19 Komentarze

  1. :) Witajcie mam problem, że tak to określę, niby czuję się gotowa na wyznania i związki, a za chwilę wszystko od nowa, nie wiem czy to mój prawdziwy BP. Zniknął gdzieś ten mój spokój, wszystko obraca się o 180 stopni z taką prędkością, że trudno nadążyć za emocjami. Pozostaje jeden sposób żeby odzyskać kontrolę nad moim życiem, iść przed siebie (tak łatwo powiedzieć). Po 3 latach, można powiedzieć że przeżyłam prawdziwe piekło i czuję jak powoli uchodzi ze mnie całe zło, nie boli mnie tak bardzo, chyba przyzwykłam.. Niby nic się nie dzieje, ale nie ma czasu na rutynę. A już chciałam się spokojnie zestarzeć, coś. Chyba nic z tego :D
    Nie będę się nadto rozpisywała, ale tak się złożyło że wszystkie możliwe problemy nałożyły się na siebie kiedy poczułam, że jest mi pisany (sama nie wierzę, ale tak czuję). W końcu każdy wolałby mieć tą pewność..
    Tyle wysiłku w to włożyłam, nie poddam się teraz.
    Eh. Jedyne co tu pewne to moje uczucie do Niego (niestety tego nie okazywałam ostatnimi czasy-poker face), ktore jest takie samo od pierwszej chwili, a może nawet rośnie z każdym dniem, po trzech latach jest już trochę inaczej niż na początku. Tak oto, nieznajomy odmienił moje życie.. I to prawie sąsiad! Nie mam pojęcia, dlaczego akurat dla niego szybciej zabiło moje serce, ale nie zamierzam stawiać już dłużej oporu. Nic z tym nie zrobię, a jak tak dalej pójdzie bezczynność zabije nas pierwsza. Zamierzam pójść za głosem serca chociaż nie jestem pewna, jak on to wszystko widzi i czy jest już gotowy a może ma mnie dość.. Od kilku dni niestety czuję, że nasz czas jest blisko.
    Z tego co wiem nie był nigdy w poważnym związku, miałabym go nauczyć czym jest prawdziwa miłość? Pierwszy krok mnie lekko przeraża. Eh, kończę bo nie wiem co począć.
    Gdzieś słyszałam – przyjdzie czas, przyjdzie rada ;).
    Życzę wszystkim cierpliwości, a sobie więcej konsekwencji w działaniu.

    LISTEN TO YOUR HEART :)

  2. Myślę, że jeśli Cię kocha to na pewno niema Cię dosyć ;)a wręcz przeciwnie:) i słusznie najlepsze rady są „zapisane” w Naszych sercach:)

  3. Hejka :)
    Moja droga, ja tak bardzo bym chciała mieć taką szafkę z szufladkami, a w niej recepty na każdy przypadek ;) Niestety nie mam ani takiej szafki, ani takich szufladek, ani tym bardziej recept. A szkoda ;)
    To, co się z Tobą działo i dzieje, to wszystko jest pewien proces, który każdy Bliźniak musi przejść. Musi upaść, walnąć łbem o kamieniste dno, żeby nastąpiła przemiana. Musisz cierpieć, musi boleć. Gdybyśmy od razu dostali wszystko na złotej tacy, nie docenilibyśmy pewnych kwestii. A tak pierzesz wszystkie brudy, które są w Tobie. Pierzesz swoją przeszłość, przerabiasz wszystkie bolączki.
    Jeżeli czujesz coś w głebi serca, żeby to zrobić, to tak zrób. Widocznie to jest droga, którą Ty i Twój Bliźniak dawno temu wybraliście.
    Często myślicie, że to co Wam się dzieje, przytrafia, to jakieś przypadki, czy zbiegi okoliczności. A prawda jest taka, że to wszystko jest częścią wielkiego planu, który sie realizuje. Nie macie na to żadnego wpływu. Na nic się zda myślenie, że może gdybym poszła w prawo, zamiast w lewo, to bym wyszła na prostą. NIE, nie ma czegoś takiego. Idziesz tam, gdzie idziesz, bo musisz tam iść.
    W całej tej drodze trzeba nauczyć się bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie rozróżniania intuicji od podszeptów ego. No i trzeba zrozumieć, że pojawienie się Bliźniaka w naszym życiu nie daje 100% gwarancji, że z nim będziemy akurat w tym wcieleniu.
    Bardzo często spotykając Bliźniaka od razu mamy klapki na oczach i nic innego się nie liczy tylko dążenie do bycia z nim w związku. Chcemy go usidlić, nie patrząc na to czego on chce. A to jest bardzo egoistyczne…
    Siądź na spokojnie i pomyśl, dlaczego chcesz coś działać? Bo jeśli odpowiedź brzmi, bo mi go brakuje, bo tęsknię za pocałunkami, przytulaniem i wszystkimi rzeczami, które sensu nabierają tylko we dwoje, no to Ci powiem, że błądzisz ;)
    No, ale może właśnie masz błądzić, JAK WIĘKSZOŚĆ. Bo jeszcze nie czas…
    W każdym bądź razie, powodzenia, choć i tak wiem, jaki dalej będzie scenariusz ;)

  4. Zdradziłabyś ten sekret..? Ja niestety należę do tych osób, które z niedowierzaniem stwierdzają, że to zbyt piękne by było prawdziwe. W pierwszej chwili po tym ostatnim zdaniu pomyślałam, no teraz na pewno się nie uda.. Pesymizmie, idź sobie :(
    A jak się spełni to.. Już teraz czuję, że umiem doceniać małe rzeczy, nawet te najmniejsze, nie wiem czego mam się jeszcze sama nauczyć, skończyło się wizytą u terapeuty, ale pozytywnie akurat.. ;)
    Uwolniłam się z obsesji od niego i wybrałam wolność, moją szczególnie, stąd moje wahania „a może już za późno i on zapomniał, nie wróci?” ale trzeba pokonywać swoje słabości! ;)
    Teraz TO zauważyłam, dzięki temu, że można się tu komuś wagadać kto zna się na rzeczy <3. Otóż moje wątpliwości od początku były wywołane brakiem wiary w siebie (trudne dzieciństwo). Miałam opory, ale wiele razy uśmiechałam się mimowolnie i nie mogłam tego opanować, tak nagle spontanicznie, czyli jednak potrafię. Kilka razy była rozmowa, ale zwykle nie o tym co nam doskwiera. On spięty chyba nawet bardziej, nigdy nie sądziłam, że facet może przeżywać coś takiego równie mocno co my, Kobiety.. :D
    W każdym razie strasznie dziękuję za Wasze wsparcie. Wy wiecie jak to jest. Szczerze mówiąc jest mi lekko, jestem tylko zła na samą siebie za jak to ujęłam bezczynność. A jednak myślenie to też czynność, muszę przyznać że czas robi swoje i teraz muszę tylko uważać żeby nie było jak zwykle…ściśnięte gardło i te sprawy. Chwilowo muszę odetchnąć. Damy radę, dzięki Taryn. ;)

    Trzymajcie się mocno :) :) :)

  5. * a co do myśli – nie oczekuję niczego, właśnie tego się nauczyłam. Źle to ujęłam, trudno to wszystko ogarnąć naprawdę. Szczera rozmowa by wystarczyła, ale to jej boję się najbardziej. Boję się, więc myślę o innych rzeczach, co odsuwa mi właściwy obraz, zgodzę się.
    Wierzę w to wszystko, że tak ma właśnie być, ale straciłam kontrolę nad swoim życiem. Dlatego muszę działać. Cokolwiek.

  6. Nie ma tu żadnego sekretu :) Po prostu rozejrzyj się i zauważ, że każdy z nas wykonywał jakieś kroki w stronę Bliźniaków i co? No i co, ja się pytam? :) Czy u kogoś Bliźniak nagle rzucił się temu komuś na szyję, radośnie dziękując, że wszystko zostało powiedziane, bo czuł tak cały czas i w ogóle och ach „bądźmy razem”? NIE. I to się nie stanie na razie, a wiesz dlaczego? Bo te wszystkie osoby, łącznie ze mną, mają jeszcze DUŻO do przerobienia. Ani my, ani nasze Bliźniaki nie są gotowe na ogrom tego uczucia i Bóg nie pozwoli żeby takie, że się tak wyrażę, „niedorobione egzemplarze” się ze sobą łączyły. Bóg zrobi tak, że zafunduje nam całą masę lekcji do przerobienia, żebyśmy w końcu stali się SOBĄ.
    Kochana, dobrze, że dodałaś to „straciłam kontrolę nad swoim życiem”. To jest bardzo trafne stwierdzenie, bo tu większość osób nie ma tej kontroli. Rozejrzyj się, zobacz, co my tutaj przeżywamy. Każdy COŚ. Ludzie tego nie widzą, ale tak naprawdę, nie przechodzimy tego wszystkiego, aby dostosować się do Bliźniaka, ale żeby dostosować się do samego siebie. Musimy nauczyć się żyć w zgodzie z tym, kim jesteśmy. Musimy zaakceptować to, kim jesteśmy. Pokochać przede wszystkim siebie. To czym emanujesz na zewnątrz musi mieć odzwierciedlenie w tym, co jest wewnątrz. Czyli, że jeśli mówisz, że jesteś szczęśliwa, to musi się to pokrywać z tym, co czujesz w środku. Na pewno nie może być sytuacji, że mówisz, że jesteś szczęśliwa, a w środku rozpadasz się na kawałeczki albo płaczesz po kryjomu, jak już idziesz spać i odkładasz na szafkę nocną, swoją maskę, którą przyodziewasz codziennie.
    Ja zgrywałam takiego kozaka, gdy Bliźniak wyjechał, a potem stopniowo, coraz bardziej życie wyślizgiwało mi się z rąk. Wpadłam w dołek i siedziałam w nim 4 miesiące. W moim mniemaniu nic się nie działo, a tak naprawdę działo się wszystko, cała transformacja, żeby potem odbić się od dna tego dołka. Teraz wychodzę z tej dziury, bo moje myślenie zmieniło się o 360 stopni.
    Przestałam chcieć Bliźniaka. Zaczęłam akceptować jego drogę i to, że może ona bardzo odbiegać od mojej, bo każdy człowiek jest inny, mimo, że my jesteśmy do siebie tacy podobni pod wieloma względami.
    I w ogóle wykopałam ze swojej głowy opcję pt. „chcę być w związku z moim Bliźniakiem, bo to jest największa i najpiękniejsza i najcudowniejsza miłość, a o miłość trzeba walczyć”. Takie myślenie zaczynam nazywać istnym średniowieczem swojej drogi ;) Jakimś cholernym zaćmieniem ;)
    Walczyć, to mamy jedynie o siebie, żeby nie popaść w bezsens, który NIESTETY, albo i stety, w pewnym momencie u każdego się pojawi.
    Mogłabym Ci pisać „myśl pozytywnie, to będzie dobrze” i owszem, kiedyś będzie dobrze, ale jak człowiek musi przez coś przejść, sparzyć się na czymś, walnąć o coś, to i tak to się stanie i nic nie pomoże. Jak już minie czas największego prania, to zaczniemy widzieć kolory :) Ale tak, jak już to wiele razy mówiłam, to może pójść w lata nawet. I to „jest dobrze” nastanie wtedy i tylko wtedy, gdy z Tobą będzie OK. Gdy pokochasz siebie, pokochasz świat, a Bliźniak nie będzie priorytetem.
    Kochaj go, akceptuj jego drogę, wysyłaj miłość z serduszka, łącz się z nim telepatycznie, ale nie naciskaj. Zwłaszcza, jeśli czujesz ogromny strach, o którym piszesz. Ani strach, ani złość, nigdy nie byli dobrymi doradcami.
    Pracuj nad intuicją, pracuj nad sobą. Staraj się wszystko puścić. Bliźniak nie jest Twoim celem, tylko częścią tej całej drogi. Nie podporządkowuj swojego życia pod niego. Rób to, co lubisz, to co Cię pasjonuje, rozwijaj się tak, jak potrzebuje tego Twoja dusza. To mogą być naprawdę różne rzeczy :) Nie czekaj na Bliźniaka. On przyjdzie albo i nie. Nie trzymaj się kurczowo opcji, że przyjdzie, bo gdy u schyłku życia nadal będziesz bez niego, to będziesz żałować, że nie zrobiłaś tego, czy tamtego i co się wtedy stanie? Nieprzerobione sprawy pójdą za Tobą do kolejnego wcielenia i potem znowu wszystko od początku, a przecież nikt tego nie chce ;)
    I powiem Ci jeszcze, że Ty najlepiej wiesz co masz robić. Wszystko jest w Tobie :)

  7. Wiem, że wciąż to samo ale… Nie wiem czy mogę mu jakoś pomóc, a może on też się wiele nauczył? Miałabym mniej wątpliwości gdyby chociaż skończył z paleniem, no i gdyby nie ten ograniczony kontakt. Skupiam się na nim, zamiast na sobie. Taka już jestem.
    Dziękuję za Lekcję :) jesteś wspaniałą osobą, chociaż nie miałam okazji poznać.

    Nadzieja to wszystko co mam, dlatego nie chcę jej tracić. Żyć złudzeniami tym bardziej. Czas na małe zmiany i nie kieruję się teraz ego. To już za mną, więcej jeszcze przed nami. Chyba w końcu czegoś się nauczyłam. Nigdy nie byłam tak spokojna co do tych spraw. Nie można się negatywnie nastawiać jak ja kiedyś, ale widocznie tak miało być.
    Koniec życia w obawie, że coś schrzanię, przecież nie od nas wszystko zależy. Po co to wszystko kontrolować, no właśnie taka byłam, teraz nie wiem czy idę w dobrym kierunku. Przez ostatnie tygodnie poczułam jak coś się we mnie zmienia, taka wewnętrzna wolność.
    Bóg jest Wielki
    Piękny cytat :)

  8. Wspaniała będę, gdy zrobię swoje pranie ;) Choć pewnie i tak nie będę siebie tak nazywać ;)
    Zapytaj siebie dlaczego tak usilnie chcesz mu pomóc. Jeśli dla swoich korzyści, czyli żeby w końcu otworzył oczy, żebyście mogli być razem, no to kochana, to nie tak. Nie możesz od niego wymagać, ani na siłę próbować mu powiedzieć, co Was łączy, bo to zawsze będzie miało efekt odwrotny od zamierzonego. Baa, może Ci się dostać za to, w sensie, że on może zareagować nie tak, jak będziesz chciała i na dodatek Cię zrani.
    Ale tak, jak już powiedziałam, rób to co uważasz za stosowne, bo wszystko jest w Tobie :)

  9. Bliźniak nigdy nie rani celowo,świadomie, choć czasem wie, że będzie musiał postąpić wbrew sobie – temu „ziemskiemu sobie”. Ale cel jest już wyznaczony. Te rany najskuteczniej i najszybciej transformują drugiego bliźniaka … Tak , gdyby pewne rzeczy powiedziała lub w jakiś sposób pokazała nam pani Wiesia z warzywniaka, nic nie ujmując p. Wiesi :) to jaki byłby skutek? Dostała by zjeby a nasze ego piękną teorię dorobiło by do tego zamykając nas w jeszcze większej skorupie .

  10. A może „ktoś” czerpie energię z tego cierpienia? Aa ? Ja już dawno zacząłem się nad tym zastanawiać. Chociaż może to tylko my dorabiamy do tego etykietki. To co już kiedyś pisałem lubimy się umartwiać i użalać nad sobą. A może to są po prostu kolejne uderzenia wielkiego boskiego młota żeby nas wydobyć z tej skorupy ?

  11. Wiem Marcel, dobrze, że to mówisz.
    Ja się trzymam tego, że w cierpieniu jest uzdrowienie. I naprawdę bardzo w to wierzę, bo to się cały czas potwierdza.
    To są na pewno uderzenia boskiego młota ;) W to również bardzo wierzę.

  12. Kochani :)
    Lubicie zagadki, pomożecie mi się upewnić w jednej? ;)

    Przez pół życia mieszkałam pod tym adresem, a dopiero dzisiaj mnie olśniło.

    Jaką widzicie datę w tym adresie:

    16 B 7

    dzień miesiąc rok

    wiedząc ze mój rok urodzenia to 1981, a Bliźniak jest młodszy 7 lat.

  13. Ja też wierzę w coś innego…ja wierzę w Nas…nie stracę tej wiary choćby nie wiem co..Wiem,ze gdy postanowiłam wkoncu się ruszyć i zacząć działać to nie strach mną kierował tylko miłość..Żeby mu to wyznać…i nie żałuję poszłam za sercem. Fakt w środku cała drzalam, ale jestem tylko człowiekiem. :)

  14. Blisko Fil, tylko rok się nie zgadza.
    Ja urodziłam się 1981 a Bliźniak jest młodszy 7 lat

    16 B 7

    16 8 1981+7=1988

    16.08.1988

    Bosssche, jakie to wszystko nieprawdopodobne jest :)

  15. Marta faktycznie niesamowite. Ja juz doszedlem do takiego punktu gdzie blizniaczka jest tylko fajnym wspomnieniem. Choc pojawia sie w moich myslach codziennie to juz calkowicie stracilo na intensywnosci ale ciesze sie z tego bo teraz w spokoju zajmuje sie soba

  16. Nie wiem, u mnie to opornie idzie, gdy już wychodzi mi kilka godzin o nim nie myśleć, to za chwilę dostaje znak i to znowu wraca …

    Nie wspomnę o tym, że wszędzie go widzę…masakra, ale dobra wiadomość jest taka, że potrafię już nad tym panować :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.