Sen nocy letniej… Jeszcze ;)

Miałam dziś naprawdę dziwną noc. W trakcie snu cały czas słyszałam głosy jakichś ludzi, jak mówili o Bliźniakach. Nie wiem jednak kim oni byli i co konkretnie mówili oraz co konkretnie mi się śniło. Słyszałam tylko non stop przewijające się słowo „Bliźniaki”. Pod koniec snu, śniło mi się, że odwiedziła mnie przyjaciółka. Wyszłyśmy na balkon i powiedziałam do niej, że chyba nadal ktoś w kancelarii jest, bo światło się pali, a ona mi na to powiedziała, że fajnie, że mam GO tak blisko.Za chwilę ruszyłyśmy w stronę kościoła i stanęłyśmy naprzeciwko drzwi, które były zupełnie inne i gdzie indziej niż są w rzeczywistości. Wtem drzwi się otworzyły i zaczęli wychodzić jacyś ludzie z pochodniami. Wśród nich był ksiądz, którego nie widziałam dokładnie, bo było dość ciemno, ale posturą i zarysem twarzy był podobny do jednego księdza, którego miałam okazję poznać w tym roku i którego bardzo polubiłam. On we śnie również zaczął mówić coś o Bliźniakach, na co ja się odezwałam: co oni tak wszyscy o tych Bliźniakach gadają??? Wtem on odwraca się do mnie i mówi: Módl się za Bliźniaki.
I się obudziłam.
Dziwne, prawda? Cały czas myślę, co mógł znaczyć ten sen… Coś się ewidentnie dzieje we Wszechświecie… A co modlenia się za Bliźniaki, to tak, czy siak się modlę, więc spoko ;)

Przemyślenia czwartkowe

Tak, jak przewidziałam, Przebudzenie Duchowe dało mi się we znaki ;) Ale coś tam wyśniłam i zapamiętane symbole dały mi konkretną odpowiedź, na pytanie, które zadałam przed snem :) TAK :) Tak, tak i jeszcze raz TAK :) Ale przecież ja to wszystko wiem od pierwszych sekund pierwszego spotkania z Bliźniakiem :)

Wiecie co kochani? Tak sobie dziś pomyślałam, że to wszystko, co nam się przytrafia, to jest trochę, jak budowanie Arki Noego ;) Budowali ją amatorzy, z tego, co mieli właściwie „pod ręką”, bez żadnych udziwnień, kombinowania. Tak po prostu. Arka Noego uratowała im wszystkim życie. Widzicie podobieństwo? Bo ja bardzo. My, totalni amatorzy, metodą prób i błędów budujemy coś, co koniec końców nas uratuje. Nie roztrzaskamy się o pierwszą lepszą skałę lodową, jak Titanic, zbudowany przez profesjonalistów. Tak więc kochani, „budujmy” według zaleceń Pana :) „Budujmy” i cieszmy się życiem :)

I pamiętajcie, Bóg nie wybiera wykwalifikowanych, on kwalifikuje wybranych ;)

Tak krótko, a tak długo

Wczoraj minęły 3 tygodnie bez Bliźniaka. Po przedwczorajszym bólu głowy, takim, że aż mnie ścięło z nóg, wczorajszy dzień był istnym błogosławieństwem. No, ale co się dziwić. Bliźniak se pozamiatał otoczenie i może być o mnie spokojny :D
Nadal nie wiem dlaczego wydaje mi się, że minęło już strasznie dużo czasu od jego wyjazdu, a przecież to zaledwie kilka tygodni. No i nie wiem czemu jestem codziennie tak mega zmęczona, jakbym nie wiem co robiła w ciągu dnia. Przychodzę z pracy, padam i budzę się w nocy. Czegoś takiego jeszcze nie miałam… Tak jakby ktoś wciskał przycisk OFF i koniec.
Wczoraj włączyła mi się tęsknota, ale zamiast płakać i użalać się nad tym wszystkim, to po prostu mówiłam sobie w myślach, że tęsknię, wysyłałam tą wiadomość we Wszechświat. Mówiłam za czym konkretnie tęsknię. Wymieniłam między innymi jego głos. Bo tęsknię strasznie za tym brzmieniem. I wiecie co? Śniło mi się dziś, że do mnie zadzwonił!
Słyszę dzwonek telefonu, patrzę na wyświetlacz i widzę, że to ON. Chwilę siedzę na łóżku i uśmiechając się z lekkim niedowierzaniem, patrzę. Telefon dzwoni i dzwoni i prawie w ostatnim momencie odbieram. Milczenie, ale wiem, że jest po drugiej stronie, więc milczę z nim. I za chwilę on zaczyna do mnie mówić:
- Nigdy nie chciałem żebyś pomyślała, że mi nie zależy, bo tak naprawdę, to mi zależy…
Zaczęłam się uśmiechać i miałam łzy w oczach. I potem to już nawet nie wiem, co mówił, jakby zmienił język polski, na jakiś inny :D Ale delektowałam się jego głosem i czułam się tak cudownie, że go słyszę. To wszystko było tak realne, że aż nawet teraz wydaje mi się, że jego głos brzęczy mi w głowie :) Kocham jego głos :)

Dzisiejszy sen

Dziś we śnie przytrafiło mi się coś naprawdę dziwnego. Stanęłam przed jakąś ścianą, na której była kartka do mnie, gdzie było napisane, żebym zwracała uwagę na swoje sny i wszystko wokół, bo teraz będzie pojawiać się bardzo dużo różnych znaków i żebym starała się niczego nie pominąć oraz żebym analizowała symbole.
No normalnie prawie, jak jakaś „instrukcja obsługi” ;)
Znaki obserwuję już od BARDZO długiego czasu i analizuję wszelkie symbole, więc hmm… No, ale dobrze, skoro mam jeszcze bardziej wytężać wzrok, to niech tak będzie ;)

Piękny sen!

Śnił mi się dziś mój Bliźniaczy Płomień. Byliśmy w jakimś ogrodzie lub na jakiejś polanie. Staliśmy w pewnej odległości od siebie, ale widzieliśmy się bardzo dobrze. On sobie chodził wśród zieleni, ale co chwila oglądał się na mnie. A ja stałam, patrzyłam na niego i słyszałam jakiś głos, który mi mówił, że mój Bliźniak został zapytany o to, czy chce przejść do innej parafii, czy chce zostać w tej obecnej, a on odpowiedział, że chce zostać tutaj, bo ma tu jeszcze niezałatwione sprawy. I głos mi powiedział, że nie chodziło mu o nic innego, jak o mnie, bo to ja jestem jego niezałatwioną sprawą. Wtem Bliźniak odwrócił się i tak znacząco, z miłością spojrzał na mnie. Był taki piękny. Promienie słońca go otulały, a biały strój, który miał na sobie, jeszcze bardziej go rozświetlał i dodawał uroku. Ja również byłam na biało ubrana. A samo miejsce, w którym się znajdowaliśmy było przecudowne, pełne kwiatów, wręcz bajkowe.
To, że jesteśmy zawsze razem na wyższym poziomie świadomości, to wiem nie od dziś, ale jaki ten sen będzie miał wydźwięk w rzeczywistości, to dopiero przekonamy się wkrótce.

Śnił mi się!

„Znam ze snu Twe usta i oczy Twoje znam,
Jak we śnie tę samą masz postać,
nawet uśmiech ten sam…”

Śnił mi się! :) Śniło mi się, że spotkaliśmy się w jakimś bardzo ładnym miejscu, ale nie wiem, czy to był park, czy ogród, czy może skraj lasu. Usiedliśmy na murku i najzwyczajniej w świecie przyznaliśmy się sobie, co do siebie czujemy. Bez ukrywania wzruszenia i owijania w bawełnę. Tak po prostu. Mieliśmy potem porozmawiać o tym, co dalej robimy z tym wszystkim, jak to wszystko poukładamy żeby było dobrze, ale obudziłam się. Ta kwestia pozostaje więc nadal otwarta. Ale przecież jeszcze tyle snów przed nami. No a poza tym mamy rzeczywistość, w której wszystko jest coraz jaśniejsze i głośniej domaga się rozmowy na żywo. Wydarzenia ostatnich dni kolejny raz dały mi pewność, co do tego, że musimy porozmawiać. On też już tego bardzo chce. Wiem i czuję to. Powiedział mi to w myślach i potwierdził oczami :)

P.S. A wiecie, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że mój Bliźniaczy Płomień nigdy nie śnił mi się w jakiejś dziwnej sytuacji. Wszystkie sny z nim są jak najbardziej realne. Zupełnie tak, jakby były rzeczywistością. Jakbyśmy naprawdę spotykali się gdzieś w jakimś prawdziwym miejscu. A nasze rozmowy, czy sytuacje, w których się znajdujemy, to wszystko jest niczym z życia wzięte.
Sny to fajna sprawa, bo póki co, to jedyne miejsce, gdzie bezkarnie możemy się mieć ;)

Sen, czy wizja senna?

Przeżyłam dziś coś pięknego i dziwnego. Sama nie wiem, czy był to zwykły sen, czy może jednak wizja senna… Aczkolwiek sen zazwyczaj jest długi i dzieje się w nim jakaś „akcja” a tu tego nie było.
Śniło mi się, że wpadłam nagle do jakiejś kuchni, gdzie przy stole siedział mój Bliźniaczy Płomień oraz nasza córka Ola i najzwyczajniej w świecie jedli sobie kanapki na śniadanie. Oboje spojrzeli na mnie, zdziwieni, że się dziwię, że ich widzę :D Ola to dosłownie do mnie oczami powiedziała:
-Mamo, dlaczego tak się zdziwiłaś, przecież to my… 
Podeszłam do niej, pogładziłam ją po głowie i pocałowałam w czoło, a potem spojrzałam na mężczyznę, którego kocham ponad życie. Miał taką spokojną twarz…
I nagle zerwałam się ze snu jak poparzona i znalazłam się w rzeczywistości. Serce waliło mi jak szalone i czułam się jakoś tak dziwnie. Zanim poszłam znowu spać, to musiałam chwilę posiedzieć na łóżku…
To już drugi taki przypadek w ciągu tygodnia, że mój Bliźniaczy Płomień jest w moim śnie, jakby na jawie, po czym budzę się, prawie wyskakując z łóżka. No i to dziwne bicie serca…

A skąd wiem, że Ola, to nasza córka? A bo z tym wiąże się pewna historia… Kiedyś siedziałam sobie spokojnie w pokoju, robiłam jakieś projekty do pracy, skupiając się bardzo na tym co robię i nagle spojrzałam przed siebie i powiedziałam na głos:
- Nasza córka będzie się nazywała ALEKSANDRA…
Dopasowałam do tego imienia nazwisko mojego Bliźniaczego Płomienia i brzmiało to tak idealnie, tak cudownie, tak przepięknie, że szok! 
Kilka dni później miała miejsce dziwna sytuacja… Mój Bliźniaczy Płomień nazwał Aleksandrą pewnego chłopca tuż po tym, jak w myślach zaczęłam powtarzać, że Aleksandra to imię naszej córeczki… Usłyszał mnie? No, tak to wyglądało.