Takie tam podsumowanie misz maszu ostatnich dni

Witam Was w ten cudowny dzień :) Nie dość, że mamy nów w Pannie, to jeszcze zaćmienie Słóńca i początek Nowego Cyklu Osobistego i qrna jak zwykle wszystko naraz :D
Właśnie jest 11:11 :D Tak se zerknęłam, no, bo przecież :D
Kulminacja Nowiu była o 8:41, także moi drodzy, to wszystko już trwa. No i cóż, czas na podsumowanie tego, co ostatnio się ze mną działo i co się teraz dzieje. Jak wiecie, miałam dni totalnej ciemności, dni, gdy człowiek/Bliźniak nie może normalnie funkcjonować i dosłownie ma wszystko gdzieś. Nie lubię tych dni, ale przynajmniej po takim czasie wiem, że choć jestem ciągnięta w dół, to wzrastam, bo potem z tego wychodzę, otrzepuję kolanka, ocieram oczy i idę dalej w świetle i w prawdzie. I wtedy jest dobrze, bo pojawia się tęcza, a teraz było tak, że pojawiły się nawet dwie :) Znaki od Bliźniaka nie ustają nawet na chwilę, a do tego doszły jeszcze nasilone znaki od Bratniego. I powiem Wam szczerze, że Bratniego odczuwam teraz bardziej niż Bliźniaka. Nie powinno to być dla mnie dziwne, a jednak wciąż się dziwię i wciąż, mimo wszystko przed tym uciekam. Jeszcze nie umiem tego zaakceptować, że w moim życiu pojawił się taki on i robi mi tu takie hokusy pokusy ;) W każdym bądź razie, coś mnie do niego ciągnie i to tak bardzo, że czasem mnie to przeraża, ale na samą myśl o nim jest mi dobrze, radośnie, bezpiecznie i ciepło. I w sumie wiem na czym polega mój „problem” z nim związany. Zależy mi na nim tak bardzo, że wiedząc, to co wiem i wiedząc, jak to się może skończyć, nie chcę narażać ani jego, ani siebie na to cierpienie. Więc co? Więc wolę pozostawać w cieniu, choć na widoku. Zamiast okazywać mu miłość, na którą bez wątpienia zasługuje, ja jestem neutralna, a nawet i czasem szorstka ;) No, a do tego dochodzi cały wachlarz niepewności związanych z, jeszcze nie do końca i niewystarczająco, kochaniem i akceptowaniem siebie samej, plus to, na co się napatrzyłam i nasłuchałam przez całe moje życie od mamy i babci. Chodzi tu przede wszystkim o traktowanie ich przez mężczyzn, z którymi były… Ich doświadczenia życiowe były solidnym materiałem, z którego wybudowałam dookoła siebie mur. Daaawno temu obiecałam sobie, że nikt nie będzie mnie miał tak do końca, żeby mnie przypadkiem nie zranić w jakiś sposób, ale oczywiście dostawałam od losu samych takich, którzy jakoś tam przebili się trochę przez mur i co, oczywiście wychodziłam z tego z ranami… A dlaczego? Bo tak bardzo chciałam być kochana! Byłam kiedyś w związku, który i może dobrze rokował na przyszłość, ale oczywiście zrobiłam tak, żebym przypadkiem nie została zraniona, więc ja zraniłam i zerwałam. Nie myślcie jednak, że zrobiłam to od tak sobie. Tutaj nałożyło się na siebie wiele czynników, które powinny być naprawione we dwoje, a nie były itd., no a do tego to uczucie, że to nie TEN, a TEN WŁAŚCIWY wciąż i nadal, gdzieś tam jest. Z takich ciekawostek powiem Wam, że będąc w tym związku, strasznie zapragnęłam iść do zakonu… To był rok 2005. Z moich późniejszych wyliczeń wyszło mi, że w tym czasie Bliźniak już tam był i wkręcał się w to. Lustereczko & synchroniczność… Hehe. No, ale wracając do wcześniejszego wywodu – pole minowe, drut kolczasty, fosa z aligatorami, rekinami i piraniami, mur i na najwyższej wieży JA ;) Tak, to mniej więcej wygląda ;) I tylko nie wiem, czy Bratni ma tyle siły żeby się przez to przebić, aczkolwiek, jak już powiedziałam, robi jakieś takie hokusy pokusy, które działają ;) No a już od kilku dni, to w ogóle magia za magią, magią pogania :D Nie będę się jednak na tym fiksować. Co ma być, to będzie… Zawsze i wszędzie ;)

A póki co, szczęśliwe myśli, pyłek ze skrzydełek wróżki, druga gwiazda na prawo i prosto, aż do rana :D <3

2 lata od pierwszego DZIEŃ DOBRY :)

Dokładnie dwa lata temu mój Bliźniak pierwszy raz powiedział mi DZIEŃ DOBRY :) Po 5 miesiącach wgapiania się we mnie, jak w cudowny obrazek :D Nie żadne „Szczęść Boże”, nie żadne „Niech będzie pochwalony”, ale właśnie DZIEŃ DOBRY :) Mimo, że stało tam jeszcze kilka innych osób, on ich nie widział, widział tylko mnie :)

Dziękuję, że mnie kochasz :)

Miłosne zwariowanie

Kiedyś bym powiedziała, żebyś już wracał, bo jak nie wrócisz, to zwariuję i będziesz miał mnie zwariowaną taką, ale przecież od zawsze mnie taką masz :)
Niby dwie mądre głowy, ale to samo wariactwo w nich siedzi. Totalne porąbanie. Ty i ja w niewidzialnych białych kaftanach bezpieczeństwa, w naszym duchowym pokoju bez klamek, obitym emocjonalnymi materacami. Faszerujemy się niewidzialnymi lekami od naszych Aniołów Stróżów i nawet dobrze postradać zmysłów nie możemy. Na wiecznym monitoringu Boga Wszechmogącego, Ty i ja, na dwóch różnych pryczach bezkresności naszego istnienia. Twój puls, mój puls, jedna linia. Na zawsze. I kocham nas. Tak do szaleństwa <3

Rozsypki ciąg dalszy…

Co się polepszy, to się popieprzy.”

- Agnieszka Osiecka

Jest ze mną źle. Nawet bardzo… Wewnętrzna wojna, którą toczę, cichnie na trochę, żeby zaraz znowu wybuchnąć… Chyba nie potrafię dobrze ubrać tego wszystkiego w słowa w tym momencie, ale chcę po prostu, żebyście wiedzieli, że z wyżyn można nagle spaść na twardą posadzkę i tak leżeć na tej posadzce, bez możliwości podniesienia się… Nie umiem się na razie podnieść… więc leżę… Nie czekam aż zjawi się ktoś, to poda mi rękę… Nie liczę na to, że nagle w cudownych okolicznościach przypatataja do mnie Pan Bliźniak. Nie liczę na nic… Nawet chyba na siebie chwilowo nie liczę, ale co tam…
I wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że jestem świadoma, że powinnam zmienić myślenie, nastawienie itd., bo wyrządzam krzywdę nie tylko sobie, ale i Bliźniakowi, ale qrna… za cholerę nie mogę się z tego wykaraskać… Walka 3D z 5D…
W niczym nie widzę ratunku dla siebie… Koszmar jakiś… Jakby normalnie początek 2013 r. wrócił wraz z lipcem i sierpniem 2014 r. Najgorsze chwile mojego życia…

i pomimo

Intensywnie emocjonalny tydzień i sen w dzień Blue Moon

Codziennie widzę coś, co pokazuje mi, że nie jestem sama i nie tylko ja dziwnie przechodzę ten czas… Cała nienormalność tego wszystkiego polega na tym, że jest to, jak najbardziej normalne. Cierpienie jest normalne, te wszystkie paranoje są normalne, tupanie nóżkami ego jest normalne, wypływanie wszystkiego na powierzchnie jest normalne, ból jest normalny. Nie możemy się przed tym schować. To po prostu przychodzi i trzeba to przejść. Zabawne w tej całej sytuacji jest to, że jestem wszystkiego świadoma i wiem, co się ze mną dzieje, a mimo to ogarnął mnie taki stan, a nie inny. Czytam teraz pewną książkę i mam wrażenie, że ja to wszystko już wiem i po prostu se to czytam, żeby jedynie utwierdzić się w tym wszystkim. Wiedza jest we mnie, czuję to w sercu, ale jeszcze reszta musi nadgonić.
To był dziwny tydzień. W pracy odwalałam swoje i chciałam, jak najszybciej stamtąd wyjść. Żadnych dodatkowych kontaktów z kimkolwiek. Jedynie to, co musiałam i już. Mój dom, to moje sanktuarium. Przekraczam jego próg, zamykam drzwi i oddycham z ulgą. Jakie to szczęście, że teraz mieszkam sama. Nikt mi nie przeszkadza w moim byciu samą, w moich medytacjach, czy zwykłym zawieszaniu i wyłączaniu się, od tak po prostu. Nie wiem, czy najgorsze już za mną, ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że tak… Na pewno nie ma 100% ładu, co zresztą zaczyna być widać po mojej twarzy… Gdy tylko mam burzę emocji w sobie i jest ze mną źle, to wyskakują mi krosty…
Nadal jestem zmęczona i senna, ale mimo to budzę się kilka razy w nocy i tuż nad ranem. Dziś między innymi o 4:44. Znaki mnie nie opuszczają…
Wczoraj miałam bardzo dużo pracy i nawet nie miałam czasu żeby się w tyłek podrapać. Dzień był w sumie spokojny i nad wyraz nudny. I nagle JEB. Stoję, czekam na transport, a tu idzie jakiś facet, w którego twarzy zobaczyłam twarz Bliźniaka… Zalało mnie zimno, a potem ciepło i powiem szczerze, że słabo mi się zrobiło… Z kolei dziś Bliźniak mi się przyśnił, ale jeśli wygląda i zachowuje się tak, jak we śnie, to ja nie chcę go widzieć na żywo, bo chyba by mi serce pękło! Blady, jakby chory, bez życia w sobie, smutny, cień człowieka, który próbuje ukryć swój wzrok, odwalający swoje i znikający z dala od ludzi… Wiecie dlaczego nie chciałabym tego zobaczyć na własne oczy? Bo widzę to codziennie w lustrze!!! On w moim śnie, to wypisz, wymaluj ja na jawie… To jest straszne! Cały czas teraz o tym myślę… Chce mi się płakać…
Musiałam Wam o tym wszystkim napisać…
Dziś jest ważna Pełnia Księżyca – Blue Moon. Wykorzystajcie ten czas, jak najlepiej. Wasza dusza wie jak…

Nie wymagajcie ode mnie odpowiedzi na maile… Nie teraz… Proszę o zrozumienie… To wszystko.

Lipiec to dla mnie dziwny czas

Muszę się z Wami podzielić moim spostrzeżeniem, które mam od kilku dni, ale dopiero dziś jakoś tak konkretnie to do mnie dotarło.
Każdy lipiec od 2013 r. to jest dla mnie jakaś masakra. W 2013 r. była masakra, bo Bliźniak mi wtedy zniknął z zasięgu wzroku, do tego nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak Bliźniacze Płomienie, więc przechodziłam męki i katusze niesamowite. W zeszłym roku w lipcu, wiadomo, Bliźniaka wykopali daleko, zostałam tu sama i zaczął się mój osobisty armageddon. No i ten rok. Niby jest dobrze, ale nie do końca. Znowu przeżywam jakieś okropności, które mnie w ten, czy inny sposób dołują. O co chodzi? Czy ja już nigdy w życiu nie będę mieć spokojnego lipca? Dojdzie do tego, że każdy lipiec, to będzie dla mnie jedna, wielka czarna dziura, jakiś wir, kocioł, do którego wpadam i siedzę tam, dopóki jakiejś drabinki nie znajdę. Albo dopóki ktoś mi nie rzuci linki, czy koła ratunkowego. Taki piękny miesiąc, a już 3 raz daje mi się we znaki. Dziwne, co nie? Kompletnie tego nie rozumiem, ale takie są fakty. Lipiec to dla mnie naprawdę dziwny czas. Takie przewertowanie wszystkiego od A do Z. Totalny przegląd i rozbiórka na części pierwsze wszelkich uczuć, wszystkiego, co wiem i kim jestem.

Powczorajsze przemyślenia…

Ten moment, gdy wychodzi najgorszy shit, a Ty i tak kochasz właściciela tego shitu każdą najmniejszą cząstką siebie i całego swojego jestestwa – BEZCENNE.
Normalnie byłabym na to wszystko wściekła i zaczęłabym mówić, jak bardzo go nienawidzę itd. Ale nic z tych rzeczy. Ja go kocham. Tak po prostu i bez zbędnego „pierniczenia o dupie Maryny”. W świetle i w mroku, na dobre i na złe. Mam nadzieję, że jakimś cudem COŚ będzie mu o tym przypominać.
Wiem, co wiem i tyle mi wystarczy.
Niech sobie idzie swoją drogą i niech będzie szczęśliwy. Tego chcę. Tego chcę również dla siebie. Swojej drogi i swojego szczęścia. Z nim, czy bez niego, co za różnica. Ta miłość jest ze mną cały czas. Tak sobie obiecaliśmy i tak jest. Bóg wie…
Jeśli dane mi będzie kogoś uszczęśliwić w tym życiu, jeśli dane mi będzie zostać w końcu mamą, to będzie to mój największy sukces. Chcę wypaść, jak najlepiej w tych rolach, dlatego czas stanąć twardo obiema nogami na ziemi… Czas wziąć to, co najlepsze z tych obu światów. Czas przestać się fiksować na jednym. Wokół jest tyle możliwości przecież…
Coś czuję, że to wszystko, to mój kolejny kamień milowy. Coś się wydarzy, wiem to, czuję to…
Rozmawiałam dziś z babcią i też wcale nie miałam takiego zamiaru mówić wszystkiego, ale jak zaczęłam, tak przestać nie mogłam… Mówiłam, jak mi z tym wszystkim ciężko i jak bezsilna jestem na wiele rzeczy. Mówiłam, jak bardzo to silne jest, jak serdecznie mam wszystkiego czasem dość, dlatego bywam taka podminowana… Mówiłam, jak bardzo potrzebuję być sama i jak energie innych dają mi się we znaki, bo tak bardzo je odczuwam. Nie sądzę, że babcia mnie do końca zrozumiała, bo cały czas mówiła, że muszę się od tego wszystkiego odseparować jakoś.
To niemożliwe babciu…
Ja to wiem i wiedzą to ci wszyscy, których to spotkało. Spotkanie z prawdą, jedna wielka udręka, gdy syfu dużo. Sprzątam i sprzątam i końca nie widać…
Nie mogę prosić o to, żeby pojawił się rycerz na białym koniu, który mnie uratuje, bo wiem, że taki ze mnie rodzaj księżniczki, że jeśli sama się nie uratuję, to nikt mnie nie uratuje ;) I weź tu bądź mądra i pisz wiersze ;)

Jestem zmęczona!

Ostatnie dwa tygodnie, to był jakiś kosmos. Tak ogólnie, to nie wiem, jak się czuję, oprócz tego, że silnie przemęczona. No i MAM DOŚĆ. Ogarnęłam syf tu i tam u siebie, to wyłazi mi syf Bliźniaka… No i po co mi to?! Wracałam dziś z pracy, spotkałam sąsiadkę z osiedla. Zazwyczaj witamy się z daleka i tyle, a tu nagle ona dziś do mnie podchodzi i zaczynamy rozmowę… o Bliźniaku! No i mówi mi, że on podobno ma (uwaga HIT DNIA) żonę i (kolejny HIT DNIA) dzieci. Do tego (następny HIT DNIA) przywłaszczył sobie jakieś materiały budowlane z kościoła na potrzeby budowy własnego domu (a przecież miałam swojego czasu fazę pt. ON BUDUJE DOM), no i jakieś pieniądze z kościoła… Rzygam już tymi plotkami! Rzygam tym, bo nie wiem, co jest prawdą, a co nie… Chcę świętego spokoju, chcę normalnie żyć… Po co mi była ta informacja, no po co… Mogłam mieć dalej rewelacyjny dzień, ale nie, po co, skoro można mi go spieprzyć… Czuję na sobie jakiś ciężar i nie wiem, jak się go pozbyć… Nie chcę tego wszystkiego aż tak odczuwać, choć wiem, że to niemożliwe…
Dziś mnie olśniło, że odpycham od siebie kogoś, kogo w sumie bardzo lubię od lat. Uwielbiam go, a mimo to z premedytacją pokazuję, że jest mi obojętny… Gdy go nie ma jest mi źle, gdy chce zagaić rozmowę, ja go czymś gaszę, gdy wchodzę tam, gdzie on jest, jestem niczym Królowa Śniegu… Jestem tego wszystkiego świadoma, a mimo to, tak kretyńsko się zachowuję! Byłam dziś na siebie taka wściekła za to… Co prawda, on jest żonaty, ale przecież mogę mu okazać sympatię i ciepło. Ale nie… wolę zionąć lodem! Tak samo mam z Bratnim… Też udaję, że NIC Z TYCH RZECZY, a patrząc ukradkiem, rozpuszczam się. Jestem idiotką? Tak, jestem.
Cały czas podniesiona garda, tak na wszelki wypadek, tak gdyby ktoś chciał mnie zranić… A tak bardzo chciałabym żeby był przy mnie jakiś mężczyzna, który po prostu będzie mnie kochał i szanował, a ja nie będę musiała się wysilać, żeby tak właśnie było…
Niedawno na mojej drodze stanął ktoś całkiem nowy, ale znając moje „szczęście” już dziś mogę zacząć wypatrywać jego obrączki albo coś… Ech…
Co za lipa jakaś…
Nie wiem, co myśleć o tym wszystkim…
Dziś jestem głupia i nie rozumiem PLANU…
B U N T.

W weekend odpoczywam daleko :)

Szanowne Dusze :)
Oznajmiam wszem i wobec, że lecę na weekend do Oslo :) Lecę, bo trzeba spełniać swoje marzenia, a Oslo jest na mojej liście podróżniczych marzeń :) Cieszę się, że choć na trochę zmienię otoczenie…
Bliźniak gdzieś w Polsce, Bratni za oceanem, a ja w Skandynawii :D Pięknie :D
Trzymajcie się drogie Dusze i nie dajcie się :)

P.S. Grypa duchowa nie odpuszcza…

Kilka słów

Zanim oskarżycie swojego Bliźniaka, że jest taki, śmaki i owaki, zanim kolejny raz powiecie, że relacja jest toksyczna, zanim obrzucicie Bliźniaka wszystkim, co najgorsze, zanim powiecie, że go olewacie, że macie go gdzieś itd., spójrzcie w lustro i zajrzyjcie w głąb siebie. Jesteś taki pewien, że jesteś bez winy? Jesteś taki pewien, że cała wina leży tylko i wyłącznie po stronie Bliźniaka? Skąd ta pewność? Tylko mi nie mów, że tak myślisz, bo po prostu parsknę śmiechem. Ktoś, kto nie widzi swojej ciemnej strony, a tylko innym ją wytyka, ten ma problem i to poważny.
Dopuść do głosu duszę, ucisz ego. Ilekroć kolejny raz będziesz chcieć „pojechać” Bliźniakowi, czy komukolwiek, zastanów się. Zastanów się nad sobą. Przestań się wybielać i stań oko w oko ze swoją ciemną stroną, bo ją masz. Jak każdy. Od Ciebie zależy, czy zaczniesz wpuszczać tam światło, czy jednak będziesz pielęgnować tą ciemność. Tylko zapamiętaj sobie, że im dłużej będziesz pielęgnować ciemność, tym dalej Ci będzie do tego, czego pragnie Twoja dusza. Bardzo dobrze to wiesz, ale ego zatyka Ci uszy i oczy.
Dąż do prawdy, bo tylko prawda Cię wyzwoli.
Wybacz sobie, wybacz innym.
Kochaj siebie i mów to sobie.
Nie jesteś zły, Bliźniak też nie. Jesteście jedynie uwięzieni w starych schematach, ale po to pojawiliście się w swoim życiu, po to wkroczyliście na ścieżkę Przebudzenia Duchowego, żeby starych schematów się pozbyć. I pozbędziecie się ich. Gwarantuję to Wam. Musicie jedynie uwierzyć w światło, uwierzyć w miłość, uwierzyć w PLAN.
Musicie zaakceptować i puścić.
Tyle i aż tyle.