Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu.

Przez długi czas było już tak dobrze. Byłam szczęśliwa, żyłam tym szczęściem. Teraz wszystko się zepsuło, a ja tak naprawdę nie wiem dlaczego. Co się stało, kiedy to się stało? Wiszą nade mną jakieś czarne chmury, a z nich kapie deszcz i już przemokłam cała… Smutkiem, żalem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, rozżaleniem… Czuję ból wewnątrz siebie i nie mogę nic z tym zrobić. Myślałam, że to już nigdy nie wróci, ale wróciło i tylko pytanie, dlaczego wróciło? Myśl o tym, że mój Bliźniaczy Płomień wkrótce może zniknąć z mojego życia udowodniła mi, że nadal jest we mnie dużo lęku i strachu. A to oznacza, że A. miała rację i jednak nie jestem GOTOWA…
Wspomnienie tego, że w przeszłości byłam opuszczana, że musiałam walczyć o uczucia, a nikt nie walczył o mnie, że musiałam tyle przejść, tyle wycierpieć, dziś odbija się na mnie tak bardzo, że jak widać, nie umiem sobie z tym poradzić. Boję się, że on też odejdzie i tyle będę go widziała. Znowu zostanę sama, samiusieńka…  Nie chcę żyć tak, jak żyłam zanim poznałam mój Bliźniaczy Płomień. Prawdziwy smak życia poznałam dopiero wtedy, gdy on się pojawił i to jest coś, co chcę nadal czuć. Nie chcę czuć tej pustki, którą wcześniej czułam. On wypełnił mnie po brzegi sobą i pięknem tego świata i już nawet nie chodzi mi o to, żeby być z nim fizycznie, ale żeby przynajmniej go widzieć. Widzieć i wiedzieć, że JEST.
A z drugiej strony, na co mi takie życie? Nie mogę być z kimś kogo kocham ponad wszystko. Nie mogę spełnić się w roli jego partnerki życiowej, a co za tym idzie, w roli żony i matki. Więc po co to wszystko? Mam być sama do końca? Taki jest Twój plan Boże? Nie rozumiem dlaczego teraz mnie tak doświadczasz… Nie rozumiem dlaczego to wszystko znowu wróciło… Nic nie rozumiem…
Przyznaję, że lipcowe cierpienie przyniosło mi uzdrowienie i każdy kolejny ból przynosił coraz więcej mądrości i zrozumienia, ale czy tym razem będzie tak samo?

Proszę, pozwól mi zrozumieć Boże… 

Jak będę żyć?

Jak ja
Bym przetrwała noc bez Ciebie
Jeśli musiałabym żyć bez Ciebie
Jakie to życie by było

Oh, ja, ja potrzebuję Cię w swych ramionach,
potrzebuję by przytulać,
Jesteś moim światem, moim sercem, moją duszą,
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz
Kochanie, zabierzesz wszystko,
co dobre w moim życiu

I powiedz mi teraz
Jak będę żyć bez Ciebie?
Chcę wiedzieć
Jak będę oddychać bez Ciebie?
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz,
Jak przetrwam bez Ciebie,
Jak, jak, oh, jak będę żyć?

Bez Ciebie,
Nie będzie słońca na moim niebie,
Nie będzie miłości w moim życiu,
Nie będzie dla mnie świata

I ja,
Kochanie, co ja bym zrobiła,
Byłabym zagubiona,
Gdybym Cię straciła,
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz,
Kochanie, zabierzesz wszystko,
co prawdziwe w moim życiu

I powiedz mi teraz
Jak będę żyć bez Ciebie?
Chcę wiedzieć
Jak będę oddychać bez Ciebie?
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz,
Jak przetrwam bez Ciebie,
Jak, jak, oh, jak będę żyć?

Proszę powiedz mi kochanie,
Jak będę miała trwać dalej?
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz
Kochanie zabierzesz wszystko,
Potrzebuję Cię przy sobie,
Kochanie, czy nie wiesz, że jesteś wszystkim
co dobre w moim życiu

I powiedz mi teraz
Jak będę żyć bez Ciebie?
Chcę wiedzieć
Jak będę oddychać bez Ciebie?
Jeśli kiedykolwiek odejdziesz,
Czy przetrwasz
Jak, jak, oh, jak będę żyć?

Tekst z piosenki Leann Rimes – How do I live.
Zdecydowałam się na przetłumaczenie właśnie tej piosenki, gdyż przede mną już powoli uwidacznia się wizja wyjazdu mojego Bliźniaczego Płomienia… Niestety wyjazdu na zawsze… Zostało jeszcze kilka miesięcy, a ja nie wiem, jak to wszystko się potoczy… Boję się strasznie… Boję się bólu, bo skoro jego wyjazd na miesiąc spowodował u mnie tak silną reakcję z powodu rozdzielenia, to co to będzie jeśli rozstaniemy się na zawsze? Ja nie wiem, jak będę wtedy żyć… Kompletnie nie wiem…
A on? Co z nim będzie? Jak sobie poradzi? Przecież on się zatęskni za mną na śmierć… Z wzajemnością… Boję się, że on nie do końca jest świadomy, jak wiele będzie go kosztowało rozstanie ze mną…
Dość czekania. Trzeba działać.

Dobry Boże…
Anioły…
Pomóżcie mi…
Pomóżcie nam…