Podsumowanie ostatnich 3 lat i pożegnanie z blogiem

Cześć.

Rany, jak mnie tu dawno nie było ;) Kilkoro z Was dobrze wytypowało – ZACZĘŁO SIĘ PRAWDZIWE ŻYCIE.
Żadnych dołów, żadnego umartwiania się przez Bliźniaka. W ogóle Bliźniak? Ale jaki Bliźniak? :D Nie znam :D
A tak poważnie mówiąc, to jak mi ktoś powie, że nie można normalnie żyć z tą całą wiedzą, po takich emocjonalnych przejściach i wszystkich lekcjach, to wszystko, co zrobię, to parsknę mu w twarz. BO MOŻNA! I przestańcie sobie wkręcać, że nie można!!! Bycie Bliźniaczym Płomieniem, to nie wyrok do cholery. To nie żadne piętno, to nie żadna kara. Z jakiegoś powodu zostaliśmy do tego wybrani i już. I przestańcie czekać na BYCIE Z BLIŹNIAKIEM. To Was do niczego nie zaprowadzi. I nie mówię tego dlatego, że akurat dziś mam takie „widzimisie”, ale dlatego, że takie są realia. Kiedyś to zrozumiecie ;)

Co u mnie?
Właściwie wszystkiego po trochu ;) W skrócie mówiąc, jest mi teraz tak SUPER, że zastanawiam się, jak mogłam się tak pogrążać w tym całym kretyńskim bezsensie przez tyle czasu. I to dla kogo?! I to przez kogo?! HAHAHA! Żenada!
O ironio, potwierdzenie informacji o stanie faktycznym, co się dzieje z moim Bliźniakiem, przyniosło mi ukojenie. Oczywiście na początku były wszystkie emocje na raz. Nad niektórymi wciąż pracuję, bo np. nadal chciałabym go uraczyć lewym sierpowym i kopem w jaja, ale wiecie, potrzebuję jeszcze trochę czasu na utemperowanie swojego ego ;) Na dzień dzisiejszy nie mam temu Panu nic do powiedzenia i również nie chcę słuchać jego tłumaczeń itp. W ogóle nie chcę go widzieć i tylko mam nadzieję, że nigdzie go nie spotkam, bo… „pacz” kilka linijek wyżej :D
Poza tym nie wkręcam sobie znaków na każdym kroku, choć one tam są. Są, to niech sobie będą, nic mi do tego. Na pewno o tym człowieku nie zapomnę, bo choćby moja data urodzenia będzie mi o nim przypominać. Także nie da się go wymazać, ale da się normalnie żyć z tym wszystkim.

Ostatnie 3 lata dały mi nieźle w kość. Upadałam niezliczoną ilość razy i tyle samo razy się podnosiłam. Silniejsza niż przedtem, mądrzejsza niż przedtem. Wylewałam hektolitry łez… Wyjąc do księżyca, tak sobie zdzierałam płuca, że myślałam, że zacznę niebawem pluć krwią. Nieopisany ból wielokrotnie nie pozwalał wyjść z łóżka, z domu, nieokreślony lęk zapędzał w kąt pokoju i kazał tam siedzieć… Niejednokrotnie w ciszy i po ciemku. Do perfekcji opanowane aktorstwo dawało możliwość przyodziewania masek na każdą okoliczność, chowając prawdę… Długie rzęsy przysłaniały zwierciadło mojej smutnej duszy… Wszystko było nie tak… Życie było nie tak, dlatego przestałam żyć i zaczęłam wegetować. Uwięziona w bezkresie bezsensu dzień po dniu…
Pojawiła się Bratnia Dusza, nazwana później roboczo Bratnim i powoli zaczęło wychodzić słońce, ale mimo to, ja nadal próbowałam naciągać na nie chmury i dalej katowałam się myślami o Bliźniaku. Chory z miłości, zryty czerep wciąż nie funkcjonował, jak należy, bo zakodowane głupie informacje, że Bliźniak i tylko Bliźniak się liczy i może dać szczęście, wciąż grały pierwsze skrzypce. A dusza Bratniego nie dawała za wygraną i gdy tego potrzebowałam najbardziej – zawsze była! Nie dość, że w ten, czy inny sposób, Bratni był w różnych chwilach, gdy się podłamywałam, to jeszcze był ze mną w bardzo ważne dni, a mianowicie 4 lipca 2015 r. (rocznica wyjazdu Bliźniaka) i 17 lutego 2016 r. (3 rocznica poznania Bliźniaka). Nie wspomnę już, że był ze mną w dzień po tym, jak mi się wszystko na temat Bliźniaka potwierdziło. Takie tam „przypadki i zbiegi okoliczności”, prawda? ;) Ale, to TYLKO Bratni, nikt ważny przecież ;) TYLKO ktoś, taka dusza, która towarzyszy mi w każdym wcieleniu, wiedząc, że i tak nie będzie nigdy najważniejsza dla mnie. Taki „pionek” TYLKO. Nieistotny element układanki ;) Pomoże i zniknie. Poskłada moje rozpieprzone wszędzie kawałeczki, poskleja i się ulotni. HE HE. A serio mówiąc, to pomyślcie sobie teraz o tej miłości. Wasza prawdziwa Bratnia Dusza, zjawia się u Waszego boku w każdym wcieleniu, zbiera Was do kupy, pomaga Wam w życiowych lekcjach najlepiej, jak tylko może, a potem wie, po prostu wie, bo przecież sama się na to zgodziła, że musi się usunąć. Ale wróci, wróci już w kolejnym wcieleniu, bo znowu będziecie w czarnej dupie, a ta dusza znowu poda Wam widzialną lub niewidzialną dłoń. I tak w kółko i na okrągło, aż w końcu posrany Ty i Twój posrany Bliźniak nie będziecie już tacy posrani i wypertolicie „tugeda” złączeni „forewa” do „domu” :D Tak to wygląda w skrócie :D
Nieważne, jak zakończy się moja historia z Bratnim i czy w tym wcieleniu w ogóle się jakoś zakończy czy będzie trwać do końca dni mojego żywota ziemskiego, ale już teraz mówię, że Bratni to mój MEGA WAŻNY element tej układanki i bez niego (MOŻE) by mnie już dawno nie było. To on zawsze stoi na straży, gdy zamykam przerażona oczy. A gdy je otwieram, on nadal tam jest wpatrzony we mnie. Zawsze, zawsze, zawsze. Dzień po dniu od września 2014 r. Uciekałam przed tym, ale już nie uciekam. Nie będę już żyć w zakłamaniu, że Bratnia Dusza nic nie znaczy, że do Bratniej Duszy nic nie można poczuć, że to chwilowa ściema itd. Czuję do niego wszystko. W tym momencie odczuwam go bardziej niż Bliźniaka, którego szczerze mówiąc, prawie w ogóle nie czuję. Teraz o Bratnim myślę prawie cały czas, ale nie jest to takie myślenie, jak o Bliźniaku, gdzie po prostu zatracałam się totalnie. Jest to mądre i zdrowe myślenie. Myślenie o Bliźniaku i codzienne funkcjonowanie z tym, zakrawało na psychozę. Teraz z Bratnim jest tak, jak powinno być – NORMALNIE. Po prostu kobieta myśli o mężczyźnie i tyle. Choć emocje związane z każdym spotkaniem i widzeniem go są niemniejsze, bo zawsze buzują mi pod skórą, w żyłach i w sercu :)

Te 3 ostatnie lata mnie totalnie zmieniły i chyba przeszłam wszystkie możliwe fazy emocjonalnego roller coastera – od totalnej depresji aż po wszechogarniającą euforię. Ani jedno, ani drugie nie było dla mnie dobre, dlatego tak bardzo cienię sobie fakt, że odzyskałam równowagę, a co za tym idzie – SIEBIE.

Na dzień wczorajszy, dzisiejszy i jutrzejszy nie chcę mieć nic do czynienia z moim Bliźniakiem. Nie oznacza to jednak tego, że źle mu życzę, bo to nieprawda. Życzę mu jak najlepiej, życzę mu szczęścia i ogólnie wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że życie mu się naprawdę dobrze ułoży teraz, gdy jest wolny od fałszu kościoła. Niech sobie w swoim tempie idzie w stronę prawdy i jednocześnie niech trzyma się z dala ode mnie ;) W tym wcieleniu nie widzę dla nas żadnej szansy na bycie razem. Nie wyobrażam sobie bycia z kimś, kto był takim perfidnym kłamcą. Ja chcę być czysta, bez syfów, bez ściem, bez wszystkiego, co szkodzi najprawdziwszej prawdzie, dlatego nie wyobrażam sobie być z jakimkolwiek kłamcą. Wolę już być do końca życia sama niż z kimś, kto tak się zachowuje. Zresztą moje życie samoistnie się oczyszcza ze wszystkiego, co jest fałszywe lub co mi nie służy, a także z tego, co wykonało swoje zadanie w ten czy inny sposób. I za to jestem wdzięczna.

Dlaczego chcę skończyć z blogiem?
Dlatego, że ten blog już mi nic nie daje. Kogo miałam poznać, to poznałam. Z kim miałam nawiązać bliższą relację, to nawiązałam. Komu miałam pomóc, to pomogłam i kto miał pomóc mi, to mi pomógł. Blog w tym momencie tylko i wyłącznie ciąży mi. To samo maile, które dostaję, w których w kółko i na okrągło czytam o tym samym, niejednokrotnie nawet ubranym w te same słowa. Nie zrozumcie mnie źle, ale czuję się przytłoczona kolejnymi historiami o Bliźniaczych Płomieniach. Ja już swoje przeszłam, swoje spisałam na łamach tej strony. Każde moje doświadczenie tu zawarte jest dowodem na to, jak przebiega ta droga. Nie jestem żadną wróżką, ani specjalistką od Bliźniaczych Płomieni. Nie mam kryształowej kuli ani nic z tych rzeczy, z których wyczytam Waszą przyszłość. Wielokrotnie było to pisane zarówno u mnie, jak i na innych stronach, że nikt inny oprócz Was samych, nie zna odpowiedzi na pytania dotyczące Waszej drogi. Bo WSZYSTKO JEST W WAS! Odpowiedzi są w Was. WSZYSTKO, dosłownie WSZYSTKO. Dzień kiedy to ogarniecie będzie pierwszym dniem Waszego nowego życia. Tak naprawdę nie potrzebujecie nikogo, kto bym Wam mówił i Wami w jakiś sposób sterował. Ani żadna osoba z tarotem, ani z wahadełkiem, ani z kryształową kulą i czarnym kotem ;)
Kiedyś jedna osoba powiedziała mi, że mój Bliźniak nigdy nie odejdzie z kapłaństwa, mało tego zostanie biskupem. Możecie sobie tylko wyobrazić, jak bardzo mnie to załamało psychicznie. Załamało mnie, bo po pierwsze było to sprzeczne z tym, co mówiła mi intuicja, no a poza tym sam fakt – Bliźniak biskupem… Czujecie to? No właśnie. I co się okazało? Nie dość, że Bliźniak odszedł z kapłaństwa, to jeszcze nie w głowie mu było bycie biskupem, bo związał się z kimś i układa sobie życie. Więc tyle z wiarygodności takich osób. Moja intuicja okazała się silniejsza niż czyjeś czary mary. Nic nie zastąpi siły własnej intuicji. NIC i NIKT. Dlatego proszę Was, zastanówcie się zanim zapukacie do kolejnych drzwi z prośbą o przewidzenie przyszłości.

Póki co, blog opuszczam, ale oczywiście, jeśli nagle by się coś wydarzyło, coś naprawdę ważnego, to na pewno Was o tym poinformuję. No chyba, że zadecyduję o całkowitej kasacji bloga ;) Wtedy nie będzie zmiłuj ;)

Już nie rozpadam się na kawałeczki, ale zbieram się do kupy. Podnoszę się z popiołów, odżywam. Rozpościeram skrzydła i lecę dalej…

Trzymajcie się :)