Znowu mój plan spalił na panewce…

Nowy stan emocjonalny: WŚCIEKŁO-ROZBAWIONA ;) Wściekła dlatego, że już kolejny raz mój plan związany z Bliźniakiem, spala na panewce… A plan był taki, że wyjeżdżam w poniedziałek (3.11) do Zakopca na tydzień i po drodze zahaczam o miejscowość, w której jest Bliźniak, a co za tym idzie, dzwonię do niego i się spotykamy. No i doopa blada! Jestem tak chora, że o jakimkolwiek wyjeździe gdziekolwiek, mogę sobie jedynie pomarzyć! A rozbawiona jestem dlatego, że to już nie pierwszy raz, jak nie mogę się oddalić od domu i nie pierwszy raz, jak nie mogę pogadać z Bliźniakiem, wtedy kiedy zdobywam się na to, żeby w ogóle zrobić jakiś krok… Weźmy choćby ten 4 lipca, kiedy to już szłam do niego, widząc, jak stoi po drugiej stronie ulicy, a tu mi podjeżdża jakieś auto i mi go zabiera sprzed nosa. Wszystko cholera pod górkę! WSZYSTKO!!!
A wiadomo, że jak coś idzie pod górkę, to nie jest to właściwa droga… Tak więc puszczam to, zostawiam to. Już nawet palcem nie kiwnę żeby cokolwiek zrobić. Szkoda mojego zdrowia na to wszystko…
Jest jakaś dziwna zależność między moim zdrowiem, a dołem z powodu Bliźniaka. Za każdym razem, gdy wszystko zaczyna być bez sensu, ja mam spadek żelaza we krwi i co za tym idzie, anemię. Tak jest właśnie teraz. Nie rozumiem tego…
Dziś krzycząc wręcz w myślach, dlaczego nie mogę się spotkać z Bliźniakiem, dlaczego się rozchorowałam, dlaczego nie pojadę na mój urlop, na który tak bardzo czekałam, na Facebook’u wyskoczył mi pewien link i był on związany z Błyskotem. Od razu w głowie zrodził mi się plan, zadzwoniłam, gdzie trzeba i okazało się, że bez problemu będę mogła tam pojechać. Więc kolejna okazja, żeby się z nim spotkać przyszła do mnie sama bez żadnego zabiegania o nią. No i niech mi to ktoś wytłumaczy, o co kaman… Bliźniak nie, ale Błyskot tak? Very funny God…