W butach Bliźniaka…

23:23 :D

W nawiązaniu do tego całego oczyszczenia, które się w nas teraz dzieje, do mnie dziś wrócił pewien temat, a mianowicie, jak się czuł i jak się czuje mój Bliźniak z tym wszystkim. Postawiłam się całkowicie w jego sytuacji, zaczęłam to analizować wzdłuż i wszerz. Dziś konkluzje są silniejsze niż kiedykolwiek…
Jestem sobie księdzem, zakonnikiem. Mam poważanie wśród innych księży, wśród parafian. Wiodę spokojne życie przepełnione moją służbą Bogu i ludziom. Pewnego dnia wychodzę na mszę, przeczytać ogłoszenia duszpasterskie i BOOM! O żesz!!! Kto to jest?! Boże! Ja ją kocham i znam! Serio? Znam ją? No znam! Ale czy na pewno czuję miłość? No tak! Najprawdziwszą! Boże, co mi jest?! Tego wieczoru nie mogę zasnąć, cały czas myślę o dziewczynie, którą zobaczyłem na mszy… Z każdą chwilą kocham ją coraz bardziej i usilnie próbuję sobie przypomnieć skąd ja ją znam… Dobra, może bredzę, jestem przemęczony. Obudzę się rano i będzie po staremu.
Nastaje ranek. Obudziłem się, a ona jest moją pierwszą myślą po przebudzeniu… Nie modlitwa… Tylko ona… Cały dzień nie mogę się skupić, nic mi nie wychodzi… Czuję się zagubiony, a jednocześnie tak bardzo zakochany… Szczęśliwy! Pierwszy raz w życiu naprawdę szczęśliwy, bo jest ONA.
Mijają dni, raz jestem wszystkiego w 100% pewny, raz nie. Ona zachowuje się dziwnie. Raz patrzy, raz nie patrzy. Raz obserwuje mnie non stop, raz ucieka wzrokiem jak najdalej. Rumieni się, gdy na nią patrzę i jest to takie urocze. A gdy podchodzi do mnie, trzęsę się jak barani ogonek. Kocham ją całym sobą, chcę jej to powiedzieć, wykrzyczeć, ale jednocześnie tak bardzo się tego uczucia boję. Jestem wręcz przerażony…
Mijają miesiące… Kocham ją jeszcze bardziej niż na początku, czy to w ogóle możliwe? Ostatnio pierwszy raz rozmawialiśmy. Gdy zobaczyłem ją w drzwiach zakrystii, chciałem uciekać. Przysięgam, że gdyby nie kraty w oknie… wyskoczyłbym. Dobrze, że to parter…
Właściwie, to nie wiem, co do mnie mówiła. Była blisko i ślicznie pachniała. Przysuwałem się do niej, jak jakiś magnez, a jednocześnie bałem się, aby nie przekroczyć pewnej granicy, choć tak bardzo chciałem… Jej bliskość mnie onieśmiela i dodaje siły, ale dziś bałem się spojrzeć w jej piękne oczy… Najpiękniejsze oczy na świecie… Oczy, w których widzę siebie i całe swoje życie. Jej oczy, moje oczy…
Kolejne miesiące, a ja nie wiem, czy mam tego wszystkiego dość, czy jednak niedosyt. Kocham ją, ale nie rozumiem dlaczego czasem się tak dziwnie zachowuje. Baa, siebie też nie rozumiem. Chcę jej wszystko powiedzieć. Tak, powiem jej wszystko jutro!
Nic jej nie powiedziałem… Znowu poszła, a ja znowu nie rzuciłem wszystkiego żeby za nią biec… Znowu… Sam w kościele… I jacyś ludzie, których nie znam, choć widzę ich prawie codziennie…
Boże, chciałbym komuś o tym wszystkim powiedzieć, bo nie wiem już sam co to jest… Co to za miłość tak silna… A może to jakieś czary? Może mnie zaczarowała? Boże, pomóż mi…
Msza o uzdrowienie nic mi nie pomogła… Czy coś mi w ogóle na to jest w stanie pomóc? Chyba tylko ona sama… Tak bardzo ją kocham… Boże! Tu mnie wołasz, a tu mi dajesz kogoś takiego!
Moje pierwsze Walentynki, gdy jestem tak zakochany i co najważniejsze, ona jest na mszy! Nie poszła z nikim na randkę! Wolała przyjść do kościoła! Kocha mnie! Mnie, wiem to!
W końcu się zbiorę na odwagę i jej wszystko powiem. Tak, już niedługo…
O Boże! Napisała do mnie SMSa! Ale dlaczego, ja go nie rozumiem? Czyżby była na mnie zła, że się na nią ciągle gapię? Chyba tak… Muszę coś wymyślić… Ale co… Hmm, jutro do niej zadzwonię i powiem, że nie wiem, o co jej chodzi…
Boże, zrobiłem z siebie idiotę nad idiotami. Powiedziałem jej, że nie wiem, o co chodzi i że jej nie kojarzę! Zaraz się chyba rozpłaczę… Ale dobre jest to, że umówiliśmy się na spotkanie w najbliższy poniedziałek… Wtedy wszystko jej powiem. Tym razem na pewno.
Boże Najdroższy… Chyba się myliłem… Ona chyba mnie nie kocha! Zrobiłem z siebie kretyna i przyznałem się, że jednak ją kojarzę i czy ma coś przeciwko temu, że się na nią ciągle patrzę… Powiedziała, że nie, ale nie chce żebym miał przez nią kłopoty… Jakie kłopoty?! Ja Cię kobieto kocham i nic innego mnie nie obchodzi, a Ty mi powiedziałaś, patrząc prosto w oczy, że nie ma już nic, co chciałabyś mi powiedzieć… Jak mogłaś?! Złamałaś mnie… Złamałaś mi życie… Nienawidzę Cię!
Boże… Co się stało? Dlaczego usiadła tak daleko ode mnie? Dlaczego się oddaliła? Czy to moja wina? Dlaczego na mnie nie patrzy? Dlaczego unika? Dlaczego po komunię chodzi do kogoś innego, a nie jak zwykle do mnie? Boże, czy to dlatego, że nie odpisałem jej na SMSa? Ale przecież ja nie wiedziałem, co mam jej napisać… Nadal nie wiem…
Boże, ona mnie nienawidzi… Nie znosi mnie… Jestem dla niej nikim… Tak się czuję… A ja tak bardzo ją kocham… Mam tego dość…
O rany! Spotkałem ją przypadkiem na spacerze! Była nieumalowana, w dresie i z potarganymi włosami, ale wyglądała najpiękniej na świecie w tych słonecznych promieniach… Nie zasługuję na nią i na taką miłość… Ale kocham ją z całych sił… Powiedziała mi „dzień dobry”, ale chyba jednak się na mnie złości…
Ale jak to przenoszą mnie?! Boże!!! Jak mogłeś do tego dopuścić?! Co teraz będzie?! Co z nami będzie?! Przecież stracę ją z oczu!!! I to pewnie na zawsze!!! Umrę… Na pewno umrę…
Msza pożegnalna… Tyle ludzi, a ja widzę tylko ją… Siedzi jeszcze dalej i znowu w innym miejscu… A już się bałem, że nie przyjdzie… Boże… Oczy mnie bolą od płaczu… Spróbuję coś jej dziś przekazać podczas mszy… Wiem, że mnie zrozumie…
Boże, powiedziałem to… powiedziałem, że ją kocham… Choć wolałbym powiedzieć jej to prosto w oczy i z bliska…
Jeszcze kilka dni i zniknę stąd… I już nie zobaczę jej nigdy… Umieram każdego dnia…
To chyba już… Chyba właśnie widziałem ją ostatni raz… Wyjeżdżam moja Najdroższa… Mam nadzieję, że czułaś, że Cię kochałem i kochać będę zawsze…
Boże!!! Ja chyba umieram!!! Co się ze mną dzieje?! Wszystko mnie boli, ale nie wiem, co konkretnie!!! Boże, duszę się!!! Boże, boli!!! Serce, płuca, żołądek!!! Chce mi się wymiotować!!! Bolą mnie ręce i nogi i skóra!!! I włosy nawet mnie bolą!!! Boże, chcę umrzeć!!! Bez niej nic nie ma sensu…
Skoro ja przeżywałam jakby swoją śmierć na jawie, to tym bardziej on to przeżywał/przeżywa. Tylko, że ja, gdy już wiedziałam kim jestem i co mi jest, mogłam z kimkolwiek o tym porozmawiać. A on? Jak takie coś brzmiało by w ustach 40-latka… Człowieka wykształconego… Księdza… Zakonnika… Byłego proboszcza z takim poważaniem… No jak?! Dlatego odpychał to wszystko od siebie pewnie więcej razy niż ja.
Ostatnio przeczytałam wypowiedź jednego chłopaka, też Bliźniaka. Napisał: Kocham ją tak, bardzo, że to wszystko mnie przeraża, gdy jestem blisko niej.
I ja się wcale nie dziwię, bo sama byłam wiele razy przerażona tym wszystkim, co wywróciło całe moje życie do góry nogami. Ale nie zamieniłabym tego na nic innego. Nigdy przenigdy. Kocham mój Bliźniaczy Płomień bez względu na wszystko. Na dobre i na złe. I tyle.