Rozmowa z przewodniczką duchową

Jestem po rozmowie z moją przewodniczką duchową. Niesamowite jest to, że ona zawsze umie przekazać mi pewne rzeczy tak, że ja się robię totalnie spokojna i naładowana pozytywną energią.
Jak zwykle opowiedziałam jej szczegółowo, co się dzieje. Od razu mi powiedziała, że jak dla niej, to ewidentnie Błyskot jest moją Bratnią Duszą, której teraz muszę się „trzymać”. Powiedziała, że muszę pamiętać o tym, iż naszym przeznaczeniem nie jest połączenie się z Bliźniakiem w każdym wcieleniu. Mamy takie lekcje do przerobienia, które nie są czasem związane z naszym Bliźniakiem.
To, co zaczęło się dziać, dzieje się dla mojego dobra, dla dobra Błyskota i dla dobra mojego Bliźniaka. Jest tak, nawet jeśli na to nie wygląda. Teraz poczuję się lepiej, bo przestałam się temu opierać. Powiedziała również, że moja anemia wynika z tego, że nie żyję w harmonii ze swoją drogą. I powiem Wam, że trafiła w samo sedno, bo ja obecnie nie czuję się sobą. Jest mi źle, o czym zresztą otwarcie piszę.
Zapytałam, czy powinnam podążać za znakami związanymi z Błyskotem, bo czuję, że tak i na to również bardzo mądrze mi odpowiedziała, czyli, że powinnam słuchać własnego serca i swojej nieomylnej intuicji, która ostatnimi czasy mnie kompletnie nie zawodzi.
Powiedziałam jej, że czuję, że powinnam zostawić Bliźniaka w spokoju i nie robić dosłownie nic w jego kierunku. Przytaknęła mi na to i powiedziała, że mam rację, o czym świadczy fakt, że mój plan się nie powiódł. Powiedziała, że najzwyczajniej w świecie, to jeszcze nie jest odpowiedni czas na to, a on ma jeszcze trochę do przerobienia. Dokładnie to samo czuję.
Opowiedziała mi, że na ścieżce duchowego rozwoju jest od 14 roku życia i że pewne rzeczy są dla niej teraz, jak najbardziej normalne. Dodała, że fakt, iż ja jestem teraz w trakcie przebudzenia duchowego, jest czymś wspaniałym i widzi, jak bardzo już się rozwinęłam. Stwierdziła, że Błyskot, to kolejna ważna sprawa na mojej drodze i że albo ja muszę się czegoś nauczyć od niego w ten czy inny sposób, albo on ode mnie. Powiedziałam, że czas pokaże, ale w sumie nie mogę się doczekać, co pokaże, bo to dziwne, że ja go właściwie nie znam, a śni mi się prawie codziennie i to częściej niż Bliźniak :D Odpowiedziała, że to pewny znak. Ona śni o swoim Bliźniaku przynajmniej raz w tygodniu, ale tuż przed spiknięciem się ze swoim obecnym partnerem życiowym, miała szereg snów związanych właśnie z tym konkretnym mężczyzną, a nie znała nawet jego imienia. Dlatego była przygotowana na to, że ktoś taki pojawi się w jej życiu i ze sobą będą. No i tak też się stało. Powiedziała żebym zaufała tym snom.
Zapytałam, czy jest z nim szczęśliwa, odpowiedziała, że bardzo, mimo że on nie jest za pan brat z tą całą duchowością. Jest wspaniały pod wieloma względami, bardzo ją wspiera, mają córeczkę, a ten ich związek, to jest związek prawie, jak z Bliźniakiem, bo on jest jej bardzo bliską Bratnią Duszą.
Powiedziała mi, że najlepsze, co mogę zrobić w celu zbliżenia się do zejścia się z Bliźniakiem, to rozprawienie się z samą sobą. Rozwijanie się duchowo, naprawa siebie. I jeśli osiągnę tą gotowość przed Bliźniakiem, to mogę ją dobrze spożytkować będąc w związku z kimś innym, dopóki związek ten nie będzie nam już służył, albo do momentu, aż Bliźniak będzie gotowy. Więc tak naprawdę nie chodzi o to z kim obecnie jestem, ale o MÓJ własny rozwój. Chodzi o MOJĄ własną duchową podróż. O to kiedy JA będę gotowa. Z tego będą same korzyści i dla mnie i dla Bliźniaka. Bo jeśli odniosę się do tego z wielką miłością i pozwolę Bliźniakowi robić to, co chce, gdy puszczę to wolno, to kompletnie nie wpłynie to na moje poczucie szczęścia. Są bardzo realne szanse na to, że będę szczęśliwa z kimś innym, bo szczęście jest już dawno we mnie, a bardzo wielu ludzi marnuje swoje życie na doszukiwaniu się własnego szczęścia w innych osobach. Przyznałam jej rację i powiedziałam, że ja chcę być szczęśliwa i dawać szczęście. Odparła, że mogę to zrobić i zrobię to :) Tak właśnie będzie :)

Boże, jak mi lekko :)

142 Komentarze

  1. Taryn nie licytujmy się, która jest tutaj większą „czarownica” ;) A więc najważniejsza jest tutaj Nasza wzajemna miłość i My…i każdy sen, znak jest istotny. To nasze dusze się komunikują – Ja tak to rozumiem a przede wszystkim mam niegasnaca wiarę w Nas…w ogole ważne jest pozytywne myślenie:)

  2. Ja się nie licytuję, tylko mówię, że takie rzeczy nie są mi obce i że wszystko zaczęło się u mnie w bardzo młodym wieku, żeby ktoś nie pomyślał, że ojej, wczoraj się obudziła i wizję miała ;)

  3. Oj Taryn wiem przecież to był taki żarcik ;))) A poza tym ważne, że Ty wiesz jak jest co czujesz:)

  4. Witam Was wszystkich :)
    Czytam tego bloga od jakiegoś czasu, wpadłem na niego szukając odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, dotyczące tego co się ze mną / nami dzieje…
    Pozwolę sobie opisać w skrócie naszą historie.
    Nasze spotkanie miało miejsce ponad rok temu. W momencie najmniej spodziewanym. Ona wiodła szczęśliwe życie: przykładna żona i mama – wzór do naśladowania, spełniała się zawodowo, niczego Jej do szczęścia nie brakowało. U mnie podobnie, szczęśliwy związek z moją partnerką, harmonia z otoczeniem, sukcesy na poziomie zawodowym itd. Można powiedzieć, że prowadziliśmy dwa odrębne szczęśliwe życia.
    I nagle trafiamy na siebie w takich okolicznościach.
    Rozpoznaliśmy się od razu. Pierwsze spotkanie trwało kilkadziesiąt sekund. Jednak każde z nas odrzuciło to uczucie, uznając je za nieracjonalne. Po kilku miesiącach znowu na siebie trafiliśmy, wtedy już wiedzieliśmy, że jest to silniejsze od nas. Wbrew naszym wszystkim zasadom, zaczęliśmy się potajemnie spotykać (wszystkie zasady i wszystko w co wierzyliśmy do tej pory legło w gruzach, nigdy wcześniej bym nie pomyślał, że jestem do czegoś takiego zdolny, Ona tak samo). Na początku tłumaczyliśmy sobie, że to jest bardzo silne zauroczenie, chemia, że minie za 3-4 miesiące i wszystko wróci do dawnego porządku. Chemia jednak nie puściła, z dnia na dzień jest coraz silniejsza… Wszystko pasuje u nas idealnie, jesteśmy jak dwa różne, bardzo skomplikowane puzzle. Aż ciężko nam w to wszystko uwierzyć. Nigdy wcześniej czegoś tak silnego nie doświadczyliśmy, nie wiedzieliśmy, że tak silne uczucie i połączenie może istnieć. Ciężko to opisać słowami. Jest to na pewno najpiękniejsze doświadczenie jakie nam się przytrafiło w życiu. Kochamy się i jesteśmy szczęśliwi.
    Jest też druga strona tego doświadczenia, ból rozłąki i ból skomplikowanej sytuacji zewnętrznej. Odsunęliśmy się od naszych partnerów. Zaniedbaliśmy życie zawodowe. Nasze połączenie jest związane z zadaniem strasznego bólu naszym partnerom, rozpadem rodziny, przyjaźni, partnerstwa, wszystkiego co budowaliśmy przez wiele lat z naszymi partnerami. Nasze ego pragną siebie posiadać i być ze sobą na poziomie fizycznym. Na poziomie duchowym już jesteśmy połączeni. Zastanawiam się czy to jest jakiś test? Czy powinniśmy się zjednoczyć kosztem wielkiego nieszczęścia najbliższych, czy powinniśmy ratować nasze związki? Nasi partnerzy są wspaniałymi ludźmi i jednocześnie naszymi przyjaciółmi, kochają nas, a my ich. Nie powiedzieliśmy im o nas i nie zamierzamy, nie chcemy ich aż tak obciążać i ranić. To byłby straszny cios dla nich. Jednocześnie cierpimy, że ich okłamujemy. Nie mamy charakterów i osobowości do prowadzenia podwójnego życia na dłuższą metę. Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że każde posunięcie niesie za sobą ogromne konsekwencje. Żyjemy teraz w zawieszeniu w teraźniejszości, bez oczekiwań, bez planów, w szczęściu i nieszczęściu jednocześnie…

  5. Nie wyświetlił się od razu, bo jesteś nowym użytkownikiem i musiałam go najpierw zatwierdzić :)

  6. Witaj :)
    Sytuację, owszem, macie bardzo trudną, ale wcale mnie ona nie dziwi, gdyż tak właśnie się dzieje. Nie słyszałam jeszcze o parze prawdziwych Bliźniaczych Płomieni, gdzie wszystko poszło gładko i finalne połączenie nastąpiło od razu bez żadnego ALE. Bo ZAWSZE jest jakieś ALE. Zawsze jest coś do przerobienia. Albo jedna ze stron jest w ten, czy inny sposób zajęta, albo druga, albo obie. Ta druga opcja jest chyba najgorsza… A jeszcze, jak do tego dochodzą dzieci, no to naprawdę…
    Związek Bliźniaczych Płomieni to czysty związek, a Wasz niestety nie jest. Miłość miłością, ale okłamujecie osoby, z którymi jesteście związani i żyjecie w tym kłamstwie. To dobrze nie rokuje :( Widocznie skoro ani jedno, ani drugie nie jest wolne, to musicie jeszcze coś przerobić. Nie wiem, czy świadome siebie i świata Bliźniaki zdecydowałyby się na zdradę, na okłamywanie innych. Przykro mi to mówić, ale takie są realia. Coś tu jest nie tak skoro nie może być ze sobą w pełni szczęśliwi.
    Ja się nigdy nie zdecydowałam na sprowokowanie mojego Bliźniaka do potajemnego romansu. Mój Bliźniak też nie. Zawsze był ten szacunek dla jego „związku”. W naszym przypadku jest to jego „związek” z kościołem… Nie byłabym w stanie wejść z butami i zrobić jeszcze większego zamieszania niż zrobiłam pojawiając się w jego życiu. Najwidoczniej on też nie skoro mimo tego, jak bardzo nas do siebie ciągnęło, nic się nie wydarzyło. Nic, co by zaszkodziło naszemu otoczeniu. Jakbyśmy qrde wiedzieli, że nie tędy droga…
    Teraz jesteśmy rozdzieleni z przyczyn niezależnych od nas. Widocznie tak musi być. Trzeba się pogodzić z tym wszystkim i wykorzystać ten czas „samotności”.
    Nie doradzę Ci nic, bo odpowiedzi są już w Tobie. Musisz do nich dotrzeć. Prowadząc takie podwójne życie nigdy nie będziecie w 100% szczęśliwi i zawsze ktoś będzie cierpiał. Tego chyba nie chcecie, prawda? Tutaj nie może być mowy o opcji „coś kosztem czegoś”. Tu wszystko musi być czyste. Przemyśl to.
    Odsyłam Cię do tematu pt. „Rzeczy, które powinniście wiedzieć o Bliźniaczych Płomieniach”. Wpisz to w wyszukiwarkę, która jest na dole bloga i poczytaj. Może coś Ci się rozjaśni. Odpowiedzi i rozwiązania na pewno przyjdą. Szkoda tylko, że nie wiemy kiedy dokładnie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za dobre decyzje, porządne pranie i Wasze szczęście :)

  7. Z każdej sytuacji można „wyjść” …ja uważam, że związek w przyjaźni to tylko złudzenie nie związek..Wiem, że może być szkoda,żal partnera (sama to przeżyłam) ale najgorsze jest życie w kłamstwie..Wtedy pozbawiamy się możliwości szczęścia a przy okazji ta druga stronę też. Bo ona/ on zawsze będzie wiedzieć ,czuć, że jest ta druga /drugi a jak to powiedział mój były- miejsce na podium jest tylko jedno…u mnie nikt oprócz Jego tego miejsca nigdy nie zajmie i takie są fakty. W życiu najważniejsza jest prawdziwa miłość tylko wtedy naprawdę się rozwijamy. Jeśli to Twoja połówka powinniście o to walczyć..to jest moje zdanie:)

  8. Przyjaźń to przyjaźń a miłość jest miloscia…Ona jest najwazniejsza..prawdziwe kocha się raz w życiu do tej osoby się tęskni ,myśli jest cały czas w głowie..Przyjaźni jest wiele a prawdziwa miłość jest jedna na całe życie i nigdy nie odejdzie..odpowiedz jest w sercu.

  9. Poza tym poświęcając swoje życie (i swojej połówki) dla tej/ tego drugiego ona też może sobie z czasem poznać swoją prawdziwą połówkę..co wtedy? Unieszczesliwiaimy siebie i ta jedyna..tak to wygląda.

  10. Marana
    Ok zawsze jest jakieś wyjście…
    Ale po co gdybać, ja doszedłem do momentu gotowości do pojednania.
    Gdyby tylko Ona chciała się otworzyć.Długi czas przekopywałem się przez ten temat i miałem takie rozkminy jak Thoth, od tego się nie ucieknie. Obecnie mam takie podejście: dlaczego podchodzić do tego tak przyziemnie, ten związek to nie wspólne zakupy i pranie. Poza tym widzę że w większości przypadków jesteśmy tu w dupie. Wszystko opiera się na domysłach i przeczuciach.Zjednoczmy się z bliźniakiem. W ogóle od początku : ustalmy ze nimi jesteśmy bez gdybania, tylko skonfrontujmy fakty. Połączmy się świadomie . przecież to wszystko wtedy zacznie się od nowa tak naprawdę. A kto na pierwszej randce rozmawia o zakładaniu rodziny. Zresztą porównywanie czy stawianie na przeciw jakiegokolwiek zwykłego związku tzw. spółki rodzinnej na którą mamy podpisaną umowę, ze związkiem twinflames jest myśleniem w zamkniętym pudełku , dla mnie absurdalne.

  11. Tak oczywiście, że się zgadzam to nie jest zwykły związek..to coś o wiele wiele więcej. I też uważam, że byłoby absurdem od pierwszego spotkania rozmawiać o zakładaniu rodziny itd. Moim zdaniem zacząć należy od spokojnego (wiem mało realne) wyjaśnienia co kto czuł, jak się czuł itd…

  12. To teraz jedna i druga strona weźmie rozwód i będziemy leżeć miesiącami w łóżku jak Lennon i Yoko i będziemy pachnieć.
    No a na spotkanie z bliźniaczką to zabiorę plany naszego nowego słitaśnego domku… Nie wiedząc nawet czy Nią jest…
    Nie można egotycznie osądzać i narzucać co i jak, kiedy się startuje ze swobodnej pozycji. Jak się ma rodzinę bo to o ten twór chodzi a nie o TĄ drugą drogie panie. A zwłaszcza facet nie tylko czuje ale po prostu jest odpowiedzialny za swoją rodzinę. A w ogóle w tej relacji to nie ma tej drugiej :| Marcel być w gniewie ( nie złości ). :)))

  13. Wiesz dobrze ,że Nią jest…oj Marcel nie być w gniewie :* :) , rozumiem co masz na myśli mówiąc o odpowiedzialności itd, ale ja uważam ,ze jeśli rodzice się nie kochają to dziecko instynktownie to czuje i całe życie będzie obwiniać ich za to podświadomie..trwanie w małżeństwie ze względu na dziecko- to nie jest dobre wyjście.

  14. Marana
    Ja już wyrosłem z takiego podejścia
    Po to jest ten cały rozwój duchowy, poziomy świadomości, a przede wszystkim zrozumienie natury rzeczywistości, żeby wyjść poza te schematy. Mnie do dalszego rozwoju potrzebny jest bliźniak. Bliźniakowi potrzebny jestem ja. Lustereczko, tak? Tylko musi być na tym samym etapie gotowości. Wyjść z pudełka pt. Racjonalnie poukładany świat czyli Matrix. MY nie mamy robić wspólnego remontu, prania, zakupów. Mamy się wspierać duchowo, a przede wszystkim zjednoczyć się i wtedy nawet brak kontaktu fizycznego nie będzie żadnym problemem. Będziemy promieniować tym doskonałym uczuciem na otoczenie .Ja jak się zbliżamy jestem aniołem najgorzej jest jak się oddalamy …
    Ja też stanąłem w miejscu. Kilka miesięcy temu, kiedy wmówiłem sobie, że się muszę od tego uwolnić bo to kolejny program i blokada w rozwoju . I dupa od marca czy kwietnia nic nie drgnęło, a nawet przeciwnie, od bliźniaka się nie uwolniłem i nie uwolnię . żona jest wspólnikiem w prowadzeniu spółki pod tytułem rodzina nic więcej nas nie łączy. „Dzieci” mają 19 i 20 lat i mówiąc wprost mają już wyjebane na starego. Jeśli miałem im zaszkodzić to stało się to dawno a wtedy ponoć byłem w szczęśliwym związku :) No chyba że myślisz o swoim dziecku, jeśli jest małe to musisz się rozwieść żeby nie czuło że rodzice się nie kochają :\ no przecież to się kupy nie trzyma. Większość dzieci wychowuje sie nie tak jak powinna. TO TEŻ SĄ ZWIĄZKI KARMICZNE . AMEN. Dziś widzę wszystkie godziny z końcówkami 33 mój „numerek” to 33. Coś w tym jest . jest moc, chyba boska siła przeze mnie przemawia :)

  15. Tu jest ładnie opisane, jak zaczynamy wszystko traktować po przebudzeniu

    wewnetrznyspokoj.blogspot.com/2014/10/czym-jest-przebudzenie.html

    Nie wiem czy jesteśmy wybrani czy obciążeni jakąś klątwą :) że jeszcze do kompletu doznań dostajemy bliźniaka :) ja doszedłem do momentu: jestem na tak, jak nie spróbuje to się nie przekonam:)

  16. No to w takim układzie u mnie jest coś nie tak, bo ten etap, że wszystko jest piękne i pełne miłości, a ja kocham wszystkich i wszystko, to ja już mam za sobą. Był i już go nie ma… Chyba trochę walczę z tym kim jestem. Bunt, bunt i jeszcze raz bunt…

  17. Taryn
    Oczywiście że to nie jest tak że chodzisz cały czas jak zjarana, chodzi o tą lekkość i spokój w sercu. To jest ta gotowość. Ja pisałem że u mnie czasem pojawia się radość – po zjednoczeniu z bliźniakiem będzie tam cały czas. Tylko pikuś – oboje musimy być naprawdę gotowi :|
    Ps. że walczysz nietrudno zauważyć. Przecież wiesz że walka to podstawowe narzędzie ego, walka to kierunek przeciw – idź za.!!! W każdym momencie.

  18. Myślę, że pojednanie to dobry kierunek. Ja nie mam dziecka…Mówię tylko, że jeśli są związki tylko ze względu na dziecko to i tak się rozpadają tylko o to mi tutaj chodzi.

  19. Marana
    No przecież nie pisałaś że nie masz :)
    Porozmawiać bym chciał, tylko Ona zachowuje się nieracjonalnie :(
    Mimo że mam wrażenie, że od lipca to ja uciekałem może nawet od marca ;)

  20. No to pisze, że nie mam:) ,nieracjonalnie tzn? Po prostu do Niej zadzwoń lub napisz o spotkanie tyle.

  21. Marana
    Mieliśmy się spotkać dwa tygodnie temu.
    Odwołała, napisała że nie ma czasu, nieważne czy wymówka czy naprawdę, rozumiem jedno i drugie. :) a zwłaszcza to jedno :)
    Piszę że nie ma problemu i że ma mnie na zawołanie.Czyli zgadzam się na każdy inny termin kiedy będzie miała czas i ochotę. Od tego czasu nic, albo jeszcze gorzej – wysłała mi zaproszenie do polubienia jakiejś firmy na fejsie -WTF ?!? Więc wyjścia są dwa: albo nie jest jeszcze gotowa, albo jest tak sensytywna, że wyczuła że też się waham :(
    Jeśli to pierwsze to nic nie zdziałałam. Już wiem jak to się skończy. Jeśli tak mocno czuje mnie to wie, że jestem gotowy. Więc napisze …chyba ;)

    Albo nie czuje wcale tylko się miota, bo tu taki Kitek fajny pamiętał o Niej 6 lat to można się przytulić. :) Trochę Kitkowi ulżyć bo tak naprawdę nie wiem co on ode mnie chce :)

  22. Może Kitek ja polubił i chce ja zobaczyć…:) albo daje Ci znak, ze to Ty masz napisać..;)

  23. Kitek ją polubił i pamięta tyle lat no proszę
    Myślisz, że bada teren ? ;)
    Boi się tak samo jak ja, że to nieprwda?
    Ale dlo cholery ma wszystkie potrzebne informacje ?

  24. Czemu się wahałem?
    Sam się teraz zastanawiam. Chyba podświadomie się chciałem uwolnić.

  25. No pieski zawsze badają ;)jeśli się przełamie to przecież pierwsza rozmowa nie musi być super poważna- wystarczy powiedzieć kto co czuł itd , A nie ma wszystkich potrzebnych informacji?

  26. Dlaczego pieski ?
    Po tych informacjach nie miało być znaku zapytania. To było stwierdzenie:)

  27. Cześć Taryn :)
    Dziękuję za artykuł, czytałem go kilka miesięcy temu w wersji anglojęzycznej ;)
    Wiem, że okłamujemy naszych partnerów i sprawia nam to głęboki wewnętrzny ból. Wiele razy się rozstawaliśmy, myśląc, że to uczucie przeminie i wszystko jakoś wróci do swojego porządku i się poukłada. Po kilku dniach, któreś z nas nie wytrzyma i odezwie się pierwsze albo spotkamy się gdzieś przypadkowo i wszystko wraca jak wielka fala i zalewa nas. Siła, która nas pcha ku sobie jest tak mocna, że nie mamy szans z tym walczyć, no i się poddaliśmy. Już nie walczymy… zaakceptowaliśmy ten stan. Tak samo jak akceptujemy tęsknotę za sobą. Nigdy tak nie tęskniłem, nigdy.
    Wcześniej zanim to wszystko się wydarzyło, jakby ktoś do mnie przyszedł i powiedział, że ma romans itd to bym go zganił i nagadał mu jaki to jest zły, niedobry, pewnie bym go umoralniał. Wcześniej nie doświadczałem ani takiego uczucia, ani zdrady. Wcześniej myślałem w systemie zero jedynkowym i byłem raczej radykalny w swoich poglądach. I tu nagle boom! wszystko się zawaliło, cały światopogląd, wszystkie zasady, wartości, wszystko runęło…
    Pewnie, że nie chcemy dalej prowadzić podwójnego życia. Jednak sytuacja jest bardzo patowa i nie ma szans na rozwiązanie bez cierpienia.
    W artykule, który przetłumaczyłaś jest napisane: „Bóg powiedział do nas w swoim przekazie, że odnalezienie naszych Bliźniaczych Płomieni nigdy nie przyniesie bólu innej osobie.” Słyszałaś kiedyś o jakimś rozpadzie związku albo odejściu bliskiej osoby (np. śmierć), który obył się bez cierpienia?
    Zakładając, że się odnaleźliśmy, jak można odejść od swoich partnerów bez sprawienia im bólu? Do tego nasi partnerzy są dla nas bratnimi duszami. Pod artykułem w komentarzu do Jasmin napisałaś, żeby powiedziała mężowi o tym co się dzieje. Żeby powiedziała mu, że on też ma takiego bliźniaka gdzieś na świecie. A może ta żona jest dla niego takim bliźniakiem, którą kocha (jest jego miłością życia)?
    Zbyt mocną czuję empatię do mojej partnerki, żeby od tak jej opowiedzieć co się stało – pękłoby jej serce i pewnie powrót do normalności zająłby jej dużo czasu, albo nigdy by to nie nastąpiło bo jej życie mogłoby się zawalić. Mi na pewno takie wyznanie przyniosłoby ulgę, ale nie potrafię tak ranić ludzi. W życiu kieruję się miłością i dobrem, które z niej wypływa. Dlatego pisałem wcześniej, że żyłem w pełnej harmonii z otaczającym mnie światem i niczego mi nie brakowało. Teraz jestem rozdarty i nie widzę dobrego rozwiązania. Może gdybyśmy nie kochali naszych partnerów to byłoby łatwiej. Ale kochamy ich, siebie i wszystko dookoła… prędzej siebie zranię niż innych.

    Rozumiem Taryn, że Ty przy pierwszej nadarzającej się okazji, opowiesz „Błyskotowi” o tym co Ci się przytrafiło ? Uświadomisz mu, że wasza relacja będzie trwała dopóki Twój bliźniak nie będzie gotowy do pojednania z Tobą? Chyba nie zamierzasz budować z nim czegoś w kłamstwie? ;)

    Marena, wydaje mi się, że chyba nie jest tak, że miłość jest tylko jedna, w sensie skierowana tylko do jednej osoby, ale może się mylę. Czy to nie Jezus umiłował tak ludzi, że oddał za nich swoje życie (poświęcił się)?

    Marcel, piszesz, cytuję: „Ja pisałem że u mnie czasem pojawia się radość – po zjednoczeniu z bliźniakiem będzie tam cały czas.” – czy dobrze rozumiem, że teraz nie czujesz się pełny i potrzebujesz drugiej osoby, która wypełni pustkę w Tobie?

  28. Napisałeś, że bada teren..więc myślałam,że chodzi Ci o pieska? tak komplet informacji, ale jeśli porozmawiasz z Nią tak w 4oczy to może wtedy uwierzy..

  29. Ale ranisz siebie(też zaslugujesz na szczęście uwierz w to:) i swoją połówkę…i ja też.. zrozum ,bo nigdy jej nie pokochasz tak jak tej jedynej. Ciężko to przeżyć ,ale w życiu mamy tylko jedna, jedyna miłość. Wiem to na pewno. Od początku do końca życia. I ona na pewno też ma pisana sobie osobę..bo skoro spotkales Blizniaczke to Ona była/ jest i zawsze będzie Twoim dopełnieniem- Z obecną partnerką meczylibyscie się z sobą oboje..Przezyalm to i wiem to na pewno. Tak niektórzy chcą być „Chrystusami” ale nie o to Jemu chodziło. Bóg chce dla Nas jak najlepiej i tego byśmy byli szczęśliwi. Zaraz napiszesz nie kosztem tej drugiej osoby. Ale jeśli kogoś naprawdę kochasz chcesz Jej szczęścia .a ona z Tobą w pełni szczęśliwa nie jest/ będzie. Wiem to po sobie. A jeśli kochasz Blizniaczke potrafisz Ją zranić?

  30. A moje rozstanie z byłym też się nie obyło bez cierpienia…też cierpiałam, bo go szanowalam i był moim najlepszym przyjacielem..byliśmy zareczeni były plany na przyszłość i myślałam, że go kocham ale to nie było TO!byłam zaslepiona i była to chyba ucieczka przed samotnościa. I wiedziałam,że go krzywdze. Jechaliśmy np do restauracji i słuchając piosenek myślałam o NIM ,tesknilam za NIM..On to widział nie wiem jak ,też był moja bratnia dusza. I widział jak jest. Długo o mnie walczył…za każdym moim nie robił wszystko by zdobyć moje serce. Ale niestety Moje serce oddałam 5,5lat temu tylko Jemu. I choćbym chciała uciec,zaprzeczyć nic nie pokona tej miłości- to jest najprawdziwsze na świecie uczucie. Jedyne – takiej miłości już nie przeżyje. A on ułoży sobie życie..ma 26lat.Powiedział, że zawsze będzie mnie mieć w sercu i jestem jego miłością życia – ale wie że on moja nie jest. I w tym momencie poryczalam się strasznie, bo wiedziałam, ze naprawdę mnie kocha. Ale oboje zrozumieliśmy,że to co nas łączy to przyjazn bratniej duszy. Nie prawdziwa miłość. Tęsknię, myślę, kocham tylko Jego. Tyle.

  31. Thoth…
    Ja ten artykuł TYLKO przetłumaczyłam… Poza tym w momencie spotkania Bliźniaka nie byłam w żadnym związku, z żadnym bagażem i osobiście na czymś innym się skupiłam, a nie na tym, że będę musiała z kimś się rozstać tak, aby nie przysporzyć mu cierpienia.
    Mąż Jasmin nie jest jej Bliźniakiem, bo ona mówi, że jest nim ktoś inny. W ogóle przeczytałeś dokładnie to, co tam napisałam, czy tylko rzuciłeś okiem, bo wydaje mi się, że jednak to drugie ;)
    Będę się tego trzymać, co tam napisałam, bo tak czuję. Są na blogu osoby, które odważyły się na krok uświadomienia współmałżonka. I wiesz co się wydarzyło? Współmałżonek próbuje zrozumieć całą zaistniałą sytuację, a co za tym idzie SIEBIE. Jaki z tego morał? Że Bliźniak małymi krokami doprowadza do obudzenia się kolejnej osoby. Czyli? Czyli, że jest to coś dobrego. Oczywiście nie wiemy, jak to się dalej potoczy, ale na pewno świadoma osoba pewne rzeczy lepiej przyjmie i zaakceptuje niż ktoś, kto od razu zostanie rzucony na głęboką wodę albo co gorsze, dowie się o zdradzie od osób trzecich.
    Mojego Błyskota możemy zostawić w spokoju, bo ja nie powiedziałam, że zamierzam się z nim związać, tylko, że póki co wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują właśnie jego. Co z tego będzie? Nie wiem. Może ma mi jedynie coś ważnego przekazać, może mam coś dzięki niemu zrozumieć. Albo on dzięki mnie. Któż to wie? Jeśli zacznie się coś dziać na poważnie, to powiem mu od razu, że mam w sercu kogoś, o kim nigdy nie zapomnę. Jeżeli poczuję, że Błyskot to jest TO, to na pewno opowiem mu o wszystkim. Nie chcę wchodzić do czegoś czystego z błotem na butach. Niektórym to odpowiada, mi nie. Nie umiem oszukiwać osób, na których w jakiś sposób mi zależy. Tak np. było, gdy wypaliło się moje uczucie do mojego narzeczonego. Powiedziałam mu to od razu, żeby nie przeciągać tego wszystkiego. Wiedziałam, że to nie ten i koniec.
    Ja rozumiem, że spotkanie Bliźniaczego Płomienia robi wodę z mózgu, wszystko się zmienia, przewartościowuje itd., ale zauważ, że w tym momencie nie chodzi tylko o Ciebie i Twoją Bliźniaczkę, ale o wiele osób wokół Was. Chcesz tak dalej żyć? Nie lepiej być szczęśliwym i układać sobie życie w szczęśliwości, jak już wszystko będzie pozamiatane?
    Ale co ja Ci będę mówić… Rób co chcesz. „To jest Twój tron” ;)

  32. Do Marcel: „ja jak się zbliżamy jestem aniołem, najgorzej jest jak się oddalamy..” – powiedzieć Ci jak kobieta to rozumie? Jesteś szczęśliwy i Ona, gdy jesteście „razem” a gdy się oddalacie tracisz ją i siebie wtedy oboje jesteście nieszczesliwi…to logiczne ma to wpływ na całe otoczenie, bo jesteście stworzeni dla siebie po to by ze sobą być nie duchowo lub tylko fizycznie. W każdej formie!jesteście swoim dopełnieniem -całością. Oto tutaj chodzi.

  33. Załapałem jakąś blokadę wczoraj. Czuję że stoję nad krawędzią. Ale mam wrażenie jakby ktoś mnie popychał. To samo miałem jak w styczniu powiedziałem wspólnikowi że się żegnamy. Ale nie było tego wrażenia popychania. Fakt ze trzy dni się zbierałem, ale czułem i wiedziałem, że to już, już. I któregoś dnia przyszła taka fala energii. I skoczyłem . Chciałbym, żeby i teraz tak było. Z drugiej strony cały czas mam wrażenie, że to jest złe. Że to jest taki test. Ostateczny. Że właśnie powinienem stanąć nad krawędzią, wyrazić gotowość po czym odpuścić, odwrócić się i pójść swoją drogą. Może Taryn ma rację pisząc, że to chodzi o mój rozwój, czyli jednak zmierzenie się ze swoimi lękami. A może też jest tak, że Thoth też ma rację, że staram się wypełnić pustkę w sobie. Może Ona nie jest TF tylko bardzo podobną bratnią duszą, przecież kilka już takich spotkałem. A że jest kobietą i zrobiła na mnie największe wrażenie to się uczepiłem, i teraz muszę się uwolnić. Może powinienem też zmienić bloga/forum na jakieś bardziej specjalistyczne :)

  34. Marana
    Jestem szczęśliwy gdy się zbliżamy- no jasne ale to normalne, taka ekscytacja że będzie lepiej. Ale czy będzie i jak długo. A może wszystko runie jak domek z kart.Bo jeśli mamy/ w pewnym sensie musimy, bo na to wychodzi być razem nie tylko duchowo, fizycznie ale i w każdej innej ??? formie to wychodzi na to że i tak nie mam innego wyjścia, żeby wskoczyć wyżej na poziom radości .

  35. A tak naprawdę to jest wszystko tak niesamowite. Cała noc do dupy. Wyglądam dziś jakby mnie z wirówki wyjęli ;)
    Anielskie numerki no ok wszystkie są fajne. Ale dlaczego budzę się z walącym sercem z myślami typu: przecież ty to wszystko wiesz, tak bardzo tęsknię, nie oddalajmy się znowu – patrzę na zegarek 04:04 -zobaczcie sobie z ciekawości. No i co ?no co to jest. I wiem że znowu zaczynam uciekać i czuję się fatalnie i jak sobie pomyślę że przeze mnie Ona też się tak czuje to jestem taki wkur…. na siebie. A w ogóle to cały wieczór i całą noc miałem wrażenie że rozmawiamy ze sobą. Może rozmawiałem z jej duszą. A może czas już na proszki …

  36. Gdyby była „tylko” jakąś tam dziewczyna powiedz mi – nie spał byś przez Nią? To tak na logikę…:)Rozumiem te pustkę -mam to samo..to jest ta tęsknota za tą Jedyną osobą..Ja też miałam wrażenie że ze sobą rozmawiamy, wracając wczoraj z domu po drodze powiedziałam mu w myślach „Kochany wiesz kogo kochasz i znasz prawdę. wiesz, że ja Ciebie kocham. „Może telepatia jakoś podzialala..:) Jeśli chodzi o rozwój to tylko razem bliźniaki mogą to zrobić perfekcyjnie, bo są polowkami i nikt im siebie nie zastąpi. Nikt nie wie jak będzie, ale Ty wiesz, że będzie zle? Uwierz mi jeśli się ludzie kochają…nic im nie przeszkodzi tego jestem pewna. W każdej innej chodziło mi o wszystko o jedność ,ze i duchowo i fizycznie.

  37. Odpuścić? Chyba sam w to nie wierzysz…wiesz jak bardzo się kochacie i chcesz żebyście cierpieli oboje? W imię czego??Wiem, że każdy potrzebuje swojego czasu..poprostu uwierz w siebie i w nią ,w te uczucie które jest między wami tyle lat i nigdy nie zniknie – to dar nie klątwa. Trzeba go umiejętnie przyjąć i ODDAC się jemu (wiem ciężko) ale to da Wam szczęście. Po prostu kochaj. Jeśli poczujesz, ze to ten moment może spróbuj się spotkać tak chociaż na chwilę porozmawiać. Wyrazić swoje emocje jakkolwiek by one nie były:)może ją o coś spytać? Jak poczujesz, że to ten moment.

  38. Thoth, każdy tu ma jakieś swoje „paranoje”. Każdy ma inną drogę, ale już po raz nie wiem, który powiem – SCHEMAT JEST TEN SAM. U Ciebie jakimś cudem nagle się wszystko nie wyklaruje. Nie wyklaruje się, bo musicie coś przerobić. Gdyby tak nie było, to bylibyście wolni od innych związków i tylko dla siebie. A tymczasem Ty jesteś trochę dla Bliźniaczki i trochę dla swojej partnerki, a Twoja Bliźniaczka trochę dla Ciebie i trochę dla męża. A powinniście być wolni od wszelkich innych trosk, żeby stać się piękną, nieskażoną jednością. Tego Ci życzę :)
    No i odzywaj się do nas, bo jest tu dużo fajnych osób, które może w pewnym momencie powiedzą coś takiego, co Ci wiele rozjaśni.

  39. A może ja tu powinnam otworzyć sklepik z psychotropami i kaftanami :D No i oczywiście z materacami żeby obić pokój :D :D :D

  40. Ja wiem ,że bywam uparta ale jeśli kocham to jestem w stanie zrobić wszystko dla tej osoby, dosłownie. Poświęcić całą siebie. To jest miłość. Oddanie, zaufanie, nadzieja ,to ze widzę plusy i ze razem można wszystko:))) Życie jak w bajce? Tak jest możliwe tylko potrzeba do tego 2serc ;)

  41. Tak Taryn każdy ma swoją drogę i rozumiem ,że ciężko zostawić. Zwłaszcza jak osoba „bierze ” na litość- tak robił mój były . Szantażem, płaczem, groźba itd nie było mi lekko…ale w końcu i on zrozumiałam ,ze nie jesteśmy dla siebie…przyznał, że wie i widzi, ze nigdy go nie kochałam i nie pokocham tak naprawdę, bo w sercu mam kogoś innego..po tym wyznaniu widziałam, że on naprawdę mnie kocha i dlatego muszę mu pokazać inne życie, ze też spotka swoją połówkę. Życie nie polega na tym, by się męczyć i udawać „lofki” życie mamy po to by być z tym kogo się kocha. Poznawać się nawzajem każdego dnia i nocy i być dla siebie.

  42. Taryn …
    Biore od Ciebie wszystkie psychotropy jakie masz … wszystkie materace … drzwi bez klamek … kaftany … nie liczy sie cena … nic sie nie liczy …
    Tylko przed smiercia chcialam uslyszec piesenke … moja ulubiona … zawsze sie wzruszam gdy o niej pomysle … hmmm
    Kaliber 44 _ Psychodela ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.