Monrose – What you don’t know

Rozwalają mnie takie momenty, gdy ni z gruchy, ni z pietruchy zaczynam śpiewać jakąś piosenkę, która ani nie jest jedną z moich ulubionych, ani jedną z tych, które na co dzień słucham, ani nawet taką, którą mam w folderze z muzyką… Ten zespół nawet nigdy nie należał do moich ulubionych i bardzo rzadko go słuchałam. Właściwie prawie wcale. I nagle przed chwilą zaczęłam śpiewać tą piosenkę… Tekst mnie rozwalił…

Marek Hłasko – cytat

I widzicie… Właśnie o tym mówię! Ja w rozsypce, a tu nagle takie coś!

(…) Czekaj, czekaj i nie bój się o mnie i moją miłość, bo ja już zostanę taki dla Ciebie zawsze; więc tylko czekaj i nie płacz, bo nawet jak trzeba będzie czekać jeszcze, to jeszcze poczekamy, bo warci jesteśmy tego; bo ja wiem, że Ty nie istniejesz beze mnie, a ja bez Ciebie…

- Marek Hłasko

Rozsypka…z posypką…

Bóg wie, jaka byłam silna przez ten cały czas, jak walczyłam ze wszelkimi demonami, jak szłam w słońcu pod górę, gdy w oczy sypał mi się piach. Bóg wie, jak trudno było mi prowadzić tą maszynę do przodu… I Bóg wie, dlaczego mam tego wszystkiego dość… Nie mam siły na nic. Od wyjazdu do Zakopca byłam masakrycznie chora przez cały czas. Siedziałam non stop w mieszkaniu, które wynajmowaliśmy. Wyszłam tylko dwa razy, na krótki spacer po Krupówkach i po pierwszym takim spacerze, myślałam, że wyzionę ducha, bo tak przeokropnie się czułam. Do domu wróciłam w sobotę, choć miałam być w Zakopcu do dziś. Ale jaki jest sens siedzenia i chorowania poza domem, skoro można w domu. Poza tym Zakopane całe zasypane śniegiem. Padało wręcz nieustannie i nawet gdybym zdrowa była, to i tak poruszanie się byłoby ograniczone.
Wróciłam do domu i zaczęło mi się polepszać… Jaki z tego morał? Byłam za blisko Bliźniaka? Doprawdy, zabawne… Gdybym była w pełni sił, fakt, może coś by mi odstrzeliło do głowy i pojechałabym go szukać… Ale byłam całkowicie niezdolna do wojaży z powodu choroby, a do tego jeszcze opady śniegu i letnie opony w samochodzie dziadka ;) Zmienił je tuż przed wyjazdem do Zakopca i nie wiem, co go podkusiło ;) No dobra, wiem ;) WSZYSTKO było dla mnie na NIE.
Pewnie gdybym pojechała nad morze, to nic by mi nie było. Założę się o wszystko, bo morze jest DALEKO od niego.
Od dwóch lat nie lubię żadnych świąt, bo kojarzą mi się jedynie z brakiem Bliźniaka obok. Moja obecna sytuacja rodzinna też nie jest zbyt zachwycająca. Z mamą nadal się nie odzywam… I cóż.
Wczoraj dopadł mnie okropny dół, przeokropna deprecha… Właściwie to nadal mnie trzyma i nie wiem kiedy puści. Ego wyszło ze swojej skorupki i chce rządzić. No i rządzi. Jestem ze wszystkim na NIE. Chcę świętego spokoju, ciszy. Chcę siedzieć w ciemności i nie chcę żeby ktokolwiek o cokolwiek mnie pytał. Nie chcę żadnych nieszczerości, fałszywych uśmiechów i ściemniania, że jest OK, gdy nie jest. Chcę być teraz takim 100% introwertykiem. Ja, mój świat i moje kredki. I będę tu siedzieć w tym ciemnym pokoju i będę zrzędzić, narzekać i płakać, bo tak chcę. I wkrótce mi się polepszy albo i nie. I nic mnie nie obchodzi. Tęsknię za Bliźniakiem i teraz będę tą tęsknotę celebrować płaczem i żalem. Będę się zadręczać, że tego nie zrobiłam, tamtego nie zrobiłam, bo tak właśnie teraz chcę. Wszystko i wszyscy mnie wkurzają. I znaki mnie wkurzają i to, że Bliźniak przestał pojawiać się w snach, ale za to Błyskot się tam dobrze czuje. I znowu wkurza mnie to, że on jest tak blisko i wszystko tak łatwo idzie, a Bliźniak tak daleko i NIC SIĘ NIE DZIEJE już tyle miesięcy. I tak naprawdę nie wiem, czy jest w podkarpackim, czy w małopolskim. Nie wiem, w jakim jest stanie i czy w ogóle w czymś jest, czy może tylko i wyłącznie w niebycie. Nie wiem nic i nie wiem, gdzie ja jestem i co to za jakaś faza… Przecież było już tak dobrze…
Nie szukajcie mnie, dopóki sama nie będę w stanie się odnaleźć.