Dwa miesiące bez Bliźniaka

My sobie gadu gadu, a tu dwa miesiące bez Bliźniaka dziś mijają ;) Wiecie, co, gdyby nie Wy, to pewnie bym zwariowała, ale dzięki Wam trzymam się. Ciężki był jedynie początek, bo wiadomo, że trudno się odzwyczaić od czegoś, co miało się na co dzień. Ale dziś mimo, że jeszcze nie jest całkiem OK i miewam chwile emocjonalnych roller coasterów, to i tak jest lepiej niż było. Jak już wspominałam wcześniej, dziś czuję się wolna od wielu rzeczy. Coraz bardziej odkrywam, że to wszystko czego szukam, jest we mnie. Miłość, wiedza i siła. Ponadto cierpliwość, zrozumienie, empatia. Bez tego ani rusz.
A dziś powiem Wam, że tak sobie siedziałam w pracy, coś tam robiłam i nagle przestałam i pomyślałam: Boże, toż ja nic nie chcę od tego człowieka, JA GO PO PROSTU KOCHAM.
Bo tak przecież jest. Kocham go i nic więcej nie potrzebuję do szczęścia, bo fakt, że mogę kogoś obdarzyć, tak wielką miłością, to jest prawdziwe szczęście. Umieć kochać kogoś bez względu na wszystko – BEZCENNE.
Więc kocham go, kocham, jak jeszcze nigdy nikogo nie kochałam i nigdy już nie pokocham. I niech sobie będzie kim chce i gdzie chce i nawet z kim chce. Ja i tak go kocham. ZAWSZE.

Mija miesiąc…

Mija miesiąc. Mija miesiąc, a ja się trzymam. I to nie jakoś, ale po prostu się trzymam. Choć początkowo wszystko wskazywało na to, że będzie wręcz tragicznie, nie jest i da się żyć. Ale tak, tęsknię za nim. Dziś to nawet bardziej niż bardzo. Zerwałam się o 4 nad ranem, z dziwnym biciem serca i powiedziałam na głos imię Bliźniaka…
Poza tym przez sen miałam wrażenie, że był blisko i mnie dotykał, a rano jak się obudziłam, to czułam na sobie jego dłonie i to wrażenie jego obecności… Uwielbiam to uczucie <3
Na każdym kroku Wszechświat daje mi jakieś znaki. Nie ma dnia, baa, nie ma godziny bez jakiegoś znaku. To jest piękne :)
Aczkolwiek wewnętrznie czuję, że coś się dzieje… Coś w Bliźniaku… Czuję to tak bardzo i jest to na tyle dziwne, że nawet nie umiem ubrać tego w słowa… No cóż. Poczekamy, zobaczymy.

Dziś kochani Was opuszczam na weekend, bo jadę na RODOS ;D Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką :D :D :D
Także niech moc będzie z Wami, a co do ego, to wiecie, karny żółwik i tyle :D

Tak krótko, a tak długo

Wczoraj minęły 3 tygodnie bez Bliźniaka. Po przedwczorajszym bólu głowy, takim, że aż mnie ścięło z nóg, wczorajszy dzień był istnym błogosławieństwem. No, ale co się dziwić. Bliźniak se pozamiatał otoczenie i może być o mnie spokojny :D
Nadal nie wiem dlaczego wydaje mi się, że minęło już strasznie dużo czasu od jego wyjazdu, a przecież to zaledwie kilka tygodni. No i nie wiem czemu jestem codziennie tak mega zmęczona, jakbym nie wiem co robiła w ciągu dnia. Przychodzę z pracy, padam i budzę się w nocy. Czegoś takiego jeszcze nie miałam… Tak jakby ktoś wciskał przycisk OFF i koniec.
Wczoraj włączyła mi się tęsknota, ale zamiast płakać i użalać się nad tym wszystkim, to po prostu mówiłam sobie w myślach, że tęsknię, wysyłałam tą wiadomość we Wszechświat. Mówiłam za czym konkretnie tęsknię. Wymieniłam między innymi jego głos. Bo tęsknię strasznie za tym brzmieniem. I wiecie co? Śniło mi się dziś, że do mnie zadzwonił!
Słyszę dzwonek telefonu, patrzę na wyświetlacz i widzę, że to ON. Chwilę siedzę na łóżku i uśmiechając się z lekkim niedowierzaniem, patrzę. Telefon dzwoni i dzwoni i prawie w ostatnim momencie odbieram. Milczenie, ale wiem, że jest po drugiej stronie, więc milczę z nim. I za chwilę on zaczyna do mnie mówić:
- Nigdy nie chciałem żebyś pomyślała, że mi nie zależy, bo tak naprawdę, to mi zależy…
Zaczęłam się uśmiechać i miałam łzy w oczach. I potem to już nawet nie wiem, co mówił, jakby zmienił język polski, na jakiś inny :D Ale delektowałam się jego głosem i czułam się tak cudownie, że go słyszę. To wszystko było tak realne, że aż nawet teraz wydaje mi się, że jego głos brzęczy mi w głowie :) Kocham jego głos :)

Tydzień bez Bliźniaka

No i proszę, minął tydzień. Ale z drugiej strony, O MAMO, czuję jakby minęło nie wiem ile czasu. Czuję, jakbym przez ten tydzień przerobiła kilka lat. Kilka lat nauki o sobie… Myślałam, że będzie gorzej, bo tak się zapowiadało, a tymczasem, ja mam się naprawdę dobrze. Nie jest to, co prawda, szczytowa forma, ale nie jest to też depresja zaawansowana. Pogoda ducha umiarkowana ;) Nie przegrzewam się, ani nie marznę ;) Cały czas analizuję wszystko, pewne rzeczy zaczynam dostrzegać  w nowym świetle. Dzięki kilku osobom, które udzielają się na tym blogu, dostrzegam również swoje błędy. Bardzo cenię Wasze wypowiedzi i chcę żebyście to wiedzieli. Dla mnie wszystkie komentarze są budujące, nawet krytyka. Patrząc, jak niektórzy wciąż miotają się na tych swoich levelach, na których są, jestem wdzięczna, że tyle już przerobiłam i tyle już wiem. Dzięki Wam doceniam, to co mam! Także dziękuję wszystkim i każdemu z osobna ;)
A co do Bliźniaka, to przecież wiem, że nie zniknął z powierzchni ziemi, przecież wiem, że JEST. Nie mogę nawet zaśpiewać „gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie”, bo doskonale wiem, gdzie jest ;) I nawet nie jest tak daleko. Dzieli nas tylko jeden telefon, jeden SMS ;) To bardzo blisko, prawda? ;)
Czuję, że powoli otwieram dłonie, aby wypuścić motyla… Ile miłości, wiary i zaufania trzeba w sobie mieć, żeby pozwolić odejść temu kogo się kocha, bez robienia z siebie ofiary i męczennika? Jak odważnym trzeba być żeby potem żyć? Jak cierpliwym trzeba być żeby potem czekać na jego powrót, jednocześnie nie zatracając siebie w tym wszystkim? No jak? Nie wiem… Ale powoli zaczynam się o tym przekonywać…
Moje uczucia do Bliźniaka kompletnie się nie zmieniły, a nawet powiem, że czuję, że kocham go bardziej. Znowu bardziej! To jest niebywałe w tym wszystkim :)

Bliźniak już wyjechał…

Poszłam dziś spać o 4 nad ranem, a płakałam jakieś 8 godzin pod rząd… Właściwie, to miałam takie coś, jak bohaterka filmu „Lepiej późno niż później”. Płacz, śmiech, płacz, śmiech… A śmiałam się dlatego, że czytałam stare wpisy z rozmowy z przyjaciółką na Gadu Gadu, z zeszłego roku, gdy wszystko było takie nowe i świeże, a ja coraz bardziej i bardziej byłam przekonana, że to, co łączy mnie z mężczyzną w habicie, to naprawdę coś wyjątkowego. Nic a nic się nie myliłam…
Mój Bliźniak już wyjechał… Już go tu nie ma… Więc teraz rozumiem, co się działo ze mną od piątku… Ale te łzy, ten cały płacz, to mnie trochę oczyściło z negatywnych emocji, z bólu. Jednak wciąż czuję na sercu dziwny ucisk… Muszę się teraz nauczyć być bez niego. Muszę się przystosować do tej rzeczywistości, w której teraz przyjdzie mi żyć. Bez niego… Bez niego… BEZ NIEGO…

Zabierają mi Bliźniaka…

Drodzy…
Już niebawem zasilę liczne grono tych, którzy żyją z dala od swoich Bliźniaków. Za kilka dni zostanę „sama”. Za chwilę skończy się prawie codzienne widzenie Bliźniaka, spotykanie go „przypadkiem” na ulicy, w sklepie. Skończy się patrzenie na siebie bezustannie… Rozdzielają nas… Przenoszą go gdzieś… Najgorsza z możliwych opcji się ziszcza… Najgorszy z możliwych koszmarów… Rozdzielenie fizyczne…
Czy będzie tak, jak w zeszłym roku w lipcu, gdy wyjechał na miesiąc, czy może gorzej… Nie wiem, ale od niedzieli non stop się wzruszam, płaczę… Wczoraj popłakałam się na mszy… A on nie pozostał na to obojętny… Jego też to dławi i dusi. To jest silniejsze od nas… Niestety… Pierwsze dni będą najgorsze, bo jak wrócić do codzienności, gdy ukochana, najdroższa połówka będzie daleko? Jak wrócić do codzienności wiedząc, że ta połówka cierpi równie mocno, co Ty, a może nawet i bardziej… Jak żyć? No pytam… Jak???
Wierzę, że to wszystko ma jakiś cel i zaprowadzi nas do czegoś naprawdę dobrego. Ja coś zrozumiem, on coś zrozumie. Może miną miesiące, może lata, ale wiem, że wyjdzie nam to na dobre.
Dziś jednak boję się bólu fizycznego, który towarzyszy takim rozdzieleniom. Boję się, że będzie tak samo jak w zeszłym roku… Ja jeszcze jakoś dam radę, ale bardzo bym chciała jemu tego oszczędzić. Nie chcę żeby cierpiał, ale wiem, że już cierpi. On nie chce mnie zostawiać! WIEM TO.
Co prawda, nie chce na razie usłyszeć prawdy… Nie odpisał mi wczoraj na SMSa, ale OK. Jeśli chce „spokoju”, to mu go dam. Sam się przekona niedługo, że na dłuższą metę nie da rady, że brak kontaktu, jakiegokolwiek kontaktu ze mną, będzie go bolał… Bardziej i bardziej…
Zrobiłam wszystko co mogłam. Teraz zostawiam wszystko Bogu…

FIAT VOLUNTAS TUA.

Fizyczna rozłąka

Duszyczki moje drogie, przetłumaczyłam dla Was kolejny świetny artykuł. Naprawdę wiele wyjaśnia i rozjaśnia ;) Więc jeśli ktoś się jeszcze głowi nad tym dlaczego nadal nie jesteście razem, proponuję zagłębić się w ten tekst i w siebie…

Istnieje wiele ważnych powodów dlaczego Bliźniacze Płomienie przechodzą przez czas fizycznej rozłąki. To jest coś, co wynika przede wszystkim z duszy a niekoniecznie od osoby. Chociaż może się wydawać, że jedna lub obie Bliźniacze Dusze zaprzeczają / odpychają / uciekają od połączenia, tak naprawdę to dlatego, że DUSZA nie jest gotowa. Dusza dyktuje, kiedy nastąpi spotkanie, w związku z tym, dopóki dusza nie zdecyduje, że już czas, to żadna ilość prób zmuszania się do bycia razem nie poskutkuje.

Może główna blokada, czy dusza jest gotowa na zjednoczenie, czy nie, to nacisk, który kładziesz na połączenie się i spotkanie Bliźniaczych Dusz. Być może postrzeganie tego przede wszystkim w kategoriach tradycyjnego romantyzmu, wprowadza ograniczenia na to i dlatego nie jesteście gotowi, aby się zjednoczyć.

Ale ta fizyczna rozłąka następuje głównie po to, aby „nas obudzić”. Wszystkim z góry przyjętym osądom, co do połączenia, trzeba będzie się przyjrzeć, a jeśli Bliźniacze Dusze mają jakieś błędne pojęcia, co do tego, jakie to połączenie „powinno być” i nie zaakceptują tego, czym to naprawdę jest, wtedy będą musiały kontynuować fizyczną rozłąkę dopóki nie staną się świadome prawdziwej rzeczywistości połączenia dusz.

Również głównym powodem, dla którego jesteśmy fizycznie rozdzieleni z naszą Bliźniaczą Duszą jest to, aby nauczyć się kochać siebie tak bezwarunkowo, jak kochamy naszą Bliźniaczą Duszę. Ale najpierw musimy przyjrzeć się naszemu ego, które składa się ze wszystkich „powinności” i oczekiwań, warunków. Przeważnie to, o co obwiniamy naszą Bliźniaczą Duszę jest tym, o co obwiniamy siebie na poziomie podświadomości. Istnieją części nas samych, które możemy odrzucać, zaprzeczać, karcić, karać. Próbując zignorować ten ból, skupiamy się na tym, że nasza Bliźniacza Dusza nie daje nam czegoś, aby nas uszczęśliwić. Ale tak naprawdę musimy zdać sobie sprawę z tego, że to MY SAMI nie dajemy sobie tego, czego potrzebujemy do szczęśliwości i spełnienia. Dopóki nie zdamy sobie z tego sprawy i nie zaczniemy działać, by sprostać naszym wymaganiom, co do osiągnięcia szczęścia i kochania samego siebie, problem będzie kontynuowany i będzie objawiał się między dwoma Bliźniaczymi Duszami jak lustro.

Fizyczna rozłąka pomaga nam również uświadomić sobie, jak ważne, jak istotne naprawdę jest połączenie Bliźniaczych Dusz. Gdybyśmy mieli być razem od razu, bez problemów, wtedy na pewno byśmy wszystko traktowali jako pewniak i bylibyśmy nieświadomi tego, jak ważne, jak istotne to połączenie jest. Będąc fizycznie rozdzielonymi, ale odczuwając to przyciąganie i doświadczając tego wszystkiego psychicznie, to duchowe zjawisko, które występuje w połączeniu Bliźniaczych Dusz, uświadamia nas, że to jest coś OGROMNIE ważnego. To pomaga nam spojrzeć wgłąb, aby odkryć DLACZEGO, jest to tak ważne i pobudza nas do przebudzenia.

Nasza fizyczna rozłąka pomaga nam uświadomić sobie i wzmocnić nasze połączenie z Bogiem/Boginią. Bóg/Bogini mieszka w nas, wszyscy jesteśmy boskimi istotami i posiadamy przestrzeń od naszych Bliźniaczych Dusz, aby skoncentrować się na naszym związku z samym sobą, z Bogiem/Boginią, pomagając nam powrócić do kochania siebie i akceptacji. To jest to, co harmonizuje nasze energie z naszymi Bliźniaczymi Duszami, uzdrawiając Bliźniacze Dusze tworząc między nimi most, aby wypełnić lukę zanim ewentualnie się zjednoczą.

Gdy pracujemy nad naszymi indywidualnymi jaźniami, żeński aspekt połączenia Bliźniaczych Dusz uczy się rozwijać więcej niezależności (głównie męskiej) a męski aspekt rozwija wyrażanie emocji w sposób konstruktywny (głównie kobiecy). Dlatego Bliźniacze Dusze mają przestrzeń by się rozwijać i rozbudowywać swoje obupłciowe energie, by się zrównać i zjednoczyć.

Pomyśl o tym czego nauczyła Cię rozłąka – jakie są dobre rzeczy, które z tego wynikły? Czy rozwinąłeś się bardziej indywidualnie? Czy obudziłeś się bardziej duchowo? Czy nauczyłeś się czegoś więcej o sobie? Czy rozwinąłeś bardziej swoja intuicję? Co jeszcze?

To wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. To nie jest niczyja „wina”, ale ścieżka Waszych dusz, aby pomóc Wam uczyć się i rozwijać bardziej podczas przygotowania na zjednoczenie z Bliźniaczą Duszą.

źródło:
http://loveandlivedivine.wordpress.com/2013/03/27/twinflames-separation/