Przemieliło mnie

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że się duszę. Najpierw tylko we wtorki, potem co drugi dzień, a teraz ciągle, nawet w niedzielę. Ja potrzebuję przeciągu, szerokiej skali, czynów ogromnych.

- Agnieszka Osiecka

Przemieliło mnie.
Wczoraj miałam powtórkę sprzed tygodnia. Ból wszystkiego, ucisk w klatce piersiowej itd. Jeszcze kilka takich rewelacji i się do tego przyzwyczaję ;) Ale tak serio mówiąc, to myślałam, że wczoraj nie dotrwam do końca dnia pracy i po prostu padnę twarzą na biurko… Myśli o Bliźniaku za żadne skarby nie chciały być przesunięte na drugi plan, tak, jak do tej pory mi się udawało. Chciały być na powierzchni… I wszędzie, ale to dosłownie wszędzie blaski & błyski, niebieskie i białe – standardowo.
A wszystko właściwie zaczęło się w sobotę, gdy „przyszła” do mnie informacja na temat Bliźniaka, której kiedyś szukałam, ale nie znalazłam. Dlaczego wypłynęła dopiero po 2 latach? Fakt faktem, że ta informacja pomogła mi inaczej spojrzeć na pewne aspekty związane z zachowaniem Bliźniaka i tym, że nigdy nie postąpił zbyt pochopnie. I dzięki Bogu.
Dziwne jest to, że ja po każdej takiej akcji, po każdym takim przemieleniu, następnego dnia budzę się, jak nowo narodzona, pełna werwy i pozytywnego nastawienia. Czuję, jakbym mogła góry przenosić i jednocześnie jestem pełna jakiegoś takiego zrozumienia i spokoju.
I dlatego teraz powiem, co mam do powiedzenia.
Nie jest to tajemnicą, że mam pewną teorię na temat Bliźniaczych Płomieni, która bardzo odbiega od teorii niektórych z Was. Chcę żebyście wiedzieli, że ja nie chcę się z Wami kłócić. Nie musicie się zgadzać z moją teorią, tak samo, jak ja nie muszę się zgadzać z Waszą. Niech każdy sobie żyje swoim życiem, a blog niech będzie miejscem, w którym spotykamy się po środku i po prostu dyskutujemy na temat swoich doświadczeń.
Jaka jest moja teoria? A taka, że ja niestety twierdzę, iż nie każdemu jest pisane w tym wcieleniu zjednoczenie się z własnym Bliźniaczym Płomieniem. Uważam, że niektórzy z nas spotkali go/ją tylko po to, aby zaczęło się przebudzenie.
Niestety nie wierzę też, że w spotkaniu Bliźniaczych Płomieni chodzi o to, że mamy tylko i wyłącznie żyć razem długo i szczęśliwie. Nie wierzę, że chodzi tu o sam romantyzm i słodko pierdzące historyjki i czułe słówka.
Wierzę w PRZEBUDZENIE. Wierzę w PRZEMIANĘ. Już tyle razy to mówiłam, ale powiem jeszcze raz – naszym celem nie jest bycie z Bliźniakiem, naszym celem jest przemiana siebie, a co za tym idzie, świata.
Bycie z Bliźniakiem to jedynie BONUS i GRATIS za dobrze wykonaną robotę nad sobą samym.
Nie zgadzacie się z moją teorią? W porządku, ale zróbcie sobie „rachunek sumienia” i sami przed sobą przyznajcie się do tego GDZIE JESTEŚCIE. W jakim punkcie, na jakim etapie. Wielokrotnie mówicie o tym żeby po prostu porozmawiać z Bliźniakiem. No to proszę bardzo. Jeżeli uważacie to za taką błahostkę, takie hop siup, to idźcie i rozmawiajcie. Mówicie, że tak bardzo go kochacie, ale wciąż chcecie mu narzucać własną wolę. A co jeśli on nie jest gotowy żeby to usłyszeć i najzwyczajniej w świecie nie ma na to ochoty? Co jeśli ta sytuacja go przerasta i sam jakoś sobie próbuje poukładać to wszystko? Dlaczego nie chcecie mu na to pozwolić? Dlaczego wciąż i wciąż chcecie się narzucać, mówiąc, że to wielka miłość? Otóż wielka miłość jest wtedy, gdy się akceptuje drogę Bliźniaka, jaka ona by nie była. Czy chce pozostać w kapłaństwie, czy chce kontynuować małżeństwo, czy chce stworzyć związek z kimś innym niż Bliźniak. Wy musicie mu na to pozwolić. Musicie to puścić i iść swoją drogą. Musicie go kochać „za wszystko i za nic, tak po prostu BEZ GRANIC”.
Im dłużej będziecie próbować sprawować nad tym wszystkim kontrolę, tym bardziej będzie bolało i tym dłużej wszystko będzie trwało.
Nie musicie mi wierzyć, ale wystarczy poszperać trochę bardziej w necie, dotrzeć na fora, gdzie ludzie OD LAT „walczą”. A walczą tylko i wyłącznie ze sobą.
Bliźniak ucieka? Bliźniak się boi? Bliźniak to, Bliźniak tamto? Proponuję spojrzeć na siebie samego. Przed czym Ty uciekałeś całe życie, czego się boisz? Przebaczyłeś wszystkim dookoła, a przede wszystkim sobie? Czujesz się dobrze we własnej skórze? Akceptujesz i kochasz siebie? Akceptujesz swoje życie, swoje wybory? Możesz w 100% powiedzieć, że miałeś i masz wspaniałe życie? Bądź ze sobą szczery. To jest Twoja chwila prawdy.
Ja już wiem jakie mam bolączki, co jeszcze jest ze mną nie tak. Wiem gdzie jeszcze jest cień zamiast światła. Pracuję nad tym. Nie wyobrażam sobie, żeby teraz w te wszystkie brudy, które mam jeszcze do posprzątania, wrócił Bliźniak. Wróci i co? I będzie mi łaził po tych odpadach z przeszłości? Ja nie chcę. Nie chcę żeby wracał na ten śmietnik. Wpuszczę go jedynie do pięknego ogrodu, gdzie może jeszcze pod kamieniem lub wśród traw znajdą się małe paprochy, ale wtedy już będziemy mogli sprzątać nasze ogrody razem. Póki co MUSIMY żyć oddzielnie i ja to całkowicie akceptuję. Kocham go i wierzę w nas. W tym czy w następnym wcieleniu, KIEDYŚ NA PEWNO BĘDZIEMY RAZEM. Wszystko ma swój boski czas. Wystarczy to zrozumieć…

Film, łzy i takie tam

Siedzę teraz, robię tłumaczenie bardzo ciekawego artykułu i co chwila dzwoni mi w uszach :D Ciekawe :)
W piątek byłam w kinie na filmie „Love, Rosie”. Kilka lat temu czytałam książkę, na podstawie której powstał ten film. Miała tytuł „Na końcu tęczy”. Zastanawiałam się wtedy dlaczego główni bohaterowie nie przyznają się po prostu przed sobą, że kochają się ponad wszystko i żyć bez siebie nie umieją. A dziś sama jestem główną bohaterką jeszcze ciekawszej historii i dobrze wiem, że łatwe to nie jest. Gdy w grę wchodzą prawdziwe uczucia, to nic nie jest łatwe. Wiecie, zawsze zachodziłam w głowę, dlaczego mój Bliźniak tak łatwo łapie kontakt ze wszystkimi dookoła, w tym z innymi kobietami, a przy mnie, to jak dziecko we mgle, które nie dość, że jest przerażone moją obecnością, to jeszcze ledwo co może cokolwiek powiedzieć. A gdy już zaczyna, to tak się kontroluje w tym, co mówi, że czasem wszystko wychodzi na opak ;) Ja zresztą to samo! Obje jesteśmy udani, nie ma to, tamto :D :D :D
Ale wracając do filmu, tam była taka scena, gdy główna bohaterka pierwszy raz wzięła na ręce swoją nowo narodzoną córkę… Rozwaliło mnie to na części pierwsze, ale co jest najlepsze, że momentalnie poczułam, jak w prawym oku gromadzą się łzy i po chwili płyną jedna za drugą, wielkie, jak grochy. W myślach powiedziałam: Wiem najdroższy… Wiem… 
To nasze marzenie, mieć takie maleństwo. Czuję to od bardzo dawna i wierzę, że kiedyś będzie nam to dane.
Mój Bliźniak bardzo lubi dzieci, a dzieci lubią jego. Ma do nich „dobrą rękę” :) Wielokrotnie obserwowałam jego interakcje z nimi i totalnie mnie to rozczulało. A już totalnie rozpłakałam się, gdy przed jego wyjazdem, na jednej z mszy, dzieci dziękowały mu za jego pracę w naszej parafii. Wszyscy stali, a ja wtedy zapłakana, zduszając w sobie ten cały szloch, zakrywając usta ręką, uklęknęłam… On to widział… On to wszystko widział… Boże, jakie to musiało być dla niego straszne… Widział moje cierpienie, mój płacz i nie mógł zrobić nic… Kompletnie nic…
Dość… bo zaraz tu popłynę…
Wychodząc z kina, powiedziałam do przyjaciółki: Ja nie wiem, czy w swojej obecnej sytuacji powinnam była zobaczyć ten film ;) Ale w sumie, ja też se tak zwalę życie, jak Rosie ;) Wyjdę za Błyskota, urodzę mu dziecko, potem się z nim rozwiodę i w końcu się z Bliźniakiem sobie przyznamy, że kochamy się od zawsze :D
Tak, taka sytuacja :D Ale żarty na bok, idę spać ;)

P.S. Wchodzi sobie człowiek do toalety w kinie i co widzi pod nogami? :D No oczywiście, że nieskończoność :D :D :D

0infinity

Bardzo znaczący sen, przemyślenia i wyznanie

Po poniedziałkowym poście, gdzie napisałam o spotkaniu z Błyskotem przyśnił mi się Bliźniak. Oczywiście był w habicie i nic nie mówił. Patrzył na mnie sfochowany, pakując jakiś plecak. Zerkał tak, jakby czekał, że powiem, aby tego nie robił, ale ja milczałam, stojąc sobie na jakimś pagórku. Spakował się i już miał iść, już prawie mnie mijał, ale przystanął, odwrócił się całą sylwetką ku mnie i spojrzał zadzierając głowę, bo stałam ewidentnie ponad nim. I tak patrzył na mnie, a ja na niego. Nie chciałam żeby sobie szedł, ale jednocześnie wiedziałam, że nie mogę go zatrzymać, bo takie mam kaprycho. Czułam się silna, czułam się ponad nim i to nie tylko z tego powodu, że stałam na pagórku. Myślę jednak, że pagórek, to była świetna przenośnia tego, gdzie ja teraz w swej drodze jestem. Jestem ponad wiele spraw, które kiedyś mnie dołowały. Jestem ponad myślenie innych ludzi, które nadal jest przyziemne. Obrałam bardzo dobrą drogę, jest mi z tym dobrze i czuję szczęście :)
Odzyskałam swoje życie! :)
Jestem Bliźniaczym Płomieniem, to fakt niepodważalny. Moje myślenie, odmieniło się właściwie we wszystkich aspektach życia. Brak Bliźniaka i tęsknota za nim już mnie nie przytłacza. We wszystkim widzę sens i nie ma dla mnie dróg bez wyjścia. Myślę pozytywnie i nie dam się stłamsić beznadziei.
JEST BARDZO DOBRZE :)
A wracając jeszcze do snu, to dziwne, że akurat po poście o Błyskocie, Bliźniak właśnie tak mi się przyśnił :D Pakujący się, sfochowany i chcący odejść :D Zupełnie, jakby przeczytał, to co napisałam i chciał się usunąć ;)
Jeśli to czytasz mój najdroższy, to wiedz, że nic mi do tego, co zrobisz. To Twoja decyzja, Twoje życie. I kocham Cię bez względu na wszystko. Zrób to, co uważasz za stosowne, bo jak widzisz, ja daję radę bez Ciebie, co oczywiście wcale nie znaczy, że nie potrzebuję Cię w swoim życiu i bardzo dobrze o tym wiesz. Ale to jest właśnie ta bezwarunkowość tej miłości. Akceptuję Twoją drogę, Twoje wybory, które niekoniecznie idą w parze z moją drogą. Zawsze będziemy jednością i to jest jedyna najpewniejsza pewność w tym wszystkim :)
Wiedz, że z nikim nie konkurujesz. Tu nie ma czegoś takiego, że jesteś Ty vs. Błyskot. A jeśli już, to jesteś Ty vs. Ty i ja vs. ja. Nic innego. Pamiętaj, że sami dla siebie jesteśmy najgorszymi wrogami i sami sobie tworzymy w głowach te wszystkie jazdy. Sami siebie powstrzymujemy przed wieloma rzeczami. Sami sobie tworzymy bariery i ograniczenia. A wystarczy jedynie zaakceptować pewne rzeczy :) Nie jest łatwo, ale da się :) I wtedy jest pięknie :)
Zawsze Cię kochałam, kocham i kochać będę, ale wiedz, że zamierzam żyć normalnie w całej tej nienormalności i jeśli tylko chcesz, to dołącz do tego życia, żeby dalej je tworzyć wspólnie ze mną. A jeśli nie, no to cóż mogę powiedzieć – KOCHAM CIĘ :) Za wszystko i za nic, tak po prostu bez granic :)

Przemyślenia i nie tylko

Wchodzę i co ja paczę?
Dziś wizyt 777.
Wszystkich komentarzy 3028.
Dziękuję, pozdrawiam, pa.

Żartuję, nigdzie nie idę ;) Dziś był dzień przemyśleń, ale zanim zacznę, chcę ogłosić wszem i wobec, że Błyskot jest chory. Ja mam dziś jakiś zdrowotny dołek, bo dziś się znowu źle poczułam, wrócił mega katar i osłabienie. Od godziny 18 siedziałam i czułam, jakbym miała gorączkę, a nie miałam i w międzyczasie on napisał u siebie na Fejsie, że ma gorączkę. Taaa, coś jeszcze? ;) Może ktoś ma na to dobre wytłumaczenie? Chętnie poczytam ;)
A co do dnia przemyśleń, to zaczynam czuć spokój. Powolutku akceptuję fakt, że może to wszystko z Bliźniakiem, to było tylko na chwilę, tylko dla naszego obustronnego przebudzenia. Musiała nastąpić zmiana w naszym niepoukładanym życiu i tylko nasze spotkanie mogło to wszystko zapoczątkować. Akceptuję to, że ani ja, ani on nie jesteśmy na siebie gotowi. Gdybyśmy byli gotowi, to wszystko by się ładnie układało. On nie byłby w kapłaństwie, ja nie miałabym swoich jazd. Ale to wszystko na razie jest i tego nie przeskoczymy w żaden cudowny sposób. Nie będę się chwytała wszelkich sposobów żeby mu wszystko wytłumaczyć albo żeby mu kłaść do głowy, że tylko i wyłącznie razem będziemy szczęśliwi. Nie zrobię już tego, bo za bardzo go kocham i szanuję. Szanuję jego wybory, jego drogę. Szanuję też siebie i swoją drogę. Przed nami cała wieczność. Mam nadzieję, że ten czas, który spędzamy osobno zaowocuje nam i przyniesie same korzyści. Tego się będę trzymać. Skupię się teraz na sobie, bo jest na czym. Mam trochę prania do zrobienia i w końcu chcę już je rozwiesić żeby schło. Bliźniak cały czas będzie w moich myślach, w moim sercu. Codziennie będę wysyłać mu miłość z mojego otwartego serduszka. Czas stać się tym kim powinnam być, a nie marną namiastką bytu żyjącego w niebycie.

P.S. 777 oznacza m.in. to, że jestem na właściwej ścieżce :) Ha, wiem, że jestem :)

4 miesiące BEZ…

Bez Ciebie
nawet bez
jest bez sensu.

4 miesiące bez Ciebie dają mi się we znaki, jak mało co. Baa, jak nigdy nic innego. Zrywam się, jak głupia na każdy dźwięk SMSa, czy telefonu i za każdym razem się rozczarowuję, bo to jak zwykle nie Ty. Przestałam wierzyć w swoje możliwości, przestałam chodzić, tam, gdzie zawsze byłeś. Już miesiąc mnie tam nie było… Nie tak miało być. Co z tego, że właściwie nic mi się nie dzieje, skoro czuję, tak nienormalną pustkę. Cały czas nic innego nie robię tylko rozmyślam, jak do Ciebie dotrzeć żeby dotarło. Ale po co ja to robię? No po co? To jakieś chore jest! Tak bardzo działa tu ego, że to aż przeraża. I to mnie samą. Tak bardzo moje ego chce Cię mieć teraz, natychmiast, już, że w głowie co i rusz tworzy się nowy plan, co by tu zrobić. Napiszę, zadzwonię, pojadę! I ten drugi głos… „nie rób tego, poczekaj…”. I jak mam żyć normalnie? Jak, ja się pytam?! Moje ego za wszelką cenę chciałoby Cię tu mieć. Gdybym mogła, to rozbiłabym obozowisko pod klasztorem i czekałabym na Twoją łaskę. Ego wariuje, bo Ciebie nie dostaje na zawołanie, a przecież tak bardzo tupie nóżkami. Tup, tup, tup non stop. Chcę go teraz i już i zrób wszystko, żeby tu był! Kochane ego, tyle lat myślałam, że jesteś moim prawdziwym przyjacielem i że chcesz mojego dobra… A Ty cały czas myślałeś tylko o sobie… Niedobre ego…
Ostatnio oglądałam piękny film. Niby taki zwykły, lajtowy, a z takim przekazem. Jedna z bohaterek powiedziała, że powinniśmy kochać z otwartymi dłońmi, a nie z zaciśniętymi pięściami i że czasem najpiękniejszym dowodem miłości jest pozwolić komuś odejść. Coś w tym jest. Kocham go tak bardzo, że nie chcę za wszelką cenę zagarnąć go do siebie, zamykając w złotej klatce, żeby mi ładnie świergolił. Nie chcę mu wchodzić z butami w jego życie. Nasze spotkanie coś i tak zmieniło i ani on, ani ja nie będziemy już tacy sami. To jest pewne.
W ogóle, jak można mówić, że kocha się kogoś tak bardzo i jednocześnie narzucać mu swoją wolę? Coś tu jest nie tak. Gdzie ta bezgraniczność i bezwarunkowość? Miłość to jest coś, co po prostu jest albo tego nie ma. Nie trzeba do niej nikogo zmuszać, namawiać, nagabywać. Dlaczego chcemy pisać te listy, czy cokolwiek? No po co? Co to zmieni? Ile czasu jeszcze musi minąć zanim zrozumiemy, że jeśli moment nie jest odpowiedni, to nawet billboard w centrum miasta nic nie zmieni… Robienie czegokolwiek za wszelką cenę robi z nas desperatów. O prawdziwą miłość nie trzeba się prosić, czy żebrać. A już w ogóle mówienie komuś „tylko razem będziemy naprawdę szczęśliwi”, to jest szczyt…
Tak bardzo się zmieniłam od lutego 2013 r. Przeszłam istną transformację. Byłam w punkcie, gdzie chciałam się targnąć na własne życie i byłam w punkcie największego szczęścia i ekstazy, związanej z obecnością Bliźniaka. Za to wszystko jestem mu bardzo wdzięczna. Dzięki niemu poczułam każdą możliwą emocję. On odmienił moje życie całkowicie. Nauczyłam się przebaczać i zrozumiałam tak wiele rzeczy. Moja intuicja się wyostrzyła. Moja duchowość weszła na nowy poziom. Dostałam od Bliźniaka wszystko, co najlepsze. W momencie, gdy zrozumiałam, że on mnie naprawdę kocha i akceptuje, zobaczyłam, że ja siebie nie kocham i nie akceptuję. To wspaniałe doświadczenie zapoczątkowało we mnie bardzo duże zmiany, które są w toku.
Kocham go najbardziej na świecie, ale może czas przestać sobie wmawiać, że będzie jak w bajce i „zła klątwa” zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Może na to wcielenie Bóg nie przygotował dla nas historii z happy endem, a może mam ją napisać z kimś innym… Nie wiem tego, tak samo, jak nie wiem dlaczego mam czekać i na wszystkie sposoby próbować „zmusić” mojego najdroższego żeby przestał się bać, żeby zrozumiał, żeby się otworzył, żeby ze mną porozmawiał… No dlaczego mam to robić? Zrozumie, gdy będzie gotowy. Wróci, gdy będzie gotowy. A gdzie ja wtedy będę, czas pokaże…

Nadal wielkie NIC…

Lipiec 2013 r. wcale nie był najgorszy. Teraz przechodzę najgorsze czasy… Teraz jest najsmutniej, najbardziej niezrozumiale, najbardziej tęskno, najbardziej BRAK. Zupełnie tak, jakbym weszła w jakąś fazę czegoś, czego nie umiem nazwać… To taki niezidentyfikowany ból. Nawet nie wiem dokładnie co mnie boli i gdzie mnie boli. Nie wiem, jak sobie pomóc. Walczę z czymś, ale tak naprawdę nie wiem z czym konkretnie walczę. Chcę powiedzieć Bliźniakowi wszystko, ale tak naprawdę nie wiem co… W ostatnich dniach to wszystko się strasznie nasiliło, a ja nie wiem, co mam dalej robić. Najchętniej, to bym cały czas spała… I tak też się dzieje. Przy każdej możliwej okazji, ja po prostu zasypiam. Pstryk i śpię. Brak mi energii… Właściwie to brak mi wszystkiego. Jego mi brak…
Jakim cudem przeżyłam te 3 miesiące, to ja nie wiem… Każdy dzień, to walka o przetrwanie. Idę do kościoła, czy nawet przechodzę obok i smutno mi, że go tam nie odczuwam. Ta cholerna pustka mnie rozwala. I wgapiam się w drzwi od zakrystii, jakby to miało cokolwiek zmienić, jakby miał zaraz się w nich ukazać tylko po to żeby na mnie zerknąć choć przez chwilę. Brakuje mi jego głosu, jego bliskości, jego obecności. Brakuje mi jego zdenerwowania, gdy byłam obok. Brakuje mi tego, że ciągle mimo wszystko, tak na mnie patrzył, jakby odkrywał mnie na nowo, jakby codziennie sobie coś przypominał. Patrzył na mnie jakbym była kimś najwspanialszym na świecie, bez wad. W jego oczach byłam najlepsza i najpiękniejsza. W jego oczach byłam cudem i skarbem. Tylko w jego oczach. Tęsknię za tym…
Gdyby Bóg mógł teraz spełnić moje jedno życzenie, to poprosiłabym Go o to, aby mój najdroższy J, nigdy nie cierpiał, tak jak ja w tym momencie. Choć wiem, że cierpi tak, jak ja… albo i gorzej…
Jak obudziłam się dziś o 5 rano, tak już zasnąć nie mogłam. I w ogóle w nocy budziłam się co chwila. Nad ranem usłyszałam jego głos, jak mówi do mnie po imieniu… To już drugi raz w przeciągu dwóch tygodni… Jego głos… Taki realny!
Myślałam, że dziś nie wstanę, nie podniosę się, nie pójdę do pracy… A nawet jak już byłam gotowa do wyjścia, to chciałam usiąść na sofie i się nigdzie nie ruszać. Jadąc do pracy tak się zawiesiłam, że nawet nie wiem kiedy mi ta podróż minęła. Nie wiem… W pracy odpaliłam komputer i już na dzień dobry zobaczyłam, że internet nie będzie mnie dziś oszczędzał. Xywka mojego Bliźniaka była wszędzie, gdzie spojrzałam… I nawet zdrobnienie xywki się pojawiło, czego szczerze mówiąc wcześniej nie widziałam! W wieczornych wiadomościach również była… M A S A K R A.
Dzwonienie w uszach też dziś dawało się we znaki… No i palpitacje, bo bez palpitacji ostatnio znowu ani rusz. Myślami był dziś przy mnie non stop. Nie odpuścił nawet na chwilę. To się tak cholernie odczuwa! To jest takie coś, czego się opisać nie da. Po prostu wiesz, że to jest to i już. Ja dodatkowo wiem to po niebieskich błyskach, które mi się objawiają…
Nie wiem co dalej będzie… Nie wiem, jak się wszystko potoczy… Nie wiem… Naprawdę nie wiem… Wiem, że nic nie wiem.

P.S. Właśnie przed chwilą dziadek mi to wysłał…

Przemyślenia czwartkowe

Tak, jak przewidziałam, Przebudzenie Duchowe dało mi się we znaki ;) Ale coś tam wyśniłam i zapamiętane symbole dały mi konkretną odpowiedź, na pytanie, które zadałam przed snem :) TAK :) Tak, tak i jeszcze raz TAK :) Ale przecież ja to wszystko wiem od pierwszych sekund pierwszego spotkania z Bliźniakiem :)

Wiecie co kochani? Tak sobie dziś pomyślałam, że to wszystko, co nam się przytrafia, to jest trochę, jak budowanie Arki Noego ;) Budowali ją amatorzy, z tego, co mieli właściwie „pod ręką”, bez żadnych udziwnień, kombinowania. Tak po prostu. Arka Noego uratowała im wszystkim życie. Widzicie podobieństwo? Bo ja bardzo. My, totalni amatorzy, metodą prób i błędów budujemy coś, co koniec końców nas uratuje. Nie roztrzaskamy się o pierwszą lepszą skałę lodową, jak Titanic, zbudowany przez profesjonalistów. Tak więc kochani, „budujmy” według zaleceń Pana :) „Budujmy” i cieszmy się życiem :)

I pamiętajcie, Bóg nie wybiera wykwalifikowanych, on kwalifikuje wybranych ;)

Obiecaj…

drzwi

 

To tyczy się obojga nas, bo teraz tak naprawdę może się zacząć prawdziwy taniec Bliźniaczych Płomieni… Istna przepychanka. Krok w przód, dwa w tył. I to zarówno z jego, jak i z mojej strony.
Na dzień dzisiejszy czuję w sercu spokój, ale jak to będzie po rozmowie? Nie wiem. Spodziewam się wszystkiego. Może być tak, że powiem mu prawdę (bo powiem tak, czy siak), ale on akurat w tym momencie nie będzie na tą prawdę gotowy i zaprzeczy wszystkiemu, nawet temu, co czuje w głębi. Może usłyszę, że to szaleństwo, że zwariowałam. Poza tym pewnie też usłyszę coś w tylu „ale ja przecież jestem księdzem, mi nie wolno”. Bla bla bla. O czym muszę pamiętać, to jest to, żeby nie brać jego negatywnych słów do siebie, bo tak naprawdę on wcale tak nie myśli. On tylko chce się bronić przed tym, bo nie wierzy, że można AŻ TAK KOCHAĆ. A o tym, że można, musi sam się przekonać. I może to potrwać kilka lat. W międzyczasie ja, jeśli jest mi to pisane, ułożę sobie życie z jakąś bratnią duszą, która akurat ze mną i przy mnie, będzie miała jakieś zadanie do wykonania. Oczywiście, ja na tę chwilę nie czuję czegoś takiego, że chciałabym, czy mogłabym być z kimś innym, ale kto wie, co tam Pan Bóg dla mnie przygotował. Tak czy siak muszę się wykazać niesamowitymi pokładami miłosierdzia, zrozumienia, cierpliwości i siły, żeby to wszystko przetrwać i żeby swoją odpowiedzialną i dojrzałą postawą, pomóc mojemu Bliźniaczemu Płomieniowi. Ale nie myślcie sobie, że będę go nagabywać telefonami, czy wizytami itp. Jak będzie trzeba, jeśli on tego będzie chciał, to ja zniknę całkowicie z zasięgu jego wzroku. Usunę się z jego życia, może nawet zmienię parafię… Oczywiście nie chciałabym tego i wolałabym żyć z nim w jakiejś symbiozie, ale tu nie chodzi tylko o mnie i moje dobro, ale dobro nas obojga i o tym przede wszystkim muszę pamiętać.
Jeśli mogę, to proszę Was o modlitwę za nas. Nieważne czy wierzycie, czy nie wierzycie i w co wierzycie jeśli wierzycie. Kilka słów do „siły wyższej” w czyjejś intencji zawsze się przyda i będzie pięknym aktem miłosierdzia :)

P.S. A tak w ogóle to dziś mija ROK i 3 MIESIĄCE od naszego „pierwszego spotkania” :)

Przemyślenia

Gdyby się ktoś zastanawiał, to ŻYJĘ ;) Z psychiką też wszystko w porządku. Przynajmniej moją ;) Od wczoraj non stop analizuję rozmowę z Bliźniakiem. Mam mnóstwo przemyśleń na ten temat. Cały czas po głowie chodzi mi, jak bardzo nielogicznie się zachował. I olśniło mnie dziś, że tak właściwie, on całą odpowiedzialność za to wszystko wziął na siebie. I jeszcze na dodatek mnie przeprosił za to, że go źle zrozumiałam. No na zdrowy rozsądek… to raczej, ja powinnam być tą osobą, która przeprasza. Mimo tego, że owszem, ratował swoje cztery litery, to zachował się ładnie i wręcz rycersko, bo nie pozwolił żeby niewiasta była obarczona czymkolwiek. Baa i jeszcze zaoferował rozmowę w razie wątpliwości. Ewidentnie jest COŚ na rzeczy. Powiedziałam A, więc powiem B. Nie ucieknę przed tym jak tchórz, nie będę się ukrywać, bo niby przed czym? Nie popełniłam żadnego przestępstwa tylko po prostu KOCHAM i chcę żeby moje kochanie odetchnęło pełną piersią, bez obawy przed czymkolwiek.
Nie możemy przed tym uciec, nie możemy tego przerwać, nie możemy się od tego uwolnić. Nie możemy zrobić z tym nic, więc dlaczego nie dać temu skrzydeł, aby leciało beztrosko, wolne od uczucia zamknięcia w klatce. Z tego nie musi być żadnej fizyczności, ani żadnego „i żyli długo i szczęśliwie”. Z tego może być piękna przyjaźń, gdzie dwójka niesamowicie bliskich sobie ludzi, codziennie wspiera się w życiowej drodze.
Ja nie chcę mojego Bliźniaka zamykać w złotej klatce, na której widniałby napis „MÓJ”. Nie chcę mu zabraniać być tym kim chce być. Nie chcę być przeszkodą, czy zbędnym balastem. Nie chcę też żeby żył w poczuciu, że ma wobec mnie jakieś zobowiązania. Bo ich nie ma! Miłość Bliźniaczych Płomieni, to wolna miłość, taka, dzięki której Bliźniaki mogą być sobą i w żaden sposób nie tracą swojej tożsamości. Chciałabym, żeby mój najdroższy właśnie tego był pewien. Żeby wiedział, że może być zawsze taki, jaki jest teraz, że może być tym kim jest teraz, a ja nie będę wszczynać żadnych roszczeń. Chcę dobra i szczęścia dla nas obojga, a nie tułaczki po labiryntach niewypowiedzianych słów, stłamszonych myśli, ukrytych uczuć i poczucia, że „coś musimy”.

TYLKO MNIE KOCHAJ.