Zardzewiała machina ruszyła

Można rzec, że dokładnie 2 lata temu wszystko się zaczęło, bo 2 lata temu wróciłam do kościoła i usłyszałam pierwsze głosy ;) Boże, jak to brzmi :D haha Oprócz tego poczułam też pierwsze jazdy w splocie słonecznym, o których wtedy mówiłam, że mam takie odczucie, jakby kwiat mi się tam rozwijał, a to po prostu czakra serca się otwierała :) Do 17 lutego 2013 r., czyli dosłownie tydzień, był to dla mnie okres totalnej świętości, modlitw itd. I nagle zakłócenie mej świętości, a jednocześnie świętość nad świętościami, a mianowicie poznanie Bliźniaka. Ale nie będę się teraz na ten temat rozpisywać.
Wpis będzie dotyczył wydarzeń ostatnich dni. Wspomniałam Wam już, że Bóg wysłuchał mnie w kwestii mojego brata, co mnie bardzo cieszy. To poruszyło całą zardzewiałą machinę, która nie mogła przez wiele lat ruszyć z miejsca. W końcu zaczęliśmy z bratem się rozumieć i rozmawiać, jak dorośli. Doszliśmy do porozumienia w wielu kwestiach. To było wcześniej nie do pomyślenia, bo toczyliśmy wieczne wojny i jedno drugiego nie umiało zrozumieć. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale w sumie czuję, że teraz będzie naprawdę dobrze. Nie ukrywam, że przyczynia się też do tego jego wyprowadzka, na którą od wielu lat czekałam. Wiecie jak to jest, dorastamy i ani nie chcemy już mieszkać z rodzicami, ani tym bardziej z rodzeństwem, no a u mnie było tak, że mój brat był nieodłączną częścią mojego życia przez wiele lat. Wiązało się to wielokrotnie z wielkimi nerwami, budzeniem się w nocy, płakaniem, bo mój brat nie był jak inni ludzie. On zawsze musiał coś odwalić, przeskrobać. I tak przez kilka lat żyłam w centrum tego wszystkiego… Nie wiem, czy ktoś, kto czegoś podobnego nie przeżył, jest w stanie sobie to wyobrazić, co przeżywa dorastająca dziewczyna, dziewczyna wchodząca w dorosłe życie, gdy w domu ma kogoś takiego i wie, że nijak nie może się go pozbyć, bo w końcu przecież, to jest brat. Ale żeby nie było, nie pozbyć się w złym tego słowa znaczeniu, ale po prostu pozbyć się w sensie, mieć już swoje własne gniazdo, gdzie wszystkie gałązki są poukładane tak, jak ja chcę.
Tak, jak tutaj w tej kwestii się poukładało, tak posypało się z mamą. Pokłóciłyśmy się i nie odzywamy się do siebie już kilkanaście dni. I powiem więcej, uważam, to za coś dobrego, bo w końcu wyszłam ze swojego własnego cienia. Nie będę się rozpisywać, co do całej życiowej sytuacji, ale powiem tylko tyle, że w końcu zrozumiałam, że to w dużym stopniu przez mamę mam zaniżone poczucie własnej wartości… 2 lata dojrzewałam do tego żeby czuć się tak, jak teraz się czuję, czyli tak, że nie będzie mi już swoimi gadkami wchodzić na głowę i mnie dołować, bo po pierwsze na to nie zasłużyłam, a po drugie poczucie mojej własnej wartości wzrosło niesłychanie i już nigdy nikt mi tego nie odbierze. Teraz jestem silniejsza niż byłam, odważniejsza niż byłam i teraz to ja rozdaję karty, a jak się komuś nie podoba, to… TAM SĄ DRZWI.
Po prostu dość. I koniec.
Brat zabrał ze sobą naszego psa. Mam co do tego mieszane uczucia, bo jednak się przywiązałam do niego, pokochałam całym serduchem, był przy mnie w złych chwilach po wyjeździe Bliźniaka. Teraz będę go miała jedynie na weekendy. Ale wiecie, jak ja to widzę? Po prostu znowu muszę być sama. Sama samiusieńka ze sobą. Coś muszę przerobić… Coś się wydarzy… Idą jakieś zmiany i to aż czuć na każdym kroku.
Teraz jestem wolna od brata, psa i wielu innych spraw z tym związanych, co oczywiście nie oznacza, że nie kocham mojego brata i psa i teraz będzie hulaj dusza, niech żyje wolność i swoboda :D Nie, to nie tak. Dusza się cieszy, bo ma teraz przestrzeń i czas do dalszego rozwoju. Teraz mogę robić wiele rzeczy, których nie mogłam robić wcześniej. Jak już powiedziałam, machina ruszyła i jedzie dalej :)

P.S. Przyszedł dziś SMS od wróżki i tak mnie rozśmieszył, jak nie wiem co :D Pasuje idealnie :D
„2015 r. to rozwój zakazanej miłości, przeprowadzka i konflikty w rodzinie.” Czyż to nie zabawne? :D Jak dla mnie bardzo :D