Wzruszający obrazek z historyjką

tf0

(kliknijcie na obrazek raz, a potem drugi raz, wtedy się odpowiednio powiększy)

To TYLKO obrazek, krótka historyjka, a ja się wzruszyłam, jak nie wiem… Słowa opisujące cokolwiek są zbędne. Wystarczy spojrzeć na tą piękną grafikę i wszystko będzie jasne :-)

Zawsze chroń swojego króla

always protect your king

Zawsze chroń swojego króla.

W moim przypadku, to bardzo wymowny przekaz. Siedzę cicho, nie odzywam się, bo chcę chronić swój Bliźniaczy Płomień. Ktoś zapyta, ale chronić przed czym? Pomyślcie ile oboje ryzykujemy kochając się. On jako ksiądz i ja, jako parafianka. W dzisiejszych czasach, gdy nadal tak wiele ludzi jest za celibatem, cóż mamy począć?
Ale powiem Wam, że my jesteśmy ponad to wszystko. I kochamy się mimo wszystko. Mamy miłość duchową, a to jest najpiękniejsze. Nie cielesność, nie fizyczność. DUCHOWOŚĆ. W odróżnieniu od ludzi, którzy mają zwykłe związki, gdzie tak naprawdę jutro nie jest pewne, ja wiem, że mój Bliźniaczy Płomień zawsze będzie mnie kochał i nawet na sekundę nie przestanie. Zawsze będzie przy mnie, dając mi znaki na każdym kroku. A ja zawsze będę go czuć. Tak jak np. teraz, gdy to piszę. On jest cały czas ze mną. Jest we mnie.

Przed czym jeszcze go chronię? Przed tym, aby pod wpływem chwili nie podjął złej decyzji, która tak naprawdę nie będzie zgodna z tym, co on akurat czuje. Nie chcę żeby przeze mnie, przez mój wpływ, podjął decyzję o odejściu z kapłaństwa. Nie chcę żeby kiedykolwiek pomyślał, że musi odejść, bo tak powinno być, że powinniśmy żyć, jak kobieta z mężczyzną. Jeżeli kiedykolwiek odejdzie z kapłaństwa, to niech to będzie Wola Boga, a nie pragnienie ciała i przeświadczenie o tym, że tak trzeba.
Wierzę jednak, że jest na tyle dojrzałym mężczyzną, na tyle mądrym mężczyzną, mężczyzną miłującym Boga, że podejmie odpowiednie decyzje.
Cokolwiek postanowi, Bóg będzie mu błogosławił, a ja zawsze będę obok, jako oddana mu kobieta.

Uwielbiam

Uwielbiam widzieć się z moim Bliźniaczym Płomieniem :) Uwielbiam, gdy na mnie patrzy, gdy wlepia we mnie te swoje nutellowe oczy. Uwielbiam również, gdy nieśmiało odwraca wzrok albo robi wszystko, by choć na chwilę zerknąć na mnie.
I uwielbiam jego uśmiech. Ma najcudowniejszy i najcieplejszy oraz najbardziej promienny uśmiech na świecie. Kocham go całego. Kocham i już.

Jedyne błogosławieństwo jakiego potrzebuję, to błogosławieństwo Boga. Tylko jego akceptacja jest dla mnie najważniejsza i jestem przekonana, że ja i mój Bliźniaczy Płomień ją mamy. A dlaczego? Dlatego, że pozwolił nam się spotkać, dlatego, że dawno temu dał nam tą miłość i pozwala ją codziennie pogłębiać i poznawać na nowo. Miłość nie pochodzi od szatana, miłość to nie grzech. To Bóg jest miłością i tylko on ma prawo dawać ją każdemu. Prawdziwa miłość to dar i pochodzi jedynie od Boga. Po czym ją poznać? Po tym, że jest bezgraniczna i bezwarunkowa. Chcesz kochać i nie chcesz nic w zamian. Nie doszukujesz się w takiej miłości żadnych korzyści dla siebie. Nie myślisz „jeśli będę z nim/z nią, to będę najszczęśliwszą osobą na świecie”. Nie. Twoje myślenie jest zupełnie inne. Sam fakt, że kochasz tak prawdziwie, sprawia, że jesteś najszczęśliwszą osobą na świecie.

Miłość, to nie grzech!

Portal Harmonii 20 marca – 08 maja

Kochani, poniżej rewelacyjny artykuł. Bardzo pokrzepiający i wiele wyjaśniający. Od razu, jakoś tak jaśniej mi się zrobiło ;)
Bliźniacze Płomienie, głowa do góry! :)

Od jakiegoś czasu znajdujemy się w energiach jednego z trzech głównych portali umożliwiających przepływ do Ziemi nowej energii i tzw. kodów świetlnych. W channellingu Metatrona (całość na stronie ) jest on opisany następująco: „Pierwsza faza kodów pojawia się od równonocy marcowej poprzez całkowite zaćmienie Księżyca, zaćmienie Słońca, Wielki Krzyż aż po majowy deszcz meteorów Eta Auardis. W kwietniu wystąpią zaćmienia Słońca i Księżyca, które będą rozdzielone Wielkim Krzyżem obejmującym Marsa, Uran, Pluton i Jowisza. Jest to święty czas sprzyjający poszukiwaniu harmonii i budowaniu harmonii jako świadomość zbiorowa. Znajdą się w nim kody pozwalające na odrodzenie duchowe na skalę globalną oraz na przeprojektowanie i przedefiniowanie relacji. Czas ten daje możliwość zasiania zalążków światowego pokoju w rejonach konfliktu, zwłaszcza w miejscu, które nazywane jest Środkowym Wschodem. Na poziomie indywidualnym do większego głosu dojdą problematyczne relacje; pojednanie z tym, co zostało odcięte. Jest to przypływ energii kochającego współczucia. W prawdziwym znaczeniu jest to ładunek energetyczny tego, co możemy nazwać “bezwarunkową miłością” – Energią Chrystusową.”

Każde z wyżej wspomnianych wydarzeń astrologicznych stanowi swoiste okno możliwości, potęguje siłę Wszechświata, ale także naszą własną, która jest a nią połączona. Bardzo silnym elementem jest Wielki Krzyż, którego kulminacja (planety ustawiają się dokładnie w swoich pozycjach) następuje 23 kwietnia. Intensywność napływających energii będzie jeszcze silniejsza od pełnego zaćmienia, które będzie miało miejsce 15 kwietnia. Każdy dzień już teraz może przynosić nam różne „niespodzianki” na poziomie indywidualnym w postaci rozchwianych emocji, dziwnych zdarzeń w relacjach czy innych życiowych sytuacji. Po 15 kwietnia tempo tego wszystkiego może przyspieszyć. Na poziomie globalnym napływające energie to głęboka przemiana systemów politycznych, społecznych i finansowych. Tymi energiami m.in. jest wiedziona sytuacja za Ukrainie.

Siła schodzących energii związanych z Wielkim Krzyżem porównywana jest czasami z potężną siłą Apokalipsy. Nie mówimy tutaj jednak o końcu świata jako planety, o którym mówią mylne interpretacje Apokalipsy, ale o końcu świata jaki znamy, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym. Co to oznacza? Zamknięcie pewnego rozdziału w naszym życiu, dokonanie zmiany przed którą się bronimy, podejście pod powierzchnię bolesnych emocji, które w sobie pielęgnujemy, zamiast je uwolnić. W wymiarze finansowym, może to oznaczać wahania przychodów, bądź jakieś komplikacje zawodowe. Pojawią się one dlatego, że w pewien sposób zaniedbaliśmy aspekty z nimi związane, które bardzo mocno są związane z tym, kim chcemy być w życiu i jaką pozycję w nim zajmować. Czasami usprawiedliwiamy się i mówimy, że nie mamy wyjścia, bo finanse, bo rodzina, bo coś innego. Tranzyt Plutona ponownie skonfrontuje nas z tymi wymówkami. Pluton jest planetą transformacji, która nie pyta, ale po prostu zmienia.

Co możemy z tym zrobić? Usłyszeliśmy odpowiedź od aniołów w przekazie na cały rok 2014. Oczyszczać to, co przychodzi na bieżąco i wziąć sobie do serca, że energia, która przychodzi jest neutralna. To, czy i w jaki sposób wykorzystamy otwierające się okno możliwości zależy tylko i wyłącznie od nas. Możemy zrobić z niej rzeczy piękne i wspaniałe, ale równie dobrze możemy zniszczyć wszystko to, na co wspólnie pracowaliśmy. Jedna z amerykańskich astrolożek z darkstarastrology.com przeanalizowała podobne zjawiska z poprzednich wieków. Okazało się, że podobny krzyż w połowie XIV w. dał początek dzisiejszemu „rządowi dusz”, obrotowi pieniądza opartego na długu i wprowadzeniu różnych systemów kontroli, z którymi w świadomości zbiorowej i indywidualnej zmagamy się do dziś. W kwietniu mamy okazję, aby to zmienić i pokierować naszą energią tak, aby odzyskać i „odkręcić” to, co zostało zmanipulowane w Średniowieczu. Kluczem do tego jest brak strachu przed zmianami i dążenie do realizacji swoich marzeń i planów. Stanie się świadomym obserwatorem rzeczywistości i zrozumienie, że to, co się dzieje, ma wyższy wymiar. Nie pomija to ciebie, jako jednostki, ale daje ci możliwość zrozumienia tego kim jesteś naprawdę i zobaczenia siebie, jako prawdziwej, silnej, wielowymiarowej istoty, a nie bezbronnej łódki na oceanie życia. Energia, która przychodzi jest twoim dziedzictwem i możesz z niej budować Nową Ziemię, Nowego Siebie, Nowe Życie.

Portal, który się otworzył nosi nazwę Portalu Harmonii. Aby ona nastała, czasami nie wystarczy zmiana kosmetyczna, ale zburzenie starych struktur. Nic nie ustoi na wadliwych fundamentach. Będą pojawiać się coraz to nowsze doniesienia o sytuacji na Krymie, o ruchach Rosji, Syrii i wielu, wielu innych miejscach na świecie. Nie musi to być wojna, mogą to być pojedyncze wydarzenia, które media uznają za „wstrząsające”. To jest właśnie burzenie struktur, dlatego kiedy o tym słyszysz, nie krytykuj, nie osądzaj, ale wysyłaj światło do tego miejsca, bo wszyscy uczestnicy tych wydarzeń (stojący po jednej i drugiej stronie) poświęcają się, by obnażyć ciemność i podnieść ludzką świadomość na tyle, by chciała żyć w świecie pokoju, miłości, prawdy i zaufania.

Jeszcze jedna rzecz, której nie można pominąć pisząc o Wielkim Krzyżu, który się pojawia w kwietniu, a mianowicie jego aspekt mistyczny. Wkrótce Wielkanoc, święto, gdzie Krzyż pełni ogromną rolę – czyżby zbieg okoliczności? Nie, synchronizacja wydarzeń Wszechświata, który w tak wspaniały sposób prowadzi nas do pełnej świadomości i Wzniesienia. Wielkanoc jest świętem, a właściwie rytuałem przejścia z cierpienia do nowego życia. Za tym prostym stwierdzeniem kryje się głębia wielkiej prawdy, którą celebrujemy, choć nie zawsze dochodzi do nas jej wielkość. Mówi ona o odbudowaniu człowieka w Chrystusie, czyli ponownym połączeniu się ze Świadomością Chrystusową. Nadszedł czas, aby homo sapiens stał się homo divinus’em (człowiekiem bożym). Na pełne zrozumienie i zintegrowanie tej prawdy pozwala nam energia astrologicznego Wielkiego Krzyża.

Kwiecień przyniesie nam ogromny skok świadomościowy. Coraz więcej będziemy widzieć, czuć i rozumieć ze świata ziemskiego, jak i tego za woalem. Być może uda nam się także przetransformować nasze rozumienie Wielkiej Nocy, która pokazuje nam do czego zdolny jest człowiek.

Źródło: http://rozmowyzaniolami.pl/blog/portal-harmonii-20-marca-08-maja/

Bliźniaczy Płomień – życiowa nauczka

Wiecie Drodzy, kiedyś non stop zastanawiałam się dlaczego Bóg dał mi tą miłość i dlaczego on musi być akurat księdzem… Pytałam o to Boga z wyrzutem i ze łzami w oczach. Tak było przez pierwsze miesiące, gdy nie wiedziałam co mi jest. Mówiłam, że przecież mogłam zakochać się w każdej innej osobie, w strażaku, w dentyście, w robotniku drogowym, w chłopaku rozdającym ulotki, w urzędniku, w koledze… A ja musiałam zakochać się akurat w księdzu. To wszystko było dla mnie niezrozumiałe i nielogiczne. I w ogóle nie rozumiałam, dlaczego ja, taka zagorzała zwolenniczka gadania różnych niefajnych rzeczy na kościół i księży, nagle do jednego z nich zapałałam tak wielką miłością. Nawet nie wiedziałam, że można aż tak kochać! A myślałam, że o miłości wiem już wszystko… Naiwna ja…
Byłam w wielu krajach, sądząc, że skoro w Polsce nie mogę znaleźć ukochanego, to może za jej granicami kiedyś mi się poszczęści. A popatrzcie… wystarczyło jedynie przejść przez ulicę i pójść do kościoła! No, ale oczywiście, on nie od zawsze tam był. W naszej parafii jest dopiero zaledwie kilka lat. Do dziś zastanawiam się, czy widzieliśmy się wcześniej, zanim nastąpił moment naszego przebudzenia. Bo jak wiecie, Bliźniacze Płomienie mają to do siebie, że ich drogi się często przecinają w ten, czy inny sposób. Ja z moim Bliźniakiem mogliśmy się chociażby mijać w sklepie… A może było tak, że to on mnie pierwszy dostrzegł z oddali i zobaczył we mnie coś znajomego. Może czekał aż pewnego dnia zjawię się na mszy… Tak, czy siak rozpoznaliśmy się podczas naszego „pierwszego spotkania”. Tak naprawdę, to ja sama nie wiedziałam, co pamiętam, skąd go znam, ale wiedziałam, że ZNAM, jak nikogo innego na tym świecie. No i ta miłość, która dosłownie w jednej sekundzie zalała mnie całą. Gdy tylko usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, już wtedy czułam coś dziwnego… i to znajome już dziś, a nieznajome jeszcze wtedy bicie serca, oznajmujące mi jego bliskość… Jedną z myśli, która pojawiła się wtedy było: „Dlaczego on ma na sobie habit? Przecież on nie jest księdzem, tylko nauczycielem…”. Sama się sobie dziwiłam, że jestem tego taka pewna. Możecie sobie jedynie wyobrazić, jak wyglądała moja mina, gdy dowiedziałam się, że faktycznie nim jest… To jest coś, co ciągnie się za nim z poprzednich wcieleń. Wiem to na pewno, bo to pamiętam. On ma w sobie ogromną mądrość, to takie doświadczenie, które zdobywa się z poprzednich żyć. Ja też mam tą mądrość. Wiele razy od różnych ludzi, w różnych odstępach czasu, na przełomie różnych lat, słyszałam, że jestem nad wyraz mądra, jak na swój wiek. A wszystko dlatego, że mam STARĄ DUSZĘ. On też.
Mam starszą duszę niż moja babcia, niż moja mama. Wiem, że pewnie dla niektórych to dziwnie brzmi, ale tak jest. Nie jesteśmy ciałem, które ma duszę. Jesteśmy duszą, która ma ciało. W każdym wcieleniu jest ono inne, ale jest coś dzięki czemu możemy się rozpoznać i być rozpoznani. To nasze oczy :) Nie przypadkiem powstało to powiedzenie, że „oczy są zwierciadłem duszy”, bo tak jest naprawdę. Możecie nie pamiętać dosłownie nic z poprzednich wcieleń, ale wystarczy jedno spojrzenie w jakieś konkretne oczy i zaczynacie sobie przypominać, zaczynacie odczuwać więź z tą osobą :) Temat duszy, to tak naprawdę temat rzeka, może kiedyś go jeszcze poruszę, a tymczasem wróćmy do mojej pierwszej myśli…
Ponieważ w dalszym ciągu mam lekkie zaniki pamięci ;) (o tym napiszę za jakiś czas, a propos PRZEBUDZENIA DUCHOWEGO), to w tym momencie nie pamiętam ani gdzie, ani kiedy, przeczytałam bardzo ciekawą rzecz, że aby Bliźniacze Płomienie mogły się rozpoznać, niezbędne jest zwrócenie się obojga ku Bogu. Możesz nawet do końca nie być świadomym tego, że coś Tobą tak wstrząsnęło, że naprawdę nie masz już wyjścia, no i co? Jak trwoga, to do Boga.
Ja akurat miałam tą świadomość, że właśnie znalazłam się w tak głębokim dołku, że nawet światło dzienne tam nie dociera… Ja wiedziałam, że NIKT inny nie zdoła mi pomóc, że nikt nie powie nagle kilku magicznych słów i problem zniknie. Wiedziałam, że teraz to jedynie Bóg może mi pomóc. Strasznie odpychałam od siebie myśl o pójściu do kościoła, ale Bóg miał inny plan i jednak się tam znalazłam. Wierzę i wiem, że przez osobę, która tego konkretnego dnia prowadziła mszę, przemawiał sam Bóg. Wierzę w to całym sercem. Tą osobą nie był mój Bliźniaczy Płomień, ale jego dobry przyjaciel, człowiek, który dla mnie jest tak prawdziwy w swym kapłaństwie, jak nikt inny. Nawet moja znajoma, która go wcześniej nie znała, a miała okazję z nim szczerze porozmawiać, powiedziała, że jest niesamowity. Nie bez powodu pojawił się w moim życiu :) I jestem Bogu bardzo za niego wdzięczna :)
Wracając do tematu, że niezbędne jest zwrócenie się obojga ku Bogu, no to zobaczcie sami, mój Bliźniaczy Płomień już był z nim blisko, a ja musiałam przejść tą całą drogę, żeby w końcu poczuć, że muszę iść do kościoła. A gdy już tam poszłam, tak zostałam i teraz nie wyobrażam sobie życia bez modlitwy, bez pójścia tam. Bóg pomógł mi pokonać wiele barier w życiu. Barier, które sama sobie gdzieś tam, kiedyś tam postawiłam. Barier, które myślałam, że są nie do przeskoczenia. Ale jak widać, nic nie jest niemożliwe dla Boga. Gdy zmieniłam hierarchię własnych wartości, zmieniło się moje życie. Dziś jestem szczęśliwa. NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA.
A tak poza tym, to myślę, że Bóg dając mi miłość mojego życia w postaci księdza, dał mi cudowną życiową nauczkę. KOCHAJ BLIŹNIEGO SWEGO, JAK SIEBIE SAMEGO, bo tak naprawdę nie wiesz skąd przyjdzie pomoc, skąd przyjdzie zrozumienie, skąd przyjdzie miłość.

Jakie to uczucie?

Szkoda, że nie mogłeś siebie dziś widzieć. Wyglądałeś jak ten słodki mopsik. Takie miałeś spojrzenie, gdy wychodziłam… A swoją drogą, jakie to uczucie widzieć mnie wychodzącą? Wiem, że byłeś pewien, że zostanę, a tu taki zonk – wyszłam. A gdy szerokim łukiem omijałam Twoje spojrzenia? Jakie to uczucie? Jakie to uczucie być ofiarą mojej obojętności? No jakie? Pewnie takie samo, gdy ja tego doświadczam od Ciebie. Czułeś ból, niepewność, a w Twojej głowie było tysiąc myśli na minutę, prawda? Nie wiedziałeś co się dzieje, BAŁEŚ SIĘ, że coś się zmieniło, prawda? Że przestałam Cię kochać… Ale w głębi serca dobrze wiesz, że nie przestałam i nigdy nie przestanę.

Ty cholerny szczęściarzu!

Kocha Cię kobieta, która odnalazła dzięki Tobie Boga, która wie, że Bóg mieszka w Tobie. Bóg i Ty jesteście największymi miłościami tej kobiety. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Czy wiesz co masz? Czy wiesz, że MASZ WSZYSTKO?

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu

Czasem uzdrowienie jest w cierpieniu.

Przez długi czas było już tak dobrze. Byłam szczęśliwa, żyłam tym szczęściem. Teraz wszystko się zepsuło, a ja tak naprawdę nie wiem dlaczego. Co się stało, kiedy to się stało? Wiszą nade mną jakieś czarne chmury, a z nich kapie deszcz i już przemokłam cała… Smutkiem, żalem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, rozżaleniem… Czuję ból wewnątrz siebie i nie mogę nic z tym zrobić. Myślałam, że to już nigdy nie wróci, ale wróciło i tylko pytanie, dlaczego wróciło? Myśl o tym, że mój Bliźniaczy Płomień wkrótce może zniknąć z mojego życia udowodniła mi, że nadal jest we mnie dużo lęku i strachu. A to oznacza, że A. miała rację i jednak nie jestem GOTOWA…
Wspomnienie tego, że w przeszłości byłam opuszczana, że musiałam walczyć o uczucia, a nikt nie walczył o mnie, że musiałam tyle przejść, tyle wycierpieć, dziś odbija się na mnie tak bardzo, że jak widać, nie umiem sobie z tym poradzić. Boję się, że on też odejdzie i tyle będę go widziała. Znowu zostanę sama, samiusieńka…  Nie chcę żyć tak, jak żyłam zanim poznałam mój Bliźniaczy Płomień. Prawdziwy smak życia poznałam dopiero wtedy, gdy on się pojawił i to jest coś, co chcę nadal czuć. Nie chcę czuć tej pustki, którą wcześniej czułam. On wypełnił mnie po brzegi sobą i pięknem tego świata i już nawet nie chodzi mi o to, żeby być z nim fizycznie, ale żeby przynajmniej go widzieć. Widzieć i wiedzieć, że JEST.
A z drugiej strony, na co mi takie życie? Nie mogę być z kimś kogo kocham ponad wszystko. Nie mogę spełnić się w roli jego partnerki życiowej, a co za tym idzie, w roli żony i matki. Więc po co to wszystko? Mam być sama do końca? Taki jest Twój plan Boże? Nie rozumiem dlaczego teraz mnie tak doświadczasz… Nie rozumiem dlaczego to wszystko znowu wróciło… Nic nie rozumiem…
Przyznaję, że lipcowe cierpienie przyniosło mi uzdrowienie i każdy kolejny ból przynosił coraz więcej mądrości i zrozumienia, ale czy tym razem będzie tak samo?

Proszę, pozwól mi zrozumieć Boże… 

Motyle

Po wczorajszej mszy zostałam jeszcze chwilę w kościele żeby porozmawiać z Bogiem i poprosić Go o pomoc, bo już pomijając fakt, że bycie w relacji Bliźniaczych Płomieni nie jest łatwe, ja dodatkowo jeszcze teraz jestem na rozdrożu… Co dalej, gdzie iść, którą drogę wybrać? Skupiona zaczęłam się modlić, ale nie używałam do tego żadnej wyuczonej regułki. Własnymi słowami prosiłam w myślach Boga o światło… Zamknęłam oczy i nagle zobaczyłam pod swoimi powiekami MOTYLE… Szybko otworzyłam oczy i za chwilę zamknęłam je ponownie, a MOTYLE nadal tam były! Widziałam  je tak wyraźnie, były piękne :) Zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, ale dopiero dziś dotarłam do kilku informacji.

Motyl jest zwiastunem zmian!

„Motyl to wyjątkowo piękny symbol transformacji, symbolizujący nie tylko przemianę, ale i szczęście, piękno, radość, lekkość, niezależność, wolność, nieśmiertelność, podążanie za tym, co się kocha i życiem w ekstazie.”

Nie ma czego się bać :) Będzie dobrze :)

Jak grochem o ścianę…

Chciałam dziś napisać o czymś innym, ale niestety wydarzenia wczorajszego dnia aż się proszą o komentarz.
Wiecie jak powinna brzmieć zasada Nr.1 odnośnie mówienia o Bliźniaczych Płomieniach?
NIGDY NIE DYSKUTUJ O BLIŹNIACZYCH PŁOMIENIACH Z OSOBĄ, KTÓRA TEGO NIE PRZEŻYŁA!
Właśnie tak. Już kolejny raz się o tym przekonałam na własnej skórze. Ludzie, którzy znają tylko zwykłe związki, zwykłe relacje damsko-męskie, niestety nie są w stanie ogarnąć potęgi tej miłości. Ile razy by się mówiło, tłumaczyło, zawsze będzie to na zasadzie „jak grochem o ścianę”. Takie osoby zawsze będą kwestionować wszystko, co ktoś znający się na rzeczy, powie. Zawsze będzie „a dlaczego tak myślisz?”, „dlaczego tak mówisz?”, „a skąd wiesz, że jest właśnie tak?”. A no bo qrde wiem! To kolejna rzecz, której inni nie zrozumieją. Bliźniacze Płomienie porozumiewają się telepatycznie, czytają sobie w myślach, odbierają swoje uczucia i emocje, jak radary. To jest nieprawdopodobne, ale tak jest. Kiedyś pewnie sama bym w to nie uwierzyła, ale ponieważ tego doświadczyłam, to o tym mówię.
Zawsze staram się wszystko jak najlepiej zobrazować i na szczęście większość wtajemniczonych w moją sytuacje ludzi rozumie ją I CHWAŁA IM ZA TO. Te osoby przy mnie są i po prostu wspierają każdą moją decyzję, mówiąc, że jakiekolwiek kroki podejmę, są ze mną. Tego właśnie mi trzeba. Nie gdybają, a co jeśli to, a co jeśli tamto. W żaden sposób nie próbują na mnie wpłynąć, ani pchać mnie w coś czego nie jestem pewna, tak samo zresztą, jak nie odradzają mi, gdy ja już się na coś zdecydowałam, bo wiedzą, że to nie oni są w tej sytuacji. A co najważniejsze, nie porównują mojej relacji z Bliźniaczym Płomieniem do żadnego przyziemnego związku, czy uczucia. Szanują to, że tak naprawdę wszystko w takiej relacji żyje własnym życiem i nie należy nic przyspieszać i naciskać na szybszy rozwój wydarzeń. TO TAK NIE DZIAŁA.
Za kilka miesięcy mój Bliźniaczy Płomień może zniknąć z mojego fizycznego życia na zawsze i mogę go już nigdy nie spotkać. Jeśli tak się stanie, a ja do tego czasu nie dostanę żadnego znaku, że mam iść z nim szczerze porozmawiać, to nie zrobię tego i zostawię wszystko tak, jak jest. Widocznie TAK MA BYĆ i jest nam to potrzebne do dalszego rozwoju nas samych, gdyż tak naprawdę właśnie to w relacji Bliźniaczych Płomieni jest najważniejsze – swój własny rozwój, a nie zespolenie cielesne z ukochaną osobą. Oczywiście to nie znaczy, że nie chciałabym, aby był ze mną, jak mężczyzna z kobietą, bo bardzo bym chciała. Bardzo bym chciała dać mu to wszystko, co kobieta daje ukochanemu mężczyźnie i tak samo chciałabym dostać to, co dostaje ukochana kobieta od mężczyzny. Ale wszelkie takie pragnienia stały się dla mnie drugoplanowe, a najbardziej na świecie chcę go po prostu KOCHAĆ. Chcę go wspierać w tym co robi i radować się codziennie z faktu, że Bóg mi go dał i że w taki fantastyczny sposób zostało przewartościowane i odmienione moje życie. Nie chcę mu nic nakazywać, ani zmuszać do niczego, bo do wielu spraw musi sam dojrzeć. Tak jak ja. On był tym bodźcem, który we mnie obudził tą całą miłość i to wszystko i tak samo ja dla niego tym jestem, ale każdy ma swój własny czas, w którym dojrzeje i nikt oprócz Boga nie ma na to wpływu. Co z tego, że pójdę do niego i mu powiem, „Wiesz, kocham Cię, a Ty mnie, bo jesteśmy Bliźniaczymi Płomieniami”. Jeśli on w tym momencie nie będzie na to gotowy, to tego nie ogarnie! Do tej pory są jedynie podchody, widzę, że chce porozmawiać, ale się waha, a jeśli się waha, to znaczy, że nie jest do końca gotowy i pewny! Proste i logiczne.
Moja sytuacja z Bliźniaczym Płomieniem jest podwójnie trudna, bo do tego wszystkiego on jest jeszcze księdzem. Osobą, która z punktu widzenia wielu ludzi „nie ma prawa” zakochać się w kobiecie. Ma służyć tylko Bogu, koniec i kropka. I nagle co, chłopak ma „ułożone” życie i pojawiam się JA i wszystko się zmienia. Wszystko w co do tej pory wierzył, znika. Wszystko wywraca się do góry nogami. On nie może się z tego wszystkiego zwierzyć komuś od tak sobie, na luzie, jak ja. On wiele rzeczy musi zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Czuje ze mną więź, wie, że jestem mu bliska, ale jednak nic konkretnego nie robi. To jest też dla mnie jakiś sygnał o braku jego gotowości do działania. Prawie codziennie widzę, jaką walkę ze sobą toczy, odbieram jego emocje, słyszę myśli. To wszystko dla Was jest niezrozumiałe, ale dla mnie to codzienność. Nauczyłam się z tym żyć, nauczyłam się czekać, nauczyłam się być cierpliwa. To właśnie cierpliwość jest kluczem do sukcesu w tym wszystkim.
Jeśli Bóg zadecyduje, że trzeba nas jeszcze rozdzielić, OK. Tak, będzie mi przykro i na pewno nie raz w oczach pojawią się łzy, bo nikt z kamienia nie jest. Ale zrobię wszystko żeby ten smutek zagłuszyć i żeby jak najwięcej miłości i światła wysyłać z mojego serca do serca mojego Bliźniaczego Płomienia. Dzięki mojej sile i dzięki Bogu przetrwamy wszystko!

„Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci – jest Twoje. Jeśli nie – nigdy Twoje nie było.”