Emocjonalny „tap wperdl”

Dziś już mi się nie chce nic pisać, bo jestem po dwóch dniach silnych emocji, ale jutro będzie wpis. Taki emocjonalny „tap wperdl” dostałam, że łooo. To była moja chwila prawdy. Zrozumiałam, że tak naprawdę nie ma we mnie 100% akceptacji PLANU. Taka prawda. Moja prawda. Wyszło szydło z worka. Muł został poruszony kijem i wypłynął na powierzchnię brud. Cieszę się, że tak się stało. Bardzo się cieszę.
Ten moment, gdy dostrzegasz, gdzie popełniasz błąd i jeszcze sama sobie go wytykasz – BEZCENNE.

Kilka słów

Zanim oskarżycie swojego Bliźniaka, że jest taki, śmaki i owaki, zanim kolejny raz powiecie, że relacja jest toksyczna, zanim obrzucicie Bliźniaka wszystkim, co najgorsze, zanim powiecie, że go olewacie, że macie go gdzieś itd., spójrzcie w lustro i zajrzyjcie w głąb siebie. Jesteś taki pewien, że jesteś bez winy? Jesteś taki pewien, że cała wina leży tylko i wyłącznie po stronie Bliźniaka? Skąd ta pewność? Tylko mi nie mów, że tak myślisz, bo po prostu parsknę śmiechem. Ktoś, kto nie widzi swojej ciemnej strony, a tylko innym ją wytyka, ten ma problem i to poważny.
Dopuść do głosu duszę, ucisz ego. Ilekroć kolejny raz będziesz chcieć „pojechać” Bliźniakowi, czy komukolwiek, zastanów się. Zastanów się nad sobą. Przestań się wybielać i stań oko w oko ze swoją ciemną stroną, bo ją masz. Jak każdy. Od Ciebie zależy, czy zaczniesz wpuszczać tam światło, czy jednak będziesz pielęgnować tą ciemność. Tylko zapamiętaj sobie, że im dłużej będziesz pielęgnować ciemność, tym dalej Ci będzie do tego, czego pragnie Twoja dusza. Bardzo dobrze to wiesz, ale ego zatyka Ci uszy i oczy.
Dąż do prawdy, bo tylko prawda Cię wyzwoli.
Wybacz sobie, wybacz innym.
Kochaj siebie i mów to sobie.
Nie jesteś zły, Bliźniak też nie. Jesteście jedynie uwięzieni w starych schematach, ale po to pojawiliście się w swoim życiu, po to wkroczyliście na ścieżkę Przebudzenia Duchowego, żeby starych schematów się pozbyć. I pozbędziecie się ich. Gwarantuję to Wam. Musicie jedynie uwierzyć w światło, uwierzyć w miłość, uwierzyć w PLAN.
Musicie zaakceptować i puścić.
Tyle i aż tyle.

Za tydzień będzie ROK

Dokładnie za tydzień od dziś minie ROK, jak nie mam kontaktu z Bliźniakiem… Ani widu, ani słychu…
ROK…
Myślałam, że miesiąca nie przetrwam, a przetrwałam ROK…
ROK wzlotów i upadków, przerobionych lekcji, wypadających z szafy „trupów”, mnóstwa syfu do sprzątania, walki z samą sobą, stawania twarzą w twarz z prawdą o sobie i bliskich mi osobach. Wiele rzeczy przez ten rok się skończyło, wiele się zaczęło. Osiągnęłam pewną równowagę, która była mi potrzebna do dalszego funkcjonowania.
Idę do przodu i dalej się rozwijam. Nie po to, aby być wzorem cnót wszelkich, bo tak na pewno nigdy nie będzie, ale żeby trwać w swojej prawdzie, która jest również Waszą prawdą. Wciąż do wielu rzeczy dojrzewam, wciąż zdarza mi się płakać. Gdy trzeba to swą gardę trzymam wysoko podniesioną, a innym razem ją opuszczam. Już nie taka bezbronna, jak kiedyś. Przeogromnie silna z bardzo rozwiniętą intuicją.
Prawdziwa.
JA.

Tę piosenkę dedykuję wszystkim Bliźniakom…

Wyczuwam zmiany :)

Coś się dzieje. Nie wiem dokładnie co i u kogo bardziej, ale wyczuwam zmiany. Dobre zmiany :)
Mój stan emocjonalny dziś jest w bardzo dobrej formie, a wręcz jest ponad normę. Od rana się raduję, śpiewam, tańczę i mam mega pozytywne myśli. Miłość aż ze mnie kipi i czuję, jak przepływa przez całą mnie od stóp, aż do głowy i jak wlewa mi się do serca :) Niesamowite uczucie :)
Jest mi tak cudnie, że serio, gdybym miała skrzydła, to bym chyba pofrunęła :D
Patrzę w lustro i coraz bardziej kocham to, co widzę :) W końcu :)

I znów tęsknota…

W niedzielę wieczorem spłynęła na mnie myśl, że zaniedbuję mojego Bliźniaka… Że nie poświęcam nam już tyle czasu, co kiedyś, że skupiam się za bardzo na kimś innym. Przestałam medytować i pogrążać się w naszych myślach… Odczułam to tak, jakby ktoś mi to mówił z takim wyrzutem i żalem… Hmm, pomyślmy kto to mógł być ;)
W sumie to prawda, że nie skupiam się już tak bardzo na Bliźniaku, tylko na swoim własnym życiu. Moje myśli krążą tu i tam. Czy to źle? Nie, zwłaszcza, że dostaję znaki, że idę dobrą drogą i WSZYSTKO JEST DOBRZE i TAK, JAK POWINNO BYĆ. Więc, gdzie tu sens, gdzie logika? I co takiego dzieje się u Bliźniaka, że od niedzieli w gratisie mam mega tęsknotę i ćmienie głowy? Znowu wszędzie go widzę. Zamykam oczy i on tam jest. Otwieram oczy i widzę, jakieś przebłyski z jego twarzą w roli głównej. I za każdym razem czuję, jakby ktoś mi wpompowywał więcej miłości do serducha.
Stanęłam dziś w oknie i zapytałam Boga, czy nie odrobiłam lekcji na tyle, żeby choć na chwilę zobaczyć lub usłyszeć mojego Bliźniaka… No, ale widocznie jeszcze nie…

Dziś tęsknię przeogromnie…
I tak mi się napisało…

Gdy chcę Cię zobaczyć,
patrzę w lustro.
Gdy chcę Ci coś powiedzieć,
mówię do siebie.
Jakoś sobie radzę z Twoją nieobecnością,
ale najgorzej jest, gdy chcę Cię przytulić,
bo nie wiem, jak przytulić siebie…

Czasami musisz zniknąć…

“Czasami musisz zniknąć. Odwrócić się na pięcie i zobaczyć świat bez niektórych osób. Jeśli ktoś Cię nie docenia, nie stój obok, nie uśmiechaj się jak w taniej produkcji i nie połykaj tłumionych łez, po prostu odejdź. Daj temu komuś szansę na zobaczenie życia bez Ciebie, bez Twojego śmiechu, humorków i ciągłych rozmów. Nabierz szacunku do samej siebie, nie pojaw się w tym samym miejscu co zawsze. Daj komuś szansę zatęsknić i pomyśleć, że lepiej umrzeć niż istnieć osobno.”

- autor nieznany

Śmiać mi się z tego chce, jak pomyślę ile razy ja „znikałam” i nie pojawiałam się „w tym samym miejscu, co zawsze”, tylko po to żeby wzbudzić w Bliźniaku jakieś emocje i żeby nim potrząsnąć. A ile było głupich fochów pt. „nie będę się na Ciebie patrzeć”, „nie podejdę do Ciebie po Komunię”, „odwrócę się na pięcie i po prostu wyjdę”, „usiądę dalej, żebyś się zastanawiał, co zrobiłeś źle” itd. Boże, jakie to było dziecinne! Jak można, aż do takiego stopnia słuchać swojego ego, żeby robić takie głupoty. Jak mogłam sobie nie zdawać sprawy z tego, że każde moje tego typu zachowanie, boli mojego Bliźniaka i na pewno spędza mu sen z powiek. Nie dość, że sam miał sporo problemów ze wszystkim, to jeszcze ja mu dorzucałam jeden solidny każdego dnia – SIEBIE. O losie…
Długo mi zajęło zanim to zrozumiałam. Wtedy liczyło się dla mnie tylko to, że to ja jestem zraniona tym, co się dzieje.
Ty cholerna egoistko…
Czy mam o to do siebie żal? Oczywiście, że mam i muszę to sobie wybaczyć. Wiele jest takich rzeczy… Łatwo jednak nie jest… Ale każdego dnia staram się wychodzić na tą moją prostą z podniesioną głową.
Jeszcze w bezkresnej otchłani, ale z każdym dniem bliżej…

Boli mnie cierpienie innych…

Boli mnie cierpienie innych. Szczególnie tych, którzy są bezbronni wobec siły atakujących. Widzę cierpienie i czuję w sobie ból. Płaczę. Chcę zmienić świat. Nie chcę żeby ktokolwiek cierpiał, nie chcę żeby ludzie ranili siebie nawzajem, czy zwierzęta. Po prostu nie chcę i będę tępić to zło. Po to tu jestem i po to jestem tym, kim jestem.
Moja siła jest we mnie.

Z dedykacją dla mojej Bratniej Duszy :)

Rozkminka dlaczego się w ogóle pojawiłeś, trwa. Chciałabym znać odpowiedzi, wiedzieć, jak poruszać się po tej nowej płaszczyźnie. Ale w sumie nawet bez tego dobrze mi idzie. Dziś w natłoku pytań i w lekkim zagubieniu, usiadłam bezradna, prosząc Anioły o pomoc. Zobaczyłam 444. „ALL IS WELL”. Uśmiechnęłam się i odetchnęłam z ulgą. Taka jest moja droga, a Ty jesteś jej częścią. Przyniosłeś mi wiele światła, ciepła, uśmiechów i poczucia bezpieczeństwa. Dzięki Tobie odżyłam, budząc się z letargu. I choćbyś miał być jedynie cieniem, który od czasu do czasu widzę lub snem, który czasem śnię, zostań ze mną na zawsze.

Były dni…

gdy kogoś nie ma

Były dni, gdy nie chciało mi się zwlec z łóżka, bo nie miałam po co… Wstałabym i co? Znowu byłaby pustka i brak JEGO, tego najważniejszego elementu mojego życia.
Były dni, gdy patrzyłam w dal i nie widziałam nic… Ani kolorów, ani perspektyw, ani piękna świata.
Były dni, gdy płakałam codziennie… Zalewałam się hektolitrami łez, jakby one miały coś zmienić, sprawić, by wrócił.
Były dni, gdy ból rozrywał mnie od środka, komórka po komórce… Taki ból, którego do niczego nie można porównać. Taki ból, którego tak naprawdę nie można zlokalizować. Coś mnie bolało, ale nie wiedziałam co dokładnie. Najlepszą odpowiedzią było, że wszystko mnie boli. Bo taka była prawda.
Były dni, gdy nie chciało mi się jeść, ani pić… Jadłowstręt był na porządku dziennym. I mdliło mnie. Ot tak sobie.
Były dni, gdy nie miałam do niczego, ani nikogo cierpliwości… Nawet do samej siebie.
Były dni, gdy nie chciało mi się żyć… Bo po co miałam żyć, skoro JEGO obok mnie nie było.
Były dni, gdy nic nie miało sensu… Wszystko było dla mnie bez wartości. W niczym i w nikim nie widziałam dla siebie nadziei. Byłam ze wszystkim na NIE. Skulona w swoim pokoju z dala od życia, które toczyło się obok.
Były dni…

Dzień Matki

Taki dzień, a ja wciąż się z moją mamą nie odzywam. Ktoś powie, no to jaki problem w odezwaniu się? A otóż taki, że to nie ja tu zawiniłam. Zbyt mocno zostałam zraniona, zbyt dużo przykrych słów padło pod moim adresem, zbyt długo milczałam, zbierałam baty i nic z tym nie robiłam. Wszystko po to, żeby rodzinę w kupie utrzymać. Ale to się skończyło. Przebudzenie Duchowe przyniosło więcej niż mogłabym się spodziewać. Przyniosło mi przede wszystkim większą pewność siebie. Już nie boję się komuś postawić i nie ważne kim ta osoba jest. Ostatnio nawet swojego szefa uciszyłam, a uwierzcie mi, że to trudny przeciwnik i ogólnie „wszystko wie najlepiej” ;)
Nie dam sobie NIKOMU wchodzić na głowę. NIKT nie będzie już na mnie krzyczał. NIE BOJĘ SIĘ MÓWIĆ SZCZERZE I OTWARCIE TEGO, CO MAM DO POWIEDZENIA.

Kocham moją mamę, nikt mi jej nigdy nie zastąpi, ale są pewne granice, które ona przekroczyła. Kiedyś musiało to nastąpić, kiedyś mleko musiało się rozlać.

Ja kiedyś będę najlepszą mamą na świecie i nigdy nie sprawię, aby moje dziecko czuło się tak, jak ja… A właściwie, to już jestem mamą :) Nasza Aleksandra jest przy mnie i od czasu do czasu daje o sobie znać :) Ostatnio obudziły mnie słowa: Mamo popatrz… :)
Okno miałam zamknięte, więc nie mogło to być z zewnątrz.
Dość często słyszę różne słowa nie wiadomo skąd i dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy już się wybudzam. Dziwne, prawda? ;)
No i śmiem twierdzić, że nie tylko Aleksandra jest przy mnie. Jakiś czas temu objawiło mi się imię Nevena i zbytnio nie wiem o co kaman, ale co tam :)