Bratni w natarciu :D

Za 11 dni widzę się z Bratnim! :D
Tak, dobrze przeczytaliście :D Wszechświat zrobił czary mary i fiku miku i a kuku :D Taka niespodziewana niespodziewajka! :D Jak się wczoraj o tym dowiedziałam, to serce mało mi nie wyskoczyło z klatki piersiowej, a w oczach pojawiły się łzy. Najszczersze łzy radości i szczęścia, że zobaczę go szybciej niż myślałam. Bo przecież to miał być dopiero grudzień, styczeń albo coś… A tu taki piękny prezent od Boga i jego świty :) Słowo DZIĘKUJĘ, to za mało, żeby oddać całą moją wdzięczność za ten dar.
Bratni mi się śnił, ukazywał tu i tam, dawał różne znaki i w końcu TADAM i się zobaczymy, po 3 miesiącach :) Wiem, że za mną tęskni ;) A jaką on będzie miał niespodziankę! :D Ooo, już ja się postaram o jego „mini zawał” :D :D :D A potem wiecie, usta-usta, te sprawy :D :D :D Och & ach, idę patatajać na moim jednorożcu po tęczy :D

Wczorajsza przygoda jednej z nas

Opowiem Wam coś, co przydarzyło się jednej z nas. WCZORAJ. Mam jej błogosławieństwo żeby Wam to napisać, także spoko :) Osoba ta, jak każdy z Bliźniaków, nie ma łatwej sytuacji. Jest w związku, ma dzieci, a jej Bliźniak, to w ogóle inny świat, inna mentalność, inne wszystko. Skąd my to znamy, prawda? ;) Spotkali się w miejscu, w którym kompletnie nikt nie spodziewałby się takiego spotkania. Poczuli do siebie coś, czego kompletnie by się nie spodziewali kiedykolwiek poczuć. Brzmi znajomo? ;)
Tak więc, osoba ta zdobyła się na odwagę i wyłożyła swojemu Bliźniakowi kawę na ławę. Powiedziała WSZYSTKO. Dosłownie wszystko. I gdy pewnego dnia poszła do niego po prostu zapytać, czy jest OK, on do niej wyskoczył z textem, że to jest nienormalne i chore. Wiadomo, że nie jest to coś, co chce się usłyszeć od najukochańszej na świecie osoby. Biła od niego złość i agresja. Był przeokropnie wściekły i poirytowany jej obecnością. Rozstali się tak właściwie nie wiadomo jak. Bez wyjaśnienia, bez spokojnej rozmowy, bez niczego, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję. To co ona przeżywała potem, to możecie sobie tylko wyobrazić, ewentualnie przypomnieć, jeśli ktoś wie, co to za rodzaj bólu i bezsensu. W każdym bądź razie ich sytuacja wydawała się być na straconej pozycji. No bo, jak po takim czymś, w ogóle spodziewać się czegoś innego, niż całkowitego zerwania jakiegokolwiek kontaktu… Zostali rozdzieleni, bo on zmienił miasto, w którym pracował… Minęło kilka tygodni. Bliźniaka ani widu, ani słychu. Nic. Kompletnie nic. I nagle wczoraj, wyszła z córką, szła po osiedlu, spotkała znajomą, z którą najzwyczajniej w świecie zaczęła rozmawiać. Wtem widzi samochód Bliźniaka. Widzi Bliźniaka. Bliźniak sobie jedzie… powoli… koło niej… Taka sytuacja. Powiedziała mi, że nawet jeśli miałby jechać, tam, gdzie ewentualnie mógłby jechać, to i tak jadąc wczoraj po jej osiedlu, to jechał „od dupy strony” :D W ogóle nie po drodze, ani nic :D Także, tak to właśnie wygląda :D Człowiek, który chamsko wykrzyczał jej w twarz, że to wszystko jest nienormalne i chore, który zapierał się rękami i nogami, wczoraj zrobił wszystko, co na tą chwilę mógł, aby choć przez kilka sekund ją zobaczyć. W tym, nie miał pewności, czy na pewno ją zobaczy! Ale pojechał „od dupy strony” kosztem drogiego paliwa, nadrobionych kilometrów czy czasu, który miał przeznaczony na coś innego. Pojechał tamtędy, BO JĄ KOCHA. Bo taka właśnie jest ta miłość. MIMO WSZYSTKO.

Bo przecież to qrna takie normalne!

Bo przecież, to takie normalne, że wychodzę na spacer z psem, idę za przeproszeniem, od dupy strony, o jakiejś tam godzinie i spotykam Bliźniaka…
Bo przecież, to takie normalne, że czuję, jak wzbiera we mnie odwaga i myślę: podejdę do niego, a co…
Bo przecież, to takie normalne, że nagle podjeżdża samochód i zabiera mi Bliźniaka sprzed nosa…
Bo przecież, to takie normalne, że stoję jeszcze przez chwilę, zastanawiając się, co się właśnie stało…
Bo przecież to qrna takie normalne!

Dzisiejsza sytuacja pokazała mi, że jeszcze nie czas! Nie czas na rozmowę, nie czas na nic. On MUSI wyjechać. MUSI być beze mnie. Ja MUSZĘ tu zostać. MUSZĘ być bez niego. MUSIMY jeszcze trochę tego wszystkiego we własnym zakresie przerobić. Nic nie przyspieszymy, nie uprosimy u Najwyższego. Trzeba trzymać się tego, co kiedyś tam, gdzieś tam zaplanowaliśmy…
Bo przecież to qrna takie normalne…

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia ;)

Coś się dziś stało, a ja do teraz właściwie nie wiem, jak to ogarnąć ;) Nieee, nic złego :) Coś cudownego właśnie :)
Wiecie, że kilka dni temu postanowiłam dać Bliźniakowi wolną przestrzeń, usunąć się z widoku i oddać wszystko w ręce Boga. Tak też zrobiłam i co? Codziennie dostaję mnóstwo znaków związanych z Bliźniakiem, przedwczoraj wracając do domu, widziałam go z daleka (on mnie nie), a dziś… dziś to wszystko przeszło samo siebie, bo aż dwa razy się widzieliśmy i to totalnie niespodziewanie. Mało tego. Bliźniak miał na sobie koszulkę w niebieskie paski, a ja dziś chciałam się ubrać w bluzkę w niebieskie paski. Poza tym szedł tam, gdzie ja miałam iść, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie! To jest jakiś kosmos. Po tym spotkaniu zdążyłam jeszcze obejść osiedle dookoła, zrobić kilka rundek przy bloku, pójść do domu, chwilkę odsapnąć i ruszyć do sklepu. I kogo widzę? Bliźniaka, no bo przecież, to takie normalne, że spotykam go przypadkiem kilka razy dziennie ;) Haha :D Śmiać mi się chce z tego wszystkiego :D On oczywiście do sklepu już nie wszedł, bo ja tam byłam. No, ale cóż :) Na pewno dzisiejszy dzień dał mu coś do zrozumienia ;) Niby nie pierwszy raz, ale dziś naprawdę dobitnie :D
Także widzicie, pozornie wszystko może wyglądać tak, jakby nic się nie działo, ale za naszymi plecami Wszechświat wciąż spiskuje i działa po swojemu, ale całkowicie na naszą korzyść :)

Ja wiem, że Ty wiesz, że ja wiem, że Ty wiesz

Wczoraj siedziałam sobie z moim Bliźniaczym Płomieniem przy jednym stoliku i nie dzieliło nas nawet pół metra. Tak cudownie jest być, tak blisko niego. A gdy patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu, czułam, że mam wszystko. I te nasze nieustające uśmiechy :) Przecież to takie oczywiste, że oboje myśleliśmy o tym samym :) JA WIEM, ŻE TY WIESZ, ŻE JA WIEM, ŻE TY WIESZ :D Oczywista oczywistość :D Szkoda, że pojawiła się ta blokada w gardle, o której do tej pory jedynie słyszałam i czytałam. No cóż, widocznie to nie był TEN moment, ale cieszę się, że choć trochę porozmawialiśmy :D Bliźniak był zupełnie inny niż przez telefon i wyobraźcie sobie, że jednak mnie kojarzy :D Wyszło szydło z worka :D haha Jest przeuroczy w tym swoim gubieniu się w zeznaniach :) Tak bardzo go kocham, że aż OCH & ACH :)
Wczoraj nie mając nic, miałam wszystko. Czy to jest w ogóle logiczne? :D Logiczne dla Bliźniaczych Płomieni ;)

A tak w ogóle to wiecie do jakiej konkluzji zaczynam dochodzić? Że mi wystarczy, że mój Bliźniak po prostu jest. Bez naciskania na niego w jakikolwiek sposób. Niech się dzieje co chce :) Niech się dzieje wola Nieba :)

Czy nie wystarczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?
- Douglas Adams

Niespodziewana niespodzianka dzisiejszego dnia

Niespodziewana niespodzianka mnie dziś spotkała :D Ale po kolei. Kupiwszy w aptece lekarstwa na moje mega przeziębienie, które mnie dopadło (a właściwie obstawiam, że to już nawet przeziębienie nie jest, a zapalenie gardła), ruszyłam do domu, po drodze przypominając sobie, że zapomniałam kupić chusteczek higienicznych. Takim oto sposobem trafiłam do osiedlowego sklepu, do którego miałam dziś nie iść. Stwierdziłam jednak, że skoro już tu jestem, to zrobię większe zakupy, tak na wszelki wypadek, gdybym się bardziej rozłożyła. Obeszłam więc sklep, sięgając po wszystko co mi najpotrzebniejsze i ruszyłam do kasy. Stojąc przy kasie zrobiło mi się strasznie dziwnie. Jakieś takie dziwne uczucie mnie ogarnęło i poczułam, że muszę odwrócić się do tyłu. Zrobiłam to i zamarłam na chwilę, bo zobaczyłam swój Bliźniaczy Płomień przy półce z piciem :D W pierwszej chwili pomyślałam, że mam omamy chorobowe :D Ale, gdy pakowałam resztę do siatki znowu poczułam to dziwne coś i odwróciłam się w bok. Tym razem jednak dobrze widziałam, że to był ON, we własnej osobie :D Tak, chciałam stamtąd wybiec! :D Wszystko przez tą energię, której nadal nie ogarniam ;) Z kolei on dokładnie wiedział kto pakuje te zakupy, kto stoi parę centymetrów od niego, a kto wie, może nawet wiedział, że ja, jak zwykle o tej godzinie będę właśnie w tym sklepie. Po roku czasu powinien mieć już cały grafik moich powrotów z pracy ;D hahaha
W każdym bądź razie mój ukochany, tak bardzo był zdenerwowany tym faktem, iż jestem tak blisko, że ominął mnie szybko i nawet mi „dzień dobry” nie powiedział :D :D :D Jedynie co, to ukłonił się jakiejś pani z dziećmi, która powiedziała do niego „Szczęść Boże”. I tu mi się przypomina kolejna rzecz, o której muszę napisać. Zauważyłam, że gdy jestem przy nim, to jakoś trudno mu wymawiać te wszystkie zwroty kościelne… A dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Bo przy mnie nie czuje się księdzem! I on bardzo dobrze już to wie…
To, co poczułam widząc go „w cywilu”… WOW… no po prostu WOW :) W końcu był sobą! Totalnie sobą. I taki mój.
Wkrótce będzie musiał wziąć się w garść, bo poważna rozmowa tuż, tuż i będziemy musieli stanąć naprzeciwko siebie, twarzą w twarz. Nie będzie to łatwe dla żadnego z nas, ale dla własnego dobra będziemy musieli temu sprostać.