Podsumowanie ostatnich 3 lat i pożegnanie z blogiem

Cześć.

Rany, jak mnie tu dawno nie było ;) Kilkoro z Was dobrze wytypowało – ZACZĘŁO SIĘ PRAWDZIWE ŻYCIE.
Żadnych dołów, żadnego umartwiania się przez Bliźniaka. W ogóle Bliźniak? Ale jaki Bliźniak? :D Nie znam :D
A tak poważnie mówiąc, to jak mi ktoś powie, że nie można normalnie żyć z tą całą wiedzą, po takich emocjonalnych przejściach i wszystkich lekcjach, to wszystko, co zrobię, to parsknę mu w twarz. BO MOŻNA! I przestańcie sobie wkręcać, że nie można!!! Bycie Bliźniaczym Płomieniem, to nie wyrok do cholery. To nie żadne piętno, to nie żadna kara. Z jakiegoś powodu zostaliśmy do tego wybrani i już. I przestańcie czekać na BYCIE Z BLIŹNIAKIEM. To Was do niczego nie zaprowadzi. I nie mówię tego dlatego, że akurat dziś mam takie „widzimisie”, ale dlatego, że takie są realia. Kiedyś to zrozumiecie ;)

Co u mnie?
Właściwie wszystkiego po trochu ;) W skrócie mówiąc, jest mi teraz tak SUPER, że zastanawiam się, jak mogłam się tak pogrążać w tym całym kretyńskim bezsensie przez tyle czasu. I to dla kogo?! I to przez kogo?! HAHAHA! Żenada!
O ironio, potwierdzenie informacji o stanie faktycznym, co się dzieje z moim Bliźniakiem, przyniosło mi ukojenie. Oczywiście na początku były wszystkie emocje na raz. Nad niektórymi wciąż pracuję, bo np. nadal chciałabym go uraczyć lewym sierpowym i kopem w jaja, ale wiecie, potrzebuję jeszcze trochę czasu na utemperowanie swojego ego ;) Na dzień dzisiejszy nie mam temu Panu nic do powiedzenia i również nie chcę słuchać jego tłumaczeń itp. W ogóle nie chcę go widzieć i tylko mam nadzieję, że nigdzie go nie spotkam, bo… „pacz” kilka linijek wyżej :D
Poza tym nie wkręcam sobie znaków na każdym kroku, choć one tam są. Są, to niech sobie będą, nic mi do tego. Na pewno o tym człowieku nie zapomnę, bo choćby moja data urodzenia będzie mi o nim przypominać. Także nie da się go wymazać, ale da się normalnie żyć z tym wszystkim.

Ostatnie 3 lata dały mi nieźle w kość. Upadałam niezliczoną ilość razy i tyle samo razy się podnosiłam. Silniejsza niż przedtem, mądrzejsza niż przedtem. Wylewałam hektolitry łez… Wyjąc do księżyca, tak sobie zdzierałam płuca, że myślałam, że zacznę niebawem pluć krwią. Nieopisany ból wielokrotnie nie pozwalał wyjść z łóżka, z domu, nieokreślony lęk zapędzał w kąt pokoju i kazał tam siedzieć… Niejednokrotnie w ciszy i po ciemku. Do perfekcji opanowane aktorstwo dawało możliwość przyodziewania masek na każdą okoliczność, chowając prawdę… Długie rzęsy przysłaniały zwierciadło mojej smutnej duszy… Wszystko było nie tak… Życie było nie tak, dlatego przestałam żyć i zaczęłam wegetować. Uwięziona w bezkresie bezsensu dzień po dniu…
Pojawiła się Bratnia Dusza, nazwana później roboczo Bratnim i powoli zaczęło wychodzić słońce, ale mimo to, ja nadal próbowałam naciągać na nie chmury i dalej katowałam się myślami o Bliźniaku. Chory z miłości, zryty czerep wciąż nie funkcjonował, jak należy, bo zakodowane głupie informacje, że Bliźniak i tylko Bliźniak się liczy i może dać szczęście, wciąż grały pierwsze skrzypce. A dusza Bratniego nie dawała za wygraną i gdy tego potrzebowałam najbardziej – zawsze była! Nie dość, że w ten, czy inny sposób, Bratni był w różnych chwilach, gdy się podłamywałam, to jeszcze był ze mną w bardzo ważne dni, a mianowicie 4 lipca 2015 r. (rocznica wyjazdu Bliźniaka) i 17 lutego 2016 r. (3 rocznica poznania Bliźniaka). Nie wspomnę już, że był ze mną w dzień po tym, jak mi się wszystko na temat Bliźniaka potwierdziło. Takie tam „przypadki i zbiegi okoliczności”, prawda? ;) Ale, to TYLKO Bratni, nikt ważny przecież ;) TYLKO ktoś, taka dusza, która towarzyszy mi w każdym wcieleniu, wiedząc, że i tak nie będzie nigdy najważniejsza dla mnie. Taki „pionek” TYLKO. Nieistotny element układanki ;) Pomoże i zniknie. Poskłada moje rozpieprzone wszędzie kawałeczki, poskleja i się ulotni. HE HE. A serio mówiąc, to pomyślcie sobie teraz o tej miłości. Wasza prawdziwa Bratnia Dusza, zjawia się u Waszego boku w każdym wcieleniu, zbiera Was do kupy, pomaga Wam w życiowych lekcjach najlepiej, jak tylko może, a potem wie, po prostu wie, bo przecież sama się na to zgodziła, że musi się usunąć. Ale wróci, wróci już w kolejnym wcieleniu, bo znowu będziecie w czarnej dupie, a ta dusza znowu poda Wam widzialną lub niewidzialną dłoń. I tak w kółko i na okrągło, aż w końcu posrany Ty i Twój posrany Bliźniak nie będziecie już tacy posrani i wypertolicie „tugeda” złączeni „forewa” do „domu” :D Tak to wygląda w skrócie :D
Nieważne, jak zakończy się moja historia z Bratnim i czy w tym wcieleniu w ogóle się jakoś zakończy czy będzie trwać do końca dni mojego żywota ziemskiego, ale już teraz mówię, że Bratni to mój MEGA WAŻNY element tej układanki i bez niego (MOŻE) by mnie już dawno nie było. To on zawsze stoi na straży, gdy zamykam przerażona oczy. A gdy je otwieram, on nadal tam jest wpatrzony we mnie. Zawsze, zawsze, zawsze. Dzień po dniu od września 2014 r. Uciekałam przed tym, ale już nie uciekam. Nie będę już żyć w zakłamaniu, że Bratnia Dusza nic nie znaczy, że do Bratniej Duszy nic nie można poczuć, że to chwilowa ściema itd. Czuję do niego wszystko. W tym momencie odczuwam go bardziej niż Bliźniaka, którego szczerze mówiąc, prawie w ogóle nie czuję. Teraz o Bratnim myślę prawie cały czas, ale nie jest to takie myślenie, jak o Bliźniaku, gdzie po prostu zatracałam się totalnie. Jest to mądre i zdrowe myślenie. Myślenie o Bliźniaku i codzienne funkcjonowanie z tym, zakrawało na psychozę. Teraz z Bratnim jest tak, jak powinno być – NORMALNIE. Po prostu kobieta myśli o mężczyźnie i tyle. Choć emocje związane z każdym spotkaniem i widzeniem go są niemniejsze, bo zawsze buzują mi pod skórą, w żyłach i w sercu :)

Te 3 ostatnie lata mnie totalnie zmieniły i chyba przeszłam wszystkie możliwe fazy emocjonalnego roller coastera – od totalnej depresji aż po wszechogarniającą euforię. Ani jedno, ani drugie nie było dla mnie dobre, dlatego tak bardzo cienię sobie fakt, że odzyskałam równowagę, a co za tym idzie – SIEBIE.

Na dzień wczorajszy, dzisiejszy i jutrzejszy nie chcę mieć nic do czynienia z moim Bliźniakiem. Nie oznacza to jednak tego, że źle mu życzę, bo to nieprawda. Życzę mu jak najlepiej, życzę mu szczęścia i ogólnie wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że życie mu się naprawdę dobrze ułoży teraz, gdy jest wolny od fałszu kościoła. Niech sobie w swoim tempie idzie w stronę prawdy i jednocześnie niech trzyma się z dala ode mnie ;) W tym wcieleniu nie widzę dla nas żadnej szansy na bycie razem. Nie wyobrażam sobie bycia z kimś, kto był takim perfidnym kłamcą. Ja chcę być czysta, bez syfów, bez ściem, bez wszystkiego, co szkodzi najprawdziwszej prawdzie, dlatego nie wyobrażam sobie być z jakimkolwiek kłamcą. Wolę już być do końca życia sama niż z kimś, kto tak się zachowuje. Zresztą moje życie samoistnie się oczyszcza ze wszystkiego, co jest fałszywe lub co mi nie służy, a także z tego, co wykonało swoje zadanie w ten czy inny sposób. I za to jestem wdzięczna.

Dlaczego chcę skończyć z blogiem?
Dlatego, że ten blog już mi nic nie daje. Kogo miałam poznać, to poznałam. Z kim miałam nawiązać bliższą relację, to nawiązałam. Komu miałam pomóc, to pomogłam i kto miał pomóc mi, to mi pomógł. Blog w tym momencie tylko i wyłącznie ciąży mi. To samo maile, które dostaję, w których w kółko i na okrągło czytam o tym samym, niejednokrotnie nawet ubranym w te same słowa. Nie zrozumcie mnie źle, ale czuję się przytłoczona kolejnymi historiami o Bliźniaczych Płomieniach. Ja już swoje przeszłam, swoje spisałam na łamach tej strony. Każde moje doświadczenie tu zawarte jest dowodem na to, jak przebiega ta droga. Nie jestem żadną wróżką, ani specjalistką od Bliźniaczych Płomieni. Nie mam kryształowej kuli ani nic z tych rzeczy, z których wyczytam Waszą przyszłość. Wielokrotnie było to pisane zarówno u mnie, jak i na innych stronach, że nikt inny oprócz Was samych, nie zna odpowiedzi na pytania dotyczące Waszej drogi. Bo WSZYSTKO JEST W WAS! Odpowiedzi są w Was. WSZYSTKO, dosłownie WSZYSTKO. Dzień kiedy to ogarniecie będzie pierwszym dniem Waszego nowego życia. Tak naprawdę nie potrzebujecie nikogo, kto bym Wam mówił i Wami w jakiś sposób sterował. Ani żadna osoba z tarotem, ani z wahadełkiem, ani z kryształową kulą i czarnym kotem ;)
Kiedyś jedna osoba powiedziała mi, że mój Bliźniak nigdy nie odejdzie z kapłaństwa, mało tego zostanie biskupem. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak bardzo mnie to załamało psychicznie. Załamało mnie, bo po pierwsze było to sprzeczne z tym, co mówiła mi intuicja, no a poza tym sam fakt – Bliźniak biskupem… Czujecie to? No właśnie. I co się okazało? Nie dość, że Bliźniak odszedł z kapłaństwa, to jeszcze nie w głowie mu było bycie biskupem, bo związał się z kimś i układa sobie życie. Więc tyle z wiarygodności takich osób. Moja intuicja okazała się silniejsza niż czyjeś czary mary. Nic nie zastąpi siły własnej intuicji. NIC i NIKT. Dlatego proszę Was, zastanówcie się zanim zapukacie do kolejnych drzwi z prośbą o przewidzenie przyszłości.

Póki co, blog opuszczam, ale oczywiście, jeśli nagle by się coś wydarzyło, coś naprawdę ważnego, to na pewno Was o tym poinformuję. No chyba, że zadecyduję o całkowitej kasacji bloga ;) Wtedy nie będzie zmiłuj ;)

Już nie rozpadam się na kawałeczki, ale zbieram się do kupy. Podnoszę się z popiołów, odżywam. Rozpościeram skrzydła i lecę dalej…

Trzymajcie się :)

31 Komentarze

  1. Ciesze sie Taryn,ze doszlas do tego etapu, wiedzialam ze to kiedys nastapi :)
    Bez sensu jest pisac na blogu tylko po to aby cos bylo napisane.Rozumiem Cie doskonaleCzasem lepiej napisac cos raz na miesiac sensownego niz pisac codziennie z przymusu.Ale ja bym nie palila za soba mostow :)
    Zwlaszcza jezeli w gre wchodzi Blizniaczy Plomien…
    Powodzenia

  2. To nie ma być śmieszne, ale szczere i prawdziwe.
    I takie właśnie jest.

  3. Nie palę żadnych mostów, tylko oddalam się od tego, co mi nie służy już ;)
    Nic na siłę nie będę przecież robić ;)
    Na początku zanim blog powstał, to ta myśl o stworzeniu go aż rozwalała mnie od środka, bo czułam, że muszę go stworzyć itd.
    Teraz czuję, że mam to zostawić. Zaczyna się jakiś nowy etap dla mnie i nie ma w nim miejsca na bloga.
    A jak wiecie, moi drodzy, intuicja mnie raczej nie zawodzi ;)
    Stąd ta decyzja.

  4. Brawo Taryn, zmiany i nowe etapy są super- wiem to z własnej autopsji :). A bloga kończyć nie musisz zawsze możesz pisać np. o uprawie ogórków :-)

  5. Wiem, ze intuicja Cie nie zawodzi, nawet sama Ci kiedys pisalam po tym jak opisywalas jakies tam rewelacje nt Blizniaka od jakies tam wrozki ,ze najpierw powinnas przede wszystkim kierowac sie intuicja ;)
    Mi chodzi o to abys nie kasowala tego bloga, bo jednak duzo fajnych inspiacji tutaj jest dla innych Blizniakow.A kto wie moze za jakis czas te zmiany ktore teraz u Ciebie nastepuja , zaowocuja tym ze znowu chetnie tu bedziesz pisac tylko juz tak jakby z innego poziomu, innej swiadomosci.
    To tyle. Powodzenia raz jeszcze ;)

  6. Kiedyś myslalam że jestem swieta … a tyle zlego wyszło ze mnie … komuś sprawilam przykrosc … szkoda gadać ….
    Bardzo dobrze robisz … musisz to wszystko zostawić … zebrać siły .. i się rozwijać … z ludźmi którzy potrafią docenić Twoje uczucia …najważniejsze abyś czuła się wolna i nie miała poczucia winy …
    Wszystkiego dobrego kimkolwiek jesteś
    Część :)

  7. Taryn, to moze troche smieszne, ale odczuwam obecnie dokladnie jak Ty! blizniak.. jaki blizniak? Chcialam wejsc na bloga by napisac o tym, ze to przejdzie, a tutaj prosze… uprzedzilas mnie :) Przestalam sobie wmawiac ze widze znaki i o dziwo juz ich prawie nie ma.
    Z blizniakiem tez juz nie chce miec nic wspolnego i juz nawet nie zagladam ,,przypadkiem´´ na jego profile spolecznosciowe, po prostu mnie to nie interesuje. Fajnie gdyby ten blog tutaj zozstal, chociazby jako pamiatka dla Ciebie walki ktora przeszlas i dzieki ktorej pewnie jestes tym kim jestes dzisiaj.
    Pozdrawiam :*

  8. Najśmieszniejsze ,że do podobnych wniosków w podobnym czasie dochodzi bardzo wielu ludzi . Ja dzięki Bratniemu zrozumiałam ,że nie mogę czekać jak święta statua , plus nie zmienia to moich uczuć do Bliźniaka, jednak nie myślę o nim, nie przejmuje się . Wróciłam na tor, gdzie naprawdę czuję sie sobą na drodze do spełnienia moich marzeń dotyczących sztuki, kariery.

  9. Obecnie mam podobne odczucia, czuję że następuje koniec pewnego etapu w moich relacjach z Bliźniakiem, ale nie zastawiam się nad tym co będzie dalej, po prostu zaczęłam żyć pełnią życia i nie martwię się już o przyszłość choć jeszcze Blizniak siedzi gdzieś tam z tyłu głowy. Z Twojego Bloga zainspirowałam się kiedyś krótką bajką o ukrywaniu uczuć – było dokładnie jak w tej historyjce :-) Powodzenia!

  10. Czy ma ktoś z was kontakt ze swoim bliźniakiem chciałbym sie dowiedzieć jak wyglada wasza relacja w tym roku , mi w 2015 roku było naprawdę cieżko a w 2016 czuje ze żyje i nie potrzebny mi jest bliźniak , wydaje mi sie ze to dobiega końca zrobiliśmy swoje zmieniliśmy sie teraz przyszedł czas na prawdziwe życie bez TF zostaną tylko wspomnienia jak sobie przypominam co robiłem w 2015 to aż mi sie śmiać chce jak mogłem być aż takim idiotą , pozdrawiam moją bliźniaczkę dzięki i przepraszam za wszystko :)

  11. Ja czy tego chcę czy nie
    chcę spotykam zawsze swojego
    Bliźniaka podczas nowiu:-)

  12. Ja mam tak że czy tego chcę czy nie chcę to zawsze spotykam swojego Bliźniaka podczas nowiu :-) Poza tym kiedyś jak sobie na spokojnie postanawiałam że z „tym” kończę to zawsze po takim postanowieniu musiałam się gdzieś na niego napatoczyć, tak jakby on mi nie pozwalał tak po prostu się od niego odciąć.

  13. ciesze sie ze znalazlem ten blog, co moge powiedziec, ten sam schemat podobne problemy, ale kazdemu objawia sie to inaczej, wspolnym elementem na początku jest tutaj Bóg i nawrócenie, to jedna z konkluzji, do ktorej doszedlem czytajac Twoje wpisy, nie wiem czemu ale chciałbym Ci o tym opowiedzieć, ale tyle tego jest, że w sumie sam nie wiem czy chce

  14. Zniknela Taryn, zniknal tez email, a ja nie zapisalam! Ale pewnie i tak nie odbiera..

  15. Eh. Ja się ciesze że znalazłam tą stronę. Nie wiedziałam że aż tylu ludzi czuje coś podobnego co ja….. mnie złapało w 2015 roku we wrześniu i też powoli przestaje sie przejmować wszystkim. Ale czuje że będzie dobrze. Może ktoś chce pogadać prywatnie np na maila to jestem chętna powymieniać się smuteczkami :D :D haha mój email lovehorses@op.pl

  16. 1. Bardzo prosze nie kasowac bloga bo dopiero niedawno go znalazlam a juz bardzo mi pomogl. 2. Poplakalam sie dzxisiaj na widok tego pozegnania 3.Przypomniala mi sie akcja z „Alchemika” o umieraniu z pragnienia kiedy na horyzoncie pojawia sie oaza. Ja plakalam z rana po przebudzeniu bo na nic nie mialam sily, ale nie wiem, chyba mi przechodzi

  17. Dziwna sprawa… Czytałam blogi 2 chaserek… Obie w podobnym czasie znalazły bratnią duszę i obie przestały pisać bloga… powiem, że trochę szkoda, bo te blogi były dla mnie pewnym wsparciem. Może ja zacznę coś pisac, ale jakbym ja zaczęła coś pisać to bym posiekała ludziom mózg.

  18. Cześć, tak sobie przeglądam bloga, który umarł ;) i dodam swoje trzy grosze… coś jest na rzeczy z tą teorią Twin Flamesów… synchronizacja liczb, dziwne spotkania, jedni już są ze sobą (tak, tak, to się zdarza) inni czekają i nie rozumieją czemu nie są ze sobą razem lub czemu ich to spotkanie doświadczyło. ;) Powiem Wam Moi Drodzy, że i mnie się przydarzyło coś dziwnego… nie wiem czy to to, czy może zwykłe „motyle”… ale, u mnie to wyglądało tak: pierwsze spotkanie tego człowieka: czas jakby zwolnił, a ja stałam jak wmurowana i nie mogłam się poruszyć… coś jak „slow motion”, przy kontakcie bezpośrednim (stałam tuż obok delikwenta) strach, paraliżujący i dziwne poczucie nierealności, jakby czas i materia nie istniały… człowiek pogrąża się jakby w bezczasie i niebycie, otoczony białą mgłą… bardzo dziwne uczucie… pomyślałam sobie wtedy, że chyba coś ze mną się dzieje, chyba coś ze mną nie tak… Facet nie reagował, więc stwierdziłam, że widocznie moje „ego” czuje jakiś rodzaj „chemii” damsko – męskiej i że jest to jednostronne. Ale nie nie, kolejne spotkanie, to samo uczucie, tym razem, nie strach a błogi spokój, coś jak nirvana, niczego takiego nie czułam nigdy i nigdzie, znowu mnie zamurowało. Czujesz totalną błogość, energetycznie. Tym razem kolega wydał z siebie głos… chyba próbował z siebie wymamrotać jakiś komplement i nawiązać kontakt – to już trzecie podejście było- (kolega nie jest polskojęzyczny – tym dziwniej), ale tak mnie wmurowało, że mowę mi odjęło i uciekłam… słuchajcie, to jest tak dziwne doznanie, że człowiek wymięka i nie wie co ze sobą zrobić. Jakieś mistyczne doznania nieznane człowiekowi… nie wiem co o tym myśleć. Najgorsze jest to, że nie daje mi to spokoju… Za pierwszym razem przeszłam nad tym zdarzeniem do porządku dziennego. Za drugim razem kolega próbował coś z siebie wykrzesać ale brakło mu odwagi… ale to ja olałam sprawę i stwierdziłam że to ja mam omamy. Ale jak za trzecim razem dzieje się to samo, tylko bardziej intensywnie a kolega próbuje nawiązać kontakt… to co jest grane? Trzecie spotkanie naprawdę nie daje mi spokoju. Nie mogę się otrząsnąć i myślę i myślę i myślę… Czy to się dzieje naprawdę??? Nie do wiary!

  19. Taka jedna to może być właśnie bliźniaczy płomień, bo to on wali wprost „obuchem w głowę”, ciężko się wysłowić i przez reakcje własnego organizmu człowiek pragnie uciekać (później jest na siebie wściekły że uciekł, ale i tak zwiewa – bo czuję się zagrożony/ „ego mu mówi uciekaj bo te uczucia Cię zniszczą”), dodatkowo czuję się właśnie takie napięcie, więź, przyciąganie, czystą chemię i bezgraniczną miłość, oraz pełne zrozumienie cokolwiek zrobisz lub powiesz zostaniesz zrozumiany zawsze. Ta więź jest taka że jej nie idzie zerwać ona zawsze trwa, gdy zaczynasz uciekać tęsknisz do bólu za tą 2 osobą i gubisz się, oraz zmieniasz się – czujesz że się zmieniasz na lepsze. Często pytasz się sam czemu tak jest, dlaczego ona jest taka ważna? Dlaczego nie możesz o niej zapomnieć? I dlaczego gdy zaczynasz układać sobie życie z kimś innym Twoje myśli latają wokół tej osoby, o której powinieneś zapmnieć?
    Zanim dorwałam się do tego terminu tłumaczyłam sobie że tak poprostu jest i tak już zostanie. Myślałam też że oszalałam bo żaden inny chłopak mnie tak nie poruszał jak Bliźniak a do niego mnie wprost ciągnęło i żadna osoba w około nie wierzyła w to że to jest prawdziwe, zresztą nikt kogo znałam w tamtym czasie tak nie miał, więc zaczęłam uważać, że jestem dziwna (choć polubiłam z czasem tą swoją niezwykłość).
    Na widok TEJ osoby masz palpitacje serca, miękkie nogi, dziwne reakcje organizmu i wręcz nie raz nie wiesz co powiedzieć, ale patrzysz w oczy i czujesz że ona w Twoich myślach czyta, nie masz z nią kontaktu, a u niej dzieje się źle to Ty to czujesz całą sobą napinają się mieśnie wszystkie praktycznie sprawiając ból i jej obraz w myślach i już wiesz co jest grane (przy okazji czujesz się taki bezsilny bo wiesz że on/ ona nie chcą się z Tobą kontaktować. Przynajmniej ja czuję że jak jakaś laska go zrani to mam ochotę jej nakopać – choć wcale jej nie znam), nie raz czujesz się tez bez żadnego specjalnego powodu radosny, jak i w głębi serca wiesz że to TA osoba, której podświadome szukałaś.
    Ta relacja daje wiele bólu w okresach rozstań, jak i cudowny spokój ducha, oraz miłość w okresach gdy macie kontakt.
    To tak z mojego doświadczenia, a siedzę w tym od 16 lat.
    Nie raz uważałam tą relację za najlepsze co mnie spotkało jak i za przekleństwo, bo nici z takiej miłości o jakiej opisują w książkach prostej, łatwej i przyjemnej, ta nasza dawała mi wiele bólu spowodowanego tęsknotą w okresie rozstań a było ich więcej niż 1 (gdy się wyprowadzał czułam ten brak kontaktu jeszcze dotkliwiej, myślałam że go już nie zobaczę i spadałam w przepsć aż do depresji, nie raz nie chciałam już żyć, bo życie straciło dla mnie sens), z czasem czułam że jestem inna niż byłam kiedyś nauczyłam się swojej wartości (kiedyś miałam niską samoocenę teraz jest z tym lepiej), rozwijam swoje pasje bez względu czy mamy kontakt czy też nie. Nauczyłam tego że bez względu na to co przeskrobie to jestem w stanie mu wszystko wybaczyć, teraz nawet już nic od niego nie chce wystarczy mi świadomość że gdzieś jest.
    Ale aby dojść do tego stanu musiałam przejść wiele cyklów rozstań i powrotów. Teraz czuję tak jakby to już był zasłużony koniec :) choć wiem że zmiany w naszym życiu będą już zawsze. :) Najbardziej na świecie cieszę się że jest i już rozumiem ten nasz stan, jak i jestem wdzięczna za wszystko co mnie spotkało. :)

  20. Tez umierałam tyle razy i nigdy nie wiadomo czy sie nie powtórzy.Jest mega cieżko ale sa tez duże pokłady miłości to one pomagaj sie podnieść kiedy sytuacja wydaje sie nie od ogarnięcia (zwalasza jesli pojawia sie w Tych relacjach osoba trzecia (maż lub zona)

  21. No i ja się WREŚCIE uwolniłem , od 2 lat …… normalnie oddycham …nie szukam …nie czekam …nie piszę ….a co zrobiłem ? PRZESTAŁEM ZAUWAŻAĆ JĄ …. TAK … PATRZCIE I PRZESTAŃCIE WIDZIEĆ ….. NO I NAJGORSZE UPADNIJCIE NA DNO , A ZOBACZYCIE CZY WAM POMOŻE ?! WYCIĄGNIE MIMO WROGOŚCI POMOCNĄ DŁOŃ …..taka to moja dwuletnia historia …mam nadzieję że nasze drogi nigdy się już nie zetkną ….zrobię wszystko by tak było……dość bólu i cierpienia ….ja też chcę żyć …..oddychać pełną piersią ….i ten mętlik w głowie……

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.