Christina Aguilera – Blessed

Nie wiem, jak można mówić o swoim Bliźniaku źle. To tak, jakby cofać się w rozwoju i obwiniać o coś samego siebie. Nie wiem, jak można go nienawidzić, życzyć mu najgorszego i jeszcze mieć z tego, pożal się Boże, radochę. Ja nie umiem. Nigdy nie umiałam, a nawet jeśli mówiłam coś złego, to czułam się tak, jakbym sama sobie skórę rozcinała i sypała ją solą. Jednym słowem mówiąc – BOLAŁO.
Nie potrafię go nie kochać, nie potrafię życzyć mu źle. Nie potrafię nie otwierać się na miłość do niego, która sama wdziera mi się do serca i tak się rozpycha, że aż rozlewa mi się po wnętrznościach :) Nie potrafię zapomnieć. NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ. Chcę umieć coraz bardziej to wszystko akceptować i po prostu cieszyć się tym kim jesteśmy. Czuję błogosławieństwo przez to kim na przestrzeni tych dwóch ostatnich lat się stałam. Przeszłam tak niewyobrażalne zmiany, że to aż wykracza poza wszelkie racjonalne myślenie. Jak mogę nie być za to wdzięczna? Moje życie odmieniło się o 360 stopni. Gdyby nie Bliźniak, nadal stałabym w tym martwym punkcie, w którym byłam. To tak, jakby ktoś podał mi rękę i wyciągnął z bagna. I za to jestem wdzięczna i za to dziękuję.
KOCHAM CIĘ MÓJ NAJDROŻSZY! <3

Cytat Katarzyny Wołyniec i takie tam o byciu niskoenergetycznym zasrańcem :D

„pełno Cię we mnie
a przy mnie tak mało”

- Katarzyna Wołyniec

Ale to nic, to nic :) Daję radę :) Teraz mam bardzo optymistyczny czas i czerpię z niego garściami, bo nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi „depresyjne pertolnięcie” ;) Zawsze jednak mam nadzieję, że już nigdy :D
Kocham mojego gada, bo jest takim samym gadem, jak ja :D
Nie odzywa się, ale ja też, no i co? :D
On sobie gdzieś tam jest i ja sobie jestem gdzieś tu :)
On się rozwija we własnym zakresie i ja też :)
I jest dobrze :)
Nikt się nie fochuje, nikt na nikogo nie napiera i nie wymaga nic.
Taka droga.
Taki PLAN.
Trzeba to zaakceptować, bo bez tego, ani rusz.
Myślisz, że taki z Ciebie kozak, bo jak to mawia dzisiejsza młodzież – „masz wyEbane” – hehe, no to sobie myśl tak dalej, ale prędzej, czy później upadniesz na kolana i będziesz błagać o litość. Twoje „wyEbanie” jest do dupy niskoenergetyczny zasrańcu ;)
Tyle dziś od MOJEJ PRAWDY w ten piękny dzień późnego lata :D

P.S. Moja dobitna prawda Cię dotyka? Złościsz się? Myślisz, że jestem głupia, taka śmaka i owaka? No cóż, to nie mój problem ;) To problem Twojego niskiego poziomu energetycznego, Twojej niskiej wibracji. Wzrośnij, idź dalej, to zrozumiesz moje przesłanie.
Też kiedyś się złościłam na tych o wyższej wibracji. Szczególnie na człowieka imieniem MEL. Bliźniakom nie muszę go przedstawiać ;) Dopiero po roku z kawałkiem, gdy już wzrosłam – zrozumiałam. Dla osób o niskiej wibracji relacja Bliźniaczych Płomieni jest kompletnie niezrozumiała, bo jedyne czego oczekują od swego Bliźniaka, to zwykły związek dwojga ludzi, czyli chodzenie za rąsie, romantyczne kolacje i inne romantyczne pierdu pierdu ;) Ciągle jest mówienie – no ale jak to, niby taka wielka miłość, a same doły i łzy. Owszem, bo jak jesteś niskoenergetycznym zasrańcem, to tak właśnie się dzieje ;) Ale nie martw się, bo każdy kiedyś był niskoenergetycznym zasrańcem :D Ja też :D Nawet do tej pory czasem mi się zdarza, także spoko :D Kiedyś nam przejdzie :D
AMEN.

Dr. Wayne W. Dyer – An orange

I was preparing to speak at an I Can Do It conference and I decided to bring an orange on stage with me as a prop for my lecture. I opened a conversation with a bright young fellow of about twelve who was sitting in the front row.

“If I were to squeeze this orange as hard as I could, what would come out?” I asked him.

He looked at me like I was a little crazy and said, “Juice, of course.”

“Do you think apple juice could come out of it?”

“No!” he laughed.

“What about grapefruit juice?”

“No!”

“What would come out of it?”

“Orange juice, of course.”

“Why? Why when you squeeze an orange does orange juice come out?”

He may have been getting a little exasperated with me at this point.

“Well, it’s an orange and that’s what’s inside.”

I nodded. “Let’s assume that this orange isn’t an orange, but it’s you. And someone squeezes you, puts pressure on you, says something you don’t like, offends you. And out of you comes anger, hatred, bitterness, fear. Why? The answer, as our young friend has told us, is because that’s what’s inside.”

It’s one of the great lessons of life. What comes out when life squeezes you? When someone hurts or offends you? If anger, pain and fear come out of you, it’s because that’s what’s inside. It doesn’t matter who does the squeezing—your mother, your brother, your children, your boss, the government. If someone says something about you that you don’t like, what comes out of you is what’s inside. And what’s inside is up to you, it’s your choice.

When someone puts the pressure on you and out of you comes anything other than love, it’s because that’s what you’ve allowed to be inside. Once you take away all those negative things you don’t want in your life and replace them with love, you’ll find yourself living a highly functioning life.

- Dr. Wayne W. Dyer

Osiem Osiem Osiem

Ósmy miesiąc, ósmy dzień miesiąca i numerologiczny ósmy rok, ale to już wiecie ;)
888 to zwane Lion’s Gate, czyli Wrota Lwa albo Lwie Wrota, kto, jak tam sobie woli. Co te wrota nam robią? A no, robią dużo ;) Szczególnie jeśli chodzi o związki i w tym przypadku wyszczególniamy 3 typy takich związków, na których należy się skupić, a mianowicie:
1) związek z samym sobą (NAJWAŻNIEJSZY)
2) związek ze światem
3) związek z Bliźniaczym Płomieniem lub Bratnią Duszą.
Nie bez powodu jest taka kolejność. Bo dopóki nie zrobimy porządku ze sobą, następnie ze swoimi sprawami w świecie i dla świata, to nie będziemy mogli spełnić się w żadnej innej relacji. Proste? Proste ;)
Jak się zacznie „od dupy strony”, czyli od punktu 3, to prędzej, czy później pojawią się różne kłody, belki i inne przeszkody. Proste? Proste ;)
Nasze społeczeństwo stopniowo się przebudza i podwyższa swoje wibracje i sami siebie zaczynamy pytać, kim tak naprawdę jesteśmy. Szukamy siebie, szukamy korzeni. Szukamy prawdy. Ten rok ma nam uświadomić to, że musimy porzucić naciski na to kim mamy być, a skupić się na tym kim CHCEMY być. Musimy porzucić stare schematy i przestać być uwięzionymi między tym, co wiemy i czego chcemy, a tym, co nam wypada. Teksty typu „ale co ludzie powiedzą” nas przebudzonych powinny naprawdę mało obchodzić. Żyjemy DLA SIEBIE, a nie dla kogoś.
Nie bójmy się prawdy i szczerości!
Nie będę Wam prawić morałów o tym, że aby móc zmieniać świat, aby móc go zaakceptować itd. trzeba zacząć od siebie, bo o tym doskonale już wszyscy wiemy. Czasem tylko trzeba sobie samemu walnąć z łokcia po żebrach, żeby o tym nie zapominać ;) Ale to też już wiecie ;)
Ja jestem właśnie w trakcie nauki akceptowania i kochania siebie. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Powiem nawet, że jest to trudniejsze niż wejście w nowy związek z kimkolwiek innym. Sama przed sobą budowałam mury i sama muszę je teraz zburzyć. Sama muszę sobie podać rękę, przytulić się i powiedzieć, że kocham siebie. TO NIE JEST ŁATWE. To jest najtrudniejsza sprawa z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. Nic nie było tak trudne, jak dotarcie DO SIEBIE i AKCEPTOWANIE SIEBIE… krok po kroku, kawałek po kawałeczku… To trwa, bo to jest proces. Jak widać, dość bolesny. Nie wiem ile mi to jeszcze zajmie, ale dziś jest jakoś bardziej optymistycznie. Patrzę w lustro i jest OK. Myślę o wszystkim i jest OK. Serce się otwiera na miłość do samej siebie i innych.

Poza tym, co tu dużo mówić, korzystajmy z energii POTRÓJNEJ NIESKOŃCZONOŚCI :)

Powczorajsze przemyślenia…

Ten moment, gdy wychodzi najgorszy shit, a Ty i tak kochasz właściciela tego shitu każdą najmniejszą cząstką siebie i całego swojego jestestwa – BEZCENNE.
Normalnie byłabym na to wszystko wściekła i zaczęłabym mówić, jak bardzo go nienawidzę itd. Ale nic z tych rzeczy. Ja go kocham. Tak po prostu i bez zbędnego „pierniczenia o dupie Maryny”. W świetle i w mroku, na dobre i na złe. Mam nadzieję, że jakimś cudem COŚ będzie mu o tym przypominać.
Wiem, co wiem i tyle mi wystarczy.
Niech sobie idzie swoją drogą i niech będzie szczęśliwy. Tego chcę. Tego chcę również dla siebie. Swojej drogi i swojego szczęścia. Z nim, czy bez niego, co za różnica. Ta miłość jest ze mną cały czas. Tak sobie obiecaliśmy i tak jest. Bóg wie…
Jeśli dane mi będzie kogoś uszczęśliwić w tym życiu, jeśli dane mi będzie zostać w końcu mamą, to będzie to mój największy sukces. Chcę wypaść, jak najlepiej w tych rolach, dlatego czas stanąć twardo obiema nogami na ziemi… Czas wziąć to, co najlepsze z tych obu światów. Czas przestać się fiksować na jednym. Wokół jest tyle możliwości przecież…
Coś czuję, że to wszystko, to mój kolejny kamień milowy. Coś się wydarzy, wiem to, czuję to…
Rozmawiałam dziś z babcią i też wcale nie miałam takiego zamiaru mówić wszystkiego, ale jak zaczęłam, tak przestać nie mogłam… Mówiłam, jak mi z tym wszystkim ciężko i jak bezsilna jestem na wiele rzeczy. Mówiłam, jak bardzo to silne jest, jak serdecznie mam wszystkiego czasem dość, dlatego bywam taka podminowana… Mówiłam, jak bardzo potrzebuję być sama i jak energie innych dają mi się we znaki, bo tak bardzo je odczuwam. Nie sądzę, że babcia mnie do końca zrozumiała, bo cały czas mówiła, że muszę się od tego wszystkiego odseparować jakoś.
To niemożliwe babciu…
Ja to wiem i wiedzą to ci wszyscy, których to spotkało. Spotkanie z prawdą, jedna wielka udręka, gdy syfu dużo. Sprzątam i sprzątam i końca nie widać…
Nie mogę prosić o to, żeby pojawił się rycerz na białym koniu, który mnie uratuje, bo wiem, że taki ze mnie rodzaj księżniczki, że jeśli sama się nie uratuję, to nikt mnie nie uratuje ;) I weź tu bądź mądra i pisz wiersze ;)

Jeb z kosmosu ;)

No cudownie wręcz ;) Przed nami jeden wielki JEB. Także lepiej trzymajcie się mocno, bo przedsmak tego można już poczuć na własnej skórze (serio???). Aż 6 planet w natarciu… Uroczo.
Nie będziemy mogli znieść wszelkich kłamstw i negatywnych energii (taaa???). Największy wpływ tych planet będzie widoczny w obszarze DOMU i ZWIĄZKÓW. Generalnie Wszechświat będzie nas zachęcał, abyśmy zaczęli na świeżo, stojąc twardo obiema stopami na ziemi. No przecież chcę! Jeny…
Dobra, zrobimy tak. Przypinamy się pasami bezpieczeństwa i „jedziem z tym koksem” ;)
Przecież gorzej być nie może ;)

Emocjonalny „tap wperdl” cz.II

Tak, jak obiecałam, będzie wpis. Na początku powiem Wam, że od kilku dni czuję się chora, jakbym miała gorączkę, ale nic mi oczywiście nie jest. Heloł duchowa grypo… Mój kolejny kamień milowy, kolejne zmiany we mnie. Na bank.
Dane mi było poznać kolejną piękną i wspaniałą duszę. Jest wśród nas i jest jedną z nas :) Dusza ta swoimi niezwykłymi możliwościami nakreśliła mi pewien szkic, który niestety daleko odbiegał od mojego „obrazka idealnego”. No i się zaczęła burza we mnie. Powoli nad mój świat zaczęły nadciągać chmury. W końcu zaczęły walić pioruny, a moje wnętrze zaczęło krzyczeć: NIE, NIE, NIE!
I wyszło szydło z worka – wcale nie akceptuję PLANU w 100%. Szkic zawierał, a właściwie zawiera, dużo Bratniej Duszy… Okazało się, że aż za dużo… Ja to wszystko zobaczyłam i poczułam. Cały ten naszkicowany obraz… On nie był kompletnie zgodny z moją wizją. Okazało się, że na Bliźniaku jestem bardziej zafiksowana niż ustawa przewiduje ;) No i ten cholerny brak akceptacji. Żebyście wiedzieli, jak zaczęło mnie mdlić… Jedno wielkie NIE na to wszystko.
Do szkicu jakimś cudem wdarła się pomyłka bardzo, ale to bardzo związana z Bliźniakiem. Pomyślałam, że już wszędzie się wepchnie, no dosłownie wszędzie. I nieważne, że trzeba było wszystko poprawić w tym dziele tej wspaniałej duszy, wiecie o co chodzi najbardziej? O to, że przejrzałam na oczy! Cały czas rozprawiam o akceptacji, a jak przyszło co do czego, gdy muł został poruszony kijem, to wypłynął na wierzch ukryty brud! Mimo, że odchorowałam to wszystko trochę, to jestem tak strasznie wdzięczna, że to ze mnie wyszło. Normalnie poczułam, jak uchodzi ze mnie jakieś zgniłe powietrze. Jakaś taka dziwna energia, która mi ciążyła. I dopiero teraz zaczął się prawdziwy proces akceptacji!!! Te zmiany cały czas we mnie zachodzą, czuję to, ale już inaczej patrzę na szkic i na to wszystko. A poza tym szkic, szkicem, ale mam jeszcze moją intuicję, fantastyczne przeczucia, o których wielu z Was zdążyło się już przekonać. Cieszę się z tego procesu i cieszę się na dalszą część drogi. Tym bardziej, że dziś Nów w Raku, bardzo ważny moment. Nie zapomnijcie :)

Kilka słów

Zanim oskarżycie swojego Bliźniaka, że jest taki, śmaki i owaki, zanim kolejny raz powiecie, że relacja jest toksyczna, zanim obrzucicie Bliźniaka wszystkim, co najgorsze, zanim powiecie, że go olewacie, że macie go gdzieś itd., spójrzcie w lustro i zajrzyjcie w głąb siebie. Jesteś taki pewien, że jesteś bez winy? Jesteś taki pewien, że cała wina leży tylko i wyłącznie po stronie Bliźniaka? Skąd ta pewność? Tylko mi nie mów, że tak myślisz, bo po prostu parsknę śmiechem. Ktoś, kto nie widzi swojej ciemnej strony, a tylko innym ją wytyka, ten ma problem i to poważny.
Dopuść do głosu duszę, ucisz ego. Ilekroć kolejny raz będziesz chcieć „pojechać” Bliźniakowi, czy komukolwiek, zastanów się. Zastanów się nad sobą. Przestań się wybielać i stań oko w oko ze swoją ciemną stroną, bo ją masz. Jak każdy. Od Ciebie zależy, czy zaczniesz wpuszczać tam światło, czy jednak będziesz pielęgnować tą ciemność. Tylko zapamiętaj sobie, że im dłużej będziesz pielęgnować ciemność, tym dalej Ci będzie do tego, czego pragnie Twoja dusza. Bardzo dobrze to wiesz, ale ego zatyka Ci uszy i oczy.
Dąż do prawdy, bo tylko prawda Cię wyzwoli.
Wybacz sobie, wybacz innym.
Kochaj siebie i mów to sobie.
Nie jesteś zły, Bliźniak też nie. Jesteście jedynie uwięzieni w starych schematach, ale po to pojawiliście się w swoim życiu, po to wkroczyliście na ścieżkę Przebudzenia Duchowego, żeby starych schematów się pozbyć. I pozbędziecie się ich. Gwarantuję to Wam. Musicie jedynie uwierzyć w światło, uwierzyć w miłość, uwierzyć w PLAN.
Musicie zaakceptować i puścić.
Tyle i aż tyle.