Wenus na wstecznym

Get ready for a blast from the past — the love planet Venus is now retrograde! This energy has the potential to bring back an old flame or crush that you never got the chance to connect with – but always wanted to.

From a brief encounter with a charming stranger to the short-lived romance that couldn’t overcome bad timing — we all have the one that got away. But with the planet of love moving backward through the cosmos, NOW is your second chance!

Przygotuj się na powiew przeszłości – planeta miłości Wenus jest teraz na wstecznym! Ta energia ma potencjał, aby przywrócić stary płomień albo obiekt westchnień, z którym nigdy nie miałeś okazji się połączyć, ale zawsze chciałeś.

Od krótkiego spotkania z nieznajomym, do przelotnego romansu, który nie mógł przezwyciężyć nieodpowiedniego czasu – wszyscy mamy kogoś takiego, kto nam się wymknął. Ale z planetą miłości poruszającą się wstecz poprzez kosmos, TERAZ jest Twoja druga szansa!

Hmm… Co Wy na to?

Mój mini powrót do przeszłości…

Kochani, chciałabym się z Wami podzielić czymś, co przeżyłam wczoraj. Może ktoś z Was kiedyś to robił, a mianowicie chodzi o regresję… Włączyłam sobie filmik na You Tube i robiłam to, co mówił mężczyzna, który prowadził takie coś.
Najpierw kazał się rozluźnić itd. Odliczał. Potem trzeba sobie było wyobrazić ogród i były kolejne odliczania i w tych odliczaniach najpierw kazał przypomnieć sobie jakiś moment z dzieciństwa, potem moment z bycia płodem i narodziny, a potem kazał przejść przez drzwi do poprzedniego wcielenia… Ten moment z dzieciństwa, to przypomniałam sobie czas, jak jeździłam z dziadkami pod namiot do Chałup. Popłakałam się, bo tyle emocji odczułam i że ich tak bardzo kocham i jestem im wdzięczna za wszystko.
Potem okres bycia płodem, widziałam jak mam oczka zamknięte i ssałam kciuk i czułam obojętność z zewnątrz, a następnie zobaczyłam, jak mama mnie przytula i czułam jej miłość, ale czułam również brak ojca…
No i potem zwizualizowałam sobie te drzwi, duże, ze starego drewna z metalowymi okuciami. Powoli pojawiało się na mnie jakieś jasno brązowe ubranie, pobrudzone, z takimi jakby ciut za dużymi buciorami. Miałam na sobie jakąś torbę z papierami albo coś i jak otworzyłam do końca te drzwi to zobaczyłam ruiny, jakichś ludzi i na pierwszym planie chłopca w wieku gimnazjalnym, którego opatrywał żołnierz… Myśl miałam taką, że też muszę pomóc, a potem, że o Boże, jak my to wszystko naprawimy… I zaraz facet kazał wznieść się ponad to, ulecieć wysoko, widzieć się z góry, a potem błogo lecieć. I kazał sobie wyobrazić, że ktoś z nami jest i zobaczyłam Bliźniaka w takich trochę dłuższych włosach, w białej szacie, tak jak ja. Lecieliśmy i patrzyliśmy się na siebie nieustannie. Nie uśmiechaliśmy się, ale czułam miłość. Mega przeżycie…
I wiecie co? Ja cały czas myślę o tej scenie z ruinami powojennymi, z tym chłopaczkiem i żołnierzem… Fakt, że byłam w tej wizji brudna też mi wiele mówi, bo zazwyczaj, gdy mam wizje związane z wojną, to jestem czymś umorusana… W obecnym wcieleniu jest ze mną takie poczucie, że nieważne gdzie jestem, która jest godzina itd., ja zawsze muszę się umyć. Nienawidzę czuć się brudna. Mam taką fazę, że głowę myję codziennie, bo inaczej, czuję się nieswojo. No i niech ktoś mi teraz powie, że te różne nasze fobie, paranoje i inne jazdy nie przechodzą z nami z wcielenia, na wcielenie ;)

Gdyby ktoś chciał spróbować tej regresji, to poniżej macie link. No i niestety, ale po angielsku ;)



Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu.

Przez długi czas było już tak dobrze. Byłam szczęśliwa, żyłam tym szczęściem. Teraz wszystko się zepsuło, a ja tak naprawdę nie wiem dlaczego. Co się stało, kiedy to się stało? Wiszą nade mną jakieś czarne chmury, a z nich kapie deszcz i już przemokłam cała… Smutkiem, żalem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, rozżaleniem… Czuję ból wewnątrz siebie i nie mogę nic z tym zrobić. Myślałam, że to już nigdy nie wróci, ale wróciło i tylko pytanie, dlaczego wróciło? Myśl o tym, że mój Bliźniaczy Płomień wkrótce może zniknąć z mojego życia udowodniła mi, że nadal jest we mnie dużo lęku i strachu. A to oznacza, że A. miała rację i jednak nie jestem GOTOWA…
Wspomnienie tego, że w przeszłości byłam opuszczana, że musiałam walczyć o uczucia, a nikt nie walczył o mnie, że musiałam tyle przejść, tyle wycierpieć, dziś odbija się na mnie tak bardzo, że jak widać, nie umiem sobie z tym poradzić. Boję się, że on też odejdzie i tyle będę go widziała. Znowu zostanę sama, samiusieńka…  Nie chcę żyć tak, jak żyłam zanim poznałam mój Bliźniaczy Płomień. Prawdziwy smak życia poznałam dopiero wtedy, gdy on się pojawił i to jest coś, co chcę nadal czuć. Nie chcę czuć tej pustki, którą wcześniej czułam. On wypełnił mnie po brzegi sobą i pięknem tego świata i już nawet nie chodzi mi o to, żeby być z nim fizycznie, ale żeby przynajmniej go widzieć. Widzieć i wiedzieć, że JEST.
A z drugiej strony, na co mi takie życie? Nie mogę być z kimś kogo kocham ponad wszystko. Nie mogę spełnić się w roli jego partnerki życiowej, a co za tym idzie, w roli żony i matki. Więc po co to wszystko? Mam być sama do końca? Taki jest Twój plan Boże? Nie rozumiem dlaczego teraz mnie tak doświadczasz… Nie rozumiem dlaczego to wszystko znowu wróciło… Nic nie rozumiem…
Przyznaję, że lipcowe cierpienie przyniosło mi uzdrowienie i każdy kolejny ból przynosił coraz więcej mądrości i zrozumienia, ale czy tym razem będzie tak samo?

Proszę, pozwól mi zrozumieć Boże…