Przyziemne problemy :D

Właśnie siedzę i się pakuję i kolejny raz stwierdzam – jak ja nie cierpię się pakować! :D A jeszcze bardziej nie cierpię nie cierpieć czegoś :D :D :D
Te kilka ostatnich dni, to był istny kosmos. Dziś w pracy siedziałam 11 godzin! Takie tam, bo wiecie jak to jest, a to jeszcze zrobię to, a to to, tu jakaś zaległość, tu to, tu tamto, a ręce tylko dwie, ech ;) Na dodatek muszę ogarnąć mieszkanie na remont, który będzie się odbywał podczas mojej nieobecności. Dobrze chociaż, że już wszystko powybierałam jeśli chodzi o materiały i kolory ;) Projekt kuchni zrobiony, także spoko ;) W sumie to fajne jest mieć całkiem przyziemne problemy :D Taka miła odskocznia :D Ale żeby nie było tak kolorowo, to w Kuala Lumpur, do którego najpierw lecę, jest jakiś mega smog, czy coś. W każdym bądź razie widoczność ograniczona :D Uroczo :D Mam nadzieję, że do soboty smog jednak ustąpi ;)
Z bardzo, ale to bardzo miłych rzeczy dowiedziałam się wczoraj, że ZNOWU Bratniego spotkam wcześniej „niż ustawa przewidziała” :D PLAN mnie ciągle zaskakuje, naprawdę :D

Butelka wina i tyle

Dziś postanowiłam wypić butelkę wina i właśnie to czynię :D I w sumie boję się, czy bokiem mi to nie wyjdzie, czyli, czy nie zrobię za chwilę czegoś głupiego :D Np. czegoś takiego, jak napisanie do żonatego i dzieciatego faceta, z którym mamy się ku sobie itd. itp. Tak, jest taki facet w moim życiu :D Wielkie mi co :D Mhh, oj wielkie ;) Jednak wielkie i czas przestać zaprzeczać samej sobie w tej kwestii. Zależy mi, czuję coś i to z wzajemnością! Ale przecież zawsze musi być jakieś ALE…

Telepatyczny „opier papier”

Chciałam powiedzieć, że przedwczoraj najpierw strasznie się zbulwersowałam na Bliźniaka za to, że mnie budzi w nocy i że mam tego dość, no i nie omieszkałam mówić tego wszystkiego na głos i naprawdę dobitnie, po czym, gdy nakryłam się kołdrą, to zaczęłam nagle płakać i mówić, jak bardzo go kocham, że tęsknię i chcę żeby tu był, przytulał mnie i mówił, że będzie dobrze. No i tak zasnęłam taka zapłakana i wiecie co? PRZESPAŁAM CAŁĄ NOC, JAK ZABITA! :D
Wczoraj przed pójściem spać zrobiłam to samo, czyli odwaliłam mu prawdziwe kazanie na temat tego, co ja o tym wszystkim myślę i na dodatek postraszyłam go, że Bratni mu mnie zabierze :D I tak stanowczo mówię do niego na głos: Wiem, że mnie słyszysz, to teraz słuchaj uważnie :D Oczywiście na końcu się popłakałam, no i zgadnijcie co :D PRZESPAŁAM CAŁĄ NOC, JAK ZABITA! :D
Jaki z tego morał? Chyba czasem jest potrzebny taki telepatyczny „opier papier” :D Dziś też zamierzam to zrobić, bo najwyraźniej to działa :D Humor mam rewelacyjny, no i co najważniejsze – wysypiam się! :D
No to idę, bo już czas na „opier papier” :D :D :D

Gabriela Gargaś – cytat

To już kiedyś dawałam na bloga, ale dziś znowu mi wyskoczyło, bo dokładnie tak się stało. Nie mam nic, bo miałam tylko jego… Heh. Tak się właśnie czuję…
Zrobiłam z niego swój „pępek świata”, a jak wyjechał, zostałam z niczym i muszę wszystko budować od nowa, ale jak widać marnie mi idzie…
Nie idźcie po moich śladach, bo notorycznie wpadam na ściany… Ściany, które sama sobie wybudowałam…

„Sądzę, że powinnaś dalej żyć tak, jak żyłaś, zanim się poznaliśmy. Czerpać radość ze swoich zajęć. Nie można uwiesić się na szyi drugiego człowieka i podporządkować całego swojego jestestwa jemu. Każdy jest odrębną jednostką, ma swoje nadzieje, plany, marzenia. Możemy kochać, ale nie powinniśmy zapominać, że każdy jest w stanie żyć bez drugiego. Co zrobisz, kiedy odejdę? Albo ty zdecydujesz się mnie opuścić? Gorzko zapłaczesz i powiesz: Nie mam nic, bo miałam tylko jego?”

- Gabriela Gargaś

Dół, dołek… bo tęsknię!

Dopadł mnie dół i tak siedzę, łzy sączą się z obu oczu. Tracę dobrą widoczność jakiegokolwiek sensu w czymkolwiek… I nagle wyskakuje mi TO.
I umarłam… Ze śmiechu :D

Ale tylko na chwilę ;)


http://beyourbestfriend.be/a-idz-ty-janusz-w-cholere/

Dół bierze górę… To, co teraz dzieje się ponad nami wcale dobrze na mnie nie wpływa… Mam dość bycia odbiornikiem poruszeń we Wszechświecie! Ile tego jeszcze… Matko Boska, Jezu Chryste, Panie Boże… I wszyscy święci i nie święci itd. Jest mi ciężko… Napisał do mnie dziś brat, że przyjedzie po rzeczy, a ja się rozkleiłam. Nie powinnam się tak czuć, bo zarówno i on i mama, zadali mi ciosy poniżej pasa, ale nie umiem ich nie kochać… mimo wszystko… Jest mi przeokropnie przykro, że wyszło, jak wyszło, ale co zrobić. Najgorsze jest to, że mimo iż mam kochających dziadków, którzy starają się, jak mogą żebym miała dobre życie, brak mi mojego Bliźniaka i to wystarczy żeby czuć się marnie i do dupy. Nie mogę się z tego wykaraskać, nie mogę wyjrzeć poza to wszystko i cieszyć się z życia, choć się staram z całych sił i Bóg to wie. Czuję się taka osamotniona… Chciałabym żeby tu był, żeby mnie przytulił i żeby powiedział, że będzie dobrze, że przejdziemy to razem. A tymczasem go nie ma… I nie wiem gdzie jest i nic nie mogę się dowiedzieć od nikogo i to mnie boli.
Boże, jak ja bym chciała z nim porozmawiać… Jak ja bym chciała mieć w nim wsparcie… Przecież nie mówię, żeby rzucił dla mnie wszystko, ale żeby po prostu BYŁ. Wtedy i ja bym była dla niego… A tak, ja tu, on tam… Tęsknota rozwala nas od środka… I po co?

Pomocy… Chyba zaczynam się rozpadać…

„Domyśl się, że ze mną jest źle… Przyjdź, przyjdź, przyjdź!”
- Michaił Bułhakow

P.S. Potrzebuję chyba jakiegoś jednego, solidnego znaku, który podniesie mnie z kolan… Albo przynajmniej sprawi, że uniosę głowę i zobaczę światło…

Christina Aguilera – Blessed

Nie wiem, jak można mówić o swoim Bliźniaku źle. To tak, jakby cofać się w rozwoju i obwiniać o coś samego siebie. Nie wiem, jak można go nienawidzić, życzyć mu najgorszego i jeszcze mieć z tego, pożal się Boże, radochę. Ja nie umiem. Nigdy nie umiałam, a nawet jeśli mówiłam coś złego, to czułam się tak, jakbym sama sobie skórę rozcinała i sypała ją solą. Jednym słowem mówiąc – BOLAŁO.
Nie potrafię go nie kochać, nie potrafię życzyć mu źle. Nie potrafię nie otwierać się na miłość do niego, która sama wdziera mi się do serca i tak się rozpycha, że aż rozlewa mi się po wnętrznościach :) Nie potrafię zapomnieć. NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ. Chcę umieć coraz bardziej to wszystko akceptować i po prostu cieszyć się tym kim jesteśmy. Czuję błogosławieństwo przez to kim na przestrzeni tych dwóch ostatnich lat się stałam. Przeszłam tak niewyobrażalne zmiany, że to aż wykracza poza wszelkie racjonalne myślenie. Jak mogę nie być za to wdzięczna? Moje życie odmieniło się o 360 stopni. Gdyby nie Bliźniak, nadal stałabym w tym martwym punkcie, w którym byłam. To tak, jakby ktoś podał mi rękę i wyciągnął z bagna. I za to jestem wdzięczna i za to dziękuję.
KOCHAM CIĘ MÓJ NAJDROŻSZY! <3

Bratni, szpital i sraczka przeszła ;)

Bratni dziś rozwalił system. Nie dość, że grasował na moim rewirze, to jeszcze ilość widzenia jego sobowtórów rozwaliła mi licznik ;) Co się dzieje?! :D Toż on jest bardziej duchowo aktywny niż Bliźniak. No i po co niby? Gdybym ja to wiedziała ;) Ech…
Jutro idę do szpitala na „przegląd”. Tak na kilka dni, także nie martwcie się, że cisza na blogu itd. Nie biorę ze sobą lapka, ale za to zabieram ze dwie książki żeby trochę zaległości w czytaniu nadrobić :)
Mam tylko nadzieję, że nie trafię na jakieś energetyczne zasrańce w sali, w której będę leżeć :D :D :D Żeby mi się trafiła „dwójka”, żeby mi się trafiła „dwójka” ;)
A tak w ogóle to przeszła mi ta „sraczka” z tym, że muszę się dowiedzieć, czy to był Bliźniak, czy nie. Pierdziele to i tyle. Ot co.
Dziękuję wszystkim za wsparcie :)

P.S. Ale palpitacje nadal mam…

No i masz babo placek

Po wczorajszej akcji tak się rozkleiłam, że teraz czuję się rozbita i nie mogę się pozbierać. W skrócie mówiąc – MAM DOŁA. Ile qrna tego jeszcze?! Przecież to jest do dupy nie podobne, że ja widzę plecy gościa podobnego do mojego Bliźniaka i jestem rozwalona (żeby nie powiedzieć brzydziej) na części pierwsze! W pracy nie mogłam się dziś na niczym skupić i całe szczęście, że nikt nic ode mnie nie chciał. Zaszyłam się w pokoju i tyle. Po pracy musiałam jechać na szczepienie i tak siedziałam w poczekalni z innymi ludźmi i nie mogłam znieść tych wszystkich energii! Masakra jakaś! Wyskoczyły mi na polikach kolorki i tak siedziałam, jak ta gąbka energetyczna… Po szczepieniu skoczyłam do sklepu. Babeczka policzyła mi zakupy i mówi: 38,20…
Dałam jej pieniądze i po chwili patrzę na monitorek i olśnienie, że to znowu te nasze liczby 382! Rany!!! Ile można… Wróciłam do domu i tadam, witamy palpitacje. Do tego wszystkiego jest mi tak cholernie dziwnie. Mój znajomy Bliźniak z Mauritiusa napisał na Fejsie, czy przypadkiem się dziś dziwnie zdołowani nie czujemy, więc od razu skomentowałam, że od wczoraj. To kochany napisał, że mnie ściska i dodał, że wszyscy jesteśmy w tym razem. Przytaknęłam, bo aż trudno by było się nie zgodzić z tak oczywistymi faktami.
Ale, co jak co, dziś wiem, ze każdy dołek, każde podłamanie, każda burza z piorunami, to o krok bliżej do celu. Choć w sumie to sama droga jest celem ;)

Boże, dziękuję Ci za Bratniego, bo gdyby nie on, to ja nie wiem, ale chyba całkowicie bym się załamała.

A tak w ogóle to:
„You may meet your Twin flame, you are in separation period with them but UPS a soul love with a soul mate so powerful that knock your soul in love so deep, so you compare your twin flame to that soul mate, result EVOLUTION for your soul.

Może spotkałeś swój BP, jesteś w okresie separacji z nim i UPS duchowa miłość z bratnią duszą jest tak silna, że powala Twoją duszę w głębokim zakochaniu. Więc porównujesz swój BP do BD i w rezultacie mamy ewolucję Twojej duszy.”

I z czym ja qrna chcę walczyć? ;) Przed czym uciekać? ;) Przed miłością? ;) Hehehehe. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
O BOŻE… Dziękuję, za lekcję :D Dziękuję, dziękuję! :D

AHA MOMENT!!! Ring! Ring! Ring! Wygrała pani banana i talon na balon! :D :D :D :D :D
Ja pierdziele… ;)
Nie ma to jak robić wpis o czymś innym i doznać olśnienia w całkiem innej kwestii :D Ranyyy ;)
Dobra, dość ;) Idę kminić i knuć ;)

P.S. Pozdrawiam mój ćmiący, raz po raz, ból głowy w okolicy trzeciego oka.

Zagwozdka dnia

No to słuchajcie, mam zagwozdkę…
Od kilku dni nawiedzają mnie palpitacje, dokładnie takie same, jak te, które miałam, gdy Bliźniak był blisko. Dziś poszłam z dziadkami na obiad i wracając spotykałam same znajome twarze z kościoła, a na dodatek pod wejściem do klasztoru stał facet, który był z daleka podobny do mojego Bliźniaka! Włosy, sylwetka, no wypisz, wymaluj. Stałam przez chwilę i gapiłam się na niego, nawet skitrana za blokiem, lookałam, czy to on, ale odwracam się po chwili do dziadków i mówię: nie, to nie może być, on, bo przecież coś bym czuła…
Pożegnałam się z dziadkami, wróciłam do domu, siedzę na sofie i nagle znowu te palpitacje! I skojarzenie faktów… Przed chwilą sprawdziłam jedną rzecz i cholera jasna… to mógł być on!!! Cholera, cholera, cholera! Dlaczego nie poszłam dalej, żeby całkiem z bliska przekonać się, czy to był faktycznie on… Damn!!! No, ale cóż. Stało się. Nie poszłam i koniec. Nie będę się nad tym rozwodzić. Ale jak mam teraz funkcjonować z tą zagwozdką?! Qrna!!! Błagam, niech to wszystko się już wyjaśni, bo nie wiem co…

No i się popłakałam…

Litości Boże… Litości…