Obwiniać Bliźniaka, to tak jakby strzelać sobie w kolano

Jedna z moich prawd jest taka, że choćby nie wiem co, nie umiem powiedzieć złego słowa o swoim Bliźniaku. Nie umiem o nim powiedzieć, że jest egoistą, tchórzem itp. Nie mogę, bo moja miłość do niego jest zbyt wielka, żeby w jakikolwiek sposób mu ubliżać. Poza tym sama nie jestem ideałem cnót wszelkich, żeby tak mówić o kimś innym.
Jeśli okradł naszą parafię – trudno.
Jeśli oszukiwał cały czas – trudno.
Jeśli miał kogoś na boku – trudno.
Kocham go niezależnie od tego co zrobił czy kim jest.
Mówienie o nim źle byłoby również mówieniem źle o sobie, a ja mam wzrastać, a nie trwać w zacietrzewieniu i jadzie, jadąc po Bliźniaku tak, że nie zostanie na nim ani jednej suchej nitki. W ogóle, gdy czytam texty, jak ktoś jedzie swojemu Bliźniakowi, a potem mówi, jaki jest oświecony, to wiecie co? -> ŻENADA. Sorry bardzo, ale ego aż kipi i zero w tym oświecenia i wyjścia na prostą. Zwykły mechanizm obronny, ot co. Zranienie jest tak wielkie, że trzeba chwytać się każdego sposobu, aby sobie ulżyć. Spoko rozumiem to… Ale nie rozumie, gdy ktoś nie widzi swojej winy, swoich wad. Jak można być całkowicie bez skazy i tylko widzieć zło w innych? Okropnie to EGOISTYCZNE. Ja np. mam w sobie mnóstwo problemów i mimo, że może to Bliźniak nawywijał w swoim życiu kapłańskim i prywatnym, to JA CZUJĘ SIĘ NIEZBYT WARTOŚCIOWA I GODNA JEGO. I gdzie tu sens, gdzie logika? Hehe. Wszystko przez moją przeszłość… Dopiero od dwóch lat wychodzę ze swojej skorupy i nie jest to łatwe. Kiedyś też jechałam Bliźniakowi i zresztą widać to w niektórych postach na blogu, ale im dalej w las, tym bardziej się zmieniam i widzę „swoje paranoje”. Zdejmijcie klapki z oczu, bo nie jesteście idealni do cholery jasnej! Pod Waszymi stopami nie wyrastają fiołki, gdy stąpacie po ziemi, a natura nie budzi się do życia. Jesteście pełni wad i TO trzeba naprawić, a nie zwalać na Bliźniaka, że jest taki, śmaki i owaki!!! NA MIŁOŚĆ BOSKĄ!!! Przejrzyjcie w końcu na oczy i zacznijcie wychodzić z tej skorupy, a nie jeszcze bardziej się w niej zamykacie poprzez jechanie Bliźniakowi. Rozumiem trudne początki, gdy ego szalało na lewo i prawo, ale TERAZ? Teraz powinniście być już w fazie „poddania się”, ale z tego co widzę, to niektórzy wciąż uporczywa walka i to najgorsze, że z samym sobą. MACIE WZRASTAĆ, A NIE COFAĆ SIĘ!
Jak widzisz kupę swojego psa, to ją sprzątasz, a nie siedzisz, wkładasz w nią ręce i malujesz po ścianie, bo tak jest spoko, co nie? Więc teraz weź swoją kupę i ją posprzątaj, a nie rób więcej syfu dookoła siebie.

Wpisałam w Google hasło: BLAMING YOUR TWIN FLAME. Wyskoczyło mnóstwo stronek, więc kliknęłam pierwszą lepszą i zobaczyłam text poniżej. Nic dodać, nic ująć, więc jeśli ktoś mi nie wierzy lub twierdzi, że jestem głupia itd. to niech sobie poszpera u innych źródeł i nie sieje mi fermentu na blogu, gdzie ludzie chcą wzrastać. Tyle w temacie.
[One of the most important lessons I’m learning as a twin is: it NEVER works to use blame, judgement, criticism, etc. toward our twin flames (or anyone else for that matter). All it does is anchor us further in to the old reality/old paradigm we are here to shift.]

Jedna z nas odeszła…

Bardzo, ale to bardzo, bardzo smutna wiadomość :(
Przed chwilą się dowiedziałam, że odeszła jedna z sióstr z zagranicznego forum o BP, do którego należę. Popłakałam się… Ta dziewczyna wydawała się być taka mądra i oświecona. Wiedziała, jak to wszystko działa, wiedziała, co jest co. Podtrzymywała innych na duchu, mówiła mądre rzeczy… Jednak to wszystko nie wystarczyło… żeby zwalczyć ten ból, żal i tęsknotę!
Boże, w czym my siedzimy?!?!?!
Kim trzeba być żeby to przetrwać?!?!??!
CYBORGIEM?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
Wiem sama po sobie, jak to jest… chcieć… odejść… Ale czy to byłoby rozwiązanie? Żadne rozwiązanie, a jedynie narobienie sobie więcej karmy do przepracowania! Samobójstwo, to nie jest wyjście z sytuacji, to jest mega krok do tyłu!!!
Siedzę i ryczę… i już nie znajduję słów na to wszystko…

Nie róbcie głupot, proszę… Bo z każdym dniem jesteśmy bliżej niż dalej. Bądźcie silni, choćby świat walił Wam się na głowę i rzucał kłody pod nogi na każdym kroku.
Samobójstwo jest dla osób słabych, a Wy tacy nie jesteście. Ja też taka nie jestem, bo wystarczy spojrzeć na to życie, które jest nam dane. Ile przeszliśmy, ile było upadków i ile było wzlotów. Ile razy z deszczu pod rynnę trafialiśmy i co? Żyjemy i jakoś się trzymamy. Chcijcie iść zawsze do przodu, nigdy się nie cofajcie.
Samobójstwo nie jest ani wyjściem z sytuacji, ani ucieczką od wszystkiego. Za to jest chyba największym aktem egoizmu, bo myśli się tylko o tym, żeby sobie samemu ulżyć. Nie myśli się o bliskich, których się tu zostawi w czarnej rozpaczy.
Bądźcie mądrzy, bądźcie silni. Będzie dobrze. Kiedyś…

R.I.P. FAITH PARKS.