Jednodniowa (nie)choroba

Łobosz. Wczoraj przytrafiło mi się coś bardzo dziwnego. Rano obudził mnie dziwny ucisk w klatce piersiowej, który uniemożliwiał wzięcie głębszego oddechu. Myślałam, że jakieś choróbsko mnie bierze, no, ale nic, poszłam normalnie do pracy. Ucisk nie znikał, a ja coraz bardziej opadałam z sił. Po powrocie do domu, zrobiłam sobie na szybko obiad, zjadłam i pod kołdrę. W międzyczasie zaczęło mnie boleć dosłownie wszystko z naciskiem na klatkę piersiową, krzyż, kostki i brzuch. Ponadto mdliło mnie, byłam senna, zmęczona i miałam stan podgorączkowy 37,5. Usnęłam po 20, ale jakoś tak nie bardzo pamiętam moment zaśnięcia. Obudziłam się po godz. 23, zlana potem i z palpitacjami. Ale było mi o niebo lepiej. A dziś rano wstaję i dosłownie, jak nowo narodzona. Zmysły wyostrzone, wypoczęta itd. No szok. Miałam wcześniej gorączki i spadki energii ni z gruchy, ni z pietruchy, ale żeby aż tak, to nigdy. Poszperałam trochę w necie, no ale nic nowego nie znalazłam. To wszystko jest związane z Przebudzeniem Duchowym i takie rewelacje mogą trwać do 5 lat. Jak parsknęłam śmiechem, to całe szczęście, że kolegi w pokoju nie było, bo uznałby mnie za wariatkę ;)
Ale qrde… do 5 lat?! Jeszcze tyle czasu z tymi dziwnymi jazdami?! No bez jaj… To Twój kolejny bardzo dobry żart Panie Boże ;) Serio musisz mieć ubaw tam na górze :D
Ha…Ha…Ha… ;)