Spiritual flu, czyli duchowa grypa

Pewnie nie raz doznaliście czegoś takiego, że czuliście się schorowani do granic możliwości, ale tak naprawdę nic Wam nie było. Pewnie nie raz mieliście uczucie gorączki, ale termometr nawet nie drgnął, a może i nawet wtedy pokazywał stopień lub kilka poniżej normy. STANDARD. Witajcie w świecie duchowej grypy.
Co to jest ta duchowa grypa? To jest nic innego, jak po prostu zmiana wibracji i przechodzenie na kolejny poziom wtajemniczenia.
Taka duchowa grypa to przede wszystkim uczucie choroby, podczas gdy tak naprawdę chorzy nie jesteśmy. Jest to jednak na tyle silne, że po prostu uziemia nas w łóżku i nie pozwala wstać albo sprawia, że koniecznie musimy się położyć. To są różne bóle, które pojawiają się nagle. To jest właśnie wcześniej wspomniane uczucie gorączki, mgła przed oczami, mdłości, odruchy wymiotne, drganie i skurcze mięśni, nadmierne zmęczenie, senność, dziwne palpitacje serca itp. Jest mnóstwo takich symptomów i pojawiają się naprawdę nagle, no i oczywiście nie wiemy skąd i jakim cudem. Nasze ciało się samoistnie podgrzewa, choć na zewnątrz tego nie czuć, ani nie widać, dosłownie wypala toksyczną, niepotrzebną już nam energię i pozwala iść dalej. To trochę taki kamień milowy. Możecie być pewni, że gdy się Wam to przytrafia, to właśnie znaczy, że dobrze odrobiliście pracę domową i zrobiliście kolejny krok w Waszym wzrastaniu i zmierzaniu ku prawdzie.
Wielu ludzi myli to ze zwykłym przeziębieniem, ale duchowa grypa nie idzie np. w parze z bolącym gardłem, czy cieknącym nosem. No i ŻADNE leki na to nie pomagają. W tym przypadku to Twoja energia ma grypę, a nie ciało. Taka mała różnica ;)
Oczywiście jeśli się bardzo niepokoisz swoim stanem, możesz iść do lekarza. Nawet polecam pójście do lekarza, choćby po to, żeby usłyszeć: Ale przecież nic Pani/Panu nie jest.
Wiele razy to słyszałam i czułam się z jednej strony głupio, a z drugiej fajnie, że jednak to wszystko dzieje się naprawdę i jest nie do zdiagnozowania przez „zwykłego śmiertelnika” ;)
Zdecydowałam się o tym napisać akurat teraz, bo właśnie kolejny raz w tym roku to przechodzę. Znam już ten stan bardzo dobrze, ale pamiętam moją pierwszą duchową grypę. Byłam przerażona tym, co się ze mną dzieje. Wszystko mnie bolało, nie mogłam się wyprostować. Nie mogłam nic zjeść, ani się napić. Jedyne, co mogłam, to leżeć skulona pod kołdrą, choć i tak było mi niewygodnie i źle.
Pierwsza duchowa grypa zaskoczyła mnie, gdy byłam już przebudzonym Bliźniakiem. Niby tyle wiedziałam, a tu taka (wtedy) niefajna niespodzianka. Teraz już wiem, co mi jest i wiem, że z tym nie wygram. Dlatego, gdy duchowa grypa mnie dopada, to robię minimum. Nie przepracowuję się, z większym szacunkiem podchodzę do potrzeb ciała i ducha. Dużo odpoczywam, relaksuję się. W takich momentach staram się unikać dużej ilości kontaktów z ludźmi. Jestem tylko ja, mój świat i moje kredki. Jak nie muszę, to nie wychodzę z domu. Po prostu daję sobie potrzebny czas na regenerację i przejście na kolejny poziom.
Z tego co wiem i widzę, to po przesileniu sporo Bliźniaków to przechodzi. Tak, jakbyśmy zaliczyli egzamin z tego, co było i możemy iść do następnej klasy ;)
Pamiętajcie, zaakceptujcie i puśćcie, zamiast się na siłę z tym wszystkim szamotać. Przecież i tak nie wygracie, a co ma się wydarzyć, to wydarzy się w swoim czasie :)

Za tydzień będzie ROK

Dokładnie za tydzień od dziś minie ROK, jak nie mam kontaktu z Bliźniakiem… Ani widu, ani słychu…
ROK…
Myślałam, że miesiąca nie przetrwam, a przetrwałam ROK…
ROK wzlotów i upadków, przerobionych lekcji, wypadających z szafy „trupów”, mnóstwa syfu do sprzątania, walki z samą sobą, stawania twarzą w twarz z prawdą o sobie i bliskich mi osobach. Wiele rzeczy przez ten rok się skończyło, wiele się zaczęło. Osiągnęłam pewną równowagę, która była mi potrzebna do dalszego funkcjonowania.
Idę do przodu i dalej się rozwijam. Nie po to, aby być wzorem cnót wszelkich, bo tak na pewno nigdy nie będzie, ale żeby trwać w swojej prawdzie, która jest również Waszą prawdą. Wciąż do wielu rzeczy dojrzewam, wciąż zdarza mi się płakać. Gdy trzeba to swą gardę trzymam wysoko podniesioną, a innym razem ją opuszczam. Już nie taka bezbronna, jak kiedyś. Przeogromnie silna z bardzo rozwiniętą intuicją.
Prawdziwa.
JA.

Tę piosenkę dedykuję wszystkim Bliźniakom…