Ot, klasyczna nienawimiłość ;)

Posłuchaj, Nieobecna…
Złapałem się na tym, że nie ma takiej godziny – co tam godziny, minuty takiej nie ma, żebym o tobie nie pomyślał. A co myślę? W jednej minucie, że cię kocham, w drugiej, że nienawidzę. Kolejność przypadkowa. W jednej, że bez ciebie ani kroczka, w drugiej, że przy tobie stoję w miejscu albo nawet, że się cofam. W jednej, że ogień, w drugiej, że woda… I tak bez przerwy. I od tego myślenia już mi się wszystkie sprawy – wszystkie razem i każda z osobna – potasowały… Zbłądziły mi się końce i początki, biele i czernie, przestworza i grudki ziemi… Ani co dobre, ani co złe – nie wiedziałem, Nieobecna. Ot, klasyczna nienawimiłość.

- Jarosław Borszewicz

2 Komentarze

  1. …wiesz Nieobecna, ja musiałem odejść,
    musiałem odejść, po to by przekonać się że byłaś najmądrzejsza, najpiękniejsza, najpotrzebniejsza. Wybacz, ale gdybym nie odszedł,nigdy bym o tym nie wiedział.

    Uwielbiam :)

  2. Tak, tak… Przyszedłem, ponieważ musiałem przyjść – odszedłem, ponieważ musiałem odejść… I to odejście dopiero ukazało mi całą Twoją wspaniałość, której nie doceniałem. Byłaś dla mnie „za dobra”, po prostu… Znam, znam. Też kiedyś kochałam takiego – a po jego odejściu omal nie oszalałam. Ale co tam, już nieważne, zbyt wiele wody upłynęło w Wiśle… Wiesz, w jednym z filmów muzycznych jest taki tekst: „Jak to jest, jak to jest, jak się dzieje, że DALEKIE z dniem każdym pięknieje? I im dalej, im bardziej żeś odszedł, tym jest bliższe, tym jest droższe?” Innymi słowy: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma! Myślę, że z miłością/niemiłością jest podobnie. Osobiście zawsze uważałam, że nawet najbardziej ukochane osoby najłatwiej nam kochać… z pewnego oddalenia.:) Miłość z bliska jest zawsze TRUDNIEJSZA, bo bardziej REALNA. A bywa i tak, jak napisał ks. Twardowski – „są tacy, co się na zawsze kochają – i dopiero dlatego nie mogą być razem.” Są jak jeże, które usychają z tęsknoty za sobą, ale kiedy są blisko -kaleczą się wzajemnie igłami. Czytałam także o pewnym reżyserze, który żenił się i rozwodził chyba sześć czy siedem razy, a pod koniec życia stwierdził, że i tak wszystko to na próżno, bo wszystkie jego żony były bardzo podobne do tej pierwszej, którą porzucił. Biedak, całe życie szukał tej jednej, idealnej kobiety…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.