I znów tęsknota…

W niedzielę wieczorem spłynęła na mnie myśl, że zaniedbuję mojego Bliźniaka… Że nie poświęcam nam już tyle czasu, co kiedyś, że skupiam się za bardzo na kimś innym. Przestałam medytować i pogrążać się w naszych myślach… Odczułam to tak, jakby ktoś mi to mówił z takim wyrzutem i żalem… Hmm, pomyślmy kto to mógł być ;)
W sumie to prawda, że nie skupiam się już tak bardzo na Bliźniaku, tylko na swoim własnym życiu. Moje myśli krążą tu i tam. Czy to źle? Nie, zwłaszcza, że dostaję znaki, że idę dobrą drogą i WSZYSTKO JEST DOBRZE i TAK, JAK POWINNO BYĆ. Więc, gdzie tu sens, gdzie logika? I co takiego dzieje się u Bliźniaka, że od niedzieli w gratisie mam mega tęsknotę i ćmienie głowy? Znowu wszędzie go widzę. Zamykam oczy i on tam jest. Otwieram oczy i widzę, jakieś przebłyski z jego twarzą w roli głównej. I za każdym razem czuję, jakby ktoś mi wpompowywał więcej miłości do serducha.
Stanęłam dziś w oknie i zapytałam Boga, czy nie odrobiłam lekcji na tyle, żeby choć na chwilę zobaczyć lub usłyszeć mojego Bliźniaka… No, ale widocznie jeszcze nie…

Dziś tęsknię przeogromnie…
I tak mi się napisało…

Gdy chcę Cię zobaczyć,
patrzę w lustro.
Gdy chcę Ci coś powiedzieć,
mówię do siebie.
Jakoś sobie radzę z Twoją nieobecnością,
ale najgorzej jest, gdy chcę Cię przytulić,
bo nie wiem, jak przytulić siebie…