Dół, dołek… bo tęsknię!

Dopadł mnie dół i tak siedzę, łzy sączą się z obu oczu. Tracę dobrą widoczność jakiegokolwiek sensu w czymkolwiek… I nagle wyskakuje mi TO.
I umarłam… Ze śmiechu :D

Ale tylko na chwilę ;)


http://beyourbestfriend.be/a-idz-ty-janusz-w-cholere/

Dół bierze górę… To, co teraz dzieje się ponad nami wcale dobrze na mnie nie wpływa… Mam dość bycia odbiornikiem poruszeń we Wszechświecie! Ile tego jeszcze… Matko Boska, Jezu Chryste, Panie Boże… I wszyscy święci i nie święci itd. Jest mi ciężko… Napisał do mnie dziś brat, że przyjedzie po rzeczy, a ja się rozkleiłam. Nie powinnam się tak czuć, bo zarówno i on i mama, zadali mi ciosy poniżej pasa, ale nie umiem ich nie kochać… mimo wszystko… Jest mi przeokropnie przykro, że wyszło, jak wyszło, ale co zrobić. Najgorsze jest to, że mimo iż mam kochających dziadków, którzy starają się, jak mogą żebym miała dobre życie, brak mi mojego Bliźniaka i to wystarczy żeby czuć się marnie i do dupy. Nie mogę się z tego wykaraskać, nie mogę wyjrzeć poza to wszystko i cieszyć się z życia, choć się staram z całych sił i Bóg to wie. Czuję się taka osamotniona… Chciałabym żeby tu był, żeby mnie przytulił i żeby powiedział, że będzie dobrze, że przejdziemy to razem. A tymczasem go nie ma… I nie wiem gdzie jest i nic nie mogę się dowiedzieć od nikogo i to mnie boli.
Boże, jak ja bym chciała z nim porozmawiać… Jak ja bym chciała mieć w nim wsparcie… Przecież nie mówię, żeby rzucił dla mnie wszystko, ale żeby po prostu BYŁ. Wtedy i ja bym była dla niego… A tak, ja tu, on tam… Tęsknota rozwala nas od środka… I po co?

Pomocy… Chyba zaczynam się rozpadać…

„Domyśl się, że ze mną jest źle… Przyjdź, przyjdź, przyjdź!”
- Michaił Bułhakow

P.S. Potrzebuję chyba jakiegoś jednego, solidnego znaku, który podniesie mnie z kolan… Albo przynajmniej sprawi, że uniosę głowę i zobaczę światło…

Nadal wielkie NIC…

Lipiec 2013 r. wcale nie był najgorszy. Teraz przechodzę najgorsze czasy… Teraz jest najsmutniej, najbardziej niezrozumiale, najbardziej tęskno, najbardziej BRAK. Zupełnie tak, jakbym weszła w jakąś fazę czegoś, czego nie umiem nazwać… To taki niezidentyfikowany ból. Nawet nie wiem dokładnie co mnie boli i gdzie mnie boli. Nie wiem, jak sobie pomóc. Walczę z czymś, ale tak naprawdę nie wiem z czym konkretnie walczę. Chcę powiedzieć Bliźniakowi wszystko, ale tak naprawdę nie wiem co… W ostatnich dniach to wszystko się strasznie nasiliło, a ja nie wiem, co mam dalej robić. Najchętniej, to bym cały czas spała… I tak też się dzieje. Przy każdej możliwej okazji, ja po prostu zasypiam. Pstryk i śpię. Brak mi energii… Właściwie to brak mi wszystkiego. Jego mi brak…
Jakim cudem przeżyłam te 3 miesiące, to ja nie wiem… Każdy dzień, to walka o przetrwanie. Idę do kościoła, czy nawet przechodzę obok i smutno mi, że go tam nie odczuwam. Ta cholerna pustka mnie rozwala. I wgapiam się w drzwi od zakrystii, jakby to miało cokolwiek zmienić, jakby miał zaraz się w nich ukazać tylko po to żeby na mnie zerknąć choć przez chwilę. Brakuje mi jego głosu, jego bliskości, jego obecności. Brakuje mi jego zdenerwowania, gdy byłam obok. Brakuje mi tego, że ciągle mimo wszystko, tak na mnie patrzył, jakby odkrywał mnie na nowo, jakby codziennie sobie coś przypominał. Patrzył na mnie jakbym była kimś najwspanialszym na świecie, bez wad. W jego oczach byłam najlepsza i najpiękniejsza. W jego oczach byłam cudem i skarbem. Tylko w jego oczach. Tęsknię za tym…
Gdyby Bóg mógł teraz spełnić moje jedno życzenie, to poprosiłabym Go o to, aby mój najdroższy J, nigdy nie cierpiał, tak jak ja w tym momencie. Choć wiem, że cierpi tak, jak ja… albo i gorzej…
Jak obudziłam się dziś o 5 rano, tak już zasnąć nie mogłam. I w ogóle w nocy budziłam się co chwila. Nad ranem usłyszałam jego głos, jak mówi do mnie po imieniu… To już drugi raz w przeciągu dwóch tygodni… Jego głos… Taki realny!
Myślałam, że dziś nie wstanę, nie podniosę się, nie pójdę do pracy… A nawet jak już byłam gotowa do wyjścia, to chciałam usiąść na sofie i się nigdzie nie ruszać. Jadąc do pracy tak się zawiesiłam, że nawet nie wiem kiedy mi ta podróż minęła. Nie wiem… W pracy odpaliłam komputer i już na dzień dobry zobaczyłam, że internet nie będzie mnie dziś oszczędzał. Xywka mojego Bliźniaka była wszędzie, gdzie spojrzałam… I nawet zdrobnienie xywki się pojawiło, czego szczerze mówiąc wcześniej nie widziałam! W wieczornych wiadomościach również była… M A S A K R A.
Dzwonienie w uszach też dziś dawało się we znaki… No i palpitacje, bo bez palpitacji ostatnio znowu ani rusz. Myślami był dziś przy mnie non stop. Nie odpuścił nawet na chwilę. To się tak cholernie odczuwa! To jest takie coś, czego się opisać nie da. Po prostu wiesz, że to jest to i już. Ja dodatkowo wiem to po niebieskich błyskach, które mi się objawiają…
Nie wiem co dalej będzie… Nie wiem, jak się wszystko potoczy… Nie wiem… Naprawdę nie wiem… Wiem, że nic nie wiem.

P.S. Właśnie przed chwilą dziadek mi to wysłał…

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu.

Przez długi czas było już tak dobrze. Byłam szczęśliwa, żyłam tym szczęściem. Teraz wszystko się zepsuło, a ja tak naprawdę nie wiem dlaczego. Co się stało, kiedy to się stało? Wiszą nade mną jakieś czarne chmury, a z nich kapie deszcz i już przemokłam cała… Smutkiem, żalem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, rozżaleniem… Czuję ból wewnątrz siebie i nie mogę nic z tym zrobić. Myślałam, że to już nigdy nie wróci, ale wróciło i tylko pytanie, dlaczego wróciło? Myśl o tym, że mój Bliźniaczy Płomień wkrótce może zniknąć z mojego życia udowodniła mi, że nadal jest we mnie dużo lęku i strachu. A to oznacza, że A. miała rację i jednak nie jestem GOTOWA…
Wspomnienie tego, że w przeszłości byłam opuszczana, że musiałam walczyć o uczucia, a nikt nie walczył o mnie, że musiałam tyle przejść, tyle wycierpieć, dziś odbija się na mnie tak bardzo, że jak widać, nie umiem sobie z tym poradzić. Boję się, że on też odejdzie i tyle będę go widziała. Znowu zostanę sama, samiusieńka…  Nie chcę żyć tak, jak żyłam zanim poznałam mój Bliźniaczy Płomień. Prawdziwy smak życia poznałam dopiero wtedy, gdy on się pojawił i to jest coś, co chcę nadal czuć. Nie chcę czuć tej pustki, którą wcześniej czułam. On wypełnił mnie po brzegi sobą i pięknem tego świata i już nawet nie chodzi mi o to, żeby być z nim fizycznie, ale żeby przynajmniej go widzieć. Widzieć i wiedzieć, że JEST.
A z drugiej strony, na co mi takie życie? Nie mogę być z kimś kogo kocham ponad wszystko. Nie mogę spełnić się w roli jego partnerki życiowej, a co za tym idzie, w roli żony i matki. Więc po co to wszystko? Mam być sama do końca? Taki jest Twój plan Boże? Nie rozumiem dlaczego teraz mnie tak doświadczasz… Nie rozumiem dlaczego to wszystko znowu wróciło… Nic nie rozumiem…
Przyznaję, że lipcowe cierpienie przyniosło mi uzdrowienie i każdy kolejny ból przynosił coraz więcej mądrości i zrozumienia, ale czy tym razem będzie tak samo?

Proszę, pozwól mi zrozumieć Boże… 

Znowu emocjonalny roller coaster

Witamy w Twoim wesołym miasteczku i zapraszamy na przejażdżkę kolejką górską „Twoje Życie”. Prosimy usiąść sobie niewygodnie w pierwszym wagoniku i nie zapinać pasów. Życzymy niezapomnianych wrażeń!

Znowu mam dość… Znowu mam emocjonalny roller coaster… Znowu mi źle… Chyba cierpię na brak zwykłej codzienności z nim. Chciałabym zrobić mu obiad, uprać ulubione jeansy, nakrzyczeć na niego, że znowu nie schował brudnych skarpetek do pojemnika na pranie, chciałabym wyprasować mu koszulę i nauczyć się wiązać mu krawat, chciałabym umyć mu plecy i zasnąć wtulona w niego. A rano chciałabym go obudzić pocałunkiem albo dwoma, ewentualnie siedmioma. Chciałabym wybrać się z nim gdzieś i patrzeć, jak skoncentrowany prowadzi auto lub po prostu spędzać z nim czas w domu. Chciałabym z nim wszystkiego co codzienne, co zwykłe. Chciałabym wiedzieć, że gdy następnego dnia otworzę oczy, on nadal będzie obok. Nie chce się bać, że będzie musiał odejść…
W lutym b.r. poznałam kogoś i ta osoba obudziła coś we mnie. Obudziła coś, co myślałam, że już jest niedostępne dla innych, a zarezerwowane jedynie dla mojego Bliźniaczego Płomienia. Po ponad roku czasu zapragnęłam czuć się adorowana, zapragnęłam flirtu, a ta osoba mi to dała. Zapragnęłam tych zwykłych rzeczy, które dzieją się między kobietą i mężczyzną, gdy się poznają. Przez myśl przemknęła mi nawet wizja związku z nim. Przez rok nie udało się to żadnemu innemu mężczyźnie, a jemu przyszło tak łatwo. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że jestem najzwyczajniej w świecie spragniona takich rzeczy. Z moim Bliźniaczym Płomieniem trzymamy się w sumie na dystans… On nie może mi dać tego co mógłby dać mi M. Z kolei ja nie mogę dać M. tego co daję mojemu Bliźniaczemu Płomieniowi… MIŁOŚCI… Nie mogę dać prawdziwej miłości nikomu innemu, bo prawdziwie kocha się tylko raz. Moje serce należy do mojego Bliźniaczego Płomienia całkowicie. Nic z tym nie mogę zrobić, nawet jeśli bym chciała. Owszem, na siłę mogłabym, ale czy o to chodzi? Być z kimś na siłę, kochać na siłę? Nie. Ja tak na pewno nie chcę żyć.
Co z tego wszystkiego będzie? Nie wiem. Może jutro obudzę się i mój roller coaster będzie na górze, a nie na dole. Może mimo tego,że zapowiadają pochmurny dzień i śnieg z deszczem, to dla mnie wyjdzie słońce? A może po prostu jak zwykle wystarczy mi widok mojego Bliźniaczego Płomienia patrzącego na mnie? Nie wiem. Ja chcę po prostu żyć i cieszyć się, a nie płakać do poduszki.

I podczas, gdy tak naprawdę nie wiem nic, to wiem jedno… KOCHAM CIĘ i WIEM, ŻE TY MNIE TEŻ.

Mam dość!

Ponieważ obiecałam sobie, że będę pisać na tym blogu dosłownie wszystko, dlatego teraz wypuszczę z siebie swoje negatywne emocje, które zakradły się nagle w zakamarki mojego jestestwa… 
Mówiąc w skrócie… MAM DOŚĆ! Czuję się jak więzień tego uczucia, więzień mojego Bliźniaczego Płomienia… Czuję, że on ma nade mną jakąś cholerną władzę, a ja nie mogę zrobić nic, jak jedynie się temu wszystkiemu poddać… Jest jak pierdzielony Christian Grey, z tym, że nie jestem jego żadną seksualną niewolnicą! Mam wrażenie, że jestem w głębokim kotle, na ogniu, gdzie cały czas ktoś miesza łyżką, a ja tak siedzę w tym wirze i nie mogę złapać się krawędzi kotła… Albo jakbym biegła po płycie winylowej, podczas, gdy adapter jest włączony… Niech ktoś wciśnie PAUZĘ!!! Tak bardzo mam dość… Dość zawodów, dość czekania aż ruszy ten swój tyłek i porozmawia ze mną… Czy o tak wiele proszę??? Chcę TYLKO porozmawiać. Chcę podjąć jakieś decyzje żebym mogła wiedzieć, co dalej robić. Cały czas wystawiam mu się niczym świąteczna pieczeń podana na srebrnej tacy! A on nic nie robi… Nic konkretnego. Jemu się chyba podoba to, że ma nade mną tą cholerną władzę. Jemu się chyba podoba obecny stan rzeczy. Wie, że JA ZAWSZE BĘDĘ. Gdzie by nie pojechał, czego by nie zrobił… JA ZAWSZE BĘDĘ… Wyjedzie, wróci, a ja będę na niego czekać, jak grzeczna sunia na swojego pańcia… Nienawidzę go za to! A jednocześnie kocham tak bardzo, że aż mi się serce rozpuszcza na samą myśl o nim! 
Mam dość znaków od niego, mam dość słyszenia jego myśli i odczuwania jego emocji, mam dość tego, że jest w moich myślach w każdej sekundzie, mam dość, że jestem na każde zawołanie jego części duszy, mam dość tego, że każde rozdzielenie z nim boli, jak nie wiem co i mam dość, że nie mogę z tym wszystkim nic zrobić… 
Już sama nie wiem, czy tego wszystkiego chcę i czy nie wolałabym mieć normalnego związku, gdzie wiem, że jest początek i koniec… Tutaj wiem, że końca nigdy nie będzie i szczerze mówiąc, to jestem przerażona… Przerażona faktem, że już zawsze będę jechać przez życie takim roller coasterem uczuć. Nawet teraz serce mi dziwnie bije i WIEM DLACZEGO!!! Boże…  Chce mi się ryczeć… Teraz oczywiście nie zobaczymy się przez kolejny tydzień, bo… Bo zawsze COŚ!!! Dobra, wiem, że obowiązki służbowe… Ale ja mówię ogólnie o całokształcie! Dlaczego choć raz nie mógłby się poświęcić dla mnie? Poświęć swoich obowiązków i swojej cholernej męskiej dumy… 

Jak widzicie, relacja z Bliźniaczym Płomieniem nie jest usłana różami… Aczkolwiek… w sumie jest, tylko, że kolce tych róż wbijają się Wam w stopy!
Przez długi czas może być pięknie, ładnie i nagle BOOM i już dołek… Najczęściej nie wiesz skąd i dlaczego, bo przecież jest tak dobrze. A jednak… 
Bardzo bym chciała się od tego wszystkiego odciąć, wyjechać, gdzieś daleko, stanąć na jakiejś górze i z całych sił wrzasnąć. Ale dobrze wiem, jak się kończą dalsze wyjazdy… Ech… I tak źle i tak niedobrze…
Wiem, że wszystko w swoim czasie, ale ja tak bardzo bym chciała żeby to było już, bo naprawdę ciężko mi… 

 

 

Kocham Cię…