O depresji ciut

Jak łatwo sprawdzić kto jest oświeconą, przebudzoną, empatyczną duszą? To proste, wystarczy wspomnieć o katastrofie samolotowej z zeszłego tygodnia. Ludzie o niskiej wibracji zaczną osądzać drugiego pilota, nie pozostawiając na nim suchej nitki. Ludzie o wysokiej wibracji okażą współczucie nie tylko dla niewinnych ofiar tej tragedii, ale przede wszystkim dla niego.
Jak ja do tego podeszłam? W pierwszej chwili nic w tej kwestii mnie nie dotknęło, ponieważ mam dużo spraw na głowie w związku z tym, że idę „za chwilę” na urlop i chcę pozamykać wszystkie otwarte sprawy, żeby móc odpoczywać z czystym umysłem. W środę już wiedziałam więcej, bo coś tam przeczytałam, coś tam usłyszałam. Ale czwartek, kochani… czwartek był okropny. Przeczytałam wszystko, co możliwe o tej katastrofie. Obejrzałam wszystkie filmiki. Ta tragedia boli przeokropnie. Tylu niewinnych ludzi straciło życie, w tak drastyczny sposób, ale najbardziej boli mnie tragedia jednostki, czyli drugiego pilota.
Dla wielu ludzi to psychol samobójca… morderca. Dla mnie to biedny chory człowiek… zagubiona dusza. Taką zagubioną duszą byłam w swoim życiu 3 razy… Byłam tam gdzie on, dosłownie. Człowiek w takim stanie nie myśli o niczym innym, jak tylko o tym, aby się unicestwić. Nie widać wtedy sensu życia, tego życia właściwie nie ma. Jest wegetacja. Wszystko szare albo czarne. Nie ma kolorów, nie ma światła. Nie ma nikogo kto zrozumie… Pamiętam, że gdy wbrew temu, co czułam, czyli uczuciu, że nikt nie może mi pomóc, jakoś dałam radę powiedzieć moim najbliższym, że chyba mam depresję. Zostałam wtedy „wyśmiana”. No bo jak to możliwe, że taka radosna i roześmiana osoba, jak ja, może mieć depresję? Jak to możliwe, że osoba, która ma właściwie wszystko, może mieć depresję? No jak? Usłyszałam wtedy, żebym nie gadała głupot i wzięła się w garść. Boże, dobrze, że nie miałam wtedy pod ręką samolotu… Albo dobrze, że coś nie kazało mi skoczyć z wieżowca, czy rzucić się pod pociąg. Chciałam zrobić to po cichu. Proszki nasenne wydawały się być idealne… Poprosiłam przyjaciółkę żeby załatwiła mi ze dwa opakowania, bo mogła, gdyż jej mama jest lekarzem. Widocznie nie miałam umrzeć, bo u niej w głowie zaświeciła się lampeczka i zaczęła drążyć temat. Wydrążyła… Powiedziałam wszystko. Uwierzyła i zaciągnęła mnie do psychologa. Wystarczyła jedna rozmowa z całkiem obcą osobą, po której widać było, że pacjent nie jest dla niej obojętny. Diagnoza: Depresja, ale jeszcze nie całkiem zaawansowana i początki nerwicy. Pięknie, prawda? Najważniejsze, co mi powiedziała, to zmiana myślenia. Nie wszystko na raz, ale powoli stopniowo. Warto też mieć podczas tego procesu kogoś, kto po prostu przy Tobie będzie. Nie będzie pytał o głupoty i nie będzie próbował na Ciebie naciskać, ale po prostu będzie, zrozumie, wybije z głowy, to co ją zaśmieca, rzuci nowe światło na wiele spraw, pokaże nowe możliwości, wyjścia z sytuacji. Nie będzie Cię osądzać, ani nic z tych rzeczy. Nie nazwie Cię psycholem… Drugiemu pilotowi właśnie takiej osoby w życiu zabrakło. Wyobraźcie sobie kogoś chorego, który ma lęki, boi się wielu rzeczy, w tym tego, że straci ukochaną pracę i dostęp do swoich marzeń, kogoś kto budzi się w nocy z krzykiem… Przypomnijcie sobie swoje najgorsze momenty będąc już świadomym tego, że jesteście Bliźniaczym Płomieniem. Przypomnijcie sobie ten bezsens, w którego centrum byliście. Przypomnijcie sobie, jak się czuliście… Nie wiedzieliście co Wam jest, nie mogliście o tym nikomu powiedzieć, bo się baliście reakcji i konsekwencji. Też słyszeliście głosy, też mieliście różne sny, też budziliście się w środku nocy i też nie wiedzieliście, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Nie wiedzieliście, co dalej. A niektórzy z Was nadal tego nie wiedzą. Tyle „chorych” rewelacji, a doskonale wiecie, że jesteście zdrowi. A on był chory i miał to na papierach…
Ja nie chcę wybielać ani jego, ani tego, co zrobił. Ja go po prostu rozumiem. Rozumiem jego ból, rozumiem jego rozterki, samotność w tym wszystkim, rozumiem jego chorobę… Współczuję mu z całego serca, że nie miał nikogo, kto mógłby mu pomóc, gdy jeszcze można było coś zrobić. Współczuję, że ludzie nazywają go mordercą, a nie widzą w nim osoby chorej, potrzebującej pomocy. Współczuję jego rodzinie, która będzie musiała już zawsze żyć z tym piętnem…
Łatwo jest oceniać kogoś, gdy ktoś już nie żyje i nie może się bronić…
Nie zdziwię się jeśli coś w tej sprawie jeszcze wyjdzie. Coś, co otworzy oczy wielu ludziom.
Ten chłopak z czwartku na piątek mi się śnił. Był zły i powiedział mi, że chciałby, aby go wszyscy przeprosili. Był to bardzo realny sen i dopiero po nim spokojnie zasnęłam, bo przed nim, zasnąć kompletnie nie mogłam i miałam uczucie, że czegoś się boję… Ciekawe… No nic, zobaczymy, co jeszcze się wydarzy.
Ostatnio czytałam, że coraz więcej ludzi doznaje schizofrenii – widzi i słyszy dziwne dziwności itp. Zaśmiałam się. Tak naprawdę każdego z nas można podciągnąć pod psychola schizofrenika :D Taka prawda :D A tak naprawdę, to wcale nie żadna schiza tylko PRZEBUDZENIE DUCHOWE. Niestety wielu ludzi nie jest w stanie tego ogarnąć, o czym zresztą sami wiecie. Jedni umieją to jakoś kontrolować, a inni nie. I tak to właśnie jest.
Tak więc pozdrawiam Was, ja psycholka, schizofreniczka słysząca głosy, widząca i odczuwająca różne rzeczy. Blaski & błyski rulez ;)
PEACE.

P.S. Moje pierwsze spotkanie z depresją, to był październik 2005 r. Trwało to do kwietnia 2006 r. Potem zaczęłam z tego wychodzić i wyszłam na prostą (bez zbędnej farmakologii). Kolejna akcja, to czas, gdy w moim życiu był już Bliźniak i gdy nagle zniknął na miesiąc (lipiec 2013 r.). To, co wtedy przeżywałam, było jeszcze gorsze niż to, co przeżywałam te kilka lat wstecz. Oczywiście najgorsze myśli były na porządku dziennym. To właśnie wtedy dowiedziałam się o Bliźniaczych Płomieniach, wszystko zaczęło się rozjaśniać i znów wyszłam na prostą. No i 3 raz pojawił się, gdy nastąpił okres całkowitej separacji z Bliźniakiem, z czego też udało mi się wyjść. Dzięki Bogu…

5 Komentarze

  1. Witam serdecznie
    Jestem z przekonania i doświadczania zgodna z koncepcją inkarnacyjną, wg której inkarnujemy i doświadczamy zgodnie z planem inkarnacyjnym, który może podlegać pewnym modyfikacjom. Zatem każda istota doświadcza w swoim życiu tego co sobie zaplanowała, na co wcześniej się umówiła, w tym również z innymi duszami. Ocena w tej sytuacji kogokolwiek po prostu nie istnieje. Jest tylko miłość i rozumienie.
    A dawanie negatywnej energii w postaci żalu, smutku, lamentu itp., zarówno pasażerom jak i pilotowi, tylko utrudnia duszom kontakt ze źródłem a nawet więzi je w astralu. Nie mówiąc już o obniżaniu sobie wibracji poprzez programowanie się wiadomościami na temat takich wydarzeń.
    Pozdrawiam Ciepło

  2. Wiem, że jest PLAN i że według niego żyjemy. Przed PLANEM w żaden sposób nie da się uciec.
    Szkoda, że tak niewiele osób potrafi to zrozumieć…
    Również pozdrawiam :)

  3. W pierwszej chwili jak zorientowałam się o czym piszesz, momentalnie poczułam się silniejsza….ja na co dzień W OGÓLE nie oglądam tv, staram się nie słuchać radia (nie wiedziałam, że jest zmiana czasu i uratował mnie samoregulujący się budzik w telefonie rano), o tej sytuacji dowiedziałam się na lekcji hiszpańskiego 2 dni po katastrofie, i pomyślałam sobie, no nie, znów gadka o tragedii itp. (jestem przeciwniczką skupiania głównej uwagi mediów na tragediach), ALE…pani wypowiedziała nazwę lotniska El Prat i momentalnie moja uwaga została całkowicie zaalarmowana (….Barcelona…to jest dom….TF…) i potem już w skupieniu zaczęłam się przysłuchiwać. Na co dzień, nie interesuje się tym co słyszę w mediach, nie szukam informacji dalaszych itp…a tym razem, po raz pierwszy od dawien dawna….zaczęłam przeszukiwać internet o tym wydarzeniu i czytać, oglądać..i słowo depresja…i wszystko jasne, wyobraziłam sobie go w kabinie…jego myśli, jego świadomość….pasażerów, którzy dopiero w ostatniej chwili zorientowali się co się dzieje i zaczęli krzyczeć…do dziś to we mnie jest i Taryn bardzo dziękuję Ci, że własnie w ten sposób to ujęłaś. A teraz druga sprawa, napisałaś 2005? Witaj w klubie, rok 2005 to był rok mojego popadnięcia w depresję również…i przy okazji moment zawalenia się dotychczasowego planu życia i tego co było później, początkiem. Nie wierzę, w przypadki. To jak prysznic, ten post. Mam wypieki na twarzy.

  4. Czytam Twojego bloga z rosnącym zainteresowaniem.Opis depresji skojarzył mi się z Najdalszym brzegiem Ursuli Le Guin.

    Ale wracając do tego wydarzenia – mój TF mieszka również w Barcelonie i ma wielu przyjaciół w Niemczech, gdzie przez jakiś czas przebywał. Wiem, że bardzo go to poruszyło i sama to mocno przeżyłam…

    Odnośnie TF – cieszy mnie, że zaczęłaś prowadzić tego bloga. TF to bardzo trudna tematyka i ja sama już nawet nie mam ochoty rozmawiać o tym z nikim – kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Ludzie zastanawiają się, czym jest ta osławiona miłość… Ale gdy już ją się pozna, to po prostu się wie. Czas, miejsce, okoliczności, spotykanie, jak to określasz, błyskotek… Nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia żadna religia, pogląd, pieniądze, polityka. Największą siłą, która jeszcze scala ten świat, jest miłość.

    Kiedy już człowiek zrozumie, że tęsknota to tylko projekcja naszego słabego, ziemskiego ciała i tkwiącego w nas mocno ego, rozdzielenie staje się łatwiejsze.

    Miłość do duszy przewartościowuje absolutnie wszystko w naszych życiach.

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)

  5. Hmm, nie czytałam tego, ale chyba się skuszę ;)
    Rozumiem Cię doskonale…
    Dlatego dobrze, że są fora, blogi, choć i tak nawet i tu występują zgrzyty ;)
    Ale w końcu PRAWDA dosięgnie wszystkich :)
    Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.