś kto skrzywdził nas aż do głębi? Kto złamał nas, kto złamał nasze serce… No właśnie, JAK? Nie wiedziałam tego przez ponad 20 lat i tak pielęgnowałam w sobie ten ból. Lata mijały, kolejne życiowe sytuacje przynosiły kolejne krzywdy, które odbijały się na psychice. Krzywdziłam ja i krzywdzono mnie. Nigdy nie przebaczałam. Zawsze ze złością powtarzałam w myślach „jeszcze mnie popamiętasz…”. I tak kumulowałam w sobie tą całą złość. Było coraz ciężej i ciężej. Wiem po sobie, że nieważne jak bardzo człowiek jest twardy, nieczuły na otoczenie i jak to dziś ludzie mawiają, mają wy***ane, bo tak naprawdę wcale tak nie jest. I teraz tłumy się oburzą, obśmieją się, zwyzywają mnie od idiotek albo gorzej i oplują sobie jeszcze brodę na skutek tej soczystej mowy. A potem przyjdzie wieczór, noc, a z nimi czas refleksji. I poczujesz, że nie masz racji w wielu sprawach i że jest Ci z tym źle. Pójdziesz spać, nadejdzie ranek. Obudzisz się pamiętając dzień wczorajszy, ale zamiast wdrożyć w życie swoje prawidłowe przemyślenia, Ty wrócisz do starych nawyków. I nie przebaczysz choćby nie wiem co. I tak w kółko. I zamiast cieszyć się z życia, Ty będziesz dalej trzymał się przeszłości i tego, że ktoś tam, kiedyś tam, coś Ci tam. Zadaj sobie pytanie, czy warto pielęgnować w sobie urazę i czy warto pozwalać przeszłości wchodzić z butami w teraźniejszość i przyszłość…
Byłam kiedyś dokładnie taką osoba, jaką Ty dziś jesteś. Zawistna… Oko za oko…itd. itp. Ponadto miałam na wszystko wy***ane. Taka dumna i nie do złamania. A tak naprawdę byłam strasznie miękka, zraniona w środku i bezbronna. To co naprawdę mnie bolało, nigdy wcześniej nie wyszło z moich ust. Zawsze skrywałam to na dnie serca, zaprzeczając samej sobie. Dopiero po latach wyszło na jaw, że moją największą bolączką, tym co miało wpływ na całe moje życie, na relacje z otoczeniem, na związki, na mnie samą… był brak ojca.
Mój biologiczny ojciec zostawił mnie i moja mamę, gdy byłam malutka. Nie pamiętałam go, nie pamiętałam nic. W moim życiu jednak był mężczyzna, którego uważałam za tatę i tak też do niego mówiłam, ale prawdy, że nim nie jest, dowiedziałam się dopiero w wieku 8 lat. Mój świat runął… „Mój tata” nie był „moim tatą”, a jedynie tatą brata. Nie rozumiałam z tego nic. To w ogóle był taki dziwny czas dla mojej rodziny. Wtedy to właśnie pojawił się mój biologiczny ojciec i gdy myślałam, że wszystko się ułoży… zepsuło się jeszcze bardziej. Znienawidziłam go totalnie. Ja żyłam tą nienawiścią! Zawsze powtarzałam, że życzę mu najgorszego i że jeśli spotkam go w ciemnej uliczce, to on żywy stamtąd nie wyjdzie… „Tatuś” w kolejnych latach zadzwonił kilka razy. Nie mniej niż raz i nie więcej niż 5… W międzyczasie dowiedziałam się, że będę mieć przyrodnie rodzeństwo, bo jakaś pani zadzwoniła do mnie, mówiąc, że jest z nim w ciąży. Powiedziałam jej wtedy tylko, iż mam nadzieję, że on zrozumie znaczenie słowa OJCOSTWO i że dla tego dziecka będzie takim ojcem, jakim dla mnie nigdy nie był. Poprosiłam również o nie dzwonienie już nigdy do mnie. Nie zadzwoniła, a ja w końcu nie wiem, czy mam brata, czy siostrę. A chciałabym wiedzieć… Dziś już tak.
Bardzo długo pielęgnowałam w sobie uczucie nienawiści do ojca. Za każdym razem pytana o to, czy mu przebaczę, odpowiadałam, że NIGDY. W ogóle nie było takiej opcji, że mogłabym mu przebaczyć… Do czasu… Gdy w moim życiu pojawił się mój Bliźniaczy Płomień, zaczęłam przebudzać się duchowo. BARDZO zbliżyłam się do Boga i teraz nie wyobrażam sobie, że w moim życiu mogłoby zabraknąć modlitwy, czy choćby zwykłej rozmowy z Nim. W kościele słuchałam tych wszystkich czytań i z każdym dniem coraz bardziej byłam przekonana o tym, że to wszystko jest tak piękne i że Jezus jest po prostu fantastyczny. Zapragnęłam być taka jak on – MIŁOSIERNA. On umiał kochać i przebaczyć nawet największym grzesznikom. Ja też tak chciałam. Zaczęłam to wdrażać we własne życie i obserwowałam, jak bardzo zmienia się mój świat. Gdy dajesz dobro, ono potem do Ciebie wraca. Czasem nawet ze zdwojoną siłą! Stare urazy zaczęły odchodzić w zapomnienie, a moje dobre serce zaczęło dawać ludziom szansę. Nauczyłam się okazywać miłosierdzie! :) Zaczęło być mi tak lekko, tak cudownie. Pozbywałam się nadbagażu negatywnych emocji i zastępowałam je tym co dobre i piękne.
Kilka miesięcy minęło zanim poszłam do spowiedzi i wzięłam komunię. Moja spowiedź po latach nie była taka typowa, w konfesjonale. Po prostu poszłam do zaufanego księdza, usiedliśmy przy zwykłym stoliku i zaczęłam mówić. On nie naciskał na mnie z niczym. Pozwalał mi mówić, wyrzucać z siebie to, co leżało mi na sercu. Bez paplania wyuczonych na pamięć regułek. Stał się kimś w rodzaju przyjaciela, powiernika tajemnic. I tak mówiłam i mówiłam i nagle ze łzami w oczach powiedziałam to…
-Wszystko dlatego, że tak naprawdę ZAWSZE brakowało mi ojca!
Wypowiedziawszy to, łzy jednak całkiem popłynęły, a ja poczułam ulgę. Niewiarygodną ulgę! Jakby ktoś wyciągnął mnie spod głazu, którym byłam przygnieciona.
Wyrzuciłam z siebie to, co od lat padało cieniem na całe moje życie i odetchnęłam. Wybaczyłam ojcu, osobie, która zraniła mnie najbardziej na świecie. Wybaczyłam, że nie było go w moim życiu. Wybaczyłam sobie, że byłam taka na niego zła. Dziś chciałabym się dowiedzieć DLACZEGO był taki, jaki był. I chciałabym zapytać, czy w moje urodziny i w inne święta myślał o mnie… Czy myślał np. „Kurczę, mógłbym dziś być z moją córką i widzieć, jak się cieszy”.
Jakiś czas temu powiedziałam mamie, że wybaczyłam ojcu. Powiedziałam jej wszystko, co kryłam w sobie przez lata. To, że tęskniłam za powiedzeniem do kogoś TATO. Spodziewałam się reakcji typu „przestań, było, minęło”, a tymczasem moja mama się rozpłakała, mówiąc, że ma do siebie żal, że zgotowała mi i bratu takie życie, z takimi ojcami… Rozumiałam ją, bo też miałam o to żal przez wiele lat… Ale teraz już jest inaczej i powiedziałam:
-Mamo, wybaczyłam Ci.

Zanim się dowiedziałam

Zanim dotarłam do informacji, co tak właściwie mi jest, co nam jest, przeszłam najgorsze chwile w życiu. Myślałam, że wariuję, że umrę przez to. Że Bóg kolejny raz pokarał mnie takim beznadziejnym CZYMŚ! Najgorzej było ze mną w lipcu 2013 r. …
Myślicie, że wiecie, co to jest depresja? Nie, nie wiecie. Nie wiecie nic! Ja myślałam, że wiem mając w pamięci pewne zdarzenia z mojej przeszłości, ale nie, to nawet nie była namiastka tego, co czułam, gdy na miesiąc straciłam kontakt z moim Bliźniaczym Płomieniem. Nie wiedziałam gdzie jest, co robi, ale czułam straszne cierpienie i żal. Codziennie przez miesiąc wypłakiwałam hektolitry łez. Moje biedne ciało było od środka poddawane nieznajomej formie bólu. Czułam, że jeszcze chwila i rozpadnę się na kawałeczki. Tak strasznie za nim tęskniłam, nazywałam siebie idiotką, kretynką, że tak beznadziejnie zakochałam się w księdzu. Codziennie błagałam Boga żeby się nade mną zlitował i żeby mi pomógł, bo ja już nie umiem sobie pomóc i nie wytrzymam tego cierpienia ani chwili dłużej. Byłam w tak wielkiej rozpaczy, w takiej rozsypce, w czymś takim, czego nigdy nie zaznałam. Żaden ból nie był temu równy, ani żadna tęsknota też nie. Wyłam, dosłownie wyłam i jęczałam z bólu na przemian…
Zamknęłam się w sobie i udawałam, że jest OK, a nie było, bo w mojej głowie zaczęły pojawiać się najgorsze myśli. Nie będę ukrywać, że nie przeszło mi przez myśl skończenie ze sobą… Myślałam o tym, jak o czymś, co pozwoli mi się uwolnić z tej sytuacji, a co najważniejsze przyniesie kres temu okropnemu bólowi…
W końcu jednak Bóg się nade mną zlitował. Chyba już nie mógł znieść patrzenia na to, jak zalana łzami dzień po dniu, zwijam się z bólu, czy to na dywanie, czy na łóżku… Pewnego dnia podrzucił mi mały trop w postaci hasła „ZWIĄZEK KARMICZNY”. Zaczęłam szukać i już w pierwszym otwartym linku znalazłam kolejny trop, kolejne hasło – BLIŹNIACZY PŁOMIEŃ.
No i się zaczęło…
Przeczytałam, co to jest i po czym to poznać… i się rozbeczałam… Dosłownie wypisz, wymaluj wszystko to, co działo się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Wszystko się zgadzało, a ja beczałam z radości, że w końcu wiem i z żalu, że dlaczego tak późno… Tak wiele rzeczy zrozumiałam. Tak wiele rzeczy z całego mojego życia się wyjaśniło. Wszystko składało się w logiczną całość. Nieudane związki, bóle głowy, widzenie synchroniczności, czyli liczb typu 11:11, 14:14, czy 111 lub 555. Wszystko, dosłownie wszystko się zgadzało. Nagłe budzenie się w nocy, jakieś inne przypadłości. Myślałam wielokrotnie, że jestem chora, ale ja po prostu przebudzałam się duchowo. I nadal się przebudzam, a on razem ze mną, bo mimo że jest księdzem, to i tak musi nad sobą popracować. Zwłaszcza teraz, gdy w jego życiu pojawiłam się ja…
Dla mnie on od samego początku ani na księdza nie wyglądał, ani tym księdzem nie był. Ja w nim kogoś takiego nie widzę. Ja w nim widzę moją drugą połowę, część mnie. Najbardziej pasował mi do niego zawód nauczyciela i takim go „pamiętałam”, ale nie wiedziałam skąd. Możecie sobie jedynie wyobrazić moją minę, gdy okazało się, że z wykształcenia jest właśnie nauczycielem…
Wiele rzeczy o nim wiedziałam zanim zaczęło się okazywać, że tak naprawdę jest. Ale skąd to wszystko mogłam wiedzieć… Nikt mi tego nie powiedział, ani nie było o tym napisane w internecie… Z takich bardziej dziwnych rzeczy, to on i ja jesteśmy do siebie podobni fizycznie. Kosmyki włosów, a raczej można rzec, niesforne kosmyki włosów układają nam się identycznie i nawet mamy bliznę w tym samym miejscu…
Do dziś zastanawiam się ile razy mogłam się z nim mijać, gdzieś na osiedlu… Przecież kościół jest nieodłączną częścią osiedlowego krajobrazu, a ja non stop tamtędy chodziłam, czy to do pracy, czy gdziekolwiek. Tylko, że za każdym razem, gdy widziałam jakiegoś księdza, to spuszczałam głowę albo odwracałam się w drugą stronę… Być może to on mnie dostrzegł pierwszy. Być może wypatrywał na mszach. Może miał nadzieję, że jeszcze kiedyś mnie spotka. Może to on wiedział o wszystkim wcześniej niż ja…
Nie będę kłamać, że nie myślałam o nim, jak o typowym uwodzicielu, bo myślałam tak. Ale ilekroć tak myślałam, moją głowę przeszywała myśl, że WCALE TAK NIE JEST! No dobrze – myślałam – to ma kryzys wieku średniego, pomieszany z kryzysem powołania. Ale tu też czułam, że to nie tak. Zupełnie jakby ktoś sprowadzał mnie na właściwy tok myślowy. Bardzo długi czas czułam się totalnie zagubiona, bo żywiłam uczucia do księdza, a z drugiej strony czułam, że to wcale nie jest tak, jak wygląda.

Mój Bliźniaczy Płomień

Zaczęłam pisać tą notkę i już od razu dziwna rzecz się stała, a mianowicie dostałam SMSa od wróżki, jednej z tych, co to tak przysyłają krótkie wiadomości, nagabując na pisanie do nich i płacenie kasy za każdym razem. W treści, poza numerem na jaki odesłać wiadomość, było napisane: „ Wiem na 100% ,że ta osoba nocą o Tobie myśli, ciągle o Tobie fantazjuje…”. Ktoś pomyśli „Ja też dostałem taki SMS no i co?”. Otóż to, że w życiu nie ma przypadków i nic nie dzieje się bez przyczyny. A już na pewno nie w życiu osoby, która spotkała swój Bliźniaczy Płomień.
Pewnie tym wpisem oburzę wielu ludzi. Szczególnie tych bardzo związanych z kościołem… Ale fakty mówią same za siebie i proszę Was jedynie o to, żebyście nie patrzyli na wszystko w kategoriach „czarne jest czarne, a białe jest białe”. Nic nie jest takim jakim się wydaje. Świat, który nas otacza jest pełen takich cudów, o których ludziom się nawet nie śniło. A żeby je dostrzec, trzeba się oczyścić i otworzyć swoje serce na Boga.

17.02.2013 r.
Była to niedziela i miała to być zwyczajna niedziela, ale pierwsza niedziela zgodna z przykazaniem „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”. A jak ja dawno tego nie robiłam… Bóg jedyny wie.
Do kościoła miałam iść na godz.11.00, jak za starych dobrych czasów, ale zmęczenie wzięło górę, a mój leń zwyciężył i poszłam na 18.30. Niczego się nie spodziewałam, bo czego można się spodziewać po mszy… Tzn. ja czekałam na kolejną porcję mądrego przekazu i miałam cichą nadzieję, że pojawi się ten ksiądz, któremu tak wiele zawdzięczałam. Niestety nie pojawił się, a msza mijała spokojnie. Znowu czułam się przepełniona bożą miłością i czułam, że On się cieszy, że jestem. Mszę prowadził znany mi z poprzednich dni ten sam skład i po tygodniu powoli przestawałam czuć się, jak UFO, a i ich widok nie był mi już obcy.
Po komunii, której niestety jeszcze wtedy nie przyjmowałam, wszyscy wstali, a mi nagle zaczęło dziwnie serce bić. I ogólnie dziwnie się poczułam. Nie rozumiałam skąd ten stan. Wtem drzwi zakrystii się otworzyły, spojrzałam w prawo i najzwyczajniej w świecie… ZAMARŁAM! Z zakrystii wyszedł mężczyzna… ksiądz… z lekko potarganymi włosami na czubku głowy, tak jakby dopiero co wstał. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przestałam na chwilę oddychać, a to co poczułam przeszło moje najśmielsze pojęcie o czymkolwiek… Jak grom z jasnego nieba spadło na mnie przekonanie, że kocham tego mężczyznę! Że go znam, jak własną kieszeń i że on zna mnie! W tamtej chwili pomyślałam, że nie obchodzi mnie kim on jest, co robi i skąd jest. Był mój, a ja jego i należeliśmy do siebie. Poczułam, że łączy nas tak wiele, że wiemy o sobie wszystko i że jesteśmy identyczni. Dlaczego takie coś poczułam? Nie miałam pojęcia. Wiedziałam natomiast, że szukanie właśnie się zakończyło, bo go znalazłam. Mojego ukochanego, moją drugą połówkę, człowieka, który jest mi przeznaczony, człowieka, z którym połączył mnie Bóg. Nie rozumiałam dlaczego tak się czuję, ale wiedziałam, że w końcu czuję się kompletna, CAŁA, a brakujący kawałek mnie wrócił na swoje miejsce.
Wszystko, co myślałam, że wiem na temat miłości od pierwszego wejrzenia, baa, wszystko co myślałam, że wiem na temat miłości, zniknęło, bo dopiero w tej jednej chwili poczułam co to jest PRAWDZIWA MIŁOŚĆ. To uczucie rozlało się we mnie, jak gorąca czekolada. Wypełniło mnie po brzegi, dając od razu poczucie bezpieczeństwa, troski i wielkiej miłości. Poczułam się tak kochana, jak nigdy w życiu. Nigdy od nikogo nie czułam tak wielkiej miłości, jak od tego człowieka, który się przed chwilą zjawił. Czułam i wiedziałam, że kocha każdą cząstkę mnie, każdą zaletę, każdą wadę i każdy centymetr mojego ciała i duszy. Czułam, że ja jestem nim, a on mną i że kochamy się od bardzo dawna, jak stare dobre małżeństwo z wieloletnim stażem.
Patrzyłam na tego człowieka i nie widziałam w nim księdza. Widziałam w nim po prostu swojego ukochanego mężczyznę. Nie spuszczałam z niego wzroku, ale on początkowo mnie nie zauważył. Dopiero, gdy wszedł po schodkach na mównicę, zanim zaczął cokolwiek mówić, spojrzał od razu na mnie i zastygł w bezruchu. Minę miał zszokowaną, jakby nie dowierzał w to, co widzi, jakby czekał na tę chwilę od lat. Nie wiedziałam dlaczego w tamtej chwili usłyszałam słowo JESTEŚ i odpowiedziałam w myślach JESTEM…
Po chwili zaczął mówić to, co miał do powiedzenia, ale i tak co chwila spoglądał na mnie, a ja nie odrywając od niego wzroku, próbowałam sobie przypomnieć skąd mogę go znać. Moje serce biło nieznanym mi rytmem, moje ciało dziwnie się trzęsło, a ja czułam, że kocham całą sobą. Jemu co chwila drżał i załamywał się głos. Mylił się w tym co czytał. Widać było, że jest zdenerwowany. Nie wiedziałam skąd, ale czułam, że to przeze mnie. Wiedziałam, że dzieje się coś dziwnego, ale nie wiedziałam co, a on jeszcze podsycił to wszystko, bo wychodząc odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy. Zupełnie tak, jakby nie mógł się napatrzeć.
Do domu wracałam jak śnięta, jakby nie wiem co dobrego mnie spotkało. Ale w miarę zbliżania się do bloku, zaczęłam myśleć racjonalnie… Przecież to ksiądz!!!
Jak to możliwe, że ja, JA, taka anty i w ogóle, jak ja mogłam zakochać się w księdzu?! Ale czy na pewno się zakochałam? No tak no, czego, jak czego, ale tego byłam pewna w 100%.
Będąc już w domu, usiadłam w ciemnym pokoju i płakałam. Nie rozumiałam z tego wszystkiego nic. Nie ogarniałam całej tej sytuacji. I co teraz będzie? Co ja mam robić? Nie wiedziałam… Bałam się tego, co się ze mną dzieje, a jednocześnie byłam tak cholernie szczęśliwa, że go znalazłam. To tak dziwnie brzmiało „że go znalazłam”, a ja w ogóle go szukałam? Zawsze czułam, że gdzieś tam jest ktoś mi przeznaczony. Ten jeden jedyny. Nawet będąc w innych związkach, czy nawet, gdy na horyzoncie pojawiał się potencjalny kandydat na chłopaka, to od razu załączało się to pytanie:
-A co będzie, jeśli przez to, że się zwiążę z X, czy Y, przeoczę mojego Z, który jest mi pisany?
Dlatego właśnie wiele moich relacji nawet się dobrze nie zaczęło, bo ja cały czas na coś czekałam, ale nie wiedziałam na co. A w tej jednej chwili, w tym ułamku sekundy, poczułam, że to właśnie ON i że czekałam na niego tyle czasu… z wzajemnością…
Kolejne dni przynosiły same dziwne zdarzenia pomiędzy mną, a nim. I mimo, że dziś wiem, iż coś takiego jak „zbiegi okoliczności” nie istnieją, to wtedy tak to nazywałam.
Normalny ksiądz nie zachowuje się tak, jak on się zachowywał, a życie normalnie nie serwuje tylu zbieżności, ile nam serwowało.
Jedna z takich przedziwnych i przecudownych chwil zdarzyła się kilka dni po naszym pierwszym spotkaniu, gdy jak zwykle poszłam do kościoła na wieczorną mszę. Wiedziałam, że tego dnia miały się zacząć jakieś rekolekcje, ale nie spodziewałam się aż takiego tłumu!
Chwyciłam za klamkę drzwi do kruchty, wchodzę, a z przeciwnej strony, od wnętrza kościoła drzwi się otwierają i do kruchty wchodzi ON. Stanęliśmy naprzeciwko siebie i szok. Patrzymy się sobie w oczy i słyszę w myślach rozmowę:
-O Boże, przyszłaś…
-No przyszłam…
-Cieszę się, że Cię widzę.
-Ja też.
I widzę, jak lekko mu się usta otwierają i chce coś powiedzieć, ale ostatecznie nie powiedział nic, a ja sięgnęłam w tym momencie po wodę święconą. Cofnął się do kościoła, a ja pomyślałam, że to dziwne, bo wyglądał, jakby miał wyjść… Prawie całą mszę myślałam o tym, jak on na mnie patrzył w tej kruchcie i jak ja musiałam wyglądać, patrząc na niego. Jeśli miałam równie wielkie i błyszczące oczy, jak on, a podejrzewam, że tak właśnie było, no to ciekawie ;)
Podczas komunii jakimś cudem pojawił się nagle tuż obok mnie. Piszę „jakimś cudem”, bo było tyle ludzi, że ja naprawdę nie wiem, jak on się przecisnął aż na sam koniec. Chyba się tam teleportował ;) W każdym bądź razie zjawił się obok mnie i tak stał i dawał komunię, zerkając na mnie co chwila. Tłum strasznie napierał na mnie i byłam coraz bliżej i bliżej niego. W myślach wręcz krzyczałam:
-Nawet nie podchodź do mnie z tym komunikatem! Nawet się nie zbliżaj! Ja nie jestem jeszcze gotowa! Odejdź stąd!
I nagle rzucił mi takie przedziwne spojrzenie i zaczął się oddalać. Zatkało mnie… Czyżby mnie usłyszał?! Ale przecież to niemożliwe!!! Wracając do domu nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, ale jednak siedząc w pokoju, gapiąc się tępo w jeden punkt, wybuchnęłam płaczem. Przez tą całą sytuację zaczęłam w internecie szukać historii z serii „Zakochany ksiądz”, „Zakochana w księdzu”. Wiele ich przeczytałam. I takich z happy endem i dość tragicznych, gdzie po całym takim zdarzeniu z dziewczyny zostaje wrak człowieka. Czułam, że te historie są mi bliskie, bo przecież kochałam księdza i z niewyjaśnionego powodu wiedziałam, że on mnie też, ale nie było mowy o jakimkolwiek wykorzystaniu i porzucenie. Kompletnie!
Ja od pierwszej chwili wiedziałam, że to wielka i prawdziwa miłość, a on mi dawał wiele powodów do tego, żeby tak właśnie myśleć. A jednak płakałam często…
Mimo, że przez pierwsze miesiące nie zamieniliśmy ze sobą słowa, to czułam, że my się porozumiewamy telepatycznie. Wiedziałam kiedy był radosny, kiedy smutny, kiedy zły, kiedy zmęczony i wiedziałam, że on również wie to o mnie. Jeden z pierwszych wierszy, które o nim napisałam był właśnie o tym, że boję się cokolwiek myśleć, żeby on nie usłyszał moich myśli… Wiem, że je słyszy, że je zna, że rozmawia ze mną i nie jest to żaden wytwór mojej wyobraźni. Wiem to od zawsze, tak samo jak to, że od zawsze go kocham i należę tylko i wyłącznie do niego.
Nie wiedziałam, że można tak kochać. Nie wiedziałam, ze można się tak czuć i przeżywać takie rzeczy, jakie ja przeżywam odkąd go spotkałam. Dziś jestem mądrzejsza o mnóstwo doświadczeń, po wielu przeżyciach, a co najważniejsze wiem, jak to się nazywa – BLIŹNIACZY PŁOMIEŃ

*Bliźniacze Płomienie lub inaczej Bliźniacze Dusze (z ang. Twin Flames), to dwie połówki tej samej całości. Jedna dusza w dwóch ciałach.

To dlatego od początku czułam, że jesteśmy tacy sami i że znamy się na wylot. To dlatego od pierwszej chwili go kocham. Bóg nas stworzył, a my potem się rozdzieliliśmy, żeby pobrać różne życiowe lekcje na ziemi, ale obiecaliśmy sobie, że się znajdziemy. I tak też się stało, znaleźliśmy się.