Były dni…

gdy kogoś nie ma

Były dni, gdy nie chciało mi się zwlec z łóżka, bo nie miałam po co… Wstałabym i co? Znowu byłaby pustka i brak JEGO, tego najważniejszego elementu mojego życia.
Były dni, gdy patrzyłam w dal i nie widziałam nic… Ani kolorów, ani perspektyw, ani piękna świata.
Były dni, gdy płakałam codziennie… Zalewałam się hektolitrami łez, jakby one miały coś zmienić, sprawić, by wrócił.
Były dni, gdy ból rozrywał mnie od środka, komórka po komórce… Taki ból, którego do niczego nie można porównać. Taki ból, którego tak naprawdę nie można zlokalizować. Coś mnie bolało, ale nie wiedziałam co dokładnie. Najlepszą odpowiedzią było, że wszystko mnie boli. Bo taka była prawda.
Były dni, gdy nie chciało mi się jeść, ani pić… Jadłowstręt był na porządku dziennym. I mdliło mnie. Ot tak sobie.
Były dni, gdy nie miałam do niczego, ani nikogo cierpliwości… Nawet do samej siebie.
Były dni, gdy nie chciało mi się żyć… Bo po co miałam żyć, skoro JEGO obok mnie nie było.
Były dni, gdy nic nie miało sensu… Wszystko było dla mnie bez wartości. W niczym i w nikim nie widziałam dla siebie nadziei. Byłam ze wszystkim na NIE. Skulona w swoim pokoju z dala od życia, które toczyło się obok.
Były dni…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.