Co nie co o cierpieniu

cierpienie

PRAWDA.
Gdybym w styczniu 2013 r. nie przeżyła tak ogromnego zawodu miłosnego, który sprawił, że całkowicie i totalnie zwątpiłam w miłość i ogólnie w większość rzeczy, w tym w siebie, to nie spotkałabym Bliźniaka.
Gdyby on w lipcu 2013 r. nie zniknął na miesiąc, to bym nie odnalazła odpowiedzi na to, co się ze mną dzieje.
Gdyby w lipcu 2014 r. nie został przeniesiony i nie wyjechałby, nie zaczęłaby się moja przemiana.
Gdybym w styczniu 2015 r. nie pokłóciła się z mamą, nadal tkwiłabym w tym „czymś”, w czym tkwiłam tyle czasu.
Mówcie sobie co chcecie, zaprzeczajcie temu ile chcecie, ale jeśli chodzi o mnie, cierpienie dało mi więcej dobrego, niż mogłabym to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Czy wcześniej mogłabym dojść do takich konkluzji? A w życiu! Dopiero, gdy poznałam prawdziwe cierpienie, gdy dotknęło mnie tak bardzo, że nie chciało mi się żyć, dopiero wtedy zrozumiałam, że cierpienie jest potrzebne. Jest częścią przemiany, częścią drogi. Z cierpieniem nie należy walczyć, ani przed nim uciekać, z nim trzeba stanąć twarzą w twarz, spojrzeć mu w oczy, sięgnąć jego głębi. Trzeba je zrozumieć! Koniec końców to cierpienie się poddaje, a nie Ty. Ty wygrywasz. Wygrywasz życie.