Dr. Wayne W. Dyer – An orange

I was preparing to speak at an I Can Do It conference and I decided to bring an orange on stage with me as a prop for my lecture. I opened a conversation with a bright young fellow of about twelve who was sitting in the front row.

“If I were to squeeze this orange as hard as I could, what would come out?” I asked him.

He looked at me like I was a little crazy and said, “Juice, of course.”

“Do you think apple juice could come out of it?”

“No!” he laughed.

“What about grapefruit juice?”

“No!”

“What would come out of it?”

“Orange juice, of course.”

“Why? Why when you squeeze an orange does orange juice come out?”

He may have been getting a little exasperated with me at this point.

“Well, it’s an orange and that’s what’s inside.”

I nodded. “Let’s assume that this orange isn’t an orange, but it’s you. And someone squeezes you, puts pressure on you, says something you don’t like, offends you. And out of you comes anger, hatred, bitterness, fear. Why? The answer, as our young friend has told us, is because that’s what’s inside.”

It’s one of the great lessons of life. What comes out when life squeezes you? When someone hurts or offends you? If anger, pain and fear come out of you, it’s because that’s what’s inside. It doesn’t matter who does the squeezing—your mother, your brother, your children, your boss, the government. If someone says something about you that you don’t like, what comes out of you is what’s inside. And what’s inside is up to you, it’s your choice.

When someone puts the pressure on you and out of you comes anything other than love, it’s because that’s what you’ve allowed to be inside. Once you take away all those negative things you don’t want in your life and replace them with love, you’ll find yourself living a highly functioning life.

- Dr. Wayne W. Dyer

„Powiedz mi czym jest to, czego chcesz?”

…powiedział: „Powiedz mi czym jest to, czego chcesz?”.

Ja odpowiedziałam mu: „Chcę wolności. Chcę być wolna od wszystkich moich zaplątań i fałszywych przekonań. Chcę wiedzieć czy ostateczna, absolutna prawda jest rzeczywista. Powiedz mi co zrobić?”.

Najpierw powiedział: „Jesteś w dobrym miejscu!” Potem powiedział: „Nie rób niczego. Cały twój problem jest w tym, że trwasz w robieniu. Zatrzymaj całe twoje robienie. Zatrzymaj wszystkie twoje przekonania, całe twoje poszukiwanie, wszystkie twoje wymówki i zobacz sama, co już jest na zawsze tutaj. Nie ruszaj się. Nie ruszaj się w kierunku czegoś i nie uciekaj od niczego. W tej jednej chwili bądź nieruchoma”.

Nie wiedziałam, co miał na myśli, bo właśnie siedziałam nieruchomo. Wtedy zrozumiałam, że nie mówił o aktywności fizycznej. Zamiast tego, kierował mnie, abym zatrzymała całą aktywność umysłową. Usłyszałam wątpliwości w moim umyśle, strach, że gdy nie będę myśleć, to nie będę dbała o me ciało, nie wstanę w ogóle z łóżka, nie będę w stanie kierować samochodem, nie pójdę do pracy – byłam przerażona. Czułam, że gdy przestanę szukać, stracę wszystko to, co wydawało mi się, że zdobyłam w mym poszukiwaniu. Mogę stracić trochę tego, co czułam, że już osiągnęłam. Prostota tego, co rozpoznałam w tej chwili była trudna do uwierzenia. Myślałam, że to nie może być takie proste. Zawsze nauczano mnie, że dopóki nie jesteś wolny od grzechu, chciwości, agresji, nienawiści i karmy, nie możesz dosięgnąć tego miejsca i ja wierzyłam w to, co mnie nauczono. W końcu zdałam sobie sprawę, że cokolwiek myślałam było zawsze tylko myślą, niemożliwą do polegania na niej, bo ulegała ona warunkowaniu i zniknięciu. W odkryciu prawdy nie można już było ufać myśli. Myśl nie mogła już dłużej być mistrzem. Wcześniejszy lęk niewiedzy został przeobrażony w radość niewiedzy. Niewiedza stała się otwarciem mojego umysłu na to, co nie mogło być uchwycone myślą. Co za ulga! Co za głębokie uwolnienie! Są momenty nieszczęścia, złości, przykrości, są nastroje, które przemijają, ale wszystko to dzieje się na podłożu radości. Żaden nastrój nie musi być postrachem, żadna chwila nie musi być unikana.

W końcu widzę, że wszystkie nastroje, wszystkie stany umysłu, wszystkie uczucia, cokolwiek, co jest naprawdę zbadane, wskazuje na to samo źródło – to nieskazitelne niebo spełnionej świadomości, które jest prawdą o tym, kim jestem i jest prawdą o tym, kim ty jesteś.

Pytano mnie czy jestem guru czy może głową kościoła lub religii. Nie myślę o sobie jako o guru i na pewno nie jestem głową kościoła lub religii. Niektórzy nazywają mnie „nauczycielem”, ale w rzeczywistości nie różnię się od nikogo. My wszyscy jesteśmy aspektami, punktami czy odnośnikami dla jednej esencji świadomości. Mogę tylko grać rolę nauczyciela, bo wiem, że żadna z ról nie jest na końcu rzeczywista. Prawdziwy nauczyciel jest żywy wewnątrz każdego z nas i końcowo daje się poznać we wszystkim, w pozornym wnętrzu i pozornym zewnętrzu Prawda o tym, kim jesteś to świadomość: nie twoje imię, nie twoje ciało, nie twoje emocje i nie twoje myśli. To są tylko przykrywki, które przychodzą i odchodzą. Mają narodziny, istnienie w czasie i śmierć. Świadomość nie przychodzi i odchodzi. Jest teraz tutaj. Nie zna innego czasu. Świadomość jest wolna. Nie jest ograniczona żadną nazwą czy koncepcją. Nie jest ograniczona poprzez pojęcie czasu i przestrzeni. Emocje i choroby nie mają na nią wpływu. Jesteś czystą świadomością. Zawsze byłeś wolny, bo zawsze byłeś świadomością. Doświadczyłeś siebie jako punktu w świadomości i przez to wyobraziłeś sobie siebie jako ograniczonego do ciała. To rozpoznanie, nawet gdy trwa tylko chwilkę, jest początkiem niekończącego się pogłębienia samo-wglądu. To jest koniec zaabsorbowania w cyklach samo-definicji i początek prawdziwego samo-badania, które nie zna barier.

„Zatrzymać” się, to zatrzymać poszukiwanie siebie w myślach, emocjach, sytuacjach czy wyobrażeniach cielesnych. To jest takie proste. Poszukiwanie jest zakończone, gdy zdasz sobie sprawę, że prawdziwe i trwałe spełnienie, którego szukałeś można znaleźć nigdzie indziej niż tu, gdzie jesteś. Ono jest tutaj. Ono jest w tobie, jest we mnie, jest w całym życiu, zarówno świadomym jak i nieświadomym. Ono jest wszędzie. Tak długo jak go szukasz, nie może być znalezione, ponieważ zakładasz, że to jest gdzieś indziej. Gonisz ciągle za kłamstwem. Prawda o tym, kim jesteś jest zupełnie prosta. Jest ona bliższa niż twe myśli, bliższa niż bicie twego serca, bliższa niż twój oddech. Gdy wierzysz, że twe myśli są prawdziwe, gdy podążasz za swoimi myślami jako za podstawą rzeczywistości, będziesz ciągle przeoczał to, co jest bliżej, to, co wołało cię w czasie mówiąc, „Jesteś tutaj! Jesteś w domu! Wejdź. Bądź w domu”. Być w domu to po prostu być tutaj. Opóźniając po prostu bycie tutaj to dać się wciągnąć w nieskończone komplikacje samo-definicji i fałszywej identyfikacji. Właśnie teraz jest możliwość zatrzymania się i powiedzenia prawdy o płomieniu świadomości, który jest esencją twojego istnienia. Wybór zaprzeczenia temu to wybór cierpienia. Wybór poddania się temu jest końcem całego zbytecznego cierpienia. Gdy spotykasz siebie, gdy kochasz siebie, gdy rozpoznajesz, że ten płomień prawdy, którą kochasz jest tobą, nie masz już potrzeby, aby szukać miłości czy próbować i wyłudzać miłość. Jesteś spełniony.

- Gangaji

Źródło: 
https://www.facebook.com/jestemjamjest?fref=photo

Piękne słowa…

„Przeniosłem ją nad berła i trony 
i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. 
Nie porównałem z nią drogich kamieni, 
bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, 
a srebro przy niej ma wartość błota. 
Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność 
i wolałem mieć ją aniżeli światło, 
bo nie zna snu blask od niej bijący. 
A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra 
i niezliczone bogactwa w jej ręku. 
Ucieszyłem się ze wszystkich, bo wiodła je Mądrość, 
a nie wiedziałem, że ona jest ich rodzicielką. 
Rzetelnie poznałem, bez zazdrości przekazuję 
i nie chowam dla siebie jej bogactwa. 
Jest bowiem dla ludzi skarbem nieprzebranym: 
ci, którzy go zdobyli, przyjaźń sobie Bożą zjednali, 
podtrzymani darami, co biorą początek z karności.”

Takie było dziś czytanie… A ja usłyszałam, że taka jestem w jego oczach… <3

Wielka Sobota jako Dzień Kobiet

Wiem, że większość osób, które odwiedzają tego bloga, to kobiety. Wiem też, że większość Bliźniaczych Płomieni, które mają odwagę mówić o tym wszystkim, to kobiety. Bo to właśnie my, mimo wszystko, jesteśmy silniejsze niż mężczyźni. To my zawsze jesteśmy gotowe do poświęceń, to my kochamy zawsze i na zawsze. TO MY.
Po przeczytaniu poniższego artykułu powinno zrobić się lepiej niektórym z Was. Zagłębcie się w słowa Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Czy widzicie w tym to, co ja? Na pewno :)


Całe życie Jezusa wypełnione jest delikatną obecnością kobiet, ich wrażliwością, wiarą, miłością i ogromną siłą. W szczególny sposób są One obecne podczas Jego męki, śmierci i Zmartwychwstania.

Najpierw żona Piłata (pamiętajmy, poganka) odważnie mówi swojemu mężowi: „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu” (Mt 27, 19). Musiał wiedzieć, że to nie czcze kobiece gadanie, nie przewrażliwienie, ale ostrzeżenie i jej wsłuchane w Prawdę serce. Umył ręce, nie chcąc zanurzać ich w krwi Niewinnego, ale jednocześnie nie miał w sobie dość siły, by się przeciwstawić.

Później na Drodze Krzyżowej zjawiły się płaczące niewiasty i Weronika czule wycierająca Jego twarz. A potem Krzyż.

A pod krzyżem Jezusowym stała Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria Kleofasowa oraz Maria Magdalena (J 19, 25). One tam są! Trzeba było nie lada odwagi, aby tam być. A raczej – trzeba aż takiej miłości, jaką one miały, aby tam być…” (kard. Stefan Wyszyński)

Odwaga, by wyjść przed tłum, nie bacząc na spojrzenia i wyzwiska. Nie przejmując się tym, jak były postrzegane przez obcych, ale też swoich, tych, którzy chwilę wcześniej zwątpili – w Niego, w Jego misję i w samych siebie.

Odwaga, by nie odwracać głowy i nie chować się przed własnym sercem, które krwawi, które nie chce uczestniczyć w tej męce, w tej samotności,  które wolałoby ukryć się gdzieś w bezpieczniejszym miejscu, ukołysać się do snu i zamknąć oczom powieki, bo tak przecież łatwiej i lżej. Czego oczy nie widzą przecież…

Odwaga, by przezwyciężyć nie tylko ludzkie spojrzenie, ale i własne słabości, swoją kobiecą emocjonalność i kruchość..

I ta ich miłość jak koło napędowe odwagi.

One pozostały, nawet od grobu nie odeszły. Miłość nigdy nie odchodzi. (…) Wiedzione miłością i jakąś wewnętrzną mądrością, trwają wiedząc, że nie wszystko się skończyło, że trzeba tu być, choćby w bólu i ze łzami. (…) One nie odejdą, chociaż straże uciekną i wszyscy się rozproszą. One będą czekały i doczekają się… Zmartwychwstania.” (kard. Stefan Wyszyński)

Ich miłość wypróbowana, doświadczana, utrudzona, stojąca przed krzyżem, niosąca swój własny krzyż, wsparta o obecność drugiej i o moc samego Stwórcy, Ta, która wszystko przetrzyma, nawet własne upadki i odeprze kołatające myśli wbrew nadziei, ta, która nie tylko współweseli się z prawdą, ale z niej czerpie siłę.

Wielką Sobotę nazywamy Dniem Kobiet! Przecież one tego dnia zwyciężyły swoją wierną miłością, odwagą i wiarą, nie zaś Apostołowie, którzy – gdy ich Mistrz utrudzony spał w grobie – pozamykali się w różnych kryjówkach, w strachu przed Żydami.” (kard. Stefan Wyszyński)

One zwyciężyły, one też zostały nagrodzone w poranek wielkanocny, to one pierwsze ujrzały Tego, którego kochały. One pierwsze miały nieść Dobrą Nowinę. One o niej świadczyły. One same były częścią tej Dobrej Nowiny – że można tak kochać. Że miłość nigdy nie wątpi, że miłość potrafi góry przenosić i zwycięża śmierć, i jest Życiem i Życie daje.

Daj mi Panie, taką odwagę, taką miłość i taką gotowość, by świadczyć o prawdzie.

Źródło: 
http://sercekobiety.pl/index.php/blog/blog-kasi/item/101-zwyciezyly-miloscia-odwaga-i-wiara