Urlop, Pełnia w Wadze plus „Krwawy Księżyc” i Wesołych Świąt Wielkanocnych :)

Już drugi dzień jadę na resztkach energii… Nie wiem, co to, ale coś na pewno. Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję…
Jutro z rana wyjeżdżam na tydzień do Zakopanego i zamierzam się totalnie odmóżdżyć i zrelaksować. A swoją drogą, to kolejny raz kierunek Zakopane i kolejny raz coś mi jest ;) Tak tylko mówię ;) Po lewej podkarpackie, po prawej małopolskie ;) Takie tam spostrzeżenia ;) NIE, nie zaskoczę Bliźniaka ni z gruchy, ni z pietruchy :D Muszę dbać o jego serce i serio, zawał nie jest nam potrzebny :D
Nie będę odbierać poczty, ani zatwierdzać komentarzy, bo po prostu chcę, jak najrzadziej korzystać z neta i tyle. Także cierpliwości ;)

Zostawiam Was z artykulikiem Marii Moonset :) O tak :)


http://moonsetstory.blogspot.com/2015/03/penia-w-wadze-plus-krwawy-ksiezyc-4.html

Ściskam Was świątecznie i jajecznie :D

Nina Reichter – cytat

Jeżeli On nie ma sił, Ty musisz stać się Jego siłą, bo na tym właśnie polega miłość.

- Nina Reichter

A co jeśli, to ja nie mam siły? Bo teraz np. nie mam. Dobrze znane duszności towarzyszą mi cały dzień… Czuję również, jakbym miała gorączkę, a nie mam. Ciało jest chore, a umysł zdrowy. Czy to możliwe, żebym powoli osiągała taki dziwny poziom duchowości? Hmm…
Przebudzenie Duchowe, to wcale nie jest bułka z masłem, ani pikuś. Pan Pikuś też nie… Ech…

Halo? Czy mógłbyś mi trochę zmienić scenariusz tej bajki? Halo? Przez ile wcieleń muszę jeszcze przechodzić Przebudzenie Duchowe? Halo? Panie Boże? Nie udawaj, że Cię nie ma ;) Nogi Ci widać :D
Idę spać, bo im szybciej się położę, tym szybciej mi przejdzie. Dobranoc.

Wczoraj zdrowa, dziś chora

Wczoraj były urodziny Bliźniaka i czułam się OK, a dziś czuję się chora. Jakby mi się czakra serca oczyszczała. Mam męczący kaszel i czuję się naprawdę kiepsko. A jutro pewnie będę, jak nowo narodzona ;) Jak zwykle po takich akcjach.
Nie ma to, jak być Bliźniaczym Płomieniem i nie dość, że sama się przebudzasz duchowo, to jeszcze odczuwasz swojego Bliźniaka ;) Żyć nie umierać :D

O depresji ciut

Jak łatwo sprawdzić kto jest oświeconą, przebudzoną, empatyczną duszą? To proste, wystarczy wspomnieć o katastrofie samolotowej z zeszłego tygodnia. Ludzie o niskiej wibracji zaczną osądzać drugiego pilota, nie pozostawiając na nim suchej nitki. Ludzie o wysokiej wibracji okażą współczucie nie tylko dla niewinnych ofiar tej tragedii, ale przede wszystkim dla niego.
Jak ja do tego podeszłam? W pierwszej chwili nic w tej kwestii mnie nie dotknęło, ponieważ mam dużo spraw na głowie w związku z tym, że idę „za chwilę” na urlop i chcę pozamykać wszystkie otwarte sprawy, żeby móc odpoczywać z czystym umysłem. W środę już wiedziałam więcej, bo coś tam przeczytałam, coś tam usłyszałam. Ale czwartek, kochani… czwartek był okropny. Przeczytałam wszystko, co możliwe o tej katastrofie. Obejrzałam wszystkie filmiki. Ta tragedia boli przeokropnie. Tylu niewinnych ludzi straciło życie, w tak drastyczny sposób, ale najbardziej boli mnie tragedia jednostki, czyli drugiego pilota.
Dla wielu ludzi to psychol samobójca… morderca. Dla mnie to biedny chory człowiek… zagubiona dusza. Taką zagubioną duszą byłam w swoim życiu 3 razy… Byłam tam gdzie on, dosłownie. Człowiek w takim stanie nie myśli o niczym innym, jak tylko o tym, aby się unicestwić. Nie widać wtedy sensu życia, tego życia właściwie nie ma. Jest wegetacja. Wszystko szare albo czarne. Nie ma kolorów, nie ma światła. Nie ma nikogo kto zrozumie… Pamiętam, że gdy wbrew temu, co czułam, czyli uczuciu, że nikt nie może mi pomóc, jakoś dałam radę powiedzieć moim najbliższym, że chyba mam depresję. Zostałam wtedy „wyśmiana”. No bo jak to możliwe, że taka radosna i roześmiana osoba, jak ja, może mieć depresję? Jak to możliwe, że osoba, która ma właściwie wszystko, może mieć depresję? No jak? Usłyszałam wtedy, żebym nie gadała głupot i wzięła się w garść. Boże, dobrze, że nie miałam wtedy pod ręką samolotu… Albo dobrze, że coś nie kazało mi skoczyć z wieżowca, czy rzucić się pod pociąg. Chciałam zrobić to po cichu. Proszki nasenne wydawały się być idealne… Poprosiłam przyjaciółkę żeby załatwiła mi ze dwa opakowania, bo mogła, gdyż jej mama jest lekarzem. Widocznie nie miałam umrzeć, bo u niej w głowie zaświeciła się lampeczka i zaczęła drążyć temat. Wydrążyła… Powiedziałam wszystko. Uwierzyła i zaciągnęła mnie do psychologa. Wystarczyła jedna rozmowa z całkiem obcą osobą, po której widać było, że pacjent nie jest dla niej obojętny. Diagnoza: Depresja, ale jeszcze nie całkiem zaawansowana i początki nerwicy. Pięknie, prawda? Najważniejsze, co mi powiedziała, to zmiana myślenia. Nie wszystko na raz, ale powoli stopniowo. Warto też mieć podczas tego procesu kogoś, kto po prostu przy Tobie będzie. Nie będzie pytał o głupoty i nie będzie próbował na Ciebie naciskać, ale po prostu będzie, zrozumie, wybije z głowy, to co ją zaśmieca, rzuci nowe światło na wiele spraw, pokaże nowe możliwości, wyjścia z sytuacji. Nie będzie Cię osądzać, ani nic z tych rzeczy. Nie nazwie Cię psycholem… Drugiemu pilotowi właśnie takiej osoby w życiu zabrakło. Wyobraźcie sobie kogoś chorego, który ma lęki, boi się wielu rzeczy, w tym tego, że straci ukochaną pracę i dostęp do swoich marzeń, kogoś kto budzi się w nocy z krzykiem… Przypomnijcie sobie swoje najgorsze momenty będąc już świadomym tego, że jesteście Bliźniaczym Płomieniem. Przypomnijcie sobie ten bezsens, w którego centrum byliście. Przypomnijcie sobie, jak się czuliście… Nie wiedzieliście co Wam jest, nie mogliście o tym nikomu powiedzieć, bo się baliście reakcji i konsekwencji. Też słyszeliście głosy, też mieliście różne sny, też budziliście się w środku nocy i też nie wiedzieliście, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Nie wiedzieliście, co dalej. A niektórzy z Was nadal tego nie wiedzą. Tyle „chorych” rewelacji, a doskonale wiecie, że jesteście zdrowi. A on był chory i miał to na papierach…
Ja nie chcę wybielać ani jego, ani tego, co zrobił. Ja go po prostu rozumiem. Rozumiem jego ból, rozumiem jego rozterki, samotność w tym wszystkim, rozumiem jego chorobę… Współczuję mu z całego serca, że nie miał nikogo, kto mógłby mu pomóc, gdy jeszcze można było coś zrobić. Współczuję, że ludzie nazywają go mordercą, a nie widzą w nim osoby chorej, potrzebującej pomocy. Współczuję jego rodzinie, która będzie musiała już zawsze żyć z tym piętnem…
Łatwo jest oceniać kogoś, gdy ktoś już nie żyje i nie może się bronić…
Nie zdziwię się jeśli coś w tej sprawie jeszcze wyjdzie. Coś, co otworzy oczy wielu ludziom.
Ten chłopak z czwartku na piątek mi się śnił. Był zły i powiedział mi, że chciałby, aby go wszyscy przeprosili. Był to bardzo realny sen i dopiero po nim spokojnie zasnęłam, bo przed nim, zasnąć kompletnie nie mogłam i miałam uczucie, że czegoś się boję… Ciekawe… No nic, zobaczymy, co jeszcze się wydarzy.
Ostatnio czytałam, że coraz więcej ludzi doznaje schizofrenii – widzi i słyszy dziwne dziwności itp. Zaśmiałam się. Tak naprawdę każdego z nas można podciągnąć pod psychola schizofrenika :D Taka prawda :D A tak naprawdę, to wcale nie żadna schiza tylko PRZEBUDZENIE DUCHOWE. Niestety wielu ludzi nie jest w stanie tego ogarnąć, o czym zresztą sami wiecie. Jedni umieją to jakoś kontrolować, a inni nie. I tak to właśnie jest.
Tak więc pozdrawiam Was, ja psycholka, schizofreniczka słysząca głosy, widząca i odczuwająca różne rzeczy. Blaski & błyski rulez ;)
PEACE.

P.S. Moje pierwsze spotkanie z depresją, to był październik 2005 r. Trwało to do kwietnia 2006 r. Potem zaczęłam z tego wychodzić i wyszłam na prostą (bez zbędnej farmakologii). Kolejna akcja, to czas, gdy w moim życiu był już Bliźniak i gdy nagle zniknął na miesiąc (lipiec 2013 r.). To, co wtedy przeżywałam, było jeszcze gorsze niż to, co przeżywałam te kilka lat wstecz. Oczywiście najgorsze myśli były na porządku dziennym. To właśnie wtedy dowiedziałam się o Bliźniaczych Płomieniach, wszystko zaczęło się rozjaśniać i znów wyszłam na prostą. No i 3 raz pojawił się, gdy nastąpił okres całkowitej separacji z Bliźniakiem, z czego też udało mi się wyjść. Dzięki Bogu…

Urodziny mojego Bliźniaka :)

Cześć kochanie :) Może to czytasz, a może nie, może przeczytasz za jakiś czas :) WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI 41 URODZIN :) Kocham dzień Twoich urodzin i kocham Ciebie. Chciałabym żebyś się dziś przede wszystkim radował, a nie smucił, że 41 na liczniku i nic się nie dzieje ;) Dzieje się kochanie, zapewniam Cię, że się dzieje. Stałeś się Ty, stałam się ja, staliśmy się MY :) Dzieje się miłość. Najpiękniejsza i najprawdziwsza miłość. Jesteś dla mnie wszystkim, wszystko jest Tobą. Czekam na Ciebie wszędzie gdzie jestem i wszędzie, gdzie mnie nie ma. Czekam nie czekając.

Wczoraj myślałam, że umrę z tęsknoty…

Wczoraj myślałam, że umrę z tęsknoty… Na dodatek pojawiły się we mnie tak ogromne wątpliwości, że szok. Że to nieprawda, że nie zasługuję na niego, że to wszystko jest nie tak… Zupełnie zapomniałam, że kiedyś przyjaciółka powiedziała mi o karmicznych dniach przed urodzinami. Chodzi o to, że to, co mamy w sobie do naprawy i przepracowania, czyli lęki, obawy itd., to wszystko „wyłazi na powierzchnię” przed tym szczególnym dniem. Coś w tym musi być, bo w zeszłym roku w sierpniu, przed moimi urodzinami, to ja dostałam takiej paranoi związanej z tym wszystkim, że normalnie masakra. A teraz, no to cóż… Jestem lustrem, odbijam jego bolączki. Urodziny ma w tą sobotę… Ciekawa jestem, jak to przeżyjemy…

Wyczerpana bateryjka, przeczucia i wizje

Czuję się, jak wyczerpana bateryjka. Wczoraj przyszłam z pracy, była godz.15, położyłam się i odpłynęłam na godzinę. Dziś podobnie, ale nie odpłynęłam od razu, tylko dwie godziny później, choć bardzo starałam się nie zasnąć. Świetny dowód na to, że żadne super witaminy dodające witalności na TO nie działają ;) hehe
I wiecie co jest zabawne? Że od kilku dni rozglądam się po samochodach i dokładnie obserwuję każde auto, które mnie mija. Mam w sobie jakieś dziwne i mega silne przeczucie, że Bliźniak przyjedzie. Jak jestem w domu, to co chwila podchodzę do okna i się rozglądam, czy przypadkiem już go gdzieś nie ma. A może po prostu silnie o tym zaczął rozmyślać? Od razu przypomniało mi się, jakie pytanie mi zadał podczas medytacji: gdzie Ty mieszkasz? Hmm…
Dziś też nachodzą mnie jakieś wizje momentów tata-córka. Widzę go z nasza córką. Widzę go, że będzie takim tatą, jakiego ja nigdy nie miałam. Jestem wzruszona i mam ochotę już dziś mu za to podziękować. Kocham go tak bardzo <3

Weekendowe takie tam

Głowa wczoraj bolała mnie cały dzień. Ale to nie był taki ból, BÓL. To było takie upierdliwe ćmienie, które rozchodziło się po całej głowie i wracało co chwila w okolicę trzeciego oka. Nie znoszę tego. Najgorsze jest to, że leki na tą cholerę nie pomagają.
Mimo wszystko ruszyłam w plener powitać pierwszy dzień wiosny i czułam się fantastycznie :) Rozpłaszczyłam się w parku na ławeczce i łapałam promyki, czekając na przyjaciółkę :) A potem obowiązkowo rozpusta – goferek z bitą śmietaną i wiśniami :) Mniam :) A potem na rozgrzewkę herbatka cydrowa w kafejce :) Miała być jeszcze pizza, ale jednak ból wygrał…
Głowa przestała mnie boleć dopiero, gdy wieczorem zrobiłam sobie relaxującą kąpiel. Dziwne te bliźniakowe dziwności ;) A te bratnio duszowe nie lepsze :D
A dziś spokój, spokój i jeszcze raz spokój :)