Weekendowe takie tam

Głowa wczoraj bolała mnie cały dzień. Ale to nie był taki ból, BÓL. To było takie upierdliwe ćmienie, które rozchodziło się po całej głowie i wracało co chwila w okolicę trzeciego oka. Nie znoszę tego. Najgorsze jest to, że leki na tą cholerę nie pomagają.
Mimo wszystko ruszyłam w plener powitać pierwszy dzień wiosny i czułam się fantastycznie :) Rozpłaszczyłam się w parku na ławeczce i łapałam promyki, czekając na przyjaciółkę :) A potem obowiązkowo rozpusta – goferek z bitą śmietaną i wiśniami :) Mniam :) A potem na rozgrzewkę herbatka cydrowa w kafejce :) Miała być jeszcze pizza, ale jednak ból wygrał…
Głowa przestała mnie boleć dopiero, gdy wieczorem zrobiłam sobie relaxującą kąpiel. Dziwne te bliźniakowe dziwności ;) A te bratnio duszowe nie lepsze :D
A dziś spokój, spokój i jeszcze raz spokój :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.