Spodziewane niespodziewane

Hejka :)

Jeśli jest jeszcze na sali ktoś, kto nie wierzy w siłę PLANU, to przeczytajcie to, czym chcę się z Wami podzielić :) Bratni w roli głównej ;)
Jakiś czas temu powiedziałam przyjaciółce, że jeśli zostanie zorganizowane pewne spotkanie i będzie wstęp wolny, to uwierzę w siłę tęsknoty ;) Nie zdziwił mnie fakt, że tak właśnie się stało i do tego doszło. Chciałam i właściwie miałam na nie iść, ale na kilka godzin przed – zrezygnowałam. Dosłownie mówiąc – STCHÓRZYŁAM. Dlaczego stchórzyłam? Bo nie widziałam Bratniego od 5 miesięcy, bo mam jeszcze swoje paranoje związane z tym, że jak się w coś zaangażuję, to zaraz ktoś mi złamie serce itd. W każdym bądź razie nie poszłam, nie zobaczyłam się z Bratnim, choć wiem, że oczekiwał, że tam będę. No i się zaczęło. Żal mi dupę ściskał. Na wieczór zaczęłam płakać i dostałam duszności, których już BARDZO DAWNO nie miałam. Gdy płakałam i przepraszałam w myślach Bratniego, nagle prawie pod oknami usłyszałam, jak jakiś facet mówi z wyrzutem: nigdy w życiu nie znałem takiej baby!
No to super, se pomyślałam… Zasnęłam, ale następnego dnia nie było mi wcale lepiej. Czułam, że zawiodłam i źle mi z tym było. Wróciłam do domu, odpaliłam fejsa i zobaczyłam, że mam wiadomość od przyjaciółki, a tam info, że Bratni w sobotę będzie rzut beretem od mojego domu. Nie było opcji, musiałam tam iść :) Wzięłam więc psa i poszłam. Na miejscu było mega dużo ludzi: jak ja go tu znajdę myślałam… I nagle go usłyszałam i widzę, jak ręce podnosi, mówiąc, że jest tu :D Oczywiście nie było to konkretnie do mnie, ale wiecie ;) No właśnie :D :D :D
Trochę go wmurowało, gdy mnie zobaczył. Nie, nie podszedł, bo obowiązki itd. Chciałam jakoś do niego podejść, ale dziki tłum skutecznie mnie od tego odciągał. Siedziałam sobie z dala od tłumu, od niego, na kamyku i bawiłam się z psem. Zadzwoniłam do dziadków i rozmawiając z babcią mówię jej, że właśnie widzę panią, która ma psiaka podobnego do mojego, nieżyjącego już, zwierzaka. Wzruszyłam się, bo normalnie skóra zdjęta z mojego Maxa. Po jakimś czasie napisałam do przyjaciółki, że nie ma opcji, żebym się dopchała do Bratniego i że idę już do domu. Bratni zdążył mi zniknąć z oczu w tłumie, no i cóż. Wychodzę, a tu nagle pani z „Maxem” idzie, no i mój psiak i jej zaczęły się bawić, więc razem wychodziłyśmy z parku. Idziemy, idziemy, przeszłyśmy dość spory kawałek, nagle szarpnięcie, mój pies został w tyle, więc się odwracam, a tu Bratni idzie centralnie za mną :D SAM :D Najnormalniej w świecie powiedziałam mu z uśmiechem CZEŚĆ :D Jakby to było coś, co właśnie miałam zrobić, odwracając się :D Jak zaprogramowana jakaś :D On do mnie CZEŚĆ, WITAM :) Padłam, myślałam, że skrzydeł dostanę i odlecę :D Był zszokowany, totalnie zaskoczony, że się odezwałam i że w ogóle to wszystko się stało. Zadygotał, jak Bliźniak, a moje serducho zaczęło tańczyć :D :D :D Było tak pięknie, świat dookoła oszalał chyba :D :D :D
Wydawało mi się, że chce mi podać rękę, ale ja się akurat odwróciłam, bo babeczka, która ze mną szła, coś tam powiedziała, nawet nie wiem co :D Gdyby tej babki ze mną tam nie było, to ja i Bratni bylibyśmy jedynymi osobami na tej trasie. I pewnie zamienilibyśmy więcej słów, ale nie ma tego złego, bo przed nami tyle spotkań, że głowa mała :) Nie ma tego złego, jak widać :D Co ma być, to będzie – ZAWSZE I WSZĘDZIE :)
STEP BY STEP :) <3

P.S. Ja z Bratnim nie jestem, z nikim nie jestem. Jestem ze sobą! :D I jestem przecholernie szczęśliwa :D Myślałam, że nigdy tego nie osiągnę będąc sama, a jednak :) Kocham siebie i jest cudownie!!! :)

Gdy emocje opadły…

Cześć wszystkim :)

Nie spodziewałam się, że przyjdzie do mnie tyle pokrzepiających maili po ostatnim wpisie ;) Dziękuję, że jesteście :)
Bardzo chcę Was zapewnić, że u mnie wszystko w porządku. Nie smutam, nie mam doła. Wręcz się cieszę, że wszystko wyszło tak, jak wyszło, bo teraz z lekkością w sercu mogę naprawdę pomyśleć o sobie. Teraz mogę szczerze otworzyć serce na nową miłość :) Na Bliźniaka już czekać z premedytacją nie będę, odpychając po drodze wszystko, co dobre. DOŚĆ. Nie będę też tolerować oceniania mojej osoby przez tych, którzy mają klapki na oczach i kurczowo trzymają się swoich iluzji. Ani nie jesteście dla mnie wyznacznikiem prawdy, ani drogowskazem na drodze. No chyba, że jedynie takim z napisem „ŚLEPY ZAUŁEK” :D Macie swoją drogę, to się swoją drogą zajmijcie. Pamiętam ten hejt, który leciał w moją stronę, gdy tylko myślałam o tym, żeby nie trzymać się tak mocno Bliźniaka. I co mi teraz powiecie wszechwiedzący? Co powiecie na rewelacje o Bliźniaku i o „byciu fair” z samym sobą? Ja byłam fair cały czas, bo się mimo wszystko nie wdałam w żadne związki itp. A co zrobił mój Bliźniak? Mam do niego żal, czuję się oszukana, bo byłam wierna… A on wracał do innej kobiety… Oszukał wszystkich… Muszę to w sobie uzdrowić, ale na pewno nie pastwieniem się nad osobą Bliźniaka, czy tej kobiety, czy coś. Pewnie się zdziwicie, ale życzę im szczęścia. Mam nadzieję, że jakoś po tym wszystkim ułożą sobie życie i że ich dziecko będzie miało przy sobie oboje kochających rodziców i normalny dom, bo w końcu to dziecko mojego Bliźniaka, więc czemu mam jemu albo tej kobiecie złorzeczyć. Gdybym mogła powiedzieć jej teraz jedną rzecz, to powiedziałabym: opiekuj się nim i kochaj go mimo wszystko.
Wznoszę się ponad mój żal, ponad poczucie bycia oszukaną, zranioną i pozostawioną na pastwę losu. Wznoszę się ponad wszystkie moje negatywne emocje. Wznoszę się i uzdrawiam je. Moja droga, mój czas.
Kocham mojego Bliźniaka i to się nigdy nie zmieni, choćby uczynił mi czy komuś najgorsze zło. Bo taka jest właśnie ta miłość. Po prostu JEST bez względu na wszystko.
Tak więc życzę mu wszystkiego najlepszego i idę dalej bez oczekiwania na cud w jego postaci, bo cudem, to jest fakt, że jesteśmy Bliźniaczymi Płomieniami i że dane nam było to wszystko poczuć i zapoczątkować w sobie te wszystkie wielkie zmiany.

Opuszczaliśmy się i wracaliśmy do siebie prawie w każdym wcieleniu, więc nie dziwi mnie to, że i teraz tak jest. Akceptuję to. TIME TO LET GO.

„Kwiat nie marzy o pszczole. Kwitnie, a pszczoła sama przylatuje.”
- Mark Nepo

Hejterzy, nie wcinajcie się w moje życie, zostawcie mnie w spokoju dla Waszego świętego spokoju ;) Dajcie mi popełniać błędy i uczyć się na nich. Nie wnikajcie w moje życiowe wybory, bo ja jestem zdania, że skoro coś mi się przytrafia, to właśnie dlatego, że ma się przytrafić i naprawdę Wasze opinie mało mnie w tej kwestii obchodzą. Przestańcie karmić swoje ego jadąc innym, bo to serio jest „ŚLEPY ZAUŁEK”.

Mam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Tyle przemian w sobie i tyle wokół siebie. Tyle świata do zwiedzenia i tyle do odkrycia :) Dlatego bardzo proszę tych, którzy już WSZYSTKO WIDZIELI, ZROBILI I WSZYSTKO WIEDZĄ, aby usiedli wygodnie w swych fotelach i spokojnie czekali na koniec końców ;) Ja czekać nie zamierzam, bo zamierzam robić wszystko co jest fajne, budujące itd. A przede wszystkim zamierzam kochać i być kochaną :) W „realu” :) Ale o tym w następnym poście ;)

Osiem Osiem Osiem

Ósmy miesiąc, ósmy dzień miesiąca i numerologiczny ósmy rok, ale to już wiecie ;)
888 to zwane Lion’s Gate, czyli Wrota Lwa albo Lwie Wrota, kto, jak tam sobie woli. Co te wrota nam robią? A no, robią dużo ;) Szczególnie jeśli chodzi o związki i w tym przypadku wyszczególniamy 3 typy takich związków, na których należy się skupić, a mianowicie:
1) związek z samym sobą (NAJWAŻNIEJSZY)
2) związek ze światem
3) związek z Bliźniaczym Płomieniem lub Bratnią Duszą.
Nie bez powodu jest taka kolejność. Bo dopóki nie zrobimy porządku ze sobą, następnie ze swoimi sprawami w świecie i dla świata, to nie będziemy mogli spełnić się w żadnej innej relacji. Proste? Proste ;)
Jak się zacznie „od dupy strony”, czyli od punktu 3, to prędzej, czy później pojawią się różne kłody, belki i inne przeszkody. Proste? Proste ;)
Nasze społeczeństwo stopniowo się przebudza i podwyższa swoje wibracje i sami siebie zaczynamy pytać, kim tak naprawdę jesteśmy. Szukamy siebie, szukamy korzeni. Szukamy prawdy. Ten rok ma nam uświadomić to, że musimy porzucić naciski na to kim mamy być, a skupić się na tym kim CHCEMY być. Musimy porzucić stare schematy i przestać być uwięzionymi między tym, co wiemy i czego chcemy, a tym, co nam wypada. Teksty typu „ale co ludzie powiedzą” nas przebudzonych powinny naprawdę mało obchodzić. Żyjemy DLA SIEBIE, a nie dla kogoś.
Nie bójmy się prawdy i szczerości!
Nie będę Wam prawić morałów o tym, że aby móc zmieniać świat, aby móc go zaakceptować itd. trzeba zacząć od siebie, bo o tym doskonale już wszyscy wiemy. Czasem tylko trzeba sobie samemu walnąć z łokcia po żebrach, żeby o tym nie zapominać ;) Ale to też już wiecie ;)
Ja jestem właśnie w trakcie nauki akceptowania i kochania siebie. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe. Powiem nawet, że jest to trudniejsze niż wejście w nowy związek z kimkolwiek innym. Sama przed sobą budowałam mury i sama muszę je teraz zburzyć. Sama muszę sobie podać rękę, przytulić się i powiedzieć, że kocham siebie. TO NIE JEST ŁATWE. To jest najtrudniejsza sprawa z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. Nic nie było tak trudne, jak dotarcie DO SIEBIE i AKCEPTOWANIE SIEBIE… krok po kroku, kawałek po kawałeczku… To trwa, bo to jest proces. Jak widać, dość bolesny. Nie wiem ile mi to jeszcze zajmie, ale dziś jest jakoś bardziej optymistycznie. Patrzę w lustro i jest OK. Myślę o wszystkim i jest OK. Serce się otwiera na miłość do samej siebie i innych.

Poza tym, co tu dużo mówić, korzystajmy z energii POTRÓJNEJ NIESKOŃCZONOŚCI :)