Bliźniacze Płomienie prawie, jak Saga Zmierzch

Wiecie Drodzy, codziennie rozmyślam na różne sposoby o Bliźniaczych Płomieniach. Wiele razy zastanawiałam się, czy można to do czegoś porównać. I po wielu przemyśleniach olśniło mnie ;) Pewnie większość z Was oglądało Sagę Zmierzch, więc na pewno kojarzycie motyw WPOJENIA. Czy nie wydaje Wam się, że akcja z Bliźniakami, to jest właśnie coś w ten deseń? Bo mi bardzo :) Żyjesz sobie spokojnie i nagle BOOM! Spoglądasz na jakąś (konkretną) osobę i koniec, przepadłeś. Wpadłeś po uszy i nie ma od tego żadnej ucieczki! Albo opcja z dawaniem o sobie znać. Ten moment, gdy Edward opuszcza Bellę, ona cierpi niemiłosiernie i potem zauważa, że jak chce zrobić coś głupiego, niebezpiecznego, to on się jej ukazuje i mówi do niej. Ja mam tak samo, gdy chcę się „odsunąć” od Bliźniaka. Im bardziej chcę „odejść”,czy zapomnieć, tym bardziej on daje o sobie znać na wszelkie możliwe sposoby. Wy też pewnie tak macie ;)
Pozostając jeszcze chwilkę przy temacie Sagi Zmierzch, to pomyślcie, jak fajnie by było, aby każdemu było dane przeżyć taką scenę, jak scena końcowa, gdy już „po wszystkim” Bella i Edward siedzą razem na łące i Bella pokazuje telepatycznie Edwardowi wszystko, co czuła, wszystkie emocje, dosłownie WSZYSTKO w króciutkim filmiku, mówiąc:
- Teraz już wiesz.
Przydałoby się to wszystkim Bliźniakom niedowiarkom, oj przydałoby się ;)

Wiedz, że zawsze jestem przy Tobie

Wiedz, że zawsze jestem przy Tobie. Możesz mnie nie widzieć, ale będziesz mnie czuł. Tam w Twoim sercu, takie dziwne uczucie, to właśnie ja. Wiem, że mnie czujesz. Jestem tam zawsze. Nawet na sekundę Cię nie opuszczam. Zamieszkałam w Twoim sercu, zapuściłam tam korzenie. Tam żyję i tam umrę, żeby potem na nowo odrodzić się w Twych ramionach, gdzieś pośród bezkresu niebios.

Ty i ja to piękna, boska jedność. Nie zapominaj o tym najdroższy <3

Wyszłam ze „starego” i weszłam w „nowe”

W życiu znacznej większości Bliźniaczych Płomieni czasem nadchodzi taki moment, gdy czujemy, że zrobiliśmy już dosłownie wszystko, co mogliśmy. Wykorzystaliśmy wszystkie możliwości, powiedzieliśmy wszystko, co na daną chwilę mogliśmy. Pewnego dnia otwieramy szeroko oczy i widzimy, że doszliśmy do końca pewnej ścieżki. Dobrze znana nam droga po prostu się kończy. Tu gdzie jesteśmy, już nic nas nie czeka. Jak w grze, przeszliśmy ten level i odkryliśmy w nim wszystko. Przed nami jest furtka i niby coś tam za nią widać, ale tak naprawdę nie wiemy, co nas czeka. I tu musimy podjąć decyzję. Czy iść dalej, czy pozostać na starym levelu bez możliwości dalszego rozwoju. Niektórzy tak bardzo boją się tego, co nowe, że wolą zostać przy starym. Dzieje się tak dlatego, że nie czują się jeszcze gotowi. Poza tym boją się, że jeśli choć na chwile spuszczą Bliźniaka z oczu, to on zniknie. Był taki moment, że też tak miałam. Ale w tym momencie jestem już po drugiej stronie furtki. Co prawda dopiero zrobiłam krok w „nowe”, ale nie boję się. Wczoraj tak dobitnie dałam Bliźniakowi do zrozumienia, że coś jest na rzeczy, że naprawdę, już bardziej się nie da. Mój wczorajszy dystans oraz wyjście i zostawienie go było bardzo symboliczne i dopiero dziś nabrało znaczenia. Wyszłam ze „starego” i weszłam w „nowe”. Nie, nie poddaję się. Ja po prostu zostawiam Bliźniakowi wolną przestrzeń i wszystko oddaję w ręce Boga. Swoje już zrobiłam. Czuję, że tak właśnie muszę postąpić. AMEN.

Just like a moon (tak jak księżyc)
I’ll step aside (usunę się)
and let your sun shine (i pozwolę świecić Twojemu słońcu)
while I follow behind. (podczas, gdy będę podążać z tyłu)
-Natasha Bedingfield „Angel”

A ja i tak będę tu na Ciebie czekać

Uciekaj ode mnie tyle razy ile tylko chcesz. Zaprzeczaj wszystkiemu, nie wierz w to, co przytrafiło się nam. Mów NIE na każde moje TAK. Przewracaj oczami, odwracaj wzrok, spuszczaj głowę. Staraj się nie czuć, próbuj nie kochać. Milcz. A ja i tak będę tu na Ciebie czekać, bo wiem, że pewnego dnia przyjdziesz i bezradnie wtulisz się we mnie. Zatopisz twarz w mych ciepłych dłoniach i powiesz, że nie umiesz i nie chcesz już z tym walczyć. Wyznasz, że kochasz, że zawsze kochałeś i kochać będziesz. A ja odpowiem:
- Wiem mój najdroższy, ja Ciebie też.
Obiecamy sobie wieczność i obietnicy dotrzymamy. A pocałunkiem przypieczętujemy naszą miłość.

Czasem nie wiem co robić…

Czasem nie wiem co robić. Czasem nie znam odpowiedzi na pytania, które stawia mi życie i które ja sama sobie stawiam. Czasem jestem tak bezsilna i bezbronna, że chcę się poddać… Czasem chcę uciec daleko, gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie, ale potem następuje ocknięcie i pytam, kogo ja próbuję oszukać? Przecież nie ucieknę od tego wszystkiego. Nie ucieknę od niego, nie ucieknę od bycia Bliźniaczym Płomieniem. Dostałam to na zawsze i nie mogę tego nigdzie zwrócić. Nie mogę też złożyć reklamacji, ani wymienić na inny model. Ale tak naprawdę, to ja nie chcę, bo to wszystko, ON, jest dla mnie wszystkim. Na moim miejscu każdy normalny człowiek by się już dawno poddał, „stara ja” też by tak zrobiła. Ale ja tu nadal jestem. Codziennie dostaję znaki, że to wszystko jest po coś. To nie dzieje się od tak sobie. To nie dzieje się, bo ktoś miał taki kaprys. NIE. To się dzieje, bo ma to jakiś cel. Nic nie dzieje się bez przyczyny. A już na pewno nie to.
Stałam dziś przed lustrem, szykując się do wyjścia i zapytałam na głos, co on chce mi powiedzieć i wiecie co? W TV puścili „Mirrors”. Czy muszę coś więcej do tego dodawać?

KOCHAM CIĘ!

Sprawa wygląda następująco

We wtorek zrobiłam kolejny mały krok w stronę Bliźniaka. Wysłałam mu SMS, a w treści napisałam, że dobrze mnie wyczuł i że trochę stchórzyłam, bo nie powiedziałam mu, że od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam, mam wrażenie, że się znamy… Dodałam żeby nie czuł się zobowiązany do odpowiedzi mi na to… I qrde, nie czuje się! ;) Baa, powiem więcej, dziś mnie widział i mnie olał :D Czyż to nie „cudowne”? ;)
Specjalnie ograniczyłam chodzenie do kościoła, żeby miał przestrzeń, ale wystarczyło wyjść na spacer i już się widzimy…

Strasznie dużo znaków dziś dostałam na temat listu. I teraz nie wiem, jak mam to rozumieć… Czyżby Bliźniak napisał do mnie list? A nawet jeśli, to przecież nie wyśle go, bo nie zna mojego adresu ;) Wręczyć, też mi pewnie nie wręczy, bo będzie miał boja ;)

Dobry Boże, daj mi proszę siłę, wyrozumiałość i cierpliwość…

Inne historie, choć przebieg ten sam

Przez te wszystkie miesiące od pierwszego spotkania Bliźniaczego Płomienia poznałam wiele osób, które to samo przeżywają. Rozmawiałam z mnóstwem osób na forach z tym związanych i co uderza najbardziej, że zawsze, choć każdy ma inną historię, to przebieg jest ten sam. A mianowicie jakieś zdarzenie, które uaktywnia to wszystko, potem niedowierzanie, że takie „coś” się przytrafiło, tysiące pytań, rozterek, myśli, że się zwariowało, jedno lub oboje z jakimś bagażem życiowym (mąż, dzieci, bariery religijne, językowe, czy tak, jak w przypadku mojego Bliźniaka, kapłaństwo). Każda z poznanych osób doświadczyła, bądź doświadcza, przebudzenia duchowego, wychodzą na wierzch wszelkie bolączki z całego życia, zaczyna się przewartościowanie tego życia, siebie. Zmieniają się priorytety, zmienia się wszystko.
Osoby, które opowiadały, że na początku wszystko im się pięknie układało, mówiły, że po kilku miesiącach, latach to się zmieniało i dopiero zaczynała się akcja, bo na światło dzienne wyłaziły nieprzerobione życiowe lekcje. Osoby, które opowiadały, że od początku miały pod górkę, w końcu dochodziły do celu, udawało się poukładać wszystkie sprawy, spędzili cudowne chwile z Bliźniakiem, ale znowu coś i tak prowadzą już od lat ten taniec Bliźniaczych Płomieni. No i jest też wiele takich osób jak ja, które od początku mają pod górkę, cały czas coś i nadal jest wiele niewiadomych. Nie znam żadnej osoby, która poznała Bliźniaka i jest z nim od np. 20 lat w cudownej komitywie, szczęśliwa ponad wszystko itd. Nie zaprzeczam, że takie osoby istnieją, ale ja, mimo że odwiedziłam mnóstwo stron, przeczytałam niezliczoną ilość artykułów, to takich osób nie poznałam.
Gdy spotykasz swój Bliźniaczy Płomień, to tak naprawdę wszystko, co do tej pory myślałeś, że wiesz, traci na wartości i dochodzisz do konkluzji, że wiesz, że nic nie wiesz. W tej kwestii nikt nie jest alfą i omegą. Każdy ma swoje własne doświadczenia, każdy przechodzi to inaczej, ale są pewne aspekty, które ZAWSZE będą wspólne. Tysiące ludzi na świecie nie może się, co do tego mylić, prawda? :)
„Pranie z wirowaniem”, jakie zafundował mi mój Bliźniaczy Płomień dało mi tak wiele, że nawet nie wiem, jak mogłabym mu się za to odwdzięczyć. Było źle, a nawet bardzo źle, ale było też i jest bardzo dobrze. Pojawiły się we mnie niezliczone pokłady empatii, miłosierdzia, wrażliwości i zrozumienia. Jedną z moich misji, które muszę wypełnić, jest na pewno to, że mam pomagać ludziom w ich drodze, która wiem, że jest z mnóstwem wertepów i dołków. Najchętniej, to bym przy każdym była osobiście, wspierając go, ale ponieważ nie mogę, to dlatego powstał ten blog. Możecie przeczytać o wszystkim, co przechodzę. Jak widzicie, piszę prostym, niezawiłym językiem żeby wszystko było jasne i klarowne.
Doskonale wiem, jak człowiek się czuje w momencie, gdy mówi komuś o Bliźniaczym Płomieniu, a ten ktoś podważa i kwestionuje wszystko, co powiedziałeś. To jest straszne, bo zaczynasz się zastanawiać, czy z Twoją psychiką aby na pewno jest wszystko w porządku. Zaczynasz wszystko analizować, że może faktycznie, gdzieś popełniłeś błąd, a jednocześnie jakiś głos w głębi stanowczo mówi Ci, że nie, no NIE i już. I wiecie co? Słuchajcie właśnie tego wewnętrznego głosu, a nie „pierdu pierdu” osób trzecich. Jak mają coś do powiedzenia, to niech się wypowiadają we własnym imieniu, na temat swoich przeżyć, a nie na temat Waszych odczuć. Ten głos to Wasza dusza, a dusza wie, DUSZA PO PROSTU WIE :)
Ja przez pół roku żyłam w totalnej niewiedzy. Nie miałam zielonego pojęcia, że coś takiego, jak Bliźniaczy Płomień istnieje. Coś jednak mówiło mi, że to, co się dzieje w moim życiu, jest wyjątkowe. A potem po nitce do kłębka. Teraz jest już z górki i mimo, że nie uważam się za nie wiadomo kogo, za jakieś bóstwo, czy guru, to i tak mam dużą wiedzę, wiedzę zaczerpniętą PRZEDE WSZYSTKIM z własnego doświadczenia i właśnie dzięki temu mogę choć w małym stopniu Wam pomóc. Oczywiście, że nie wiem wszystkiego i każdego dnia dostrzegam i uczę się czegoś nowego, ale wiedzcie, że na moje wsparcie zawsze możecie liczyć. Choćby nawet na te kilka słów otuchy. Tak niewiele, a tak wiele :)

Puchatkowe mądrości

- To nie jest bałagan, tylko bardzo skomplikowany porządek – tłumaczył Puchatek Tygrysowi, który szukał czegoś w szafce.

- Puchatkowe mądrości

I tak to jest z Bliźniaczymi Płomieniami :) My mamy swój skomplikowany porządek, który dla wielu osób wydaje się totalnym bałaganem.