Bliźnikowa fatamorgana znowu ;)

Jakiś czas temu udało mi się zdobyć bilety na pewien spektakl, który bardzo chciałam zobaczyć. Nie dość, że z buta weszłam w sprzedaż biletów, to jeszcze dosłownie od razu znalazłam genialne dwa miejsca w bardzo dobrym terminie :)
Spektakl odbył się w zeszły czwartek. Co prawda spodziewałam się czegoś ciut innego, ale i tak mi się podobało. Jednak nie o tym chcę pisać. Właściwie to nie spojrzałam, jaka będzie obsada, zresztą pewnie i tak nic by mi to nie powiedziało ;) W każdym bądź razie przedstawienie się zaczęło, siedzę sobie spokojnie i nagle oczy, jak pięć złotych. Na scenę wyszedł mężczyzna, totalnie z daleka podobny do mojego Bliźniaka. Wybałuszyłam oczy jeszcze bardziej, rozwarłam usta i tak siedziałam, jak wryta. Dobrze, że ślina mi nie wyciekała, bo pewnie dziwnie by to wyglądało :D Aktor był bardzo podobny od przodu, ale gdy odwracał się bokiem lub tyłem, to normalnie rozwalał mój system. Najbardziej mnie to uderzyło, gdy wykonywał pewną piosenkę, której słowa, no cóż, dotknęły mnie tak bardzo, że aż miałam łzy w oczach. Na dodatek, gdy ją śpiewał, to patrzył się w moją stronę, więc czułam się, jakby Bliźniak mi to śpiewał. Ot i zamiast skupiać się na spektaklu, cały czas wyobrażałam sobie, że to mój J i że mówi do mnie. Tak właśnie. Na szczęście nie zdołowało mnie to, a jedynie kolejny raz potwierdziło, jak bardzo go kocham :)