Moje zaćmienie w dosłownym tego słowa znaczeniu ;)

Zaćmienie1 20 marca 2015 r.

Obudziłam się dziś z uczuciem kaca, mimo że wczoraj nawet kropli nie spożyłam. Hmm… Za to robiłam sobie medytację, widziałam Bliźniaka, który był smutny, ale czułam, jak bardzo mnie kocha. I wyobraźcie sobie, że ze wszystkich rzeczy, o które mógł mnie zapytać, spytał gdzie mieszkam. Co mi teraz daje 100% pewność, że nie wie dokładnie gdzie. Wie które osiedle i w którą stronę zawsze szłam, ale gdzie konkretnie, to nie wie. Ale spoko, powiedziałam mu :D I prawda jest taka, że nawet nie znając mojego adresu, gdyby tu przyjechał i byłby to właściwy czas, to byśmy się i tak spotkali. Bo tak to właśnie działa. Nasze dusze zawsze bez problemu się odnajdą. I wszystko w temacie.

Ostatni tydzień był tygodniem dziwnych dziwności i pomyśleć, że to jeszcze nie koniec… Ale jest dobrze :) Rozwijanie się i wzrastanie :) Pranie, wirowanie, oczyszczanie :) Można rzec, WIOSENNE PORZĄDKI :) Wszystko jest tak, jak powinno być :) A dziś idę łapać promienie słońca, przytulać drzewa i rozsiewać miłość :)
Miłego i błogosławionego dnia wszystkim życzę :)

W doświadczeniu Bliźniaczego Płomienia nie chodzi o zjednoczenie

The Twin Flame experience is not about reunification. 
It’s about overcoming the greatest of obstacles.
By finding a way out of pain, you prove to yourself that you are indeed whole, worthy and loved.

- Elise Perez

W doświadczeniu Bliźniaczego Płomienia nie chodzi o zjednoczenie.
Chodzi o przezwyciężenie największych przeciwności.
Znajdując wyjście z bólu, dowodzisz samemu sobie, że w rzeczy samej, jesteś kompletny, wartościowy i kochany.

Źródło:
https://acceleratedascension.wordpress.com/2015/02/17/the-twin-flame-experience-is-not-about-reunion/

W butach Bliźniaka…

23:23 :D

W nawiązaniu do tego całego oczyszczenia, które się w nas teraz dzieje, do mnie dziś wrócił pewien temat, a mianowicie, jak się czuł i jak się czuje mój Bliźniak z tym wszystkim. Postawiłam się całkowicie w jego sytuacji, zaczęłam to analizować wzdłuż i wszerz. Dziś konkluzje są silniejsze niż kiedykolwiek…
Jestem sobie księdzem, zakonnikiem. Mam poważanie wśród innych księży, wśród parafian. Wiodę spokojne życie przepełnione moją służbą Bogu i ludziom. Pewnego dnia wychodzę na mszę, przeczytać ogłoszenia duszpasterskie i BOOM! O żesz!!! Kto to jest?! Boże! Ja ją kocham i znam! Serio? Znam ją? No znam! Ale czy na pewno czuję miłość? No tak! Najprawdziwszą! Boże, co mi jest?! Tego wieczoru nie mogę zasnąć, cały czas myślę o dziewczynie, którą zobaczyłem na mszy… Z każdą chwilą kocham ją coraz bardziej i usilnie próbuję sobie przypomnieć skąd ja ją znam… Dobra, może bredzę, jestem przemęczony. Obudzę się rano i będzie po staremu.
Nastaje ranek. Obudziłem się, a ona jest moją pierwszą myślą po przebudzeniu… Nie modlitwa… Tylko ona… Cały dzień nie mogę się skupić, nic mi nie wychodzi… Czuję się zagubiony, a jednocześnie tak bardzo zakochany… Szczęśliwy! Pierwszy raz w życiu naprawdę szczęśliwy, bo jest ONA.
Mijają dni, raz jestem wszystkiego w 100% pewny, raz nie. Ona zachowuje się dziwnie. Raz patrzy, raz nie patrzy. Raz obserwuje mnie non stop, raz ucieka wzrokiem jak najdalej. Rumieni się, gdy na nią patrzę i jest to takie urocze. A gdy podchodzi do mnie, trzęsę się jak barani ogonek. Kocham ją całym sobą, chcę jej to powiedzieć, wykrzyczeć, ale jednocześnie tak bardzo się tego uczucia boję. Jestem wręcz przerażony…
Mijają miesiące… Kocham ją jeszcze bardziej niż na początku, czy to w ogóle możliwe? Ostatnio pierwszy raz rozmawialiśmy. Gdy zobaczyłem ją w drzwiach zakrystii, chciałem uciekać. Przysięgam, że gdyby nie kraty w oknie… wyskoczyłbym. Dobrze, że to parter…
Właściwie, to nie wiem, co do mnie mówiła. Była blisko i ślicznie pachniała. Przysuwałem się do niej, jak jakiś magnez, a jednocześnie bałem się, aby nie przekroczyć pewnej granicy, choć tak bardzo chciałem… Jej bliskość mnie onieśmiela i dodaje siły, ale dziś bałem się spojrzeć w jej piękne oczy… Najpiękniejsze oczy na świecie… Oczy, w których widzę siebie i całe swoje życie. Jej oczy, moje oczy…
Kolejne miesiące, a ja nie wiem, czy mam tego wszystkiego dość, czy jednak niedosyt. Kocham ją, ale nie rozumiem dlaczego czasem się tak dziwnie zachowuje. Baa, siebie też nie rozumiem. Chcę jej wszystko powiedzieć. Tak, powiem jej wszystko jutro!
Nic jej nie powiedziałem… Znowu poszła, a ja znowu nie rzuciłem wszystkiego żeby za nią biec… Znowu… Sam w kościele… I jacyś ludzie, których nie znam, choć widzę ich prawie codziennie…
Boże, chciałbym komuś o tym wszystkim powiedzieć, bo nie wiem już sam co to jest… Co to za miłość tak silna… A może to jakieś czary? Może mnie zaczarowała? Boże, pomóż mi…
Msza o uzdrowienie nic mi nie pomogła… Czy coś mi w ogóle na to jest w stanie pomóc? Chyba tylko ona sama… Tak bardzo ją kocham… Boże! Tu mnie wołasz, a tu mi dajesz kogoś takiego!
Moje pierwsze Walentynki, gdy jestem tak zakochany i co najważniejsze, ona jest na mszy! Nie poszła z nikim na randkę! Wolała przyjść do kościoła! Kocha mnie! Mnie, wiem to!
W końcu się zbiorę na odwagę i jej wszystko powiem. Tak, już niedługo…
O Boże! Napisała do mnie SMSa! Ale dlaczego, ja go nie rozumiem? Czyżby była na mnie zła, że się na nią ciągle gapię? Chyba tak… Muszę coś wymyślić… Ale co… Hmm, jutro do niej zadzwonię i powiem, że nie wiem, o co jej chodzi…
Boże, zrobiłem z siebie idiotę nad idiotami. Powiedziałem jej, że nie wiem, o co chodzi i że jej nie kojarzę! Zaraz się chyba rozpłaczę… Ale dobre jest to, że umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy poniedziałek… Wtedy wszystko jej powiem. Tym razem na pewno.
Boże Najdroższy… Chyba się myliłem… Ona chyba mnie nie kocha! Zrobiłem z siebie kretyna i przyznałem się, że jednak ją kojarzę i czy ma coś przeciwko temu, że się na nią ciągle patrzę… Powiedziała, że nie, ale nie chce żebym miał przez nią kłopoty… Jakie kłopoty?! Ja Cię kobieto kocham i nic innego mnie nie obchodzi, a Ty mi powiedziałaś, patrząc prosto w oczy, że nie ma już nic, co chciałabyś mi powiedzieć… Jak mogłaś?! Złamałaś mnie… Złamałaś mi życie… Nienawidzę Cię!
Boże… Co się stało? Dlaczego usiadła tak daleko ode mnie? Dlaczego się oddaliła? Czy to moja wina? Dlaczego na mnie nie patrzy? Dlaczego unika? Dlaczego po komunię chodzi do kogoś innego, a nie jak zwykle do mnie? Boże, czy to dlatego, że nie odpisałem jej na SMSa? Ale przecież ja nie wiedziałem, co mam jej napisać… Nadal nie wiem…
Boże, ona mnie nienawidzi… Nie znosi mnie… Jestem dla niej nikim… Tak się czuję… A ja tak bardzo ją kocham… Mam tego dość…
O rany! Spotkałem ją przypadkiem na spacerze! Była nieumalowana, w dresie i z potarganymi włosami, ale wyglądała najpiękniej na świecie w tych słonecznych promieniach… Nie zasługuję na nią i na taką miłość… Ale kocham ją z całych sił… Powiedziała mi „dzień dobry”, ale chyba jednak się na mnie złości…
Ale jak to przenoszą mnie?! Boże!!! Jak mogłeś do tego dopuścić?! Co teraz będzie?! Co z nami będzie?! Przecież stracę ją z oczu!!! I to pewnie na zawsze!!! Umrę… Na pewno umrę…
Msza pożegnalna… Tyle ludzi, a ja widzę tylko ją… Siedzi jeszcze dalej i znowu w innym miejscu… A już się bałem, że nie przyjdzie… Boże… Oczy mnie bolą od płaczu… Spróbuję coś jej dziś przekazać podczas mszy… Wiem, że mnie zrozumie…
Boże, powiedziałem to… powiedziałem, że ją kocham… Choć wolałbym powiedzieć jej to prosto w oczy i z bliska…
Jeszcze kilka dni i zniknę stąd… I już nie zobaczę jej nigdy… Umieram każdego dnia…
To chyba już… Chyba właśnie widziałem ją ostatni raz… Wyjeżdżam moja Najdroższa… Mam nadzieję, że czułaś, że Cię kochałem i kochać będę zawsze…
Boże!!! Ja chyba umieram!!! Co się ze mną dzieje?! Wszystko mnie boli, ale nie wiem, co konkretnie!!! Boże, duszę się!!! Boże, boli!!! Serce, płuca, żołądek!!! Chce mi się wymiotować!!! Bolą mnie ręce i nogi i skóra!!! I włosy nawet mnie bolą!!! Boże, chcę umrzeć!!! Bez niej nic nie ma sensu…
Skoro ja przeżywałam jakby swoją śmierć na jawie, to tym bardziej on to przeżywał/przeżywa. Tylko, że ja, gdy już wiedziałam kim jestem i co mi jest, mogłam z kimkolwiek o tym porozmawiać. A on? Jak takie coś brzmiało by w ustach 40-latka… Człowieka wykształconego… Księdza… Zakonnika… Byłego proboszcza z takim poważaniem… No jak?! Dlatego odpychał to wszystko od siebie pewnie więcej razy niż ja.
Ostatnio przeczytałam wypowiedź jednego chłopaka, też Bliźniaka. Napisał: Kocham ją tak, bardzo, że to wszystko mnie przeraża, gdy jestem blisko niej.
I ja się wcale nie dziwię, bo sama byłam wiele razy przerażona tym wszystkim, co wywróciło całe moje życie do góry nogami. Ale nie zamieniłabym tego na nic innego. Nigdy przenigdy. Kocham mój Bliźniaczy Płomień bez względu na wszystko. Na dobre i na złe. I tyle.

Dwa lata i miesiąc

Wystarczyła mi jedna sekunda,
żeby przypomnieć sobie,
że od zawsze Cię znam i kocham.
Tobie tyle samo… Jedna sekunda.
W jednej sekundzie przypomnieliśmy sobie siebie
i wiedząc wszystko nie wiedzieliśmy nic.
I tak trwa ta nasza droga już 2 lata i miesiąc.
Końca nie widać, ale jest już jaśniej.
I kocham Cię tak,
jak gdyby ani wczoraj, ani dzisiaj, ani jutra nie było.
Kocham Cię w TERAZ.
Nigdy zaraz, ani potem.
ZAWSZE.

Nów w Rybach z zaćmieniem Słońca – 20 marca 2015

Aż chce mi się napisać „A NIE MÓWIŁAM” ;) Ojej, a jeszcze gdybym tak ładnie umiała ubierać w słowa te wszystkie astrologiczne bajery, tak jak Maria Moonset, to by było przecudnie :) Może kiedyś, kto wie ;)
Artykulik dla Was :)


http://moonsetstory.blogspot.com/2015/03/now-w-rybach-z-zacmieniem-sonca-20.html

Moja bezwarunkowa miłość

Łoboszszsz…
Dziś doszły mnie słuchy, że Bliźniak jednak jeszcze nie odszedł z kościoła, a wziął jedynie urlop zdrowotny, bo – UWAGA – rozchorował się po wyjeździe stąd ;) Tiaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… Mówcie mi tak jeszcze :D Rozchorował się na przebudzenie duchowe, czy może na tęsknotę za mną? :D A może na jedno i drugie? :D Zabawne :D Nie wiem w tym momencie, co jest prawdą, ale nie zrobi mi to wody z mózgu, bo generalnie mam to w nosie, co się tak naprawdę dzieje. A dlaczego? Bo TAK, CZY SIAK kocham mojego Bliźniaka niezależnie od tego co robi, z kim to robi i jak to robi. Nieważne, czy coś ukrywa, czy kłamie, czy robi inne rzeczy. Nie obchodzi mnie to. Ja go po prostu kocham i tyle. Nie mam do niego o nic żalu. Ani, że mi nie odpisywał, że nie odzywał się i że nadal się nie odzywa. Nie mam żalu o to, że nie zrobił kompletnie nic, abym mogła być w 100% pewna, jak normalna kobieta, że on mnie kocha. Bo mimo to ja jestem tego pewna. Kocham go bez żadnego ALE, bez jęczenia i zrzędzenia, bez wymagania i nacisków, że musi coś zrobić, że musi o mnie walczyć. On nic nie musi względem mnie. Wszystko, co musi, to wzrastać tak jak chce, wtedy kiedy chce i tyle ile chce oraz u boku z tym, z kim chce. Nic mi do tego. Ja mam swoje życie i tyle w temacie.
To właśnie jest bezwarunkowa miłość!!!

Ostra, duchowa jazda już wkrótce ;)

learning

Uczę się ufać tej podróży, nawet jeśli jej nie rozumiem.

Jak tam? Szykujecie się na ostrą, duchową jazdę? ;) Dziś jest właściwie ostatni dzień, żeby się zrelaksować przed wielkim „pertolnięciem” ;) Niektóre osoby już powolutku mogą to odczuwać. W bardzo dużej mierze jest za to odpowiedzialne Zaćmienie Słońca, którego doświadczymy już 20 marca. Będzie się po prostu działo dużo i już ;) A może się dziać dosłownie wszystko, normalnie, jak na starej maturze :D :D :D
Wyjdzie to, co musi być przepracowane, powiedziane, przeżyte itd. Koniec i kropka. Z tej lekcji nie ma zwolnień ;) Siedzieć na tyłkach i przerabiać materiał! :D Miłego :)

Akceptacja Bratniej Duszy

W środę widziałam się z mym Bratnim Duszkiem ;) Już dawno nie czułam takiej energii, a nawet powiem, że nigdy, jeśli chodzi o kogoś kto nie jest moim Bliźniakiem. Z moim były narzeczonym nawet czegoś takiego nie czułam :D Ale już się nie zastanawiam, jak to możliwe ;) Już wiem, że jest moją bardzo bliską Bratnią Duszą, jestem tego pewna w 100%, zostało mi to kilka razy potwierdzone i w końcu to zaakceptowałam. Ale to oczywiście nie znaczy, że już zaraz związek, ślub i żyli długo i szczęśliwie :D To może znaczyć, że po prostu tylko i wyłącznie musimy być NA WIDOKU, bo coś jest do przerobienia i to coś może być przerabiane jedynie na poziomie duchowym. Także zero spinki z czymkolwiek. Jest, jak jest :) Niech się dzieje, co ma się dziać :) Niech przeznaczenie wypełni się tak, jak ma się wypełniać :)
Wiem, że mój Bliźniak odczuł to, co w środę zaakceptowałam, bo odbiło się to na mnie zdrowotnie, a dokładniej mówiąc, sensacjami żołądkowymi… Poza tym znaki, znaki, znaki. Bezczelnie mi się wpycha ze znakiem, gdy tylko temat BD wchodzi na tapetę ;) Jakbym nie wiedziała, że on nadal jest i czuwa :D Śmieszy mnie to :D Musi się moje kochanie nauczyć, że zaborczość o mnie nic tu nie da i że bezwarunkowa miłość na tym wcale nie polega, żeby kogoś usidlić i zamknąć w złotej klatce. Bezwarunkowa miłość, to danie ukochanej osobie swobodę i przestrzeń. To zaufanie, że ta miłość jest i nic nie jest w stanie jej zniszczyć. To akceptacja drogi tej drugiej osoby i pogodzenie się z przeciwnościami losu. To spokój w sercu, bo po prostu wiesz, co jest co i nawet jeśli ta druga osoba jest z kimś innym związana lub ma się z kimś związać, nic nam do tego. Miłość to wolność. Miłość to zrozumienie. Miłość to akceptacja.