Intensywnie emocjonalny tydzień i sen w dzień Blue Moon

Codziennie widzę coś, co pokazuje mi, że nie jestem sama i nie tylko ja dziwnie przechodzę ten czas… Cała nienormalność tego wszystkiego polega na tym, że jest to, jak najbardziej normalne. Cierpienie jest normalne, te wszystkie paranoje są normalne, tupanie nóżkami ego jest normalne, wypływanie wszystkiego na powierzchnie jest normalne, ból jest normalny. Nie możemy się przed tym schować. To po prostu przychodzi i trzeba to przejść. Zabawne w tej całej sytuacji jest to, że jestem wszystkiego świadoma i wiem, co się ze mną dzieje, a mimo to ogarnął mnie taki stan, a nie inny. Czytam teraz pewną książkę i mam wrażenie, że ja to wszystko już wiem i po prostu se to czytam, żeby jedynie utwierdzić się w tym wszystkim. Wiedza jest we mnie, czuję to w sercu, ale jeszcze reszta musi nadgonić.
To był dziwny tydzień. W pracy odwalałam swoje i chciałam, jak najszybciej stamtąd wyjść. Żadnych dodatkowych kontaktów z kimkolwiek. Jedynie to, co musiałam i już. Mój dom, to moje sanktuarium. Przekraczam jego próg, zamykam drzwi i oddycham z ulgą. Jakie to szczęście, że teraz mieszkam sama. Nikt mi nie przeszkadza w moim byciu samą, w moich medytacjach, czy zwykłym zawieszaniu i wyłączaniu się, od tak po prostu. Nie wiem, czy najgorsze już za mną, ale jakoś wierzyć mi się nie chce, że tak… Na pewno nie ma 100% ładu, co zresztą zaczyna być widać po mojej twarzy… Gdy tylko mam burzę emocji w sobie i jest ze mną źle, to wyskakują mi krosty…
Nadal jestem zmęczona i senna, ale mimo to budzę się kilka razy w nocy i tuż nad ranem. Dziś między innymi o 4:44. Znaki mnie nie opuszczają…
Wczoraj miałam bardzo dużo pracy i nawet nie miałam czasu żeby się w tyłek podrapać. Dzień był w sumie spokojny i nad wyraz nudny. I nagle JEB. Stoję, czekam na transport, a tu idzie jakiś facet, w którego twarzy zobaczyłam twarz Bliźniaka… Zalało mnie zimno, a potem ciepło i powiem szczerze, że słabo mi się zrobiło… Z kolei dziś Bliźniak mi się przyśnił, ale jeśli wygląda i zachowuje się tak, jak we śnie, to ja nie chcę go widzieć na żywo, bo chyba by mi serce pękło! Blady, jakby chory, bez życia w sobie, smutny, cień człowieka, który próbuje ukryć swój wzrok, odwalający swoje i znikający z dala od ludzi… Wiecie dlaczego nie chciałabym tego zobaczyć na własne oczy? Bo widzę to codziennie w lustrze!!! On w moim śnie, to wypisz, wymaluj ja na jawie… To jest straszne! Cały czas teraz o tym myślę… Chce mi się płakać…
Musiałam Wam o tym wszystkim napisać…
Dziś jest ważna Pełnia Księżyca – Blue Moon. Wykorzystajcie ten czas, jak najlepiej. Wasza dusza wie jak…

Nie wymagajcie ode mnie odpowiedzi na maile… Nie teraz… Proszę o zrozumienie… To wszystko.

Dopóki się nie odnajdę, zawieszam bloga

Mieli mnie od A do Z. Od wczoraj czuję się jeszcze gorzej niż wcześniej się czułam. Miota mną, boli mnie. Na powierzchnię wyłażą wszystkie możliwe bolączki. Ego dochodzi do głosu… Do tego wszystkiego rezygnacja i brak wiary… To wygląda tak, jakby wszystko, nad czym tak bardzo pracowałam, co układałam sobie w sobie, nagle zdmuchnął byle powiew wiatru.
Rzygam tym wszystkim! Nie chcę brać udziału w tym cyrku! Mam dość!!! Za dużo tej cholernej energii, ja już nie mam siły na to wszystko. To mnie przerasta i wcale nie jestem taka silna, jak myślałam, że jestem. Czuję się jak więzień… Ani się normalnie zakochać w kimś innym nie mogę, ani tym bardziej być z największą miłością mojego życia… Bo przecież taki jest PLAN.
Znaki na każdym kroku, a w środku ja i ani się ruszyć, ani unieść ponad, ani schować przed tym nie mogę.
Dziś wszystko pod górkę… Do tego Bratni jest teraz tam, gdzie ja będę za kilka miesięcy… WTF w ogóle?! Tyle miejsc na świecie, a on akurat musi być właśnie TAM?!
Boże, dlaczego Ty mi robisz tyle rzeczy, a ja nie wiem o co Ci chodzi… Dajesz siłę i zabierasz, dajesz nadzieję i zabierasz… Dałeś tyle światła, po to żeby teraz dać tyle mroku?
Nie mam siły na to wszystko… Nie mam siły myśleć pozytywnie… Nie mam na nic siły…
Gdzie jestem, kim jestem i co to wszystko ma znaczyć… No i kim jest mój Bliźniak? Prawym człowiekiem, czy jednak lewusem totalnym… Kłamcą, oszustem, człowiekiem bez skrupułów… Nie wiem… Dziś nic nie wiem. Nie wiem dokąd zmierzam i nie widzę końca tego wszystkiego… Najbardziej to by mi się teraz przydała amnezja albo eutanazja… żeby się nie męczyć…

Ponieważ dzieją się teraz ze mną takie, a nie inne rzeczy, zostawiam bloga. Oddalam się od tego, bo muszę sobie wszystko od początku poukładać. Może mi przejdzie za kilka dni, może za kilka miesięcy. A może wcale… Nie wiem. Na maile też nie będę odpisywać. Mam nadzieję, że zrozumiecie…
Potrzebuję wytchnienia, choć wiem, że z tymi wszystkimi znakami i rewelacjami duchowymi będzie mi trudno… Jak się ogarnę, to wrócę…
Póki co, znikam… rozpadam się na kawałeczki… bezsilna tak…

Lipiec…

„It’s important to let go of everything that has not served your soul to this point and open fully to the infinite possibilities of the universe.
Most of you are already feeling the steady increase of frequency in the body. Many of you have noticed being shifted around to new locations, loss of relationships and material things. In some ways you may feel totally out of place, alone and even lost.
We assure you all that is happening is as it should be, and is a clearing of the old energies that you have held onto so strongly. These lower frequencies have to be transmuted so this divine wave of light and love can flow through the body and ground into the core of Gaia. It is impossible to take the lower frequecies of repressed emotional trauma and errant DNA programming (limited belief systems) into the higher dimensions! These old trapped trauma energies must be released from the body so the light data can flow completely through you and be grounded correctly. This completes the divine circuitry that makes you the super being you truly are.”


http://micahangel.weebly.com/michaels-blog/unprecedented-cosmic-wave-to-impact-earth-in-late-september-2015

Czuję jakbym umierała, jakby to był koniec mojego świata, ale spoko, wszystko jest OK… Oby do września, tak? Heh…

Lipiec to dla mnie dziwny czas

Muszę się z Wami podzielić moim spostrzeżeniem, które mam od kilku dni, ale dopiero dziś jakoś tak konkretnie to do mnie dotarło.
Każdy lipiec od 2013 r. to jest dla mnie jakaś masakra. W 2013 r. była masakra, bo Bliźniak mi wtedy zniknął z zasięgu wzroku, do tego nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak Bliźniacze Płomienie, więc przechodziłam męki i katusze niesamowite. W zeszłym roku w lipcu, wiadomo, Bliźniaka wykopali daleko, zostałam tu sama i zaczął się mój osobisty armageddon. No i ten rok. Niby jest dobrze, ale nie do końca. Znowu przeżywam jakieś okropności, które mnie w ten, czy inny sposób dołują. O co chodzi? Czy ja już nigdy w życiu nie będę mieć spokojnego lipca? Dojdzie do tego, że każdy lipiec, to będzie dla mnie jedna, wielka czarna dziura, jakiś wir, kocioł, do którego wpadam i siedzę tam, dopóki jakiejś drabinki nie znajdę. Albo dopóki ktoś mi nie rzuci linki, czy koła ratunkowego. Taki piękny miesiąc, a już 3 raz daje mi się we znaki. Dziwne, co nie? Kompletnie tego nie rozumiem, ale takie są fakty. Lipiec to dla mnie naprawdę dziwny czas. Takie przewertowanie wszystkiego od A do Z. Totalny przegląd i rozbiórka na części pierwsze wszelkich uczuć, wszystkiego, co wiem i kim jestem.

Wenus na wstecznym

Get ready for a blast from the past — the love planet Venus is now retrograde! This energy has the potential to bring back an old flame or crush that you never got the chance to connect with – but always wanted to.

From a brief encounter with a charming stranger to the short-lived romance that couldn’t overcome bad timing — we all have the one that got away. But with the planet of love moving backward through the cosmos, NOW is your second chance!

Przygotuj się na powiew przeszłości – planeta miłości Wenus jest teraz na wstecznym! Ta energia ma potencjał, aby przywrócić stary płomień albo obiekt westchnień, z którym nigdy nie miałeś okazji się połączyć, ale zawsze chciałeś.

Od krótkiego spotkania z nieznajomym, do przelotnego romansu, który nie mógł przezwyciężyć nieodpowiedniego czasu – wszyscy mamy kogoś takiego, kto nam się wymknął. Ale z planetą miłości poruszającą się wstecz poprzez kosmos, TERAZ jest Twoja druga szansa!

Hmm… Co Wy na to?

Michael Jackson – cytat i piosenka „Man in the mirror”

jeśli chcesz zmienić świat

Ale, że od Bliźniaka? :D Oczywiście żartuję, wiem, że od siebie, no, ale to jego widzę w lustrze, gdy w nie patrzę… Ostatnio porobiłam sobie kilka selfie i na każdym widziałam Bliźniaka… Fajnie, co? I tak do końca życia…
Wiecie co jest dobre w tej całej sytuacji? Że przede mną przynajmniej jeszcze jedno wcielenie :D I cała zabawa od początku :D Już się cieszę na te wszystkie jazdy ;) Ciekawe kim będziemy w następnym życiu… No, ale mniejsza o większość. Najważniejsze jest TU i TERAZ.

Powczorajsze przemyślenia…

Ten moment, gdy wychodzi najgorszy shit, a Ty i tak kochasz właściciela tego shitu każdą najmniejszą cząstką siebie i całego swojego jestestwa – BEZCENNE.
Normalnie byłabym na to wszystko wściekła i zaczęłabym mówić, jak bardzo go nienawidzę itd. Ale nic z tych rzeczy. Ja go kocham. Tak po prostu i bez zbędnego „pierniczenia o dupie Maryny”. W świetle i w mroku, na dobre i na złe. Mam nadzieję, że jakimś cudem COŚ będzie mu o tym przypominać.
Wiem, co wiem i tyle mi wystarczy.
Niech sobie idzie swoją drogą i niech będzie szczęśliwy. Tego chcę. Tego chcę również dla siebie. Swojej drogi i swojego szczęścia. Z nim, czy bez niego, co za różnica. Ta miłość jest ze mną cały czas. Tak sobie obiecaliśmy i tak jest. Bóg wie…
Jeśli dane mi będzie kogoś uszczęśliwić w tym życiu, jeśli dane mi będzie zostać w końcu mamą, to będzie to mój największy sukces. Chcę wypaść, jak najlepiej w tych rolach, dlatego czas stanąć twardo obiema nogami na ziemi… Czas wziąć to, co najlepsze z tych obu światów. Czas przestać się fiksować na jednym. Wokół jest tyle możliwości przecież…
Coś czuję, że to wszystko, to mój kolejny kamień milowy. Coś się wydarzy, wiem to, czuję to…
Rozmawiałam dziś z babcią i też wcale nie miałam takiego zamiaru mówić wszystkiego, ale jak zaczęłam, tak przestać nie mogłam… Mówiłam, jak mi z tym wszystkim ciężko i jak bezsilna jestem na wiele rzeczy. Mówiłam, jak bardzo to silne jest, jak serdecznie mam wszystkiego czasem dość, dlatego bywam taka podminowana… Mówiłam, jak bardzo potrzebuję być sama i jak energie innych dają mi się we znaki, bo tak bardzo je odczuwam. Nie sądzę, że babcia mnie do końca zrozumiała, bo cały czas mówiła, że muszę się od tego wszystkiego odseparować jakoś.
To niemożliwe babciu…
Ja to wiem i wiedzą to ci wszyscy, których to spotkało. Spotkanie z prawdą, jedna wielka udręka, gdy syfu dużo. Sprzątam i sprzątam i końca nie widać…
Nie mogę prosić o to, żeby pojawił się rycerz na białym koniu, który mnie uratuje, bo wiem, że taki ze mnie rodzaj księżniczki, że jeśli sama się nie uratuję, to nikt mnie nie uratuje ;) I weź tu bądź mądra i pisz wiersze ;)