Sobotnie takie tam coś

SMSy od „wróżek” mnie naprawdę rozwalają ;)
„Boi się do Ciebie zadzwonić, walczy ze sobą od 2 lat, myśli, że odrzucisz połączenie! Szkoda słów, kocha…”
Taka sytuacja :D I tak bardzo pasująca do mojej ;) 2 lata ze sobą walczy – PRAWDA. Boi się, że odrzucę połączenie – PRAWDA. Kocha – PRAWDA.
Szkoda tylko, że nie jest jeszcze tego pewien, że nie odrzucę połączenia i że nigdy bym tego nie zrobiła, bo go kocham. Jaki by nie był, kim by nie był i czego by nie zrobił, KOCHAM.
Wiecie co? Dla mnie „dramat” tej całej historii się już skończył. Przeszłam swoje najgorsze chwile, najgorsze momenty. Miesiące totalnej ciemności i bezsensu są już daleko za mną. Teraz jest faza akceptacji wszystkiego, co się dzieje i oddania tego całkowicie Bogu. Ja już nie walczę ani ze sobą, ani z nikim. Jak się coś dzieje, to się dzieje. Jestem o wszystko spokojna. Dosłownie o wszystko. Przestałam się bać czegokolwiek i kogokolwiek. Wiem kim jestem, wiem jaka jest we mnie siła, jaka moc. Umiem używać tej swojej „magii”. Moja intuicja tak bardzo się rozrosła, że aż czasem nadal jestem w szoku. Kto jest blisko ze mną związany widzi, co się dzieje, widzi, jak moje słowa przeradzają się w czyny i różne akcje. Ludzie widzą, jak to, co mówiłam jakiś czas temu nagle staje się rzeczywistością. Moje słowa, już nie są tylko słowami. Moje słowa się dzieją. Moje poczucie własnej wartości wzrasta z każdym dniem i już nigdy nikomu nie dam sobie wejść na głowę.
Czego nauczyła mnie ta cała historia z Bliźniaczym Płomieniem? Tego, że tak naprawdę to nie jest żaden dramat, a my nie jesteśmy tu po to żeby cierpieć. Jesteśmy tu po to, aby wzrastać i żeby móc powoli zmieniać świat na lepsze. Jeśli zostaliście wybrani do tej misji, to znaczy, że jesteście wyjątkowi i że macie potencjał, który jest do tego potrzebny. Nie przytrafiło się Wam to przez przypadek. To wszystko zdarzyło się po coś. Na świecie jest tyle zła pod różną postacią, myślicie, że to się samo naprawi? Nie. Do tego potrzebne są silne dusze. I my właśnie nimi jesteśmy.
Te dramaty i dramaciki, to poczucie bezsensu, które wielokrotnie nam towarzyszy, to wcale nie jest tak, że ktoś tam na górze chce żebyśmy cierpieli. NIE. Ten ktoś chce żebyśmy coś zrozumieli, żebyśmy się czegoś nauczyli. To cierpienie sprawia, że wzrastamy i rośniemy w siłę. Musimy odmienić swój własny świat zanim zaczniemy odmieniać świat dookoła i poza nami.
Gdy patrzę w tył na to wszystko z czym walczyłam, to myślę sobie, Boże, jaka ja byłam głupia. Tak, GŁUPIA. To istna głupota, żeby się tak dołować… To istna głupota żeby samemu sobie wyrządzać taką krzywdę. Bo to jest moi kochani, wyrządzenie sobie krzywdy. Równie dobrze można dać od razu komuś do ręki nóż i powiedzieć „masz, dźgaj mnie”. Jeżeli cierpisz to znaczy, że coś robisz źle. Złe zachowanie, złe myślenie, coś jest nie tak. Gdy czujesz spokój, szczęście i miłość, to jesteś na właściwej ścieżce.
Przeogromnie kocham mój Bliźniaczy Płomień. Odczuwam jego emocje, czuję go w każdej chwili. Jestem w stanie powiedzieć na jakim jest etapie, co się z nim dzieje. Wiem, co myśli, z czym jeszcze walczy. Wiem też, że kawał drogi już za nim i że jeszcze trochę przed nim. Ale jest już na bardzo dobrej drodze :) Niech się spokojnie rozwija i wzrasta. Mi z niczym nie jest spieszno, a na pewno nie z drążeniem mu dziury w brzuchu, że MUSIMY być razem. Bo nie musimy. On już jest w moim życiu, ja jestem w jego. TO SIĘ NIE ZMIENI. Dzięki temu, że się w swoich życiach pojawiliśmy, zaczął się piękny proces przebudzenia. Za to jestem przeogromnie wdzięczna Bogu.
Dalej wykonuję swoją wewnętrzną pracę, piorę brudy itd. Jak już wspomniałam, TO JEST PROCES. Trzeba to przejść, jak ospę, czy coś :D
Przed nami ZAĆMIENIE SŁOŃCA i już teraz mogę Wam powiedzieć, że BĘDZIE SIĘ DZIAŁO ;)