Coś się dzieje… Znowu…

DSC_0262

 

Wrzuciłam ten obrazek, bo wczoraj „PRZYPADKIEM” go zobaczyłam, gdy czekałam na tramwaj. Bo przecież to takie normalne, że takie obrazki leżą luzem na przystankach :D
A dziś kochani przeżyłam istny szok. Siedzę w pracy, dzwoni moja komórka, patrzę, jakiś nieznajomy numer. Odbieram, mówię HALO, w słuchawce przez chwilę cisza i po chwili DZIEŃ DOBRY… A ja zamarłam… Wydawało mi się, że słyszę głos Bliźniaka! Ale był to jedynie kurier, który miał mi podwieźć paczkę. Ale dosłownie… no szok, no… Jak odłożyłam słuchawkę, to wydobyło się ze mnie takie płaczliwe jęknięcie… I dzięki Bogu, że kolegi nie było akurat w pokoju. Miałam łzy w oczach i zaczęłam tak ciężko oddychać, jakbym nie wiem co przed chwilą robiła. Nie mogłam przez chwilę się z tego otrząsnąć!
A ogólnie to wraca mi humor. Nie wiem, czy to chwilowe, czy to najgorsze mam za sobą, ale ewidentnie czuję, że na poziomie duchowym ze strony Bliźniaka dzieje się dosłownie wszystko, żebym znowu była sobą. Czuję jego obecność przez cały czas. Zupełnie, jakby nic innego nie robił, tylko cały czas o mnie myślał i wysyłał mi miłość. Czuję się coraz lepiej. No a poza tym czuję, że trochę mnie pilnuje ;)
Nie rozumiem po co pojawiły się znaki związane z tą drugą osobą, ale ewidentnie ma to jakiś cel. W tej kwestii nic nie ustało i nadal ukazuje się codziennie. Mam nadzieję, że czas pokaże, o co z tym chodzi.
Coś się dzieje… Coś się wydarzy…
Jeszcze na koniec mam dla Was piosenkę, którą oczywiście też znalazłam „przypadkiem” :D LOVE & LIGHT (Miłość & Światło), powiedzenie Bliźniaków i Posłańców Światła ;) No przecież ;)

Serce…

Więc oddaj mi je szybko.
Oddaj…
Wyślij pocztą.
Choć lepiej byłoby gdybyś przyniósł osobiście.
Najlepiej oba serca na dłoni.
Moje i Twoje.
Może być też słonecznik.
I głupie przepraszam.
Albo nawet bez.
Serce wystarczy…
Nawet nie moje.
Tylko Twoje.
Moje sobie weź.
I tak woli Ciebie

- Autor nieznany

Wczorajsza przygoda jednej z nas

Opowiem Wam coś, co przydarzyło się jednej z nas. WCZORAJ. Mam jej błogosławieństwo żeby Wam to napisać, także spoko :) Osoba ta, jak każdy z Bliźniaków, nie ma łatwej sytuacji. Jest w związku, ma dzieci, a jej Bliźniak, to w ogóle inny świat, inna mentalność, inne wszystko. Skąd my to znamy, prawda? ;) Spotkali się w miejscu, w którym kompletnie nikt nie spodziewałby się takiego spotkania. Poczuli do siebie coś, czego kompletnie by się nie spodziewali kiedykolwiek poczuć. Brzmi znajomo? ;)
Tak więc, osoba ta zdobyła się na odwagę i wyłożyła swojemu Bliźniakowi kawę na ławę. Powiedziała WSZYSTKO. Dosłownie wszystko. I gdy pewnego dnia poszła do niego po prostu zapytać, czy jest OK, on do niej wyskoczył z textem, że to jest nienormalne i chore. Wiadomo, że nie jest to coś, co chce się usłyszeć od najukochańszej na świecie osoby. Biła od niego złość i agresja. Był przeokropnie wściekły i poirytowany jej obecnością. Rozstali się tak właściwie nie wiadomo jak. Bez wyjaśnienia, bez spokojnej rozmowy, bez niczego, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję. To co ona przeżywała potem, to możecie sobie tylko wyobrazić, ewentualnie przypomnieć, jeśli ktoś wie, co to za rodzaj bólu i bezsensu. W każdym bądź razie ich sytuacja wydawała się być na straconej pozycji. No bo, jak po takim czymś, w ogóle spodziewać się czegoś innego, niż całkowitego zerwania jakiegokolwiek kontaktu… Zostali rozdzieleni, bo on zmienił miasto, w którym pracował… Minęło kilka tygodni. Bliźniaka ani widu, ani słychu. Nic. Kompletnie nic. I nagle wczoraj, wyszła z córką, szła po osiedlu, spotkała znajomą, z którą najzwyczajniej w świecie zaczęła rozmawiać. Wtem widzi samochód Bliźniaka. Widzi Bliźniaka. Bliźniak sobie jedzie… powoli… koło niej… Taka sytuacja. Powiedziała mi, że nawet jeśli miałby jechać, tam, gdzie ewentualnie mógłby jechać, to i tak jadąc wczoraj po jej osiedlu, to jechał „od dupy strony” :D W ogóle nie po drodze, ani nic :D Także, tak to właśnie wygląda :D Człowiek, który chamsko wykrzyczał jej w twarz, że to wszystko jest nienormalne i chore, który zapierał się rękami i nogami, wczoraj zrobił wszystko, co na tą chwilę mógł, aby choć przez kilka sekund ją zobaczyć. W tym, nie miał pewności, czy na pewno ją zobaczy! Ale pojechał „od dupy strony” kosztem drogiego paliwa, nadrobionych kilometrów czy czasu, który miał przeznaczony na coś innego. Pojechał tamtędy, BO JĄ KOCHA. Bo taka właśnie jest ta miłość. MIMO WSZYSTKO.