Nadal wielkie NIC…

Lipiec 2013 r. wcale nie był najgorszy. Teraz przechodzę najgorsze czasy… Teraz jest najsmutniej, najbardziej niezrozumiale, najbardziej tęskno, najbardziej BRAK. Zupełnie tak, jakbym weszła w jakąś fazę czegoś, czego nie umiem nazwać… To taki niezidentyfikowany ból. Nawet nie wiem dokładnie co mnie boli i gdzie mnie boli. Nie wiem, jak sobie pomóc. Walczę z czymś, ale tak naprawdę nie wiem z czym konkretnie walczę. Chcę powiedzieć Bliźniakowi wszystko, ale tak naprawdę nie wiem co… W ostatnich dniach to wszystko się strasznie nasiliło, a ja nie wiem, co mam dalej robić. Najchętniej, to bym cały czas spała… I tak też się dzieje. Przy każdej możliwej okazji, ja po prostu zasypiam. Pstryk i śpię. Brak mi energii… Właściwie to brak mi wszystkiego. Jego mi brak…
Jakim cudem przeżyłam te 3 miesiące, to ja nie wiem… Każdy dzień, to walka o przetrwanie. Idę do kościoła, czy nawet przechodzę obok i smutno mi, że go tam nie odczuwam. Ta cholerna pustka mnie rozwala. I wgapiam się w drzwi od zakrystii, jakby to miało cokolwiek zmienić, jakby miał zaraz się w nich ukazać tylko po to żeby na mnie zerknąć choć przez chwilę. Brakuje mi jego głosu, jego bliskości, jego obecności. Brakuje mi jego zdenerwowania, gdy byłam obok. Brakuje mi tego, że ciągle mimo wszystko, tak na mnie patrzył, jakby odkrywał mnie na nowo, jakby codziennie sobie coś przypominał. Patrzył na mnie jakbym była kimś najwspanialszym na świecie, bez wad. W jego oczach byłam najlepsza i najpiękniejsza. W jego oczach byłam cudem i skarbem. Tylko w jego oczach. Tęsknię za tym…
Gdyby Bóg mógł teraz spełnić moje jedno życzenie, to poprosiłabym Go o to, aby mój najdroższy J, nigdy nie cierpiał, tak jak ja w tym momencie. Choć wiem, że cierpi tak, jak ja… albo i gorzej…
Jak obudziłam się dziś o 5 rano, tak już zasnąć nie mogłam. I w ogóle w nocy budziłam się co chwila. Nad ranem usłyszałam jego głos, jak mówi do mnie po imieniu… To już drugi raz w przeciągu dwóch tygodni… Jego głos… Taki realny!
Myślałam, że dziś nie wstanę, nie podniosę się, nie pójdę do pracy… A nawet jak już byłam gotowa do wyjścia, to chciałam usiąść na sofie i się nigdzie nie ruszać. Jadąc do pracy tak się zawiesiłam, że nawet nie wiem kiedy mi ta podróż minęła. Nie wiem… W pracy odpaliłam komputer i już na dzień dobry zobaczyłam, że internet nie będzie mnie dziś oszczędzał. Xywka mojego Bliźniaka była wszędzie, gdzie spojrzałam… I nawet zdrobnienie xywki się pojawiło, czego szczerze mówiąc wcześniej nie widziałam! W wieczornych wiadomościach również była… M A S A K R A.
Dzwonienie w uszach też dziś dawało się we znaki… No i palpitacje, bo bez palpitacji ostatnio znowu ani rusz. Myślami był dziś przy mnie non stop. Nie odpuścił nawet na chwilę. To się tak cholernie odczuwa! To jest takie coś, czego się opisać nie da. Po prostu wiesz, że to jest to i już. Ja dodatkowo wiem to po niebieskich błyskach, które mi się objawiają…
Nie wiem co dalej będzie… Nie wiem, jak się wszystko potoczy… Nie wiem… Naprawdę nie wiem… Wiem, że nic nie wiem.

P.S. Właśnie przed chwilą dziadek mi to wysłał…

9 Komentarze

  1. Nawet nie masz pojęcia jak wiem co czujesz :( tyko, że u mnie chyba on już nie cierpi…raczej stał się obojętny i cieszy się innym szczęściem…tyle lat… ;(

  2. Wiem doskonale przez co przechodzisz kochana, tego bólu nie da się porównać z żadnym bólem fizycznym. Ja też czasami aż wyję .. dosłownie jak wilk do księżyca i się zastanawiam kiedy w końcu to minie i czy nadejdzie kiedyś taki dzień.. że nie pomyślę o bliźniaku, dzień takiego zapomnienia.. pozbycia się tej tęsknoty. Nie zanosi się na to … My już też prawie nie rozmawiamy, dalej wszystko słabnie, blednie i jest mniej intensywne. Dziś rano się odezwał po tygodniu ciszy.. ze jest źle z jego królikiem i że chyba to koniec misji zwierzaka w jego życiu… i tak sobie pomyślał, że chciałabym to wiedzieć… rozwalił mnie… bo już od dawna nie dzielimy niczym co dzieje się w naszym ziemskim życiu. A tu jednak chciał, żebym dzieliła z nim ten smutek, bo króliczek już staruszek 11 lat prawie ma. Może tak musi być i taka jest kolej rzeczy.. może to też jest po coś…

    U nas tak jest … że nie damy o sobie zapomnieć, zawsze w pewnym momencie któreś z nas się wyłamuje i przerywa tą ciszę… czasami zupełnie bezmyślnie byle tylko się usłyszeć na moment i ogólnie jest tak inaczej nie ma już tego żalu że jest tak jak jest. ..ale co jest dziwne.. niby człowiek sie godzi, że tak musi być, że nie będziemy razem.. a gdy tylko dochodzi do kontaktu rozmowy… to głosy nam drżą, wszystko kipi od emocji i wszystko wraca budząc się na nowo … po to by za chwilę zapaść w sen i zniknąć … nie ogarniam tego…… i zostają tylko znaki, dziwne bóle, przyspieszone bicie serca albo takie śmieszne mrowienie i wiem, że zawsze jest ze mną..

  3. Czy Oni też czują tak jak My?Czasem myślę że wiem,ale przychodzą takie dni jak dzisiaj i po prostu nie wiem nic,mam wrażenie jakby minął rok od naszego ostatniego spotkania,a to dopiero miesiąc…aż miesiąc.Każdego dnia budzę się z nadzieją że może napisze,zapyta chociaż czy żyje,nie wiem…nie wyobrażam sobie życia bez niego.

  4. Czuja identycznie to samo co my, nie raz już to weryfikowałam i rozmawiałam nawet na ten temat z bliźniakiem. Każde z nas na początku myślało że ześwirowało, nie wiedząc jeszcze nic o BP.. później się wszystko trochę rozjaśnilo. Więc wiem że wszystkie odczucia są takie same po obydwu stronach.

  5. nie wiem dlaczego z takich „miłości” są same cierpienia. Wysiada przy tym nasze życie, te, o które może powinnismy bardzie zadbac ?? :( lata praktyki mam za sobą z taką „miłością” – cóż nie zawsze było kolorowo….ale chmury mogą nas powoli zabijac :( i naprawdę nie jestem do końca przekonana, że oni tak samo cierpią

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.