Do niego…

Najdroższy,

chcę Cię przeprosić za wczoraj i za każde przedwczoraj, gdy wyczuwałeś mój smutek, żal i rozgoryczenie. Chcę również przeprosić za każde jutro, które przyniesie to, czego nie będę potrafiła na razie udźwignąć. To wszystko pokazuje, że ja nadal na Ciebie nie jestem gotowa i dziś jestem tego bardziej świadoma. Ale zobacz, Ty też nie jesteś gotowy na mnie… Gdybyśmy byli na siebie gotowi, mogłabym Ci to wszystko powiedzieć prosto w oczy, a nie mogę… Jeszcze nie. Nie miej mi tego za złe, bo ja też nie chcę mieć Ci za złe tego, że milczysz, gdy ja tak bardzo potrzebuję Twoich słów. Chcę zrozumieć…
Przed nami jeszcze długa i pewnie wyboista droga. Będę starała się nie potykać o kłody. Jednak, gdy upadnę, bądź obok… I pozwól mi na to samo. Na bycie obok Ciebie, gdy Ty upadniesz.
Nie mówię „rzuć habit i bądź ze mną”, nie. Ale na pewno chcę powiedzieć „bądź moim przyjacielem”. Tak po prostu i tak zwyczajnie… Oswój mnie… Bom nie zwyczajna, czuć się tak kochaną…
No i przede wszystkim wiedz, że Cię kocham tak, jak nigdy nikogo nie kochałam i nigdy już nie pokocham. Tak, jak kocha się pierwszy i ostatni raz. Tak, jak kocha się najdroższy skarb. Bo jesteś moim skarbem. Jesteś moim cudem. Jesteś MOIM, a ja TWOIM. Na zawsze <3

Wczoraj przyniosło łzy
i niemoc i bezwład i tęsknotę.
Oczy czerwone od płaczu błagały o noc,
a serce o sen, by zwolnić tempo bicia.
Ciało chciało nie czuć nic,
jedynie rozum chciał zrozumieć…

A prawda jest taka, że tylko dusza
wyszła z tego zwycięsko.

Twoja dłoń tak blisko mych ust…

Godz. 02:09

Twoja dłoń tak blisko mych ust
i już nie wiem, gdzie jestem.
Czy to jawa, czy sen…
Oddycham Tobą,
niepotrzebny mi tlen.
W Twoich oczach, jak w lustrze
widzę swoje odbicie
i kocham siebie,
bo Ty kochasz mnie.
I nie chcę znikać z zasięgu Twego wzroku
i nie chcę być daleko.
Chcę byś mnie czuł,
byś wiedział, że jestem,
że jestem Twoja,
że kocham.

Codziennie czuję miłość…

Codziennie czuję miłość
i wiem, że to Ty mnie tak kochasz.
Kochasz, jak nigdy nikt,
kochasz, jakbyś kochał pierwszy raz.
A przecież kochasz mnie od zawsze,
kochałeś zanim dusze nasze na ziemie zstąpiły.
Kochałeś mnie już wtedy,
gdy byłam tylko energią,
małym, iskrzącym błyskiem boskiego światła.
Już wtedy wiedzieliśmy kim dla siebie jesteśmy
i kim dla siebie pozostaniemy na zawsze.

Tak szybko stałeś się wszystkim

Ze wszystkich wierszy, które napisałam dla mojego Bliźniaczego Płomienia, ten jest chyba moim ulubionym:

Tak szybko stałeś się wszystkim,
że nawet nie zdążyłam wziąć głębokiego oddechu.
Nie zdążyłam mrugnąć powiekami,
ani przełknąć śliny.
Serce nie zdążyło wykonać nawet jednego uderzenia,
a w głowie nie zakiełkowała ani jedna myśl.
Tak szybko stałeś się wszystkim.

Uwielbiam ten wiersz dlatego, że jest taki prawdziwy. Jest pisany na faktach. Dokładnie tak było. Mój Najdroższy stał się wszystkim zanim zdążyłam zrobić cokolwiek. Nawet nie zdążył całkiem wyłonić się zza ścianki, gdy wychodził z zakrystii, a ja już czułam, że go kocham. I to jest piękne.

Jak to możliwe?

A dziś podzielę się z Wami jednym z moich wierszyków, który oczywiście napisałam dla mojego Bliźniaczego Płomienia. To pierwszy wiersz, który napisałam, nie wiedząc jeszcze co mi jest.

Jak to możliwe?

Jak to możliwe, że swoim światłem świecisz jasno
ponad horyzont moich myśli i przemyśleń?
Jak to możliwe, że Twoje słowa docierają do mnie,
jak żadne inne?
Jak to możliwe, że zawsze tak celnie trafiasz
w sam środek tego, co akurat czuję?
Jak to możliwe?
Nie wiem, ale bądź mi światłem,
mów do mnie i trafiaj tam,
gdzie inni przez te wszystkie lata chybiali.