Synchroniczność Bliźniaczych Płomieni

Przetłumaczę Wam coś. Jest to wspomnienie sprzed 14 lat jednej z Bliźniaczek z pewnego zagranicznego forum.
Najpierw oryginał, a reszta pod spodem.

TWIN FLAME synchronicity

Today fourteen years ago around 3pm my time I was at home doing some work when I suddenly got the feeling of ‚danger’ inside of me and my heart started to race. Even though I’m rarely watching TV and for sure not in the afternoons I felt the urge to switch on the TV and quickly flicked through all my channels until right at the end, I came just in time to witness live on CNN the second plane hitting the TWIN towers. And my world just turned upside down, my heart almost stood still, I was in utter shock, I panicked! I had to call friends and family and needed to tell everybody. When I looked out of my windows I could not understand why there were people still going on their daily routine and I had a hard time NOT to shout out of the window and tell people to go home and run for shelter. It somehow felt schizophrenic being in such a panic state when I was 6270 km from NYC, safe in my cosy flat on that sunny very ordinary Tuesday afternoon. I really could not comprehend what was going on, what was happening with me and why I did end up witnessing this horrible event LIVE. Recovering took me days and weeks and I never couldn’t understand why I was so personally shaken until 11 years later when I met my TWIN FLAME and found out he lived in NYC back in 2001.

Synchroniczność BLIŹNIACZYCH PŁOMIENI

Czternaście lat temu byłam w domu i coś tam robiłam, gdy nagle poczułam uczucie „zagrożenia” w sobie i moje serce zaczęło bić, jak szalone. Mimo, że rzadko oglądam TV, a już na pewno nie popołudniami, poczułam pragnienie jego włączenia, przewertowując wszystkie kanały, gdy to nagle pod sam koniec natrafiłam na relację na żywo, na CNN, gdy drugi samolot uderzał w bliźniaczą wieżę WTC.
Mój świat wywrócił się do góry nogami, moje serce prawie się zatrzymało, byłam w totalnym szoku, panikowałam! Musiałam zadzwonić do przyjaciół, do rodziny, bo miałam potrzebę powiedzenia tego wszystkim. Gdy spojrzałam przez okno, nie mogłam zrozumieć, dlaczego tam byli ludzie, którzy zajmowali się swoimi codziennymi sprawami, a mi taką trudność sprawiało nie wykrzyczenie przez okno, aby poszli do domu się schronić. To było iście schizofreniczne być w stanie takiej paniki, będąc 6270 km od Nowego Jorku, bezpieczna w moim przytulnym mieszkanku w to słoneczne, bardzo zwykłe, wtorkowe popołudnie. Naprawdę nie mogłam zrozumieć tego, co się dzieje, co się działo ze mną i dlaczego musiałam zobaczyć tak okropne wydarzenie na żywo. Otrząśniecie się z tego zajęło mi dni i tygodnie i nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego byłam tak osobiście tym wstrząśnięta, dopóki, jedenaście lat temu, nie poznałam swojego Bliźniaka i nie dowiedziałam się, że on mieszkał w Nowym Jorku w 2001 r.

Nie wiem, jak Wy, ale ja dosłownie mam łzy w oczach i „ciary na dziarach” :)