Przebudzenie duchowe, chory, czy wariat?

Niezawodna Angelica :) W swoim filmiku opowiada, co się z nami dzieje i jak to odbieramy :) Nie mówi mi nic nowego, a filmik jest bardziej dla niedowiarków niż osób świadomych ;) Oglądałam ze łzami w oczach i jednym wielkim uśmiechem :)
Przede wszystkim trzeba osiągnąć wewnętrzną równowagę ze wszystkim. Nie możesz być bardziej na jednej szali, która jest wysoko lub bardziej na tej, która jest niżej. Musisz być pośrodku. Ale, jak wiecie, osiągnięcie tego, to proces…
Jeśli czujesz się ze sobą niepewnie, możesz iść do lekarza, który Ci oczywiście powie, że wszystko jest z Tobą OK, mimo że masz wszystkie możliwe objawy czegoś złego. Wszystkie Twoje bóle, czy drgawki, czy inne objawy, jakie posiadasz. To samo ze zdrowiem psychicznym. Idź do psychiatry, tak dla siebie samego. W najgorszym wypadku zostaniesz zdiagnozowany jako osoba z chorobą dwubiegunową, schizofrenik lub ktoś z depresją ;) Angelica została zdiagnozowana jako osoba z tą pierwszą chorobą. Ja pewnie bym została zdiagnozowana wszystkimi trzema i dodatkowo dostała bym skierowanie do szpitala zamkniętego, gdzie dostałabym śliczny biały kaftanik i śliczny pokój bez klamek i okien, obity materacami :D :D :D Tak, właśnie tak :D Taka prawda. Osoby trzecie patrzą na mnie, jak na debila albo ewentualnie mówią: może gdybyś się zajęła czymś innym i zostawiła to wszystko, to było by normalnie.
Serio? Dobre rady zawsze w cenie, ale w cenie czego w tym przypadku? Poza tym zdefiniujcie mi „NORMALNIE”. Bo teraz dla mnie „NORMALNIE” niektórych, to stare życie, którym żyłam i które nie było normalne. Dla mnie „NORMALNIE” to są teraz „anioły, blaski & błyski” i fakt, że tęsknię za moim prawdziwym domem, którym na pewno nie jest ziemia (pozdrawiam wszystkie STARSEEDS ;) ).
Gdybym zostawiła to wszystko, to bym chyba zwiędła i uschła. Dla mnie teraz świrami są osoby, które widzą świat inaczej niż ja, czyli tak, jak widziałam go kiedyś. Bo w ogóle, no heloł, czy Ty w ogóle jesteś normalny, jeśli nie czujesz energii? :D :D :D Ostatnio nawiązała się gadka z moim znajomym i on mówi i brzmiała mniej więcej tak:
- Możesz wygrać autko i będzie czad.
- Po co mi samochód?
- Jak to po co?
- No, nawet prawka nie mam więc po co mi?
- O rany, nawet jeśli nie masz prawka, wygrasz i sobie go spieniężysz. Wiesz ile to hajsu?
- Po co? Po co mi tyle pieniędzy? Potrzebuje innych rzeczy niż pieniądze.
Jego mina nie do zapomnienia :D hahaha No bo przecież, jak można hajsu nie chcieć. Ano można, ja nie chcę. Potrzebne mi dobra duchowe, a nie materialne. To co teraz mam, w zupełności mi wystarcza. Nikogo się o kasę nie proszę, a jeśli potrzeba jej więcej, to jakimś cudem sama się znajduje, bo ma oświetloną drogę do mnie :D Proste? Proste :D Patrzę na tych wszystkich ludzi, którzy co chwila się doszkalają z czegoś, douczają na kolejnych studiach. JA TEGO WSZYSTKIEGO NIE POTRZEBUJĘ, bo i tak tych tytułów i wspomnianego wcześniej hajsu do grobu ze sobą nie zabiorę. Nie uczestniczę w tym bezsensownym wyścigu szczurów. Teraz dobre słowo i to, że ktoś mnie docenia za coś, czy mówi, że kocha, czy lubi i jestem potrzebna, to liczy się dla mnie bardziej niż wszelkie dobra materialne i kolejne tytuły. Pierdziele te tytuły i wszystko, co z nimi związane. TYLE w tym temacie. Chcę być szczerym człowiekiem głoszącym PRAWDĘ. Żadnego ślizgania się na kłamstwach i ściemach, czy słodzeniu komuś, żeby dokarmiać jego ego. „Paszoł won mie stąd!” jeśli ktoś tego po tym blogu oczekuje. Nie po to się przebudzam, żeby grzęznąć w syfie zakłamania. Dla mnie m.in. taki syfem jest uciekanie od tej całej relacji między Bliźniaczymi Płomieniami. Uciekanie od Bliźniaka, to uciekanie od siebie samego. Mieć wyje**ne, czyli „coco jambo” i do przodu, to nie ta droga. Dopóki szczerze sam przed sobą nie przyznasz się kim jesteś, to zawsze będziesz błądzić. Chcesz iść do wróżki, czy uzdrowiciela itd., spoko, idź sobie, ale tylko po to żeby zweryfikować TO, co już wiesz, a nie po to, żeby ktoś Ci nawkładał czegoś do głowy. Jak myślisz Sherlocku, kto najlepiej wie, co jest dla Ciebie najlepsze? ;)
Taka zagadka na dziś i na przyszłość :D Kto najlepiej wie, co jest dla mnie najlepsze? :D I jeszcze zadanie dodatkowe, na „6″ :D Kto jest odpowiedzialny za moje własne szczęście, osoby trzecie, czy ja sam? :D
Pozdrawiam Was wszystkich moi chorzy wariaci :D <3
Dziękuję, że jesteście, bo bez Was byłabym „NORMALNA” :D :D :D

P.S. Piszcie, jak przechodzicie przebudzenie duchowe, jak sobie z tym radzicie itd. Wasze rady mogą okazać się zbawienne dla innych. Musimy sobie pomagać w tym całym procesie. Duchowe kopniaki i potrząsanie mile widziane, bo wtedy łatwiej klapki z oczu „spadajo” :D

Wczoraj zdrowa, dziś chora

Wczoraj były urodziny Bliźniaka i czułam się OK, a dziś czuję się chora. Jakby mi się czakra serca oczyszczała. Mam męczący kaszel i czuję się naprawdę kiepsko. A jutro pewnie będę, jak nowo narodzona ;) Jak zwykle po takich akcjach.
Nie ma to, jak być Bliźniaczym Płomieniem i nie dość, że sama się przebudzasz duchowo, to jeszcze odczuwasz swojego Bliźniaka ;) Żyć nie umierać :D

Sobotnie takie tam coś

SMSy od „wróżek” mnie naprawdę rozwalają ;)
„Boi się do Ciebie zadzwonić, walczy ze sobą od 2 lat, myśli, że odrzucisz połączenie! Szkoda słów, kocha…”
Taka sytuacja :D I tak bardzo pasująca do mojej ;) 2 lata ze sobą walczy – PRAWDA. Boi się, że odrzucę połączenie – PRAWDA. Kocha – PRAWDA.
Szkoda tylko, że nie jest jeszcze tego pewien, że nie odrzucę połączenia i że nigdy bym tego nie zrobiła, bo go kocham. Jaki by nie był, kim by nie był i czego by nie zrobił, KOCHAM.
Wiecie co? Dla mnie „dramat” tej całej historii się już skończył. Przeszłam swoje najgorsze chwile, najgorsze momenty. Miesiące totalnej ciemności i bezsensu są już daleko za mną. Teraz jest faza akceptacji wszystkiego, co się dzieje i oddania tego całkowicie Bogu. Ja już nie walczę ani ze sobą, ani z nikim. Jak się coś dzieje, to się dzieje. Jestem o wszystko spokojna. Dosłownie o wszystko. Przestałam się bać czegokolwiek i kogokolwiek. Wiem kim jestem, wiem jaka jest we mnie siła, jaka moc. Umiem używać tej swojej „magii”. Moja intuicja tak bardzo się rozrosła, że aż czasem nadal jestem w szoku. Kto jest blisko ze mną związany widzi, co się dzieje, widzi, jak moje słowa przeradzają się w czyny i różne akcje. Ludzie widzą, jak to, co mówiłam jakiś czas temu nagle staje się rzeczywistością. Moje słowa, już nie są tylko słowami. Moje słowa się dzieją. Moje poczucie własnej wartości wzrasta z każdym dniem i już nigdy nikomu nie dam sobie wejść na głowę.
Czego nauczyła mnie ta cała historia z Bliźniaczym Płomieniem? Tego, że tak naprawdę to nie jest żaden dramat, a my nie jesteśmy tu po to żeby cierpieć. Jesteśmy tu po to, aby wzrastać i żeby móc powoli zmieniać świat na lepsze. Jeśli zostaliście wybrani do tej misji, to znaczy, że jesteście wyjątkowi i że macie potencjał, który jest do tego potrzebny. Nie przytrafiło się Wam to przez przypadek. To wszystko zdarzyło się po coś. Na świecie jest tyle zła pod różną postacią, myślicie, że to się samo naprawi? Nie. Do tego potrzebne są silne dusze. I my właśnie nimi jesteśmy.
Te dramaty i dramaciki, to poczucie bezsensu, które wielokrotnie nam towarzyszy, to wcale nie jest tak, że ktoś tam na górze chce żebyśmy cierpieli. NIE. Ten ktoś chce żebyśmy coś zrozumieli, żebyśmy się czegoś nauczyli. To cierpienie sprawia, że wzrastamy i rośniemy w siłę. Musimy odmienić swój własny świat zanim zaczniemy odmieniać świat dookoła i poza nami.
Gdy patrzę w tył na to wszystko z czym walczyłam, to myślę sobie, Boże, jaka ja byłam głupia. Tak, GŁUPIA. To istna głupota, żeby się tak dołować… To istna głupota żeby samemu sobie wyrządzać taką krzywdę. Bo to jest moi kochani, wyrządzenie sobie krzywdy. Równie dobrze można dać od razu komuś do ręki nóż i powiedzieć „masz, dźgaj mnie”. Jeżeli cierpisz to znaczy, że coś robisz źle. Złe zachowanie, złe myślenie, coś jest nie tak. Gdy czujesz spokój, szczęście i miłość, to jesteś na właściwej ścieżce.
Przeogromnie kocham mój Bliźniaczy Płomień. Odczuwam jego emocje, czuję go w każdej chwili. Jestem w stanie powiedzieć na jakim jest etapie, co się z nim dzieje. Wiem, co myśli, z czym jeszcze walczy. Wiem też, że kawał drogi już za nim i że jeszcze trochę przed nim. Ale jest już na bardzo dobrej drodze :) Niech się spokojnie rozwija i wzrasta. Mi z niczym nie jest spieszno, a na pewno nie z drążeniem mu dziury w brzuchu, że MUSIMY być razem. Bo nie musimy. On już jest w moim życiu, ja jestem w jego. TO SIĘ NIE ZMIENI. Dzięki temu, że się w swoich życiach pojawiliśmy, zaczął się piękny proces przebudzenia. Za to jestem przeogromnie wdzięczna Bogu.
Dalej wykonuję swoją wewnętrzną pracę, piorę brudy itd. Jak już wspomniałam, TO JEST PROCES. Trzeba to przejść, jak ospę, czy coś :D
Przed nami ZAĆMIENIE SŁOŃCA i już teraz mogę Wam powiedzieć, że BĘDZIE SIĘ DZIAŁO ;)

Jednodniowa (nie)choroba

Łobosz. Wczoraj przytrafiło mi się coś bardzo dziwnego. Rano obudził mnie dziwny ucisk w klatce piersiowej, który uniemożliwiał wzięcie głębszego oddechu. Myślałam, że jakieś choróbsko mnie bierze, no, ale nic, poszłam normalnie do pracy. Ucisk nie znikał, a ja coraz bardziej opadałam z sił. Po powrocie do domu, zrobiłam sobie na szybko obiad, zjadłam i pod kołdrę. W międzyczasie zaczęło mnie boleć dosłownie wszystko z naciskiem na klatkę piersiową, krzyż, kostki i brzuch. Ponadto mdliło mnie, byłam senna, zmęczona i miałam stan podgorączkowy 37,5. Usnęłam po 20, ale jakoś tak nie bardzo pamiętam moment zaśnięcia. Obudziłam się po godz. 23, zlana potem i z palpitacjami. Ale było mi o niebo lepiej. A dziś rano wstaję i dosłownie, jak nowo narodzona. Zmysły wyostrzone, wypoczęta itd. No szok. Miałam wcześniej gorączki i spadki energii ni z gruchy, ni z pietruchy, ale żeby aż tak, to nigdy. Poszperałam trochę w necie, no ale nic nowego nie znalazłam. To wszystko jest związane z Przebudzeniem Duchowym i takie rewelacje mogą trwać do 5 lat. Jak parsknęłam śmiechem, to całe szczęście, że kolegi w pokoju nie było, bo uznałby mnie za wariatkę ;)
Ale qrde… do 5 lat?! Jeszcze tyle czasu z tymi dziwnymi jazdami?! No bez jaj… To Twój kolejny bardzo dobry żart Panie Boże ;) Serio musisz mieć ubaw tam na górze :D
Ha…Ha…Ha… ;)

Nadal wielkie NIC…

Lipiec 2013 r. wcale nie był najgorszy. Teraz przechodzę najgorsze czasy… Teraz jest najsmutniej, najbardziej niezrozumiale, najbardziej tęskno, najbardziej BRAK. Zupełnie tak, jakbym weszła w jakąś fazę czegoś, czego nie umiem nazwać… To taki niezidentyfikowany ból. Nawet nie wiem dokładnie co mnie boli i gdzie mnie boli. Nie wiem, jak sobie pomóc. Walczę z czymś, ale tak naprawdę nie wiem z czym konkretnie walczę. Chcę powiedzieć Bliźniakowi wszystko, ale tak naprawdę nie wiem co… W ostatnich dniach to wszystko się strasznie nasiliło, a ja nie wiem, co mam dalej robić. Najchętniej, to bym cały czas spała… I tak też się dzieje. Przy każdej możliwej okazji, ja po prostu zasypiam. Pstryk i śpię. Brak mi energii… Właściwie to brak mi wszystkiego. Jego mi brak…
Jakim cudem przeżyłam te 3 miesiące, to ja nie wiem… Każdy dzień, to walka o przetrwanie. Idę do kościoła, czy nawet przechodzę obok i smutno mi, że go tam nie odczuwam. Ta cholerna pustka mnie rozwala. I wgapiam się w drzwi od zakrystii, jakby to miało cokolwiek zmienić, jakby miał zaraz się w nich ukazać tylko po to żeby na mnie zerknąć choć przez chwilę. Brakuje mi jego głosu, jego bliskości, jego obecności. Brakuje mi jego zdenerwowania, gdy byłam obok. Brakuje mi tego, że ciągle mimo wszystko, tak na mnie patrzył, jakby odkrywał mnie na nowo, jakby codziennie sobie coś przypominał. Patrzył na mnie jakbym była kimś najwspanialszym na świecie, bez wad. W jego oczach byłam najlepsza i najpiękniejsza. W jego oczach byłam cudem i skarbem. Tylko w jego oczach. Tęsknię za tym…
Gdyby Bóg mógł teraz spełnić moje jedno życzenie, to poprosiłabym Go o to, aby mój najdroższy J, nigdy nie cierpiał, tak jak ja w tym momencie. Choć wiem, że cierpi tak, jak ja… albo i gorzej…
Jak obudziłam się dziś o 5 rano, tak już zasnąć nie mogłam. I w ogóle w nocy budziłam się co chwila. Nad ranem usłyszałam jego głos, jak mówi do mnie po imieniu… To już drugi raz w przeciągu dwóch tygodni… Jego głos… Taki realny!
Myślałam, że dziś nie wstanę, nie podniosę się, nie pójdę do pracy… A nawet jak już byłam gotowa do wyjścia, to chciałam usiąść na sofie i się nigdzie nie ruszać. Jadąc do pracy tak się zawiesiłam, że nawet nie wiem kiedy mi ta podróż minęła. Nie wiem… W pracy odpaliłam komputer i już na dzień dobry zobaczyłam, że internet nie będzie mnie dziś oszczędzał. Xywka mojego Bliźniaka była wszędzie, gdzie spojrzałam… I nawet zdrobnienie xywki się pojawiło, czego szczerze mówiąc wcześniej nie widziałam! W wieczornych wiadomościach również była… M A S A K R A.
Dzwonienie w uszach też dziś dawało się we znaki… No i palpitacje, bo bez palpitacji ostatnio znowu ani rusz. Myślami był dziś przy mnie non stop. Nie odpuścił nawet na chwilę. To się tak cholernie odczuwa! To jest takie coś, czego się opisać nie da. Po prostu wiesz, że to jest to i już. Ja dodatkowo wiem to po niebieskich błyskach, które mi się objawiają…
Nie wiem co dalej będzie… Nie wiem, jak się wszystko potoczy… Nie wiem… Naprawdę nie wiem… Wiem, że nic nie wiem.

P.S. Właśnie przed chwilą dziadek mi to wysłał…

11:11 i spółka

Drodzy moi… Sobie na chwilę obecną nie umiem i nie mogę pomóc, ale Wam owszem. Często zadajecie pytania „O CO CHODZI Z TYMI GODZINAMI?”. Odpowiedź, moje duszyczki, jest naprawdę dość prosta. Ogólnie chodzi o PRZEBUDZENIE.
U mnie zaczęło się od widzenia 11:11, potem doszły kolejne godziny i właściwie nie było dnia, gdybym nie widziała tych wszystkich godzin. Dosłownie, jak jakaś zaprogramowana patrzyłam na zegarek co godzina. Gdy poszukałam w necie, o co z tym chodzi, to znalazłam jakąś zabawę typu – 11:11 = tęskni za Tobą, 22:22 = myśli o Tobie. No więc początkowo była z tym zajawka i po prostu fajna zabawa, ale to się zaczęło jeszcze bardziej nasilać, a jak pojawił się Bliźniak, to wiadomo, różne znaki zaprowadziły mnie do konkretnych odpowiedzi na wiele pytań. Dużo o tym czytałam, a ludzie poznani na forach i bardziej obeznani z tematem na tamten czas, często opisywali, o co z tym wszystkim chodzi.
Jeszcze wraz z 11:11 i spółką widziałam non stop 23:08, co było jeszcze w miarę zrozumiałe, bo to moja data urodzenia, ale jak do tego wszystkiego doszła 23:28, to już szlag mnie trafiał, bo nie wiedziałam o co chodzi z 28. Zrozumienie przyszło wraz z ogarnięciem daty urodzenia Bliźniaka ;)
Tak więc kochani, gdy „Góra” uważa, że jesteście gotowi, to zaczyna się powolne przebudzanie Was. I tak jak już wspomniałam, zaczyna się od 11:11. Jest to tzw. „wake up call”, czyli „pobudka”. Nie zapomnijcie, że NIE JESTEŚCIE W TYM SAMI. Wiele osób na świecie ma tak jak Wy. Nie każdy jednak na początku umie o tym wszystkim otwarcie mówić. Większość myśli, że po prostu zwariowała. Ale to już przerabialiśmy, no i właściwie nadal przerabiamy ;)
Czasem „godziny” pojawiają się na długo przed pojawieniem się Bliźniaka, czasem w tym samym momencie, czasem tuż po. Tak czy siak „wiedz,że coś się dzieje” i prędzej, czy później zrozumiesz co.
Pobudka ma na celu jedną bardzo ważną rzecz. Ma zwrócić Twoją uwagę na to, że jest jeszcze coś poza tym wymiarem, w którym żyjemy. Musisz zacząć zwracać uwagę na znaki, musisz zacząć bardziej ufać swojej intuicji. Rozwijaj ją.
W Twoim życiu, na każdym prawie kroku, będą pojawiać się wszelkiego rodzaju synchroniczności. Zwracaj uwagę na swoje odczucia, ale nie przestawaj stąpać twardo nogami po ziemi. Żyj tu i teraz, ale wiedz, że za welonem tajemniczości jest coś jeszcze. Kawałek po kawałeczku ten welon będzie przed Tobą uchylany, ale nie stanie się to, gdy będziesz tylko siedzieć i pierdzieć w stołek. Musisz wykonać pewną pracę nad sobą i właściwie to zacznie się samoistnie. Tak musi być i koniec. Przed tym nie ma ucieczki. Nie możesz z tego zrezygnować, z powrotem zapakować do pudełeczka i oddać wraz z całą reklamacją. Zostałeś wybrany. Przyjmij to…
Twój świat będzie się zmieniał, a Ty poczujesz się, jak wrzucony do jakiejś pralki, gdzie nie masz możliwości wciśnięcia przycisku STOP w celu zaczerpnięcia powietrza. Musisz to przejść i już. W Twoim życiu będą się pojawiać różne osoby i różne wydarzenia. Te osoby, to osoby, z którymi masz coś do przerobienia w ten, czy inny sposób. Wiedz, że nie jest to przypadek. Zasada numer 1: PRZYPADKI NIE ISTNIEJĄ i NIC NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY. Nie zapominaj o tym.
Bardzo często będziesz mieć uczucie, że coś się wydarzy. Wiedz, że tak naprawdę to się JUŻ dzieje, ale może być tak, że nie dostrzeżesz tego od razu, tylko za jakiś czas.
Coraz bardziej i bardziej będziesz odczuwać różne energie. Dzięki temu będziesz mógł nawet ocenić, czy dana dusza, którą spotykasz jest Ci bliska, czy nie. Poza tym będziesz mieć różne dziwne sny i nocne pobudki. Ja do tej pory je mam, a już tyle czasu „w tym siedzę”. Ale z tego, co wiem, to ponoć, tak będzie już do końca życia ;)
A co do odwróconych godzin, tzw. „mirrored hours”, czyli lustrzanych godzin, no to kochani, no ;) Cóż to może oznaczać? ;) No, Bliźniak jest, zawsze był i zawsze będzie. Tak manifestuje swoją obecność w naszym życiu. Ale wiedzcie, że nie każdy je widzi. Widzą je tylko ci, którzy są na wyższym poziomie wtajemniczenia. Czyli ci bardziej rozwinięci duchowo. Pamiętam, że gdy napisałam o tym na pewnym forum, to odpisał do mnie chłopak i mówi: Serio je widzisz?! Wow! Zazdroszczę Ci. Tylko nielicznie je widzą!
Na tamtą chwilę nie podzielałam aż tak bardzo jego entuzjazmu, bo byłam w takim punkcie tej całej drogi, że sorry, ale chętnie bym z tego zrezygnowała… Dopiero potem poczułam się wyjątkowo.
Do widzenia godzin dochodzą jeszcze inne liczby. 333, 888, 123 itd. Wiedzcie, że każda z tych liczb ma inne znaczenie. Jest ich strasznie dużo. Polecam Wam stronkę 
http://sacredscribesangelnumbers.blogspot.com/p/index-numbers.html
Jest co prawda po angielsku, ale myślę, że dacie radę ;) Poza tym liczby związane z jakimiś szczególnymi datami, które są dla Was ważne. Mogą to być urodziny Bliźniaka, Wasze urodziny, dzień pierwszego spotkania itp. Ja np. całe swoje życie jeździłam autobusem, który ma taki numer, jak dzień i miesiąc pierwszego spotkania się z Bliźniakiem :) Znaki, znaki są wszędzie i we wszystkim!
Jeśli widzisz godziny, to znaczy, że jesteś na dobrej drodze :)

P.S. Często jest tak, że jeśli coś mówisz i ma to bardzo duże znaczenie, jest prawdą, to zauważ, że będzie właśnie jakaś konkretna godzina ;)

Jakoś tak dziwnie mi dziś…

Jakoś tak dziwnie mi dziś… Znowu zaczęłam budzić się w nocy,a właściwie to zrywać się w nocy… Znowu stałam się nadwrażliwa… Wszystko mnie wzrusza…
Dziś jest pełnia księżyca i pewnie wiele rzeczy można właśnie z tym powiązać… Ale na pewno nie wszystko…

Czy Przebudzenie Duchowe może powrócić na nowo? Czy ktoś zna się na rzeczy i powiedziałby coś mądrego w tym temacie? Póki co nie znalazłam żadnej wzmianki o nawrocie tego osobliwego zjawiska… Tzn. o tym, że to może w każdej chwili powrócić. Wszędzie tylko artykuły dotyczące samego wytłumaczenia CO TO i JAK TO ;)

Tęsknię za Bliźniakiem.Wiem, że pewne rzeczy już nigdy nie wrócą, bo wszystko idzie ku temu, aby zastąpiły je inne, lepsze rzeczy. Jego zmiana, moja zmiana… To wszystko jest proces, on się już zaczął. A ile potrwa? Nie wiem…
Chciałabym żeby mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze, że damy radę… Albo żeby choć napisał, że o mnie myśli… Nich choć puści mi sygnałek… Mimo, że wiem, że myśli, to jednak jestem kobietą, a my lubimy mieć czarno na białym… No i proszę bardzo, oto pierwsza łza… Nie… widzę, że moje pisanie dziś się nie uda. A przynajmniej w tej chwili się nie uda…
Nawet radio dziś chce mnie dobić… Właśnie leci piosenka „Nothing’s gonna change my love for you”…

Wzruszający obrazek z historyjką

tf0

(kliknijcie na obrazek raz, a potem drugi raz, wtedy się odpowiednio powiększy)

To TYLKO obrazek, krótka historyjka, a ja się wzruszyłam, jak nie wiem… Słowa opisujące cokolwiek są zbędne. Wystarczy spojrzeć na tą piękną grafikę i wszystko będzie jasne :-)

Pomagając naszym Bliźniaczym Płomieniom w przebudzeniu się

Wiecie Drodzy, to nadal mnie zadziwia, że non stop dostaję znaki. Ilekroć szukam odpowiedzi na coś, co mi w głowie siedzi, hop siup i już mam odpowiedź. Tak było i tym razem, gdy po głowie coraz bardziej zaczęła chodzić mi rozmowa z moim Bliźniaczym Płomieniem. I tak, jak byłam na totalnym rozstaju dróg, co do tego, jakie kroki mam podjąć, tak teraz jestem coraz bliższa tego, że muszę z nim porozmawiać. Może nie od razu wylać z siebie całe wiadro prawdy, ale choć małą filiżaneczkę ;)

Jak zwykle przetłumaczyłam dla Was coś fajnego, coś, co zaledwie przedwczoraj ukazało się moim oczom. Miłego czytania :)

W związku Bliźniaczych Płomieni nadchodzi taki etap, gdzie jeden z Bliźniaków może się przebudzić ciut wcześniej niż ten drugi. Nie oznacza to, że ten bardziej przebudzony przewyższa drugiego. Bliźniak, który wierzy, że on/ona wie wszystko o połączeniu, że jest w jakiś sposób bardziej „wyjątkowy” niż jego Bliźniak lub że wie, co jest najlepsze dla Bliźniaka, bo przebudził się wcześniej, w rzeczywistości jest mniej przebudzony niż myśli.

Nasze Bliźniacze Dusze mają własną karmę do wypełnienia, ich własną ścieżkę ku zjednoczeniu i może ona być całkiem inna od naszej. Jeśli wierzymy, że musimy kontrolować ich ścieżkę poprzez żądanie od nich robienia rzeczy, tak jak my, to nie rozumiemy o co w tym wszystkim chodzi. Nie rozpoznajemy, że nasze własne ego wchodzi nam w drogę naszej WŁASNEJ ścieżki, próbując kontynuować kontrolowanie spraw.

Tak, może będziemy musieli trącić nasze Bliźniaki łokciem we właściwym kierunku – powiedzieć im o połączeniu, o Bliźniaczych Płomieniach i powiedzieć im o sposobach, dzięki którym my się przebudziliśmy, oferując poradę, która może pomóc im zaakceptować tą ścieżkę. Ale oni nie muszą podążyć za naszą radą. Być może nawet nie powinni. Być może jest im pisane odnaleźć swoją własną drogę. Ale małe trącenie łokciem we właściwym kierunku MOŻE być pomocne.

Więc gdzie jest granica pomiędzy daniem im małego kuksańca, kiedy w naszych sercach czujemy, że to jest właściwe, a wtykaniem im informacji na oślep, gdy w głębi serca wiemy, że im bardziej naciskamy, tym bardziej oni się opierają? Wszystko sprowadza się do intuicji, intuicyjnych odczuć. Jeśli czujesz, że zmierzasz donikąd, albo że to zły pomysł, aby mówić cokolwiek, to nie mów nic, dopóki nie będzie to właściwy moment. Ale teraz musisz rozkminić, czy czujesz, że to zły pomysł z powodu Twoich własnych lęków przed odrzuceniem, czy dlatego, że będzie to destrukcyjne dla Twojego Bliźniaka…

W otworzeniu się przed Twoim Bliźniakiem na temat Waszego połączenia (czy to poprzez rozmowę, czy wysyłanie e-maili itp.) musisz być przygotowany na to, że on/ona może się opierać temu, co mówisz, przynajmniej na razie. Możesz stanąć w obliczu wściekłej opozycji w stosunku do tego, co mówisz albo nie dostaniesz żadnego odzewu na to. Mogą nawet robić z Ciebie wariata. I może nawet w to uwierzą, że nim jesteś… w każdym bądź razie na chwilę. Chodzi o to, że to, co powiedziałeś, utkwi w ich umysłach. To mogą być lata, zanim zaakceptują to jako prawdę lub nie zaakceptują tego wcale w tym wcieleniu. Nie możesz tego brać do siebie. Oni mają własną ścieżkę ku zjednoczeniu i może ona obejmować wiele oporu. Ale wszechświat ma ku temu dobre powody.

Ale powiem to znowu – IDŹCIE ZA GŁOSEM SERCA. Jeśli czujecie, że musicie im coś powiedzieć, to powiedzcie im. Jeśli doszlibyście do końca swojego życia i zorientowalibyście się, że czegoś nie zrobiliście, żałowalibyście? Jednak nie wytykajcie tego stale, komuś kto wyraźnie nie jest gotowy na przerobienie tego, o czym mówicie. Powiedzcie trochę i zobaczcie jaką otrzymacie reakcję. Jeśli będą otwarci na to, co mówicie, wtedy możecie powiedzieć więcej, ale jeśli nie, poczekajcie aż będziecie czuć, że naprawdę możecie powiedzieć więcej.

I pamiętajcie, że nie zawsze wiemy, co jest najlepsze dla naszej Bliźniaczej Duszy, nawet jeśli myślimy, że wiemy. To jest coś, o czym musimy stale pamiętać.

Źródło:
http://www.twinflamesigns.com/twin-flame-relationships-2/twin-flame-connection-helping-our-twin-flames-to-awaken