Powrócona & uzdrowiona :D

„Dzień dobry, kocham Cię,
już posmarowałem Tobą chleb.”

:D

I’M BACK! :D
No nie uwierzycie (sama w to nie wierzę), ale jestem zdrowa od A do Z. To czego było za dużo, zmalało, a to czego było za mało, poszło w górę i takim oto sposobem wszystko jest już w normie. Żegnajcie anemie! :D Wyniki mam rewelacyjne, aż mi moja lekarka prowadząca powiedziała, że dawno tak świetnych wyników u kogoś nie widziała :D A szczerze Wam powiem, że byłam przygotowana na najgorsze, bo ostatnimi czasy i źle się czułam i nie wyglądałam najlepiej. Myślałam, że dieta, na której byłam zrobiła w moim organizmie jedno wielkie spustoszenie, a tu proszę – tak dobrze nigdy nie było! Do tego w szpitalu schudłam prawie 4 kg :D :D :D Jak dla mnie bomba :D
Ale wiecie co? :D Normalnie uwielbiam, gdy czuję się jak „qpa renifera”, a lekarze do mnie: „ale przecież pani nic nie jest”.
Taaaa :D Kolejny dowód na to, że może i czujemy się jak totalny szit, ale przebudzenie duchowe i coraz wyższe wibracje robią swoje ;)
Będąc w szpitalu bałam się, że na EKG wyjdą mi palpitacje, ale na ten czas mój Najdroższy sobie odpuścił, także spoko, nie musiałam się z niczego tłumaczyć :D Miałam nawet rozmowę ze szpitalnym psychologiem i pani doktor mnie pyta: czy chciałaby mi pani jeszcze coś powiedzieć albo o coś zapytać?
A ja w myślach oczywiście: tak pani doktor, chciałabym się zapytać, co dalej na tej mojej pokręconej drodze Bliźniaczego Płomienia i korffa co robić, gdy trzeba żyć, a mi się już nie chce i tylko tęsknię i tęsknię i tęsknię i boli i boli i boli. A sorry, pani doktor, pani NIE WIE ;)
No, tak właśnie :D

Leżąc w szpitalu nie dopadły mnie żadne cyferki z serii 328 :D Aż mi ich brakowało :D Ale za to miałam dwa dziwne sny. W pierwszym mój najlepszy przyjaciel mówił mi, że wie, że nie mamy takiego kontaktu, jak kiedyś i że w sumie ma już życie poukładane itd., ale czuje, że coś jest nie tak, za to między nami jest wszystko tak i ciągle mamy niezniszczalną więź i ona zawsze będzie.
Hmm, dla mnie to nic nowego, bo tak jest od 14 lat i trwa i trwa, ale dlaczego teraz mi się to przyśniło? Tego nie wiem.
A drugi sen był dziś. Przyśnił mi się jeden znajomy ksiądz, który wraz z moim odszedł z naszej parafii. Pytałam go i jeszcze jakąś babkę o mojego Bliźniaka, ale zaczęli oboje dosłownie bełkotać, a ja nic nie rozumiałam, co do mnie mówią. We śnie pomyślałam: no tak, nawet teraz nie mogę się nic o nim dowiedzieć…
I cholera widzicie? Ani w śnie, ani w 3D nie jest mi to dane… I co dalej mam robić? Ani zapomnieć się nie da, ani uciec od tego się nie da. Babcia do mnie mówi, żebym dała sobie spokój i zajęła się czymś innym. Qrna! Jak? Już tyle razy próbowałam i cholera nie da się… No nie da się. Nawet dziś, głupia sprawa. Chciałam pokazać babci zdjęcie pewnego zjawiska, które sfotografowałam dziś rano, będąc jeszcze w szpitalu. Wyciągam telefon, a tam 11:11. Mówię do babci: no i widzisz? jak ja mam normalnie żyć skoro wszędzie są jakieś znaki… Nie mogłam o minutę później wyciągnąć tego fona, nie, bo po co. Musiałam punkt 11:11! I tak jest zawsze. ZAWSZE.

A co do tego zjawiska, które pokazywałam babci, to wyobraźcie sobie, że dziś, drugi raz w życiu widziałam tęczową chmurę :) Wczoraj świeciło słońce, spadł deszcz i pokazała się podwójna tęcza, a dziś ta tęczowa chmura z rana :) Zażartowałam, że jutro pewnie jednorożec przypatataja :D haha

No i na koniec zostawiłam creme de la creme :D
SMS od „wróżki”: „Ktoś Cię pokochał, lecz nie dane Wam się rychło spotkać. Kolejna karta to KOCHANKOWIE, staniesz przed trudnym wyborem. Jaka jest prawda?”.
Pozdrawiam Bratniego, z którym spotkam się Bóg jedyny wie kiedy ;) No, także tak i to chyba by było na tyle :D